Przypominanie republikanizmu

Książka Jakuba Witczaka w bardzo sprawny i przyjemny dla czytelnika sposób przybliża idee i wartości, za które szlachta I RP była gotowa oddać życie

Wyobraźmy sobie, że siedzimy ze znajomymi przy drugiej butelce wina i dyskutujemy o historii Polski. Z każdym wypowiadanym zdaniem stajemy się coraz bardziej radykalni i zdecydowani w forsowaniu swoich poglądów. Wynajdujemy coraz bardziej, jak mniemamy, błyskotliwe argumenty na poparcie przedstawianych tez i w zasadzie prawie już nie słuchamy, co mają do powiedzenia nasi rozmówcy. My po prostu wiemy lepiej, bo ostatnio o tym czytaliśmy…

Żonglerka faktami

Taka właśnie jest książka Jakuba Witczaka „Sarmacki republikanizm. Między prawem a bezprawiem”, która ukazała się w październiku 2015 roku z pomocą środków zebranych w crowdfundingu. Trudno powiedzieć, jakie były intencje samego autora, ale wydaje się, że bardziej publikacja ta jest publicystyczną próbą promocji tradycji republikańskich niż pozycją stricte historyczną.

21-letni debiutant stawia swoje tezy z właściwą młodości butą i obala utrwalone przekonania, znane m.in. z publikacji Pawła Jasienicy i Jana Sowy. Nie unika przy tym niestety uproszczeń i jednostronności, nie kryje też swojej bezgranicznej fascynacji sarmatyzmem (w rozumieniu myśli politycznej podkreślającej takie wartości, jak republikanizm, praworządność, tolerancja religijna i wolność). Bywa, że jedno źródło przeciwstawia drugiemu i arbitralnie stwierdza, które jest bliższe prawdy. Żongluje przy tym faktami, zestawiając je w taki sposób, aby dowodziły jego tez. Po prostu uznaje, że jeden z kronikarzy czy historyków miał rację, a drugi nie.

Nie sposób przemilczeć jeszcze jednej, silnie narzucającej się podczas lektury refleksji. Autor, eufemistycznie rzecz ujmując, nie jest miłośnikiem państwa opiekuńczego i z uporem maniaka stara się czytelnika do swoich jedynie słusznych poglądów przekonać. Gdzie tylko może, wciska jakąś wolnorynkową puentę. Najbardziej chyba widocznym tego przykładem jest fragment (zaledwie dwa akapity), w którym z całą stanowczością wyprowadza tezę, że wysokie podatki doprowadziły do Rewolucji Francuskiej, a brak ucisku fiskalnego w I RP był bezpośrednią przyczyną pokojowego przeprowadzenia reform podczas Sejmu Wielkiego.

Bardziej podejrzliwy czytelnik może uznać powyższe słabości za niewybaczalne, ale kiedy spojrzy na „Sarmacki republikanizm” jak na kawał dobrej publicystyki historycznej, będzie w stanie autorowi te niefrasobliwości wybaczyć. Doceni udaną próbę przypomnienia Polakom, czego potrzebuje zdrowe państwo. Zauważy też walory popularyzatorskie książki, która w bardzo sprawny i przyjemny dla czytelnika sposób przybliża idee republikańskie i wartości, za które szlachta I RP była gotowa oddać życie.

Upadły duch

Witczak przy każdej możliwej okazji snuje również analogie z dzisiejszą rzeczywistością polityczną. Kiedy mówi o wadach i zaletach wolnej elekcji, odnosi się oczywiście do kwestii wyborów powszechnych, porównuje obecną demokrację obietnic z obieraniem na królów kandydatów, którzy byli w stanie materialnie więcej szlachcie obiecać. Uważa, że przekupstwa wyborcze tak jak nie są teraz, tak i w I RP nie były wystarczającym powodem do odebrania obywatelom prawa wyboru. Potępia elekcję viventerege, uznając ją za zamach na wolność i bezprawne pozbawienie szlachty wpływu na losy państwa. Traktuje nawet forsowanie jej wprowadzenia przez Jana Kazimierza jako jedną z ważniejszych przyczyn wewnętrznego osłabienia państwa, które ostatecznie doprowadziło do rozbiorów. Uważa bowiem, że prawo do decydowania o tym, kto będzie zasiadał na tronie RP, obok innych wolności szlacheckich, było czynnikiem decydującym o sile naszego państwa. „Wybory króla były w Rzeczpospolitej koniecznością właśnie z powodu republikańskiej wolności szlachty. Jeśli prawo miało nikogo nie wyróżniać, to dziedziczność tronu była wykluczona” —  pisze. Szlachta i możni (do których należała większość potencjału militarnego I RP) mieli bardzo ważne powody, by bronić Polski przed wpływami innych państw — nigdzie indziej nie posiadaliby tak rozległych przywilejów, nie czuliby się tak wolni i nie mieliby tak dużego wpływu na swoje losy. „Polski szlachcic by nie mógł walczyć za opresyjną Francję czy tyrańską Rosję”.

Śmierci I Rzeczypospolitej nie był winien republikański system rządzenia, ale zmiany, które na przestrzeni lat zaszły w społeczeństwie

Tak więc, oprócz w oczywistych przyczynach zewnętrznych, autor właśnie w konfliktach wewnętrznych, spowodowanych królewskimi próbami ograniczenia wolności szlacheckich, upatruje głównych sprawców upadku Rzeczypospolitej. Dowodzi, że tylko silne państwo było w stanie skutecznie przeciwstawiać się zapędom sąsiadów. Wskazuje, że po śmierci Zygmunta III Wazy nie było problemu z obroną niezależności państwa, natomiast już w czasach Augusta II sytuacja wyglądała zupełnie inaczej — ponieważ duch w narodzie upadł.

Śmierci I Rzeczypospolitej nie był więc winien republikański system rządzenia, ale zmiany, które na przestrzeni lat zaszły w społeczeństwie. „System, który działał w jednym okresie, a w drugim już nie, jest dowodem na to, że to nie on się zmienił, tylko ludzie! (…) Żaden system, nawet rzekomo najlepszy, nie będzie dobry, gdy duch w narodzie ginie”.

Wspólnota jednoczona prawem

Warto zwrócić uwagę na to, że „Sarmacki republikanizm” to nie tylko barwna, publicystyczna opowieść o I Rzeczypospolitej i, może nie do końca udane, podejście do odkłamania niektórych elementów jej historii. Witczak wręczając nam swoją książkę daje doskonałą okazję do tego, by sięgnąć do korzeni i zadać sobie pytanie: ludzie czy instytucje? Co powinno być dominantą sprawowania władzy? — silne prawo i szanowane instytucje, czy też zaufani, odpowiedni ludzie na właściwym miejscu? — tacy, którym można uwierzyć, że niczego nie zniszczą.

Na pierwszych stronach książki znajdujemy porównanie państwa do samochodu — „dopóki jeździł nim doświadczony kierowca, dopóty pojazd działał sprawnie. Później wsiadł do niego młody kierowca ze świeżym prawem jazdy i zatarł silnik”.

Czynnik ludzki wysuwa się w tym negatywnym porównaniu na pierwszy plan. Można więc wnioskować, że obsadzenie stanowisk „słusznymi” ludźmi jest warunkiem sine qua non sukcesu w rządzeniu państwem, a prawo i instytucje mogą zejść na dalszy plan. Jest to jednak nieco zbyt daleko idące uproszczenie, o czym również pisze autor „Sarmackiego republikanizmu”.

Ostatnio Kornel Morawiecki wypowiada na głos to, o czym najwyraźniej milczy Jarosław Kaczyński — że prawo nie może znajdować się ponad dobrem narodu. Brzmi to zgrabnie i sensownie tak długo, aż nie postawimy sobie pytania:  kto i w jaki sposób ma o dobru narodu decydować? Tym bardziej tak długo, aż nie przypomnimy sobie, co dzieje się, kiedy prawo przestaje gwarantować obywatelom wolność i sprawiedliwość, a zaczyna służyć tylko partykularnym interesom określonych grup.

Zwłaszcza teraz, w obliczu widocznej przewagi przekonania rządzących o tym, że na nic nam instytucje, jeśli kierują nimi nieodpowiedni ludzie, warto sięgnąć po „Sarmacki republikanizm” i prześledzić jeszcze raz sposób, w jaki pokolenia myślicieli politycznych dochodziły do tego, że prawo powinno znajdować się ponad instynktami rządzących.

Autor „Sarmackiego republikanizmu” najwyraźniej dobrze rozumie istotę rządzenia państwem. W obrazowy sposób wykłada zapomnianą dziś w wielu kręgach prawdę, że do dobrego sprawowania władzy nie wystarczą ani jedynie dobrzy ludzie, ani wyłącznie dobre instytucje. Witczak słusznie zauważa, że dwa czynniki muszą koniecznie iść w parze: zarówno niedostatek przyzwoitych elit, jak i brak silnych struktur państwowych oraz szacunku dla instytucji prowadzą w końcu do rozkładu systemu. Stara się, poprzez sięgnięcie do myśli filozofów klasycznych i polskich pisarzy politycznych, przypomnieć czytelnikowi dawno już zaakceptowaną prawdę, że każdy z „czystych” systemów (monarchia, arystokracja, politeja) ma swoje wady, a co więcej, że jedynowładztwo i rządy nielicznych bardzo łatwo ulegają degeneracji.

Autor książki w obrazowy sposób wykłada zapomnianą dziś w wielu kręgach prawdę, że do dobrego sprawowania władzy nie wystarczą ani jedynie dobrzy ludzie, ani wyłącznie dobre instytucje

Skoro więc, parafrazując słowa Witczaka, nie może rządzić monarcha, nie może rządzić arystokracja i nie może rządzić lud, to kto, a raczej co powinno rządzić? W ten oto prosty sposób, autor po kilku zaledwie stronach odpowiada — rządzić ma prawo. Bez gwarancji sprawiedliwości i równowagi pomiędzy ośrodkami władzy nie może istnieć zdrowe państwo. Czyli jednak — ludzie bez instytucji nie są receptą na udane rządy. „Czymże jest bowiem społeczeństwo, jeśli nie wspólnotą jednoczoną prawem” — można zacytować Cycerona. Witczak przypomina, że prawo, czyli również stabilne instytucje, ma stać na straży stabilności systemu mieszanego — połączenia władzy monarchy, arystokracji i ludu. Tylko tyle i aż tyle.

Idee wciąż aktualne

Chcąc wysnuć analogię pomiędzy obecnymi czasami, a dziejami I RP, można zapytać: skoro w mieszance trzech klasycznych systemów król dąży do poszerzania swoich uprawnień, nieliczni chcą wzmacniać swoją pozycję i bogacić się, a lud chce coraz więcej praw i coraz mniej obowiązków, to ku czemu ciążyłaby pozbawiona silnych instytucji III RP?

Koniecznie trzeba na koniec zaznaczyć, że nie codziennie na rynku pojawia się książka poświęcona w całości promocji myśli republikańskiej. Chciałoby się, aby wszyscy młodzi autorzy, mający odwagę bez wahania wygłaszać swoje poglądy, decydowali się w tak zgrabny sposób wykładać historię i teraźniejszość polityczną, podbudowaną całkiem rozległą wiedzą. Witczakowi trzeba ostatecznie oddać to, że swoją młodzieńczą odwagę wykorzystuje z dużym powodzeniem dla dobra tradycji republikańskiej. Udaje mu się to, bo potrafi dobrze uchwycić istotę tego systemu, co widać szczególnie w jednym z fragmentów jego książki: „Ustrój republikański opiera się na obywatelach specjalnego rodzaju — na republikanach. Na ludziach odpowiedzialnych za swój kraj, światłych, obdarzonych wysoką kulturą polityczną, zdolnych do ofiar… Na tych, który uważali, iż dobro wspólne jest najważniejsze”.

Jakub Witczak „Sarmacki republikanizm. Między prawem a bezprawiem”, Instytut Wydawniczy Erica, 2015

Członek zespołu Nowej Konfederacji. Zawodowo zajmuje się public relations, public affairs, media relations, fundraisingiem i koordynacją projektów. Pracowała dla agencji PR, polityków, organizacji pozarządowych i szkół językowych. Ukończyła filologię polską i nauczanie języka angielskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Kilkukrotna medalistka Mistrzostw Polski w lekkiej atletyce.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz