Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Walka o kształt funduszy ma sens

Spór wokół funduszy norweskich nie jest jedynie międzyrządową przepychanką. Dotyczy przyszłości trzeciego sektora

Spór wokół funduszy norweskich nie jest jedynie międzyrządową przepychanką. Dotyczy przyszłości trzeciego sektora

Cieszy każdy głos w dyskusji na temat rozdysponowania środkami norweskimi, zwłaszcza że jest to spór o znaczeniu fundamentalnym dla trzeciego sektora. Niestety nie z każdym głosem można się zgodzić, czego przykładem jest tekst pana Łukasza Kobeszko na łamach „Nowej Konfederacji”, w którym można znaleźć nieścisłości i stwierdzenia kontrowersyjne.

Przede wszystkim przedstawienie sporu jedynie na linii rząd Polski – rząd Norwegii jest zupełnie nieusprawiedliwionym uproszczeniem. Spór ten przede wszystkim dotyczy przyszłości polskiego trzeciego sektora, a nie jest jedynie międzyrządową przepychanką. W związku z tym, że mamy do czynienia z umową międzynarodową, w której obie strony rządowe gwarantują świadczenia, trwają negocjacje. Jest to normalna kolej rzeczy – takie negocjacje prowadzą wszystkie państwa UE korzystające z funduszy i nie ma to nic wspólnego z niepotrzebnym machaniem szabelką. Problem wystąpiłby, gdyby negocjacje nie były prowadzone. Analizy Konfederacji potwierdzają, że efektem negocjacji może być różnorodność rozwiązań w zakresie dystrybucji środków norweskich.

Warto zaznaczyć, że Norwedzy (wbrew twierdzeniom autora) mają wpływ na wybór operatora konkursu. W jego dotychczasowej formule operatora wybiera przecież Biuro Mechanizmu Finansowego, a w stosownej komisji większość głosów ma Norwegia. Tajemnicą poliszynela jest, że nawet z PO były konflikty w zakresie wyboru operatora, ale poprzednia partia rządząca odpuściła.

Z inicjatywy Konfederacji Inicjatyw Pozarządowych Rzeczpospolitej ponad 50 organizacji przedstawiło krytyczne stanowisko dotyczące Fundacji Batorego jako operatora funduszy w poprzedniej perspektywie. Konfederacja nigdy nie postulowała jednak, aby to Narodowe Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego rozdzielało środki norweskie przeznaczone na działalność pozarządową. Chce ona decentralizacji tych środków i powołania kilku regionalnych operatorów – organizacji pozarządowych lub ich zrzeszeń, co byłoby receptą na przedstawiany przez redaktora Kobeszko problem bezaltertywności Fundacji Batorego.

Fundusze norweskie powinny służyć dywersyfikacji potencjału różnych środowisk pozarządowych, a nie pogłębianiu monopolu jednej opcji, jak ma to miejsce obecnie

Autor dochodzi do słusznego twierdzenia, że wygranie przez Fundację Batorego konkursu na operatora (nie wielokrotne, gdyż konkurs ten wygrała jedynie w poprzedniej perspektywie) jest wynikiem strukturalnej słabości polskiego społeczeństwa obywatelskiego, które przez lata nie potrafi zbudować silnych i sprawnych instytucji. Nie zauważa jednak, że takie bezalternatywne stawianie na Batorego jako jedynej organizacji potrafiącej stawić czoła wyzwaniu rozdzielania środków jest właśnie jednym z czynników owej strukturalnej słabości. I będzie się ona pogłębiać, jeśli to dalej jedynie Batory będzie operatorem. Fundusze norweskie powinny służyć dywersyfikacji potencjału różnych środowisk pozarządowych a nie pogłębianiu monopolu jednej opcji, jak ma to miejsce obecnie.

A jest to opcja o wyraźnie lewicowym skręcie ideologicznym, co ma swoje wyraźne potwierdzenie przy podziale środków w poprzedniej perspektywie. “Liczna grupa” chrześcijańskich organizacji charytatywnych, którą wsparła Fundacja Batorego, to raptem kilka podmiotów. Jak słusznie stwierdzono, są to byty charytatywne, nie podnoszące żadnych postulatów politycznych, kulturowych czy prawnych, które mogą być kojarzone z najszerzej rozumianym konserwatyzmem. Zresztą naszym podstawowym zarzutem, który nie został przytoczony, było nie tyle wspieranie organizacji o profilu liberalnym albo skrajnie lewicowym, co organizacja za pieniądze z mechanizmu finansowego lobbyingu politycznego o zakresie ewidentnie sprzecznym z polskim porządkiem ustrojowym (adopcja dzieci przez homoseksualistów, likwidacja lekcji religii w szkołach, etc.) czy kontrowersyjnych (masa projektów o “uchodźcach”, w istocie poświęconych imigrantom zarobkowym).

Walka o kształt funduszy norweskich ma sens. I nie chodzi tutaj wyłącznie o kwestie suwerennościowe czy ideologiczne. Celem powinien być tutaj większy pluralizm i powołanie bardziej obiektywnego operatora pozarządowego, a najlepiej kilku w różnych częściach kraju, gdyż innym sporym problemem w ostatniej perspektywie była nadreprezentacja beneficjentów z Warszawy kosztem organizacji z mniejszych ośrodków. Istnieje spora szansa, że takie rozwiązanie pomoże w poprawie strukturalnej słabości całego sektora.

 

 

prawnik, działacz sektora pozarządowego, rzecznik prasowy Konfederacji Inicjatyw Pozarządowych Rzeczpospolitej

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz