Skończmy z kulturą transformacji

Elity III RP powinny zrozumieć, że ich działania generowały gniew, który narastał przez ostatnie lata. Przypominały nietzscheańskich nadludzi, którzy dokonali przewartościowania wszystkich wartości

Czy w Polsce mamy podzielone, nieegalitarne społeczeństwo? Gdzie przebiegają podziały?

Michał Łuczewski: Każde społeczeństwo jest podzielone. Zawsze są biedni i bogaci, rządzący i rządzeni, patroni i klienci. W Polsce jednak te naturalne podziały są dodatkowo wzmacniane kulturowo. W kraju takim jak nasz, w którym kultura odgrywa tak dużą rolę, podziały społeczne są przez to odczuwane jako tym bardziej bolesne. Z jednej strony mają naturę ekonomiczną i polityczną, z czym można się pogodzić, ale z drugiej stają się także moralne i symboliczne, co budzi gniew. Słabi i biedni są w konsekwencji stygmatyzowani – jako chamscy, roszczeniowi i nieudaczni. Ludzie, którym po 1989 roku nie udało się odnaleźć w nowym systemie, nie dość, że żyją w gorszych warunkach bytowych, to jeszcze są stygmatyzowani jako ci, którzy nie nauczyli się angielskiego i nie przekwalifikowali się. Co więcej, wydaje się, że elity polskiej transformacji oparły swoją władzę na systematycznym wykluczaniu „chamskich” i „roszczeniowych” mas, a jednocześnie na legitymizowaniu nierówności społecznych. Jak wykazał Michael Kennedy, elity w postkomunistycznej Europie reprezentują specyficzną „kulturę transformacji”, która polega na przedstawianiu historii i społeczeństwa przy pomocy kategorii binarnych: przeszłość jest zła, a przyszłość jest dobra. Ponieważ postkomunistyczne elity odcinają się od złej przeszłości (systemu autorytarnego, dominacji państwa, mentalności sowieckiej, centralnie sterowanego rynku) i wybierają dobrą przyszłość (demokrację, przedsiębiorczość, społeczeństwo obywatelskie, rynek), mogą sobie rościć prawo do „rządu dusz” i reprezentowania „milionów”.

Jaka jest nasza klasa średnia i wyższa, a jaka jest ta niższa? Mówi się, że ta wyższa to oderwani od prawdziwej Polski egoiści. Ta niższa taka nie jest?

Egoizm jest zjawiskiem uniwersalnym. Nie idealizowałbym klas niższych, choć prawdą jest, że ofiary – w tym ofiary transformacji – mogą niekiedy poprzez cierpienia, jakich doznały, widzieć więcej i wykazywać się bardziej ludzkimi odruchami. To dlatego Jacek Kaczmarski mógł śpiewać: „Tylko ofiary się nie mylą”. Należy też pamiętać, że klasy społeczne są tworami bardzo dynamicznymi. Za komuny można było być biednym (wykluczenie ekonomiczne) albo siedzieć w więzieniu (wykluczenie polityczne), a jednocześnie mieć bardzo wysoki status społeczny. Kardynał Wyszyński i Adam Michnik skorzystali z tego mechanizmu, który dekomponował czynniki statusu. Z kolei bogaci – i przetrwało to do pierwszych lat transformacji – byli traktowani z podejrzliwością. Andrzej Piotrowski, który analizował biografie pierwszego pokolenia polskich kapitalistów, podkreślał, że w początkowym okresie nie chcieli afiszować się swoim bogactwem i po prostu je ukrywali. Z czasem jednak nastąpiła rekompozycja czynników statusu. Teraz bogaci mają wysoki status, a biedni są pozbawiani godności.

To źle, że teraz zamożni mają wyższy status? Przecież to, że ktoś dobrze zarabia nie musi wcale i nie powinno źle o nim świadczyć.

To przekleństwo nowoczesności, że liczą się tylko pieniądze. Status ekonomiczny staje się głównym źródłem statusu, a w konsekwencji – godności i człowieczeństwa. Przed rokiem 1989 kultura i symbole stanowiły źródło oporu przeciw władzy, były siłą bezsilnych. Działała formuła Jana Kubika: „power of symbols against symbols of power”. Teraz słabym – tym, którzy nie mają nic – odebrano nawet to, co mają i formuła Kubika została odwrócona: „power of symbols for symbols of power”.

Za komuny można było być biednym (wykluczenie ekonomiczne) albo siedzieć w więzieniu (wykluczenie polityczne), a jednocześnie mieć bardzo wysoki status społeczny

W Polsce na początku transformacji dużo mówiło się o miłosierdziu, a mało o sprawiedliwości. Tu należy się doszukiwać genezy problemu. Każde społeczeństwo powinno być oparte na sprawiedliwości, czyli równości wobec prawa i odpowiedzialności za słabszych, miłosierdziu i człowieczeństwie, rozumianym jako prawo do godności. Bezwarunkowe miłosierdzie w Polsce było nadużywane. Nie ukarano winnych, a to znaczy także, że nie dano im szansy na odkupienie.

Czyli składniki statusu się zmieniły, ale po drodze zapomniano o sprawiedliwości? Czy dało się temu zapobiec na etapie transformacji?

Miłosierdzie powinno być powiązane ze sprawiedliwością. Transformacja oparta na samej sprawiedliwości byłaby zemstą, ale oparta na miłosierdziu – nie mogła się stać niczym innym jak transformacją właśnie, tzn. prostą zmianą, przejściem z jednego punktu do drugiego. W ten sposób została zaprzepaszczona szansa na to, by transformacja stała się jednocześnie tym, czym była wcześniej „Solidarność”: nawróceniem, zamianą serc kamiennych na serca ludzkie, zbudowaniem serc nowych i nowego ducha. Jednak zamiast zbudować nową „Solidarność”, zamiast kolejnej rewolucji ducha, zniszczyliśmy „Solidarność” starą. Dziś nawet taki wzniosły język, który był naturalnym językiem lat 80., razi i staje się coraz mniej zrozumiały.

A które z tych błędów da się naprawić? Może jest jakiś sposób, żeby Polaków na nowo zjednoczyć. Mówię na nowo, bo chyba np. w XIX w. byliśmy jako naród bardziej zjednoczeni? Jakaś siła wtedy zrobiła z nas jedno ciało. Istnieje teraz taka siła?

Nigdy nie wiadomo, co stanie się taką siłą. I na tym polega piękno społeczeństwa, zawsze zaskakującego tych, którzy myślą, że je zrozumieli. W XX wieku nie przewidzieliśmy „Solidarności”, a w XIX – niepodległości. Tzn. można było spodziewać się, że Polska odzyska podmiotowość, ale nikt nie domyśliłby się, że Polskę Ludową obali robotniczy lud, a o wolność naszą zacznie walczyć reakcyjny kler. Kościół katolicki był przecież kościołem powszechnym, a nie narodowym. Papieże XIX wieku, na czele z Grzegorzem XVI, bardzo nieufnie podchodzili do haseł suwerenności narodowej. Księża parafialni i plebani szli zaś na daleko idące kompromisy z zaborcami. To niższe warstwy księżowskie w XIX w. były siłą spajającą naród.

Czyli agent zmiany musi być wystarczająco nisko, żeby nie musieć iść na kompromisy?

Albo tak wysoko, żeby nie musieć ich zawierać. Choć nie wiemy, kto znowu sklei Polskę, to na pewno wiemy, że nie sklei nas ekonomia, która napędza tylko nasz przyrodzony egoizm i instytucjonalizuje wojnę wszystkich przeciw wszystkim. Nie wystarczy też sama redystrybucja majątku, bo zmieniamy jedynie sposób działania fundamentalnej zasady nowoczesności, ale samą zasadę pozostawiamy nienaruszoną: „Kasa, misiu, kasa”.

Zamiast zbudować nową „Solidarność”, zamiast kolejnej rewolucji ducha, zniszczyliśmy „Solidarność” starą. Dziś nawet taki wzniosły język, który był naturalnym językiem lat 80., razi i staje się coraz mniej zrozumiały

Myślę, że najważniejszym wyzwaniem jest poszukiwanie nowych zasad ładu społecznego, a to znaczy – nowych zasad naszego człowieczeństwa, nowych źródeł naszej godności. Dla mnie przykładem takiego poszukiwania, który powinniśmy jeszcze raz odkryć pod powłoką płytkich zachwytów i równie płytkich krytyk, był Karol Wojtyła. W czasach swojej młodości był ubogi, ale potrafił zbudować swoją godność na poezji, miłości do Ojczyzny, do gór i wreszcie do Boga. Odkrywał trwałe źródła godności. Pracę możemy mieć albo możemy ją stracić, możemy mieć oszczędności, albo i nie. W kapitalistycznym świecie źródła naszej godności stają się przez to bardzo kruche.

To może w takim razie jest jakaś gotowa recepta na sklejenie Polski?

Takie samo pytanie zadawał Wyspiański w „Wyzwoleniu”. Rysował on w nim trzy podstawowe podziały, które przetrwały do dzisiaj: podziały polityczne (demokraci, konserwatyści), ekonomiczne (lud, elity) i religijne (wyższy i niższy kler). Myślę, że każde myślenie o jedności powinno rozpoczynać się od religii. Kościół jest powołany do tego, żeby być znakiem jedności. Jedność nie oznacza jednak homogeniczności. Dlatego Kościół powinien unikać sprzymierzania się z którąś z partii. Powinien docierać z przekazem, który nie jest z tego świata, do każdego. Z tego punktu widzenia ksiądz Kazimierz Sowa może być skutecznym, katolickim agentem, który do Chrystusa prowadzi członków rad nadzorczych i KOD-u.

A jak przezwyciężyć te konflikty na poziomie politycznym?

Musimy zdać sobie sprawę, zwłaszcza ci, którzy są w polityce, że jej głównym paliwem jest resentyment – zraniona godność. Elity III RP powinny zrozumieć, że ich działania generowały gniew, który narastał przez ostatnie lata. Przełomem – jak myślę – był tutaj sposób potraktowania katastrofy smoleńskiej, tak jakby to Rosjanie mogli ją za nas wyjaśnić i tak jakby to ktoś inny, a nie my sami, mógł oddać sprawiedliwość ofiarom i ich rodzinom. Pod tym względem elity III RP przypominały nietzscheańskich nadludzi, którzy dokonali przewartościowania wszystkich wartości: ich etyka transformacji zastąpiła dotychczasową etykę „Solidarności”.

Ks. Kazimierz Sowa może być skutecznym katolickim agentem, który do Chrystusa prowadzi członków rad nadzorczych i KOD-u

Ostrzegały przed triumfalizmem „niewolniczej” moralności Kościoła, żeby samemu tym mocniej celebrować własną przenikliwość i siłę. Kłopotem elit było – krótko mówiąc – skupienie na sobie i niedostrzeganie innego. Taka postawa, która pozwalała mówić do opozycji, że się ją „dorżnie jak watahę” i/lub że „wyginie jak dinozaury”, prowadziła do powstawania po drugiej stronie bardzo głębokiego resentymentu. Tak jednak jak elity III RP nie dostrzegały cierpienia społecznego, którego były powodem, tak obecne elity nie widzą resentymentu, który stał się ich udziałem. Powracając do tego, co zostało odrzucone przez III RP – „Solidarności”, etosu, Kościoła, religii, sprawiedliwości, prawa – nie dostrzegają, że często te autoteliczne wartości są realizowanie nie tyle dla nich samych, ale też przeciw tym, którzy ich dotąd nie realizowali, tzn. niespełnionym pogromcom watah i dinozaurów. Tak jak Bartłomiej Sienkiewicz chciał iść „po nich”, tak teraz oni idą po Sienkiewicza. Spojrzenie na siebie przez pryzmat resentymentu i brutalna, podejrzliwa, nietzscheańska analiza, czy za wzniosłymi wartościami nie stoją przypadkiem dawne rachunki krzywd, mogłyby polską politykę trochę ostudzić i stworzyć pole do empatii. Zresztą być może starsze pokolenie nie jest już w stanie wyjść poza ten obowiązujący schemat walki wszystkich ze wszystkimi i to my powinniśmy budować nową, młodą Polskę.

Skoro już wspominamy młode pokolenie, to mówił Pan jakiś czasu temu przy okazji sprawy ACTA, że młodzież w Polsce zasadniczo się nie buntuje, bo „nie ma ojca, przeciwko któremu można się buntować” – polityków, którzy chcą czegoś wymagać, i których można kontestować. Jarosław Kaczyński został takim ojcem? Mamy w Polsce do czynienia z poważnym buntem, który mógłby doprowadzić do jakichś trwałych zmian? Kim są ci buntownicy?

Kaczyński stworzył młodego buntownika: Andrzeja Dudę, który dokonał założycielskiego mordu na Bronisławie Komorowskim. Namaszczając nowego, młodego króla, Kaczyński sam stał się młody, a jednocześnie mógł schować się w jego cieniu. Myślę, że dobrze wie, że każde jego wkroczenie na środek polskiej sceny politycznej od razu skupiłoby na nim zły wzrok i doprowadziło do tego, że stałby się kozłem ofiarnym, tak jak to przydarzyło się jego bratu.

Tak jak kiedyś zaborca dał chłopom wolność, którą chcieli, ale nie potrafili im dać polscy patrioci, tak teraz Kaczyński dał ludziom bardziej egalitarną demokrację, bardziej obywatelskie społeczeństwo i bardziej ludzki rynek, które chciały, ale nie potrafiły dać Polakom elity III RP

Skoro buntu nie będzie, to może chociaż zmiana stosunków klasowych. Coraz częściej mówi się, że pod rządami PiS-u może do niej dojść. Redystrybucja wystarczy, żeby trochę ten konflikt ekonomiczny osłabić?

Programy 500+ i Mieszkanie+ mają ogromne znaczenie symboliczne. Tak jak kiedyś zaborca dał chłopom wolność, którą chcieli, ale nie potrafili im dać polscy patrioci, tak teraz Kaczyński dał ludziom bardziej egalitarną demokrację, bardziej obywatelskie społeczeństwo i bardziej ludzki rynek, które chciały, ale nie potrafiły dać Polakom elity III RP. To jego teraz zaczyna legitymizować kultura transformacji, to on oddziela się od złej przeszłości i realizuje dobrą zmianę.

Jeśli plan Kaczyńskiego się powiedzie, to co przyniesie?

Nie wiem, czy się powiedzie. W polityce, zwłaszcza w Polsce, nie można wykluczyć negatywnego scenariusza. Jeśli zabraknie pieniędzy, to Kaczyński i PiS staną się kozłami ofiarnymi. A jeśli się uda, to będzie oznaczało scenariusz węgierski – opozycja zostanie zmarginalizowana, czekając długie lata na swoją godzinę. W obu scenariuszach będą u nas miały miejsce coraz ostrzejsze walki polityczne. W przypadku ekonomicznego krachu będą one dotyczyć ekonomii, a w przypadku ekonomicznego boomu – spraw obyczajowych

Członek zespołu Nowej Konfederacji. Zawodowo zajmuje się public relations, public affairs, media relations, fundraisingiem i koordynacją projektów. Pracowała dla agencji PR, polityków, organizacji pozarządowych i szkół językowych. Ukończyła filologię polską i nauczanie języka angielskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Kilkukrotna medalistka Mistrzostw Polski w lekkiej atletyce.
Socjolog i psycholog, pracuje w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Członek redakcji pisma „44 / Czterdzieści i Cztery”. Publikował m.in. w „Rzeczpospolitej”, „Arcanach”, „Wprost”, „Znaku” i „Frondzie”, stypendysta Fulbrighta (Columbia University), współpracownik „Teologii Politycznej”. Współautor kilku wydanych przez OMP książek, m.in. „Drogi do nowoczesności. Idea modernizacji w polskiej myśli politycznej” (2006), „Wolność i jej granice. Polskie dylematy” (2007), „Rzeczpospolita 1989–2009. Zwykłe państwo Polaków?” (2009) i „Władza w polskiej tradycji politycznej. Idee i praktyka” (2010).

Komentarze

3 odpowiedzi na “Skończmy z kulturą transformacji”

  1. Czytelnik — nie szmata pisze:

    █ █ █ „Ten artykuł będzie dostępny od 16 sierpnia.
    ​Nie chcesz czekać? Zapisz się do newslettera, od razu uzyskasz dostęp do wszystkich artykułów!”
    .
    █ █ █ P…się, na łeb Wam padło… W kulki se lecicie… Od razu zróbcie teksty uciekające przed kursorem, które trzeba złapać!

  2. Zbigniew Łupikasza pisze:

    “w przypadku ekonomicznego boomu”?
    A niby skąd miałby się ten boom wziąć?
    Za 500+ nie liczyłbym nawet na baby boomers.
    Druga opcja też bez sensu – kiedy zawali się gospodarka w pięknym stylu argentyńskim ludzie nie będą mieli czasu na walki w sprawach obyczajowych bo trzeba coś do garnka włożyć i przeżyć do kolejnego zasiłku.

  3. *** pisze:

    Niestety, ale muszę zgodzić się z poprzednikiem.
    Weźmy przykład obniżenia wieku emerytalnego – ludzie popracują dajmy na to dwa lata krócej, ale wysokość ich emerytury poleci zauważalnie w dół. Ludzie dziś wydają się tego nie rozumieć.
    Akcja 500+ z ekonomicznego punktu widzenia jest bezsensownym rozdawnictwem, nadwerężającym niebezpiecznie budżet. Raczej nie przyczyni się do zwiększenia ilości dzieci (być może zwiększy zakupy sprzetu AGD).
    Inne decyzje PISu sprawiają, że wzrastają opłaty, jak i ilość podatków. Zamiast w końcu zachęcać do prowadzenia rodzimych, niewielkich przedsiębiorstw, ludzie rejestrują działaności na Słowacji, bo nie są w stanie więcej płacić, nie mówiąc już o odkładaniu na przyszłość.
    Dzieci niepełnosprawne – pojawił się kolejny pomysł oparty na zasadzie rozdalnicwa: dać jednorazowo 4000 zł. Co z taką śmieszną kwotą ma zrobić rodzina mająca dziecko z zespołem Downa, gdy system jest tak skontruowany, że rodzice mają niewielkie szanse zapisać dziecko na jakąkolwiek rehabilitację, a ta prywatna kosztuje majątek?
    Polska non stop hojnie sponsoruje marionetkowy rząd na Ukrainie (na czyje konto idą te pieniądze?), który to odpowiada nam embargo na polskie mięso i promowaniem nurtu banderowskiego.
    Znana maksyma mówi: przestańcie ludziom zabierać, a sobie poradzą..
    Co do innych aspektów “dobrej zmiany” – faktem jest, że jakieś odświeżenie i przewietrzenie salonów było potrzebne. Poziom wspomnianej w artykule “kultury transformacji” osiagnął chyba apogeum.
    Szkoda tylko, że tyle w tym polskim zarządzaniu nieudolności, a i braku dyplomacji, a jednocześnie zasada “ręka rękę myje” się ostała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz