Wpisz kwotę, którą chesz przekazać na rzecz NK
Pomóż nam wydać “Democracy in Retreat” (“Demokracja w odwrocie”) Joshuy Kurlantzicka
Nie dzieje się tak z przypadku. Kurlantzick ma dar obserwacji i potrafi czasem napisać przenikliwą analizę. Przykładowo, osobiście w pamięć zapadła mi jedna jego analiza, gdy przewidywał zagrożenia dotyczące birmańskich wyborów powszechnych w 2015 r. (były to pierwsze wolne wybory w Birmie od 1990 r., albo, jeśli inaczej liczyć, od 1960 r.) Zadawano sobie wówczas pytanie, czy rządzący do tej pory generałowie (najpierw jako junta wojskowa, następnie jako quasi-cywile) widząc popularność demokratycznej opozycji, nie sfałszują wyborów. „Nie” – pisał Kurlantzick – „generałowie w Birmie nie fałszują wyborów, to nie w ich stylu. Oni pozwalają przeprowadzić wybory w sposób spokojny i zdyscyplinowany, ale jeśli wynik jest nie po ich myśli, to po prostu anulują ich wynik” (Kurlantzick nawiązywał do wyborów w roku 1990, w których partia wojskowych poniosła sromotną klęskę, w następstwie czego po prostu generalicja anulowała wybory). „Zagrożeniem jest więc nie sfałszowanie wyborów, lecz ich nieuznanie”, podsumowywał Kurlantzick, dodając, że wybory w Birmie przebiegają zazwyczaj w sposób spokojny i zdyscyplinowany, bez większych incydentów. Miał rację: tak było i w 2015 r. Jednak do najgorszego – anulowania wyniku – nie doszło, bo opozycja birmańska nie popełniła dwa razy tego samego błędu (co w 1990 r.): po wygranej w 2015 r. natychmiast zapewniła generałów o braku lustracji i w ogóle (bardzo) grubej kresce – i w efekcie generalicja wynik wyborów uznała.
„Nie” – pisał Kurlantzick – „generałowie w Birmie nie fałszują wyborów, to nie w ich stylu. Oni pozwalają przeprowadzić wybory w sposób spokojny i zdyscyplinowany, ale jeśli wynik jest nie po ich myśli, to po prostu anulują ich wynik”
Tak więc Kurlantzick zna Azję i potrafi ją interpretować. Co widać również na stronach „democracy in retreat”: jego osobiste doświadczenie życia chociażby w Bangkoku jest bardzo cenne. To pierwszy poważny argument na rzecz wydania tej książki.
Drugi główny argument jest bardziej osobliwy. Co wyróżnia Kurlantzicka obok kompetencji to wyraźny profil ideologiczny. Jest on prawdziwym wyznawcą liberalnej demokracji, wręcz liberalno-demokratycznym hunwejbinem. Ma w sobie iście anglosaski, misjonarsko-kolonizacyjny zapał: chęć nawracania wszystkich na liberalną demokrację. Dla każdego badacza zajmującego się Azją jest to trochę szokujące (co do zasady, im ktoś się dłużej zajmuje sprawami azjatyckimi, tym ma większy dystans do uniwersalizujących, zachodnich złudzeń). Taka postawa przystoi raczej studentom, turystom albo innym osobom albo niemającym większej wiedzy o Azji albo dopiero rozpoczynającym swoje poznawanie tego kontynentu. Tymczasem u Kurlantzicka ideologiczny dogmatyzm idzie w parze z doświadczeniem i kompetencją. Jest to zaiste frapująca krzyżówka: jak on to zrobił, że tyle lat mieszkając w Azji nie stracił wiary w tę swoją liberalną demokrację?
Nie będę ukrywał, że ideologiczność Kurlantzicka jest dla mnie poważną wadą. W efekcie nie jestem jego fanem: jego maniera pisania jest dla mnie irytująca, to kwintesencja odchodzącej ery. Mówiąc wprost: czytanie Kurlantzicka przypomina mi lekturę marksistów dowodzących pod koniec lat 80-tych, że mimo przejściowych trudności socjalizm zwycięży, bo taka jest nieubłagana logika dziejów.
Skoro nawet taki ideolog jak Kurlantzick czarno na białym pisze, że liberalna demokracja jest w odwrocie i szczegółowo analizuje dlaczego tak się dzieje na świecie, to może on przemówi do naszych elit?
A jednak ta wada jest, paradoksalnie, zamienia się w drugi główny argument na rzecz wydania tej książki. Kurlantzick prezentuje myślenie liberalno-demokratyczne spod znaku „końca historii”. A jest to sposób myślenia, których wciąż dominuje w naszym kraju, gdzie obecne elity zostały ukształtowane w postzimnowojennym świecie dominacji Zachodu i traktują ideologiczną nadbudowę tego systemu, liberalną demokrację i prawa człowieka, jako stan naturalny. Tymczasem świat ten wyraźnie słabnie, porządek międzynarodowy oparty na (zachodnich) wartościach (value-based order) jest w wyraźnym odwrocie, co tylko wzmacnia trend przesuwania się centrum świata na Pacyfik. Słabnięcie Zachodu (i w efekcie jego wartości), powolny zmierzch postzimnowojennego porządku i rosnące znaczenie autokracji wszelakich to dość powszechnie obserwowane trendy na świecie. W Polsce jest z tym znacznie gorzej, bo polska perspektywa zazwyczaj poza Zachód (nie licząc Rosji) nie spogląda. Każda więc książka otwierająca umysły na zmiany zachodzące na świecie jest bardzo cenna. Nawet – a może przede wszystkim – jeśli jest pisana przez kogoś pokrewnego ideowo. Skoro nawet taki ideolog jak Kurlantzick czarno na białym pisze, że liberalna demokracja jest w odwrocie i szczegółowo analizuje dlaczego tak się dzieje na świecie, to może on przemówi do naszych elit? Kurlantzick operuje bowiem podobnymi kodami, posługuje się zbliżonym dyskursem, podprogowo przemyca podobne założenia ideowe. Nie ma lepszej osoby do przekonania polskich elit, że liberalna demokracja ma się na świecie źle, że świat Zachodu zmierzcha i że warto obudzić się ze snu „końca historii” w znacznie bardziej niebezpiecznym świecie.
I to jest podstawowy powód, by wydać tę książkę.
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.
Węgry będą miały nowego premiera i wielu nowych posłów. Dyskusje o NATO bez USA nabierają tempa. Napięcia na linii USA–Watykan. Iran i USA ciągle zawieszone między wojną a układem, ale na rynki wraca optymizm. Równolegle rośnie nadzieja na rozejm w Libanie. Wojna i zjawiska powiązane ze zmianami klimatu mogą w drugiej połowie roku wzmóc falę głodu i zdestabilizować kolejne państwa. Co jeszcze zdarzyło się na świecie w ubiegłym tygodniu?
Gen. Leon Komornicki demaskuje iluzję amerykańskiego sukcesu i kreśli mapę ryzyk, które z Bliskiego Wschodu sięgają bezpośrednio do Europy Środkowej
Donald Trump ogłosił dwutygodniowe zawieszenie broni i otwarcie cieśniny Ormuz. Biały Dom mówi o zwycięstwie, Teheran również. Czy konflikt zmierza ku pokojowi? Wybory na Węgrzech już w niedzielę – czy Viktor Orban straci władzę? Rośnie też napięcie na linii Pjongjang–Seul.
Oficjalne komunikaty Prezydenta Donalda Trumpa są zmienne i niemal zawsze dementowane przez stronę irańską. Blokada cieśniny Ormuz geopolitycznym narzędziem Iranu. Ukraina – rozejm wielkanocny i wybory w cieniu wojny.
W nocy z czwartku na piątek Izrael przeprowadził rozległe ataki lotnicze na Teheran, a Donald Trump odracza kolejne uderzenia, ogłaszając „produktywne rozmowy” z Iranem – którym Teheran stanowczo zaprzecza. W tle: rosnąca rola mediatorów na Bliskim Wschodzie, ultimatum USA wobec UE w sprawie LNG, wizyta Łukaszenki u Kima Dzong Una cementująca oś Moskwa–Pjongjang–Mińsk oraz wybory w Danii.
Iran traci kolejnych liderów, ale kontroluje przebieg konfliktu. USA mają z pewnością różne scenariusze kontynuacji wojny, ale wszystkie z nich wydają się złe. Niektóre państwa częściowo obchodzą blokadę Ormuzu. Rosja eksportuje więcej ropy, ale traci na wojnie politycznie. Partia Republikańska podzielona w sprawie konfliktu. Trwają ograniczone starcia pakistańsko-afgańskie. Chiny przyjęły plan 5-letni, a USA i Japonia konkretyzują współpracę dotyczącą pierwiastków o krytycznym znaczeniu dla gospodarki. Maroko zdobyło mistrzostwo Afryki przy zielonym stoliku. Co jeszcze wydarzyło się na świecie w ubiegłym tygodniu?
Zapisz się na listę mailingową i wybierz, na jaki temat chcesz otrzymywać alerty:
Login lub e-mail
Hasło
Zapamiętaj mnie