Newsletter

Jak prawica ekologię porzuciła

Dziś na prawicy trudno o taki stosunek wobec kultury i przyrody, jaki sto lat temu rzadko występował na lewicy. Tymczasem ochrona środowiska jest zbieżna z kilkoma postawami konserwatywnymi

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

W dziedzinie polityki wiele się zmienia z upływem lat. Nic dziwnego: świat się przeobraża. Ale jedna zmiana jest szczególna: porzucenie czy zupełne niezrozumienie haseł ochrony środowiska naturalnego przez kręgi prawicowe. Ekologia, wbrew dzisiejszym wyobrażeniom, była kiedyś bliższa konserwatystom niż lewicy.

Najmocniej ekologia zespala się z prawicą tam, gdzie chodzi o ochronę konkretnych miejsc

Konserwatyzm i konserwacja

Anthony Giddens pisał: „Nie ma oczywistych powiązań między (…) ekologią a myśleniem lewicowym. Wczesne formy (…) ochrony przyrody łączyły się szczególnie z krytyką modernizacji pochodzącą ze starego konserwatyzmu. (…) «Zachowanie przyrody» (…) wyraźnie łączy się z konserwatyzmem jako obroną dziedzictwa przeszłości”.

Ochrona środowiska jest zbieżna z kilkoma postawami konserwatywnymi. Pierwsza to niechęć wobec gwałtownych zmian i ich skutków. Hans Jonas stworzył „zasadę ostrożności”, która stała się fundamentem polityki ekologicznej: jeśli nie jesteśmy pewni, czy jakieś rozwiązanie przyniesie poprawę sytuacji lub nie doprowadzi do jej pogorszenia, powinniśmy je odrzucić lub wprowadzać w życie ostrożnie. Wypisz-wymaluj: sedno doktryny konserwatywnej.

Druga zbieżność to postrzeganie świata jako ciągłości. Przyroda ewoluuje przez wieki, podobnie jak ludzka kultura, zbiorowości i ich tradycje. Przychodzą z przeszłości i sięgają w przyszłość. Kolejna wspólna cecha to sceptyczna postawa wobec postępu. Konserwatyzm jest ostrożny wobec wiary, że wszystko nieustannie i bez końca zmienia się na lepsze. Zwraca uwagę na straty, skutki uboczne i komplikacje. Tak samo rzecz widzi wielu ekologów: postęp technologiczny czy gospodarczy niesie nie tylko korzyści, ale także zniszczenia siedlisk lub pogorszenie stanu całej natury. Zmiana nie zawsze jest na lepsze. Czwarta wspólna płaszczyzna to sceptycyzm wobec materializmu i nadmiernego racjonalizmu. Przyroda, krajobraz i natura są, podobnie jak tradycja i etos, czymś więcej niż zestawem atomów dających się policzyć i wpisać w tabele.

Oba kierunki uważają też, że należy zachować i chronić pewne zjawiska z przeszłości. Stąd rezerwaty czy parki narodowe oraz różne pomysły na ochronę dziedzictwa kulturowego. Czeski filozof i działacz ekologiczny Erazim Kohák stwierdził: „Organizacje ochroniarskie i powszechny romantyczny zwrot ku przyrodzie mają zdecydowanie konserwatywny odcień: to protest tych, którzy kochają las przeciwko «ludzkim hordom» wycieczkowiczów z ich głośną muzyką i piwem. (…) Ruch ekologiczny ma właśnie «konserwatywną część składową», a konserwatywna prawica – swe ochroniarskie skłonności”.

Jednym z prekursorów ochrony przyrody w naszym kraju był Jan Gwalbert Pawlikowski, członek władz Ligi Narodowej, lider Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego w zaborze austriackim

Najmocniej ekologia zespala się z prawicą tam, gdzie chodzi o ochronę konkretnych miejsc. W eseju „Miejsca utracone” Czesław Miłosz pisał: „«Zakorzenienie» jest zapewne stałą potrzebą natury ludzkiej. (…) Pewnie mieliby tu coś do dodania naukowcy zajmujący się obyczajami zwierząt i ptaków, zwłaszcza ścisłą terytorialnością każdego przedstawiciela gatunku i obroną własnego terytorium”.

Rdzeń terminu „ekologia” pochodzi od gr. oikos – dom. Ekologia to w najprostszym odruchu ochrona domu, rozumianego jako pielęgnacja terytorium, w którym osadzone jest ludzkie życie. Francuski poeta i działacz ekologiczny René Char wyraził to dosadnie: „Bijemy się o ten krajobraz, gdyż dla nas wart jest on więcej niż chleb. Nic go nam nie zastąpi”. Jego rodak, współpracownik de Gaulle’a i propagator ochrony środowiska, Philippe Saint-Marc, dodawał: „Okaleczając krajobrazy, w których przyroda zespalała się z kulturą, wykreśla on [człowiek] swą przeszłość, kruszy i rozmywa swą osobowość narodową, regionalną i lokalną”.

 Prawica w akcji

Wszystkie te powody skłaniały częściej prawicę niż lewicę do interesowania się ochroną środowiska.

Republikański prezydent USA, Theodore Roosevelt, przez lata wspierał m.in. tworzenie parków narodowych i rezerwatów przyrody. W 1915 r. w tekście „Ochrona dzikiej przyrody” pisał: „Oświeceni mężczyźni i kobiety zaczęli podejmować skuteczne działania mające zatrzymać bezsensowne niszczenie tego, co raz zniszczone nigdy nie będzie mogło być odtworzone. (…) Ludzie zaczęli doceniać potrzebę zachowania dzikiej przyrody, nie tylko dlatego, że jest użyteczna, ale także dlatego, iż jest piękna”.

W Niemczech do prekursorów ekologii należał Wilhelm Riehl, konserwatywny historyk i myśliciel. W drugiej połowie XIX w. apelował o ochronę przyrody i krajobrazu, jako ważnych dla „organizmu narodowego”. Jego poglądy inspirowały m.in. konserwatywno-romantyczny ruch młodzieżowy Wandervögel (Wędrowne Ptaki), który propagował ochronę natury i krajobrazu wobec „inwazji” cywilizacji przemysłowej. Z kolei wybitny filozof Ludwig Klages dokonał syntezy konserwatyzmu kulturowego z poglądami, które o kilkadziesiąt lat wyprzedziły nurt „ekologii głębokiej”. W 1913 r. opublikował manifest „Mensch und Erde” (Człowiek i ziemia), odrzucający ludzkie uzurpacje do panowania nad naturą i uznający przyrodę za kluczowy element świata (biocentryzm).

Poglądy ekologiczne były też popularne w nurcie zwanym „konserwatywnym rewolucjonizmem”. Najpełniej wyraziła je „Perfekcja techniki” Friedricha Georga Jüngera. W książce z 1939 r. czytamy: „Na akty przemocy ziemia odpowiada nie inaczej niż człowiek, którego życie narażone jest na szwank. Gdy karczuję las dla pól, wówczas plony tych pól będą mniejsze. Gdy góry pozbawię lasu, wówczas spustoszy je erozja. Gdy odwodnię bagna, gdy obmuruję i wyprostuję koryta rzek, wówczas gospodarka wodna popadnie w nieład. Gdy zaorzę step, wówczas powstaną pustynie. Gdy całkowicie wytrzebię dziką przyrodę, oznaczać to będzie nie tylko koniec wszelakiej zwierzyny i roślin, ucierpią także użytki pozyskane w ten sposób. Wiadomo, że w naturze wszystko łączy się ze sobą. (…) Zapominamy, że nie należy samowolnie niszczyć tych więzi”.

Rok 1973 przyniósł głośną książkę „Małe jest piękne”, propagującą odwrót od drastycznej ingerencji w przyrodę, poszanowanie zasobów naturalnych, odejście od wielkiego przemysłu

W Wielkiej Brytanii podobne wątki pojawiły się w prawicowym nurcie zwanym dystrybucjonizmem. Jego czołowymi reprezentantami byli pisarze i publicyści Gilbert K. Chesterton i Hilaire Belloc, którzy w kontrze do kapitalizmu i socjalizmu promowali ustrój oparty na drobnej własności i trosce o lokalne społeczności niszczone przez masową produkcję, wielki przemysł i eksploatację zasobów naturalnych. Z tymi wizjami sympatyzował słynny pisarz John Ronald Reuel Tolkien. Jego poglądy można określić mianem eko-konserwatyzmu: troska o tradycyjny krajobraz, pochwała niewielkich osad rolniczych żyjących w symbiozie z naturą, szacunek dla kulturowej ciągłości i niechęć do gwałtownych przemian społecznych. Jeden z biografów Tolkiena, Humphrey Carpenter, tak pisał o autorze „Władcy Pierścieni”: „Na widok nowej drogi przecinającej kawałek pola wołał: «Oto znika resztka angielskiej ziemi uprawnej». W tym okresie życia utrzymywał, że nie został już ani jeden nie zniszczony las czy stok wzgórza”.

Polski wkład

Jednym z prekursorów ochrony przyrody w naszym kraju był Jan Gwalbert Pawlikowski, członek władz Ligi Narodowej, lider Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego w zaborze austriackim. Jako zapalony taternik już pod koniec XIX w. krytykował niszczenie gór. Dzięki niemu udało się zablokować pomysły m.in. budowy wielkich schronisk pod Rysami i nad Czarnym Stawem Gąsienicowym oraz budowę kolejki na Świnicę. Był pomysłodawcą utworzenia (w 1912) Sekcji Ochrony Tatr Towarzystwa Tatrzańskiego. Głosiła ona konieczność objęcia tych gór objęcia ochroną w postaci rezerwatu przyrody. Po odzyskaniu niepodległości Pawlikowski postulował utworzenie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Został wiceprezesem Tymczasowej Komisji Ochrony Przyrody, a później przez 10 lat Państwowej Rady Ochrony Przyrody. Stworzyła ona przepisy ujęte w 1934 r. w ustawie o ochronie przyrody. Pawlikowski należał do jej głównych autorów, a sam dokument był uznawany za jeden z najlepszych w skali świata. W 1928 r. współtworzył Ligę Ochrony Przyrody – pierwszą w Polsce organizację stricte ekologiczną. Był też inicjatorem Międzynarodowego Biura Ochrony Przyrody, które powstało w 1930 r. w Brukseli.

W roku 1913 opublikował rozprawę „Kultura a natura”. Był to pierwszy w skali świata program ochrony przyrody ze względów nie tyle utylitarnych, estetycznych, patriotycznych, naukowych itp., lecz z uwagi na jej samoistną wartość, a także z powodu wartości natury dla duchowego rozwoju człowieka. „Hasło powrotu do przyrody, to nie hasło abdykacji kultury – to hasło walki kultury prawdziwej z pseudokulturą, to hasło walki o najwyższe kulturalne dobra” – pisał polski prawicowiec. Wybitni przyrodnicy, profesorowie Adam Wodiczko i Władysław Szafer, określili go mianem „duchowego ojca ruchu ochrony przyrody w Polsce”.

Nowa zielona fala

Nie tylko prawica i konserwatyści tworzyli fundamenty refleksji ekologicznej. Jednak wiara w postęp, uprzemysłowienie, urbanizację i ujarzmienie przyrody towarzyszyły lewicy przez dekady i tylko bardziej refleksyjni jej przedstawiciele podnosili postulaty ochroniarskie. Prawicowcy – byli w awangardzie trendu.

Już w 1952 r. niemiecki polityk narodowo-liberalny Hans Mühlenfeld opublikował manifest konserwatyzmu mierzącego się z rzeczywistością powojenną. Jedną z jego tez było „odtworzenie odpowiadających naturze ludzkiej warunków bytu, wbrew sprzecznej z nią sztuczności panującego porządku życia, ujawniającymi się w niej nadużyciami racjonalistycznego postępu i szkodliwym skutkom cywilizacji technicznej”.

Rok 1973 przyniósł głośną książkę „Małe jest piękne”, propagującą odwrót od drastycznej ingerencji w przyrodę, poszanowanie zasobów naturalnych, odejście od wielkiego przemysłu. Została nazwana „biblią Zielonych”, rodzącego się ruchu osób zatroskanych o środowisko. Jej autor, ekonomista Ernst Friedrich Schumacher, wywodził się z grona niemieckich ordoliberałów – konserwatywnej prawicy, sceptycznej wobec socjalizmu i etatyzmu, ale i wolnorynkowego kapitalizmu zdominowanego przez gigantyczne przedsiębiorstwa i masową produkcję. Wyraźny rys konserwatywny miały też głośne w połowie lat 70. pionierskie książki Edwarda J. Mishana, kwestionujące PKB jako sensowny miernik i wskazujące na poważne ekologiczne skutki wzrostu gospodarczego.

Niemcy znane są jako kolebka ruchu Zielonych. Jego fundamentem stały się wieloletnie wysiłki Herberta Gruhla. Związany od lat 50. z prawicową CDU, od 1969 r. był posłem tej partii i jako pierwszy z parlamentarzystów zainteresował się dewastacją środowiska. W 1975 r. opublikował książkę „Ein Planet wird geplündert” (Splądrowana planeta) – sprzedała się w dwustu tysiącach egzemplarzy i wywołała debatę na temat ekologii. Gruhl nie znalazł jednak zrozumienia w partii, powiązanej z właścicielami wielkiego przemysłu. W 1978 r. wystąpił z niej i powołał Grüne Aktion Zukunft (Zielona Akcja Przyszłość). Dwa lata później wziął udział w zjeździe założycielskim Zielonych, ale lewica już interesowała się tą tematyką i zmarginalizowała środowiska eko-konserwatywne. Gruhl aż do śmierci w 1993 r. pozostał wpływowym myślicielem ekologicznym.

Co jakiś czas w środowiskach konserwatywnych przypomina się o dawnym rodowodzie nurtu i narzeka, że „lewacy” tę ideę „ukradli” prawicy. Trudno to traktować poważnie

W przypadku USA kojarzymy ekologię z pokłosiem nowolewicowego buntu „pokolenia ‘68”. Jednak jednym z liderów ruchu obrońców przyrody jest Dave Foreman – w młodości działacz ugrupowań konserwatywnych i asystent prawicowego senatora Barry’ego Goldwatera. Zasłynął jak działacz radykalnej grupy Earth First!, która dokonywała sabotażu inwestycji na obszarach cennych przyrodniczo oraz głosiła prymat interesów przyrody nad dobrobytem ludzkości. Dziś Foreman postuluje „ponowne zdziczenie”, czyli oddanie przyrodzie części terenów zajętych przez człowieka. Łączy ekologię z „organicznym konserwatyzmem” amerykańskiej prowincji.

Tu zaszła zmiana

Konserwatyści i ludzie prawicy wciąż podejmują tematykę ekologiczną. Wiele uwagi poświęca jej wpływowy filozof i komentator, John Gray. Kiedyś popierał neoliberalizm Thatcher, dziś jest krytyczny wobec wolnego rynku oraz silnie akcentuje znaczenie ochrony środowiska. W manifeście „Program dla zielonych konserwatystów” pisał: „Troska o nienaruszalność środowiska, w którym wspólnie żyjemy – zarówno ludzkiego, jak i naturalnego – jest daleka od tego, by być z natury umiejscowiona na lewicy (…). Wiele spośród głównych idei tradycyjnego konserwatyzmu jest w naturalny sposób zgodnych z dążeniami Zielonych”. W ostatnich wyborach burmistrza Londynu kandydatem torysów był Zac Goldsmith – wieloletni działacz na rzecz środowiska, wydawca pisma „The Ecologist”. Na „zieloną ścieżkę” wstąpił także znany konserwatywny filozof, Roger Scruton. Propaguje ochronę środowiska w skali lokalnej, działania na rzecz ocalenia tradycyjnego krajobrazu i wiejskich społeczności: „Motywację tę (…) nazywam ojkofilią, umiłowaniem i współodczuwaniem domu (i jego otoczenia). (…) Problem ochrony środowiska postrzegam jako wyrastający z utraty równowagi, do której dochodzi, gdy ludzie przestają pojmować swoje otoczenie jako dom”.

Dziś ekologia jest jednak niewątpliwie bliższa lewicy niż prawicy. Co jakiś czas w środowiskach konserwatywnych przypomina się o dawnym rodowodzie nurtu i narzeka, że „lewacy” tę ideę „ukradli” prawicy. Trudno to traktować poważnie. Lewica dostrzegła skutki uboczne postępu, kruchość świata natury, bezpardonową eksploatację surowców. Zrozumiała, że prawdziwy postęp obejmuje nie tylko rozwój materialny, ale także niewymierną jakość życia i zachowanie dobrej kondycji środowiska. W tym samym czasie prawica zachłysnęła się neoliberalizmem i obietnicami niekończącego się wzrostu, zaczęła wyrażać interesy globalnego biznesu, a konserwatywne wartości ograniczyła do wojny kulturowej na gruncie obyczajowo-seksualnym. Dziś to na prawicy trudno o taki stosunek wobec kultury i przyrody, jaki sto lat temu rzadko występował na lewicy. Prawica ekologię porzuciła, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ponownie po nią sięgnęła.