Wpisz kwotę, którą chesz przekazać na rzecz NK
Coraz więcej obywateli RFN uważa, że państwo, które nie chce bronić swoich obywateli, swojego systemu społecznego, prawa, kultury i granic – nie jest już ich państwem.
Terroryzm, po Belgii i Francji, dotarł w końcu do Niemiec. Bez względu na to jakie motywy kierowały zamachowcem z Monachium, 18-letnim Irańczykiem z niemieckim obywatelstwem, inspirował się on, krzycząc „Allahu Akbar”, poprzednimi atakami o islamistycznym podłożu w Würzburgu i Nicei. Udało mu się przy tym całkowicie sparaliżować największe miasto na południu Niemiec.
Wydarzeniom z piątkowego wieczoru towarzyszył nieznośny medialny jazgot. Jedni mówili o zagrożeniu ze strony islamskich radykałów, drudzy powtarzali jak mantrę, że wszystkiemu winna jest prawica i jej niechęć do „obcych”. Prawda jest taka, że europejskie społeczeństwa muszą się liczyć nie tylko z zagrożeniem ze strony sympatyków Państwa Islamskiego. Tych, chociaż nie zawsze, można zaobserwować, wyśledzić i unieszkodliwić. Jednak „samotnego wilka”, który z wściekłości, ku czci Allaha, albo z frustracji i ku własnej chwale chce zabić możliwie wielu ludzi, znacznie trudniej jest wykryć i powstrzymać. To się nie udało już w przypadku zamachowca z Würzburga, o którym – kilka dni po ataku, podczas którego ranił cztery osoby siekierą – wciąż niewiele wiadomo. Mężczyzna przybył wraz z ubiegłoroczną fala uchodźców do Niemiec, to jest pewne. Podawał się za 17-letniego Afgańczyka, by zwiększyć swoje szanse na azyl. Prawdopodobnie był jednak o wiele starszy i pochodził z Pakistanu.
Kanclerz Merkel powinna była pojawić się w szpitalu u boku ofiar, zarówno w Monachium jak i w Würzburgu. W Berlinie uznano jednak najwyraźniej, że nadałoby to obu wydarzeniom zbyt dużą wagę
To, że służby nie są w stanie ustalić jego tożsamości jest wyrazem słabości niemieckiego państwa i jego struktur siłowych. Takich jak domniemany Afgańczyk jest więcej. W drodze do Niemiec wyrzucili paszporty i żyją dziś jako syryjscy czy iraccy uchodźcy w ośrodkach dla azylantów w całym kraju. Mogą – jak niedawno przyznała sama kanclerz Angela Merkel – być wśród nich terroryści. Jeden z nich, Marokańczyk podający się za Syryjczyka, podpalił niedawno ośrodek dla uchodźców w Düsseldorfie, który doszczętnie spłonął.
Można było sądzić, że wraz ze zmniejszeniem się fali uchodźców po zamknięciu trasy Bałkańskiej Niemcy opanują sytuację. Tak się nie stało. Eksperci szacują, że ok. 20 proc. syryjskich uchodźców w rzeczywistości pochodzi z innych krajów. Nie jest dobrze, gdy państwo nie wie, kto znajduje się na jego terytorium i na dodatek pozwala by radykalni salafici prowadzili w ośrodkach dla azylantów rekrutację.
Jest jeszcze gorzej, gdy rząd uznaje, że nie ma problemu. Kanclerz Merkel powinna była pojawić się w szpitalu u boku ofiar, zarówno w Monachium jak i w Würzburgu. W Berlinie uznano jednak najwyraźniej, że nadałoby to obu wydarzeniom zbyt dużą wagę. Minimalizacja szkód, szczególnie politycznych, to strategia krótkowzroczna, na którą obywatele się nie nabiorą. Bagatelizacja obu zamachów, przekonywanie o bezalternatywności polityki otwartych drzwi i Europy bez granic, tylko pogłębia brak zaufania Niemców do państwa. „Można oszukiwać wszystkich (ludzi) przez pewien czas, a część ludzi przez cały czas, ale nie da się oszukiwać wszystkich przez cały czas” – twierdził Abraham Lincoln. Pani kanclerz powinna wziąć sobie tę prostą prawdę do serca. Rysowanie kredkami serduszek na chodnikach Niemcom się kiedyś (po którymś zamachu, bo to, że będą kolejne nie ulega kwestii) w końcu znudzi. Wściekłość i frustrację rozładują na przybyszach z Afryki i Bliskiego Wschodu.
Sprawcy morderstw honorowych wymachują w sądach Koranem i są przez nie łagodnie traktowani. Państwo prawa przestało działać
Niemcy wmanewrowały się swoja polityką otwartych drzwi w ślepy zaułek. Uzależniły się od Turcji, która stała się po nieudanym puczu i związanymi z nim czystkami bardzo niewygodnym partnerem. Podczas gdy w pociągu w Würzburgu młody sympatyk IS wymachiwał siekierą, po niemieckich ulicach ciągnęły pochody tureckich Szarych Wilków, krzyczących „Allahu Akbar”. Doszło do zamieszek. Organy bezpieczeństwa i politycy obawiają się rosnących napięć między tureckimi nacjonalistami, sympatykami kurdyjskiej PKK i innymi przeciwnikami prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana. W Republice Federalnej żyje prawie 4 mln Turków. Zaledwie 15 proc. z nich uchodzi za zintegrowanych z tamtejszym społeczeństwem. Napięcia w Turcji przenoszą się tym samym na niemieckie ulice. Tak jak podziały na Bliskim Wschodzie odżywają ze zdwojoną siłą w ośrodkach dla uchodźców. Na meczecie w nadreńskim Hagen wywieszono plakat z napisem: „Zdrajcy nie mają prawa się tu modlić”. Niemieckie państwo także wobec tego wydaje się być bezsilne.
Bagatelizowanie czy nawet tuszowanie przestępstw imigrantów stało się normą, włącznie z poligamią i małżeństwami dzieci, które są tolerowane przez urzędy RFN. Sprawcy morderstw honorowych wymachują w sądach Koranem i są przez nie łagodnie traktowani. Państwo prawa przestało działać. Każda opinia, która nie pasuje do „konsensusu” na temat imigrantów jest otwarcie tłumiona, a jego autorzy obkładani „faszystowską” maczugą.
Podczas napływu fali uchodźców kanclerz Merkel zadeklarowała, że naród, który jest wrogo nastawiony do „obcych” nie jest jej narodem. Coraz więcej Niemców uważa, że państwo, które nie chce bronić swoich obywateli, swojego systemu społecznego, prawa, kultury i granic – nie jest już ich państwem.
Nasi sąsiedzi Czesi i Słowacy bardziej chcą pozostać w niemieckiej strefie wpływów niż boją się napływu muzułmanów. A tego się nie da pogodzić bo Niemcy wybrały islam. To jedyna legalna forma faszyzmu, która im pozostała a jak wiadomo, Niemcy bez faszyzmu są jak ryba bez wody. Dlatego szkoda mi Czech i Słowacji ale bye, bye, knedliczki, juz po was.
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.
Bartłomiej Radziejewski ostrzega: narracja o „skradzionych wyborach” może posłużyć jako pretekst do bezprecedensowego nacisku na Sąd Najwyższy i delegitymizacji prezydenta elekta
Program konferencji obejmował siedem paneli dyskusyjnych, koncentrujących się na priorytetach polskiej prezydencji w UE w kontekście Zielonego Ordokonserwatyzmu.
Jeżeli teraz mamy problemy z łącznością i komunikacją, to aż strach pomyśleć, jak będzie w sytuacji realnego niebezpieczeństwa
Czy Indie zmieniają bieg światowej polityki? Jak wyglądają relacje międzynarodowe z perspektywy jednego z najważniejszych graczy w Azji?
Jaką rolę odgrywają Indie w dynamicznie zmieniającym się ładzie światowym? Dlaczego ich pozycja w geopolityce Azji jest kluczowa dla przyszłości globalnych relacji międzynarodowych? Odpowiedzi na te pytania znajdziesz w najnowszej książce Shivshankara Menona byłego Sekretarza Spraw Zagranicznych Indii.
„Ostatni Etap” to nie tylko analiza polityczna – to także historia współczesnej Polski i jej miejsca na mapie świata.
Zapisz się na listę mailingową i wybierz, na jaki temat chcesz otrzymywać alerty:
Login lub e-mail
Hasło
Zapamiętaj mnie