Polacy w potrzasku

Aktualności,

Z jednej strony PiS faktycznie atakuje praworządność. Z drugiej Komisja Europejska dybie na naszą suwerenność i przeszkadza w obronie państwa prawa na krajowym podwórku

Ekspresowe odrzucenie przez Komisję Europejską polskiego stanowiska w sprawie procedury praworządności, a także przebieg czwartkowego posiedzenia Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych (LIBE) Parlamentu Europejskiego pokazuje, że spór między Brukselą a Warszawą zaostrza się. Choć trudno sobie wyobrazić, by doszło do nałożenia sankcji na Polskę (dla samego stwierdzenia „wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez Państwo Członkowskie” zasady państwa prawa potrzeba zgody przedstawicieli 22 państw UE, zaś sankcje wymagają jednomyślności wszystkich państw oprócz, w tym wypadku, Polski), to widać, że relacje są napięte jak nigdy dotąd. I nie służy to obronie praworządności w naszym kraju.

Z merytorycznego punktu widzenia Komisja Europejska ma rację, obawiając się o praworządność w naszym kraju. Aktualnie Trybunał Konstytucyjny nie pełni funkcji niezależnego sądu konstytucyjnego (mniejsza w tej chwili o to, czy pełnił ją tuż przed zmianami wprowadzonymi przez PiS, na pewno nie zmieniły jego funkcjonowania na lepsze). Prezydent Duda zawetował co prawda dwie z trzech ustaw wprowadzających zmiany w polskim sądownictwie, ale jednej nie zawetował, a przecież także ustawa dotycząca ustroju sądów powszechnych podporządkowuje władzę sądowniczą władzy wykonawczej w niespotykanym w wolnej Polsce stopniu. Jeśli zaś chodzi o ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa, to nadal czekamy na projekty reformy sądownictwa, jakie obiecał przedstawić prezydent. Czeka na nie także wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans, który wyraźnie podkreślił, że zawarte w nich „zwalnianie sędziów Sądu Najwyższego będzie miało wpływ na uruchomienie artykułu 7”.

Tego typu słowa są niedźwiedzią przysługą wyświadczoną Polakom, bowiem stawiają prezydenta Dudę w niekomfortowej sytuacji. Jeśli bowiem w przedstawionych przez niego projektach nie znajdą się zapisy, których nie chce KE, spotka się z zarzutem ze strony Prawa i Sprawiedliwości, że ugiął się przed żądaniami Brukseli. Ten aspekt już pojawia się w dyskusji: pisze o nich choćby Marcin Fijołek na wPolityce.pl, a europoseł PiS Ryszard Czarnecki w wywiadzie dla portalu PolskieRadio.pl mówił, że „komisji zależy na tym, abyśmy ustąpili. Jeśli Polska pokaże, że prowadzi suwerenną politykę wewnętrzną, to być może również inne państwa pójdą za naszym przykładem i zaczną stawiać się Brukseli”.

Zwaśnione strony stawiają nas wobec wyboru: albo praworządność, albo suwerenność

W całym tym sporze realnie istotna kwestia praworządności schodzi na dalszy plan. Politycy europejscy powinni już dawno zauważyć, że temat wykorzystywany jest przez PiS do walki wewnętrznej. Wyostrzanie stanowiska służy konsolidacji swojego obozu politycznego wobec haseł suwerenistycznych. Kolejne wypowiedzi europosłów rządzącej w Polsce partii w komisji LIBE nie były skierowane do Fransa Timmermansa, tylko do najbardziej zagorzałego segmentu własnego elektoratu – inaczej nie da się racjonalnie wytłumaczyć choćby słów Jadwigi Wiśniewskiej, która zarzuciła KE opowiadanie się „po stronie socjalistów, komunistów i lewaków”. Do należącego do lewicowej Partii Pracy wiceprzewodniczącego KE, której przez 10 lat przewodził były działacz portugalskiej młodzieżówki maoistycznej, takie argumenty z pewnością nie trafią. Europejscy politycy (nie tylko eurokomisarze, ale także np. prezydent Francji) nie widzą tego być może dlatego, że celem uprawianego od miesięcy „Poland-bashingu” jest de facto osłabienie naszej pozycji na europejskich salonach i izolacja od innych państw, z którymi mamy zbieżne interesy, a nie żadna walka o praworządność.

W tej sytuacji jesteśmy my Polacy w potrzasku. Zwaśnione strony stawiają nas wobec wyboru: albo praworządność, albo suwerenność. Z jednej strony demonstrowanie w tej sprawie podmiotowości („stawianie się Brukseli” Czarneckiego) przez rządzących Polską oznaczałoby potencjalnie poważne osłabienie państwa prawa. Z drugiej takie otwarte postawienie sprawy jest bardzo trudne, bo naraża na zarzuty sprzyjania zagranicznej ingerencji w polskie problemy. Zauważają to także niektórzy politycy opozycyjni, np. senatorowie Platformy Obywatelskiej Andrzej Misiołek i Leszek Piechota, którzy publicznie odcięli się od słów Borysa Budki, który w wywiadzie udzielonym niemieckiemu tygodnikowi „Die Zeit” powiedział, że „UE musi postawić Polsce ultimatum”.

Tymczasem wybór między suwerennością a praworządnością jest fałszywy. O tym, jak jest urządzona Polska, powinniśmy decydować my, Polacy. Ale nie możemy też na złość Brukseli odmrażać sobie uszu.