fbpx
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

UE musi natychmiast stworzyć skuteczną strategię wobec Chin

Stosunki UE–Chiny, chociaż trudniejsze i nieco bardziej skomplikowane w wyniku kontrowersji w relacjach USA–Chiny, mają jednak dużą wagę i potencjał – i nie jest wcale przesądzone, że będą przebiegały podobnie jak te pomiędzy dwoma największymi gospodarkami na globie

Stosunki UE z ChRL są niezwykle intensywne, szczególnie w wymiarze gospodarczo-handlowym149. Według danych Komisji Europejskiej: „UE i Chiny są dwoma największymi partnerami handlowymi na globie. Chiny są drugim najważniejszym partnerem handlowym dla UE, po Stanach Zjednoczonych Ameryki, natomiast UE jest największym partnerem handlowym Chin”. Co więcej, wysokość usług w tych stosunkach przekracza 10 proc. poziomu obrotów towarowych, a w przypadku eksportu UE usługi sięgają 19 proc. ogółu obrotów. W efekcie obroty te przekraczają 1 mld euro dziennie.

Naturalnie, wyjście Wielkiej Brytanii z UE w ramach dokonanego z końcem stycznia 2020 roku brexitu miało pewien, jeszcze nie do końca znany i  zbadany, wpływ na te relacje, Zjednoczone Królestwo dawało bowiem ok. 12 proc. unijnego budżetu. Jednakże intensywność i różnorodność stosunków UE–Chiny była i pozostaje tak duża, iż można przewidywać, iż nawet po brexicie pozostaną one jednymi z najważniejszych dwustronnych relacji na globie, jako że składają się na nie jeszcze m.in. organizowane dorocznie od 1998 roku dwustronne szczyty, a więzi są podtrzymywane nie tylko na najwyższym szczeblu, ale także poprzez ponad 60 tzw. dialogów sektorowych, obejmujących praktycznie wszystkie najważniejsze dziedziny współpracy. Do tego dochodzą jeszcze inne rozwiązania instytucjonalne, jak przykładowo wspólna Komisja ds. Handlu, Dialog Wysokiego Szczebla w Dziedzinie Gospodarki i Handlu czy bilateralne Forum Młodych lub w dziedzinie kultury.

TEKST JEST FRAGMENTEM KSIĄŻKI „NOWY DŁUGI MARSZ. CHINY ERY XI JINPINGA”. KUP NAJNOWSZĄ KSIĄŻKĘ BOGDANA GÓRALCZYKA W NASZEJ KSIĘGARNI

Dobrze rozwijające się i skoncentrowane wokół spraw handlowych i gospodarczych stosunki ze światem zewnętrznym sprawiły, że władze chińskie postanowiły wkomponować je w promowaną od przełomu stuleci koncepcję „wychodzenia na zewnątrz” (zou chuqu), a  jeszcze bardziej wzmocniły współpracę z UE po przystąpieniu ChRL do Światowej Organizacji Handlu – WTO w  grudniu 2001 roku. Głównym założeniem promowanej strategii było wychodzenie na rynki zewnętrzne oraz podporządkowanie współpracy ze światem zewnętrznym celom modernizacyjnym w kraju, a przede wszystkim nowym inwestycjom i rozwiązaniom infrastrukturalnym. Chodziło również o podniesienie konkurencyjności chińskich towarów na światowych rynkach.

Intensywność i różnorodność stosunków UE–Chiny była i pozostaje tak duża, iż można przewidywać, iż nawet po brexicie pozostaną one jednymi z najważniejszych dwustronnych relacji na globie

Te nie tylko gospodarcze, ale wręcz mentalne przełomy („wyprzedziliśmy Japonię!”) sprawiły, że postanowiono iść nieco dalej niż dotąd. W kwietniu 2012 roku roku, jak już wspominałem, ówczesny chiński premier Wen Jiabao nakreślił w Warszawie wizję współpracy z państwami regionu Europy Środkowej i Wschodniej, nie tylko gospodarczej, ale także naukowej i kulturalnej. Chodziło o połączenie Chin z 16 państwami pokomunistycznymi, jednakże – poza Państwami Bałtyckimi – bez byłych sowieckich republik związkowych. Objęła ona trzy państwa bałtyckie, czterech członków Grupy Wyszehradzkiej oraz państwa pojugosłowiańskie (Serbia, Chorwacja, Słowenia, Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra i Macedonia) oraz inne bałkańskie (Albania, Bułgaria, Rumunia). Ku zaskoczeniu zebranych, także dyplomatów, Wen Jiabao przedstawił wówczas koncepcję „12 przedsięwzięć” we współpracy z regionem, na które przeznaczono linie kredytowe w wysokości 10 mld dolarów, a miały one obejmować m.in. utworzenie Sekretariatu dla tej nowej formuły współpracy, specjalny fundusz inwestycyjny w wysokości 500 mln dolarów, promowanie misji handlowych w obu kierunkach, tworzenie stref przemysłowych w państwach regionu, a także udzielanie stypendiów (dla pięciu tysięcy kandydatów) na studia w  Chinach, wspieranie Instytutów Konfucjusza w  regionie oraz wymiany naukowej i kulturalnej.

Niespełna rok później Xi Jinping osobiście ogłosił nową inicjatywę – BRI. Tu też Europa (UE) znalazła się w centrum zainteresowania. Dostępne dane i opracowania dowodzą, że główne chińskie inwestycje i zainteresowanie nie idą wcale ku państwom Europy Środkowej i Wschodniej, czego po ogłoszeniu formuły 16+1 mocno obawiano się w zachodnich stolicach, lecz ku największym organizmom gospodarczym w Europie Zachodniej, gdzie z kolei, Nowy długi marsz co prawda z pewnym opóźnieniem, uświadomiono sobie, że w ramach BRI idzie nie tyle i nie tylko o wielkie inwestycje infrastrukturalne, co o  fuzje i przejęcia. Czyli że Chiny nie tyle idą ku Europie z projektami typu greenfield, a więc budową czegokolwiek od początku, lecz raczej stawiają na przejmowanie znanych marek, w tym szczególnie w dziedzinie wysokich technologii. Niejako „dzwonkiem alarmowym” stało się przejęcie takich wielkich firm jak Volvo, Pirelli, szwajcarska Syngenta czy wreszcie potentat w produkcji robotów przemysłowych, niemiecka firma Kuka. Wtedy zrozumiano, że trzeba jeszcze bardziej niż dotąd naciskać na wprowadzenie w życie porozumienia o wzajemnej ochronie marek, znaków firmowych i inwestycji, o co od dawna dobijały się instytucje unijne (Chiny cały czas prą do podpisania umowy o wolnym handlu), jak też uświadomiono sobie, że forsowana przez Chiny formuła obopólnych korzyści win – win zbyt często w praktyce zamienia się w inną – 2:0 dla Chin.

Główne chińskie inwestycje i zainteresowanie nie idą wcale ku państwom Europy Środkowej i Wschodniej, czego po ogłoszeniu formuły 16+1 mocno obawiano się w zachodnich stolicach, lecz ku największym organizmom gospodarczym w Europie Zachodniej

Naturalnie, kluczowa zmiana, jaka zaszła w  stosunkach amerykańsko-chińskich w trakcie kadencji prezydenta Donalda Trumpa, postawiła w zupełnie nowej sytuacji także Unię Europejską, jej instytucje oraz państwa członkowskie. Z jednej strony, nowe, twarde podejście administracji amerykańskiej do Chin, a z drugiej, coraz bardziej odczuwalna obecność Chin na kontynencie, ich zaangażowanie inwestycyjne w Europie, a przede wszystkim dokonywane jedna po drugiej fuzje i  przejęcia sprawiły, że w  marcu 2019 roku również Komisja Europejska – co zdarzyło się po raz pierwszy – zdefiniowała Chiny jako „systemowego rywala”.

Wśród dziesięciu zadań, jakie wówczas wyspecyfikowano, szczególną uwagę postanowiono zwrócić na ryzyka bezpieczeństwa, związane z chińskimi inwestycjami na terenie UE i całego kontynentu, a z tego powodu wskazano na pilną konieczność podpisania szczegółowej i rozwiniętej dwustronnej umowy o ochronie inwestycji – Comprehensive Agreement on Investment – CAI, mimo że Chiny od lat stawiały raczej na dwustronną umowę o wolnym handlu. Jej podpisanie zaplanowano na wrzesień 2020 roku w trakcie planowanego, nadzwyczajnego i bezprecedensowego szczytu Unia–Chiny w Lipsku, przy okazji niemieckiej Prezydencji w UE, który miał się odbyć niezależnie od rocznego, regularnego spotkania dwustronnego w tym formacie, czyli dorocznego szczytu odbywającego się od 1998 roku. Ostatecznie, ze względu na pandemię, do szczytu w Lipsku nie doszło, a w zamian za to był tylko szczyt wirtualny, który niewiele wniósł. Kanclerz Angela Merkel, kończąca (we wrześniu 2021 roku) swoją długą karierę na najwyższym stanowisku, a zarazem niemiecką Prezydencję w UE, postanowiła jednak sprawę doprowadzić do końca i w efekcie 30 grudnia 2020 roku, na kolejnym wirtualnym szczycie (stronę chińską reprezentował tylko Xi Jinping, po stronie unijnej byli to: Angela Merkel jako Prezydencja, Ursula von der Leyen jako przedstawiciel Komisji Europejskiej, Charles Michel jako przewodniczący Rady Europejskiej oraz prezydent Emmanuel Macron, co wzbudziło pewne kontrowersje) uzgodnili to porozumienie, choć bez szczegółów. Kiedy jednak nowa administracja amerykańska Joe Bidena potwierdziła twardy kurs wobec Chin, a w państwach członkowskich wobec CAI pojawiło się coraz więcej znaków zapytania i kontrowersji, postanowiono tę umowę, którą czekała debata ratyfikacyjna w Parlamencie Europejskim, po prostu „zamrozić”, choć nikt nie wie, na jak długo – i czy w ogóle kwestia ta powróci na porządek dzienny. Mimo że władze w Pekinie są przekonane, że zarówno kanclerz Angela Merkel, jak i  prezydent Emmanuel Macron nadal popierają CAI, to patrząc z perspektywy europejskiej trudno podzielać ten optymizm. W chwili pisania tych słów układ sił w Parlamencie Europejskim, który miałby tę wielką umowę ratyfikować, jest dość wyraźnie przeciwny CAI i jej ustaleniom.

Trzeba przyznać rację unijnemu Wysokiemu Przedstawicielowi ds. Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa Josepowi Borrellowi, który stwierdził, że w ramach pandemii staliśmy się stronami „globalnego starcia odmiennych narracji”. Taki stan rzeczy stawia w  trudnym położeniu instytucje unijne oraz państwa UE i na kontynencie, co dodatkowo, przynajmniej w początkowej fazie kryzysu, utrudniła chińska ekspansja w dostarczaniu sprzętu medycznego do Europy, w ramach „dyplomacji maseczkowej”. Pokazała ona, jak bardzo spolaryzowana jest Europa i państwa UE w stosunku do Chin. W pewnych przypadkach (za najbardziej spektakularne należałoby uznać reakcje władz w Serbii, ale też Polski czy Węgier) podejście do chińskich dostaw było pozytywne. Przedsięwzięcie to początkowo przyniosło Chinom spory sukces propagandowo-medialny. Jednak ta kolejna chińska ofensywa na kontynent europejski ostatecznie nie do końca się powiodła, nie była bowiem szczodrobliwa, lecz raczej merkantylna, a za transporty trzeba było płacić. Ponadto w wielu krajach – np. Finlandii, Hiszpanii czy Włoszech – powstały całkiem spore kontrowersje co do jakości dostarczanego sprzętu. Później takie wątpliwości pojawiły się też wokół chińskich szczepionek (głównie Węgry, Serbia, Bałkany Zachodnie), ponieważ notowana po zaszczepieniu nimi odporność była albo znikoma, albo nie występowała w ogóle.

Trzeba przyznać rację unijnemu Wysokiemu Przedstawicielowi ds. Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa Josepowi Borrellowi, który stwierdził, że w ramach pandemii staliśmy się stronami „globalnego starcia odmiennych narracji”

Chińska dyplomacja pozostaje jednak aktywna, wykonuje wiele przyjaznych gestów, również wobec Polski, czego chyba najlepszym dowodem było zaproszenie szefa polskiej dyplomacji do Pekinu, co należy jednak ujmować w szerszej perspektywie prowadzonej aktualnie przez Pekin strategii. Tamtejsi analitycy, gdzie tylko mogą, przestrzegają polityków, aby nie wchodzić ponownie w zimnowojenne w duchu zwarcie z USA i podkreślają, że nie chcą powrotu do porządku dwubiegunowego i zimnej wojny, opowiadają się natomiast za wielobiegunowością i multipolaryzmem. Tezy te mocno wyeksponował na spotkaniu z  dziennikarzami podczas sesji chińskiego parlamentu w 2020 roku szef tamtejszej dyplomacji, Wang Yi.

Równolegle chińskie władze zdecydowanie stawiają na Europę, bo dostrzegają, że zatargi handlowe i inne rodzą się nie tylko w stosunkach USA–Chiny, ale także USA–UE czy też USA–Niemcy, a tymczasem Europa po pandemii i brexicie wymaga przecież wsparcia i silnego partnera. Stąd pomysł dwóch, a nie jednego, dwustronnych szczytów Chiny–UE w ciągu 2020 roku i stąd też koncepcja traktowania UE jako swego rodzaju „trzeciego bieguna”, mającego neutralizować rosnące animozje i spięcia na linii Waszyngton–Pekin.

Tym samym trzeba zgodzić się z opiniami, iż stosunki UE–Chiny, chociaż trudniejsze i nieco bardziej skomplikowane w wyniku kontrowersji w relacjach USA–Chiny, mają jednak dużą wagę i potencjał – i nie jest wcale przesądzone, że będą przebiegały podobnie jak te pomiędzy dwoma największymi gospodarkami na globie. Zarówno w Pekinie, jak i w wielu stolicach europejskich, chociaż podzielonych w opiniach, nadal jeszcze panuje przekonanie, że w naszych wzajemnych relacjach absolutnie nie wszystko jest stracone, a może nawet wyłaniają się przed nami nowe możliwości i lepsze perspektywy. Jak w większości przypadków, w chwili obecnej na terenie UE wiele będzie jednak w tych kwestiach zależało od Niemiec, a może Francji i Niemiec, bo ten tandem zdecydowanie wzmocnił się i niejako „powrócił do źródeł” po brexicie, nadając ton całemu procesowi integracji. Tymczasem w obu tych państwach, w chwili pisania tych słów, oczekuje się na ważne wybory, po których kanclerz Angela Merkel, po 15 latach urzędowania odejdzie, a losy prezydenta Emmanuela Macrona są nieznane, a raczej leżą w rękach wyborców. Jest jednak pewne, że w aktualnych okolicznościach z równą uwagą co w Berlinie i Paryżu, czeka się na te wyniki wyborów w Pekinie i Waszyngtonie. Europa (UE) jest istotnym elementem nowego światowego porządku, jaki zaczął się wyłaniać po pandemii, chociaż nie jest to ład ani ukształtowany, ani odpowiadający naszym marzeniom, gdyż na horyzoncie jest wiele niewiadomych, jak i groźne widmo „nowej zimnej wojny”.

Chińska dyplomacja pozostaje jednak aktywna, wykonuje wiele przyjaznych gestów, również wobec Polski, czego chyba najlepszym dowodem było zaproszenie szefa polskiej dyplomacji do Pekinu

O tym, gdzie zmierzamy, dobrze poniekąd świadczy wystąpienie 25 maja 2020 roku wspomnianego Wysokiego Przedstawiciela Josepa Borrellla na konferencji niemieckich ambasadorów, gdzie nie wykluczył on i nie podważył coraz częściej stawianej tezy, że „wiek XXI będzie stuleciem Azji i Pacyfiku”. Tymczasem taka zmiana, gdyby rzeczywiście faktycznie do niej doszło, zupełnie w innym świetle stawia zarówno relacje transatlantyckie, jak i położenie Europy i UE, z czego należałoby jak najszybciej wyciągać stosowne wnioski. Istotniejsze było jednak jeszcze inne stwierdzenie szefa unijnej dyplomacji. Powiedział on bowiem gronu niemieckich ambasadorów rozsianych po całym świecie: „Chiny stają się coraz potężniejsze i pewne swego, a ich wzrost robi wrażenie i wymaga szacunku, chociaż rodzi też wiele znaków zapytania i obaw”. Stąd też jednoznaczna, a zarazem jakże słuszna jego konkluzja: „Potrzebujemy bardziej solidnej (robust) strategii wobec Chin”.

TEKST JEST FRAGMENTEM KSIĄŻKI „NOWY DŁUGI MARSZ. CHINY ERY XI JINPINGA”. KUP NAJNOWSZĄ KSIĄŻKĘ BOGDANA GÓRALCZYKA W NASZEJ KSIĘGARNI

Chiny, powtórzmy, bo to ważne, mają aż dwie wizje i strategie współpracy z Europą – BRI oraz 16+1, a w trakcie pandemii koronawirusa jeszcze bardziej potwierdziły, jak duże znaczenie mają dla nich relacje z naszym kontynentem. Obecne władze w  Pekinie traktują Europę jako swego rodzaju przeciwwagę („trzeci biegun”) w ramach narastających, niestety, kontrowersji i napięć z USA. Jednoznacznie podkreślają one, że „nie chcą wojny”, ale zarazem dodają, że się jej nie boją. Nie chcą też powrotu do bipolaryzmu i atmosfery zimnej wojny, stąd ta stawka na Europę.

Obecne władze w Pekinie traktują Europę jako swego rodzaju przeciwwagę („trzeci biegun”) w ramach narastających, niestety, kontrowersji i napięć z USA

W takiej – niestety napiętej i ostatnio eskalującej, a więc trudnej do przewidzenia – sytuacji wypada jedynie zgodzić się i poprzeć postulaty Josepa Borrella, by Unia jak najszybciej wypracowała bogatą w treści strategię wobec Chin, której nie ma, a przecież Chińczycy już tutaj są – i pozostaną. Nie po to przecież nakreślili wizję BRI i formułę 16+1, by się z nich bez uzasadnionego powodu wycofywać. My tutaj, w UE, w regionie i w Polsce, też mamy otwarte karty w stosunkach z rosnącymi i coraz bardziej asertywnymi Chinami. Najwyższy czas zastanowić się nad tym, co z tym fantem zrobić.

politolog i sinolog, profesor. Dyrektor Centrum Europejskiego UW w latach 2016-2020. Był również ambasadorem Polski na Filipinach, w Tajlandii oraz w dawnej Birmie w latach 2003-2008. Zajmuje się stosunkami międzynarodowymi we współczesnym świecie. Specjalizuje się w tematyce Chin. Bogdan Góralczyk pracował jako profesor wizytujący na zagranicznych uniwersytetach, w tym na terenie Chin i Indii. Autor wielu pozycji poświęconych Państwu Środka, w tym książki "Wielki Renesans. Chińska transformacja i jej konsekwencje" oraz "Nowy Długi Marsz. Chiny w erze Xi Jinpinga"

Komentarze

Jedna odpowiedź do “UE musi natychmiast stworzyć skuteczną strategię wobec Chin”

  1. Georealista pisze:

    Polityka UE wobec Chin już istnieje – jest to narzucona Brukseli polityka Niemiec, ich interesów. Pomysł Berlina jest taki: “korzyści z handlu dla Niemiec – koszty i budowanie twardej negocjacyjnie pozycji wobec Pekinu – scedowane na UE – czyli na resztę państw UE. W razie czego – Berlin cnotliwie zasłania się Brukselą. Identycznie jak w przypadku stosunków z Waszyngtonem. I identycznie jak z podejściem Niemiec do UE – gdzie Berlin potraktował UE jako swój rynek zbytu i swój wehikuł dominacji przemysłowo-fiskalnej …. – spychając wszelkie koszty na państwa UE, zwłaszcza Mitteleuropy i PIIGS. Nie ma i nie będzie innej polityki – dopóki nie złamie się Niemiec. Co realnie oznacza rozbiór Niemiec na poszczególne landy. Bez tego Niemcy federalne – będą budowały swoją hegemonię przez federalizację UE. Ściągając do swego rdzenia zyski – i przerzucając na podległych słabszych wykonawców – swoje koszty. O żadnych korzyściach dla państw UE nie ma mowy – co najwyżej dla Paryża – jako atomowego zakapiora Berlina. a i to do czasu – bo Niemcy ciągle czekają okna okazji do stworzenia swojej Atommmaacht. Propozycja AKK jest tu pozornym hołdem lennym względem Waszyngtonu, a tak naprawdę zmierza do uspokojenia USA, że Europa będzie grać pod dyktando Waszyngtonu, tymczasem Berlin chce, żeby zwiedzeni Amerykanie, ufając w Niemcy jako swego agenta, jak najszybciej wyszli z Europy na Pacyfik. A następnego dnia Kreml z Berlinem [z przytroczonym Paryżem] ustanowią SWOJE sypermocarstwo Lizbona-Władyowstok. Pan Góralczyk ma jeszcze nadzieje na “ludzkie” i proeuropejskei działanie Berlina. Ja już się wyzbyłem złudzeń po szczycie w Deauville 2010. Przypomnę – to wtedy w okresie “resetu” Waszyngton-Kreml – i rzekomo w imię “Strategicznej Wizji” Brzezińskiego [opublikowanej oficjalnie dopiero w 2011 – realizowanej od 2009] – Putin, Merkel i Sarkozy ogłosili budowę “nowej lepszej Unii Euroazjatyckiej od Lizbony do Władywostoku”. Administracja Bidena niczego się nie nauczyła z klęski “resetu” 2009-2013 ….i powtarza krok w krok stare błędy strategiczne. tyle, że jak teraz wyjda z Europy to już [po Brexicie – i wobec determinacji Kremla, Berlina i Paryża] nie będą w stanie wrócić i będzie “game over” dla hegemonii USA – a wtedy skończy się to upadkiem PUSTEGO dolara i zjazdem USA o kilka pozycji. Sumując: Berlin idzie na wariant najbardziej egoistyczny i partykularny względem UE – a sam jest skrajnie naiwny, bo następny etap owego supermocarstwa Kremla i Berlina – już po wyjściu faktycznego obrońcy Niemiec [czyli USA] – to będzie supermocarstwo wyłącznie Kremla – dzięki gołej sile militarnej Rosji. Biznes niemiecki jest ślepy z chciwości na surowce i nowy rynek zbytu – i zagłusza racjonalna ocenę tego planu prowadzącego do docelowej katastrofy geostrategicznej dla Niemiec. Cóż – pycha przed upadkiem stoi… Szanuję profesora Góralczyka – ale ciągle obraca się w kręgu NIEREALNYCH założeń i nadziei… Zresztą – Berlin nie docenia tez Chin. Następnego dnia po ustanowieniu supermocarstwa Lizbona-Władywostok, Pekin by znacjonalizowały cały kapitał niemiecki na terenie Chin. I uciął by handel korzystny dla Niemiec – stawiając nowe supermocarstwo w tragicznej sytuacji. Bo i tak Chiny zawijają eksport na budowany rynek wewnętzrny – i budują sobie nowego odbiorcę i i rynek zbytu -powoli, ale systematycznie w Afryce – oraz w bardziej perspektywicznym świecie islamu – który ma węglowodory, które lądem można dostarczyć do Chin omijając Malakkę. 400 mld dolarów kredytu dla Iranu w infrastrukturę wydobywczą i przesyłową – oraz Pakistan jako strategiczny sojusznik [pewny – bo skonfliktowany z Indiami] to tylko początek odwracania świata islamu. Generalnie – budowa “sznura pereł” Oceanu Indyjskiego – która przejdzie w hard-power – po zamianie tych portów w silne A2/AD [morskie i lądowe i powietrzne] – tworzące cały pas zabezpieczenia przepływów lądem i pasem przybrzeżnym od Afryki po Pakistan. Z całkowitym odcięciem Indii od surowców [zwłaszcza węglowodorów] ….przy okazji. Co pewnie – w nowym układzie kontroli węglowodorów – zmusi też Indonezję i Japonię do obrotu na Chiny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz