Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Odebrana koncesja na rozwój

Podróż Filipa Springera po trzydziestu jeden byłych miastach wojewódzkich przywodzi reportera do dwóch wniosków: miejscami odwiedzonego archipelagu rządzą poczucie krzywdy oraz tęsknota

Podróż Filipa Springera po trzydziestu jeden byłych miastach wojewódzkich przywodzi reportera do dwóch wniosków: miejscami odwiedzonego archipelagu rządzą poczucie krzywdy oraz tęsknota

Jednego Filipowi Springerowi odmówić nie można – intuicji w wyborze społecznie palących tematów. Po entuzjastycznie przyjętych „13 piętrach”, reportażu opowiadającym o problemach współczesnego polskiego budownictwa mieszkaniowego, w swojej najnowszej książce „Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast” autor zabrał się za kolejny wzbierający kłopot, nieustannie spychany pod dywan zarówno przez władze, jak i coraz silniej scentralizowane media. Chodzi o odizolowanie i zamieranie miast, będących do 1999 r. stolicami województw. Choć temat był obecny w debacie publicznej właściwie przez cały czas od reformy administracyjnej (zazwyczaj wypływał od kontestujących ten stan rzeczy zdegradowanych miast), to dopiero projekt Springera wzbudził zainteresowanie problemem u szerszej publiczności. Książka już przed publikacją cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. Stało się to m.in. dzięki temu, że reporter we współpracy z dziennikarką „Polityki” Olgą Gitkiewicz oraz byłym już redaktorem radiowej „Trójki” Michałem Nogasiem na bieżąco przekazywał opowieści z odwiedzonych miejsc. Do tego został założony blog, na którym ukazywały się bezpośrednie relacje mieszkańców. Książka rodziła się więc na oczach czytelników. Przez około pół roku mogli oni słuchać historii osób, które albo musiały pogodzić się z utratą pracy (w związku z upadaniem fabryk), albo zdecydowały się pozostać w zdegradowanym już powiatowym mieście. Jaki wyszedł z tego efekt końcowy? Nieco rozczarowujący.

Opuszczona „Europa”

Przed reporterem stanęło ogromne wyzwanie – jak ciekawie opowiedzieć historię trzydziestu jeden tak różnych miast, o odmiennej historii geopolitycznej i społecznej, które połączyło jedynie to, że decyzją władz najpierw w 1975 r. zostały podniesione do rangi centralnych ośrodków, a następnie 24 lata później stały się powiatowymi sierotami? Springer wybrnął z tego po literacku. Zamiast skupiać się na systematycznym rozpisaniu problemów komunikacyjnych, kwestii bezrobocia, migracji, inwestycji czy stanu przedsiębiorczości, stworzył matrycę impresji, w którą wpisywał elementy historii wybranych miast na zasadzie dość odległych konotacji. Rozdział pokrótce opisujący obie reformy administracyjne opowiada tylko o trzech miastach – Białej Podlaskiej, Elblągu i Łomży – które łączy jakaś forma żalu wyrażanego przez rozmówców (w przypadku Elbląga przybierze on materialną postać prawdziwego grobu województwa). Jednak właściwie każde miasto należące do archipelagu jest w perspektywie Springera zanurzone w żalu, stąd kryteria opisu są bardzo umowne i przez to nieprzekonujące. Tylko części miast zostały poświęcone osobne krótkie rozdziały, które jednak dość dowolnie traktują o specyficznym doświadczeniu. Weźmy Tarnów, w ramach którego Springer opowiedział historię Dagaramy: Jana Głuszaka, chorego na schizofrenię architekta-wizjonera. Oczywiście, reporter ma swoją licencję poetycką, ale szkoda opowiadać historię z innego porządku tam, gdzie mowa jest o wykluczonej zbiorowości.

Miasto-pan województwa przede wszystkim samodzielnie dysponuje środkami, które bezpośrednio otrzymuje z budżetu centralnego

Łukasz Zaborowski, ekspert w tematyce miejskiej i komunikacji, określił posiadanie statusu miasta wojewódzkiego „koncesją na rozwój”. Miasto-pan województwa przede wszystkim samodzielnie dysponuje środkami, które bezpośrednio otrzymuje z budżetu centralnego. Nic więc dziwnego, że za przyczynę wszelkich porażek władze miast archipelagu obwiniają przede wszystkim utratę dawnego statusu – w opowieści Springera wraz z degradacją administracyjną następuje zapaść społeczna, ekonomiczna i estetyczna. Reporter poniekąd opowiada współczesny stan miast przez techniczny stan budynków, które kiedyś stanowiły istotny punkt nie tylko danej miejscowości, ale nawet całej Polski – weźmy chociażby restaurację „Europa” w Piotrkowie Trybunalskim. Sam Piotrków podobno był najczęściej filmowanym miastem w czasach PRL, co powodowało, że pierwszorzędni artyści gościli w wymienionej restauracji. Wraz z przerzuceniem zainteresowań kulturalnych na Warszawę, tętniącą artystycznym życiem, „Europę” spotkał ten sam los, co piotrkowskich fabryk – powolny upadek. Inny przykład: Wałbrzych, w którym liczba ludności na przestrzeni lat 19992015 spadła z ponad 135 tys. do ok. 115 tys., a miasto utraciło źródło dochodu po zamknięciu zarządzonym przez administrację centralną. Okazuje się więc, że na mniejsze miasta i ich los decydujący wpływ mają organy centralne. Państwo, może nawet nieintencjonalnie, prowadzi działania zmierzające do marginalizowania mniejszych miast. Chodzi tu przede wszystkim o transport i skomunikowanie z większymi ośrodkami – projektowanie nowych inwestycji drogowych i kolejowych oraz likwidacja połączeń PKP leży w gestii centralnego szczebla administracyjnego. To brak dogodnych połączeń lub ich absurdalne rozpisanie prowadzi do sytuacji „wykluczenia komunikacyjnego”, które jest udziałem miast archipelagu (Łomża nie ma nawet dostępu do kolei). Tyle tylko, że ten problem jest u Springera tylko zamarkowany, gubi się w miejskich impresjach autora i historiach ludzi.

Samotność trzydziestolatka

Warto zwrócić jeszcze uwagę na sposób opowiadania o ludziach, którzy mimo przeciwności losu zdecydowali się albo powrócić, albo zostać w swoim rodzinnym mniejszym mieście. Melancholijnie przedstawiani są ci, którzy już się poddali i którzy odczuwają historię jako proces degradacji. W opowieści Springera są tymi, którzy za mało się starali – reporter podaje przykłady osób, takich jak założyciele firmy informatycznej Code&Pepper, sytuujący swój biznes w Suwałkach, czy przedsiębiorcza właścicielka piekarni w Przemyślu. Mimo zniechęcania do pozostania w miastach archipelagu, charakterystycznego dla jego mieszkańców (sic! ) „niedasizmu” – ci ludzie odnoszą sukces i są dla Springera uspokojeniem sumienia. Nie może być tak źle, skoro nawet globalne firmy mogą prosperować w tych trudnych warunkach. Problemem wciąż jednak pozostają ucieczki i to, co jeden z rozmówców reportera nazwał „generacyjną samotnością 30-latka w średnim mieście”.

Mimo sporego entuzjazmu, wyrażanego przy publikacji książki, temat ponownie zamarł tam, gdzie powinien być najżywiej dyskutowany – w centrali

Zauważmy jeszcze, że mimo sporego entuzjazmu wyrażanego przy publikacji książki, temat ponownie zamarł tam, gdzie powinien być najżywiej dyskutowany – w centrali. Warszawska publiczność przez chwilę żyła ciekawością tego, co się dzieje w mniejszych miastach, ale było to raczej perwersyjne zainteresowanie tandetą i porażką. To symboliczne podejście jest smutnym podsumowaniem głównego przesłania książki: centrum zapomniało o peryferiach.

Stała współpracowniczka portalu jagielloński24.pl, członkini Klubu Jagiellońskiego, studentka MISH UW

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz