Systemy złożone to niezależne elementy, pozostające ze sobą w łączności, wpływające na siebie, adaptujące się do siebie i swoich zachowań nawzajem. Elementy dokonujące nieświadomych i świadomych wyborów, agenci systemu. Czy – jeżeli nie da się przewidzieć zachowania systemu złożonego, reakcji jego poszczególnych elementów dającej mierzalny efekt zbiorowy, trend – można mimo wszystko na taki system wpływać? Jeżeli człowiekiem, elementem złożonego systemu antropogenicznego, świadomie lub podświadomie kieruje umysł – nieliniowy, nieprzemienny, pełen paradoksów postrzeganych jako irracjonalności, choć, jak opisują to behawioryści, mających swoje racjonalne na pewnym poziomie korzenie – to może, wykorzystując odkrycia behawiorystyki, można zmienić zachowania człowieka? Nie każdego, ale wystarczająco wielu, i w zakresie na tyle znaczącym, aby osiągnąć trwałe, widoczne rezultaty, trend, masę krytyczną zmieniającą działanie całego systemu?
Oczywiście jest to możliwe! Wystarczy skorzystać z odkrycia identyfikowanego z jednym ze współtwórców ekonomii behawioralnej, laureata Nagrody Nobla z Ekonomii za 2017 rok – Richarda Thalera. Osiągnięcie to nazywa się architekturą wyboru. W napisanej razem z Cassem R. Sunsteinem książce „Impuls” autorzy w przystępny i zabawny sposób pokazują, jak można utrudnić, wręcz uniemożliwić, albo przeciwnie – ułatwić ludziom dokonywanie wyborów. Wszelkie podejmowane przez ludzi – elementy antropogenicznych systemów złożonych – decyzje są spięte pewnym porządkiem. Porządek ten jest rezultatem tego, w jaki sposób funkcjonuje ludzki umysł. Ponieważ funkcjonuje on jako interakcja pomiędzy częścią świadomą i, znacznie rozleglejszą, podpowiadającą nieustannie gotowe rozwiązania, oszacowania, schematy działania, częścią intuicyjną, niedostępną bezpośrednio świadomości, pozwala to na rozpoznanie pewnej, statystycznie powtarzalnej i przewidywalnej architektury. Architektury wyboru.
Thaler, pisząc o architekturze wyboru, zwraca uwagę na opisywany przez behawiorystów mechanizm dwóch systemów – intuicji, automatycznego systemu analizy podpowiadającego przybliżone rozwiązania w oparciu o sumę życiowych doświadczeń i analityczno-logicznej świadomości (czyli Haidtowskich słonia i jeźdźca). Intuicja działa natychmiast i bez widocznego wysiłku. Świadomość, ważenie opcji, analiza możliwości i wariantów to ciężka praca i nieustające zapotrzebowanie na rosnący strumień danych. Świat antropogenicznych systemów złożonych, który napędza rosnąca ilość informacji (kumulacja wiedzy) i rosnąca prędkość jej rozpowszechniania (dostępność wiedzy) zdaje się wymuszać ilość i rozległość analiz, koniecznych do podejmowania najkorzystniejszych – tak dla jednostki, jak dla systemu – decyzji.
Korzystanie ze zjawiska nazwanego architekturą wyboru ma swoją ciemną stronę. Ci, którzy wiedzą jak „to” działa, obracają tę wiedzę na swoją korzyść
Dlaczego więc nie wspomóc dokonywanych wyborów? Dlaczego nie poprawić funkcjonowania elementów systemu złożonego, a więc i całego systemu, poprzez automatyzację dokonywania dobrych wyborów? Temu powinna służyć opcja domyślna. Zaszyta w przygotowaną wcześniej architekturę wyboru droga na skróty. Jeżeli potrzebujemy organów na przeszczepy ratujące ludzkie życie, jeżeli wypadki śmiertelne się zdarzają, to wprowadźmy zgodę na pobranie organów w razie wypadku, jak w Austrii i Szwecji – jako opcję domyślną. Nie ograniczajmy dostępności potencjalnych dawców trudem wyrażenia zgody, jak w Niemczech czy Danii.
Thaler i Sunstein wymieniają w swojej książce „Impuls” wiele takich sytuacji, w których opcja domyślna, wersja standardowa, automatyczny wybór upraszczają ludziom życie i pozwalają na dokonanie dobrego, optymalnego wyboru. Jak wybór w restauracji menu degustacyjnego, dopracowanego przez szefa kuchni i dostępnego szybciej niż dania z karty. Autorzy wręcz sugerują, że „właściwe” skorzystanie z behawioralnej architektury wyboru jest formą libertariańskiego (a więc wolnościowego) paternalizmu.
Korzystanie ze zjawiska nazwanego architekturą wyboru ma jednak, jak zawsze w antropogenicznych systemach złożonych, swoją ciemną stronę. Ci, którzy wiedzą jak „to” działa, obracają tę wiedzę na swoją korzyść. Mogą zrealizować natychmiast potencjał zysków. Nam, elementom systemu złożonego, pozostawiają potencjał strat. Nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem, kiedy wspomnę o tym, że świadomość tego, jak wybierają ludzie, od dawna jest coraz intensywniej eksploatowana przez biznes i politykę. Architektura wyboru to wiedza na potęgę wykorzystywana przez markety, firmy ubezpieczeniowe, banki, producentów farmaceutyków. Klasycznym, choć ze wszech miar nagannym, przykładem są parabanki, specjalizujące się w tekstach pisanych małym druczkiem, ściągającym później na nieświadomych, polegających na codziennej intuicji, ludzi pułapki, zapadnie, sidła, w których tracą, tracą i tracą.
Thaler i Sunstein w swojej książce proponują jako obronę przed nadużyciami przejrzystość, ujawnianie ukrytych opcji i algorytmów
Przypomnę, że umysł człowieka dobrze odnajduje się w klasycznym świecie prostych zależności, powtarzalnych, przewidywalnych wyborów. Świat złożoności, skomplikowanych relacji przyczynowo-skutkowych, ukrytych wzajemnych powiązań, sprzężeń zwrotnych, domaga się czegoś więcej niż bezkrytycznego zaufania dla własnej, ograniczonej intuicji. Thaler i Sunstein w swojej książce proponują jako obronę przed nadużyciami przejrzystość, ujawnianie ukrytych opcji i algorytmów, tak aby mimo korzystania z wiedzy, jak działa architektura wyboru, łatwo można było znaleźć wspólny mianownik pomiędzy alternatywami i dokonać świadomej oceny opłacalności rozważanych opcji. Temu na przykład ma służyć wprowadzona dla porównywania ofert kredytowych stopa RRSO (rzeczywista roczna stopa oprocentowania). Ale czy palcami można zatkać szczeliny w pękającej na potęgę tamie chroniącej nas przed zalewem nadużyć?
Kolejne poprawki w systemach złożonych stają się ogniwem w behawioralnym wyścigu zbrojeń toczonym przez ekonomistów, polityków, prawników i marketingowców
Poprawianie działania systemów złożonych przez libertariański paternalizm, pomimo oczywistych korzyści drobiazgowo opisanych w książce „Impuls”, co do zasady prowadzi do sytuacji, w której naprzeciwko bezbronnych obywateli stają beneficjenci wiedzy, jak wykorzystać fakt, że człowiek nie jest, jak to określa Thaler, ekonem. Kolejne poprawki, w obliczu nieustannego wyścigu o korzyści z manipulowania umysłami ludzi wzmacniane efektami skalowalności, nie są, nie mogą być trwałym, dobrym rozwiązaniem. Są tylko kolejnym ogniwem w behawioralnym wyścigu zbrojeń toczonym przez ekonomistów, polityków, prawników, marketingowców na polu modelowania zachowań systemów złożonych w celu maksymalizacji korzyści kosztem najsłabszych jego elementów. Każde modelowanie zachowania takich systemów ma jednak, jak już pisałem, twarde ograniczenia i nieznaną datę ważności. A mięsem armatnim w tej walce jesteśmy i pozostaniemy my, elementy antropogenicznych systemów złożonych. Agenci systemu.
Jak zatem radzić sobie ze złożonością? Jak ją diagnozować? Czego unikać? Na co stawiać? Pora skorzystać z wprowadzonych przez Nassima Nicholasa Taleba pojęć kruchości i antykruchości oraz odwołać się do teorii ograniczeń.