O Rosji bez znieczulenia

Ideologią rosyjskiej elity politycznej jest populizm. To nim się kierują nihiliści w szatach konserwatyzmu – ludzie, którzy nie tylko instrumentalnie traktują religię, ale i poczucie dumy narodowej

Ideologią rosyjskiej elity politycznej jest populizm. To nim się kierują nihiliści w szatach konserwatyzmu – ludzie, którzy nie tylko instrumentalnie traktują religię, ale i poczucie dumy narodowej

W marcu bieżącego roku Teatr Telewizji wyemitował spektakl „Listy z Rosji” w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewskiego, na motywach głośnej książki francuskiego podróżnika i dyplomaty Astolphe de Custine’a z roku 1839. Pod względem artystycznym to rewelacja. Szczególnie imponująca okazała się gra dwójki aktorów – Haliny Łabonarskiej i Adama Ferencego – w rolach Carycy (Aleksandry) i Cara (Mikołaja I). W mistrzowski sposób udało im się wyrazić lodowaty chłód rosyjskiej północy, „mieszaninę czułości i okrucieństwa”.

Było jednak w tym spektaklu coś uwierającego. Kostrzewski tak w sztuce rozłożył akcenty, że widza mającego dystans do poruszanych w niej problemów, a więc patrzącego na Rosję oczami de Custine’a, mogło razić polonocentryczne ujęcie tematu. Przybyły z Francji wolny człowiek, podróżując po imperium carów, przeżył szok poznawczy. Nie było to jednak to samo, co zsyłka powstańca polskiego na Syberię i podobne traumy.

Ta różnica doświadczeń dzieli świadka (Francuza) i ofiary (Polaków). Skądinąd trudno od polskiego reżysera XXI stulecia oczekiwać, by w naszych czasach – po operacji polskiej NKWD, po zbrodni katyńskiej – przyjął perspektywę XIX-wiecznego francuskiego arystokraty.

O spektaklu Kostrzewskiego przypomniałem sobie, czytając zbiór szkiców Piotra Skwiecińskiego „Kompleks Rosji”. Właśnie dlatego, że autor, niegdyś korespondent „Rzeczpospolitej” w Moskwie, dziś zastępca redaktora naczelnego tygodnika „wSieci”, rozprawia się w swojej książce z polonocentryzmem. Skwieciński przede wszystkim obnaża fałszywe nadwiślańskie wyobrażenia o Rosji. Czyli jednak Polak potrafi.

Prawda często nie jest wygodna i zmusza do rewizji własnych przekonań – takich jak przeświadczenie o wiekuistej moralnej i politycznej wielkości sarmackiego narodu, okupionej wielowiekowymi prześladowaniami ze strony mocarstw ościennych

I tak publicysta stwierdza bez ogródek: „Najważniejszym elementem polskiego ducha (a rozumiem pod tym splot emocji i związanych z tymi emocjami kolein intelektualnych) jest głębokie przekonanie, że jesteśmy obiektem strasznej krzywdy. Właśnie – jesteśmy. Nie tylko byliśmy w przeszłości. Jesteśmy nadal. A ta krzywda przychodzi z zewnątrz. Ze złego świata, który na nas czyha. Oczywiście – istnieją też polscy zdrajcy. Ale nic by nie poczęli, gdyby nie obce potęgi”.

Dalej zaś czytamy: „Te potęgi mają w naszym myśleniu poprzydzielane na wieczność role. Zniewala nas otóż Rosja. (…) A Zachód nas zdradza”. Zdaniem Skwiecińskiego Polacy żyją „w świecie wiecznej Jałty”.

Autor zauważa, że „kompleks niższości wobec »prawdziwej Europy«” pociąga za sobą „żenujące często żebranie o bycie przez »prawdziwą Europę« zaakceptowanym”. Tyle że – dodaje – ów kompleks jest obrotowy: „kompleks niższości wobec Zachodu rekompensujemy sobie kompleksem wyższości wobec Wschodu”.

I bynajmniej nie są to zarzuty kogoś, kto pozuje na realistę politycznego, który szermując wybiórczo argumentami stańczyków i endeków, gromiłby polską romantyczną mitologię. Skwieciński szczerze wyznaje, że spiera się z tym, co tkwi głęboko w nim samym, więc nie okazuje swoim rodakom, że czuje się mądrzejszy od nich.

A jakie są owe wspomniane fałszywe wyobrażenia? To dziś choćby rojenia polskich lewicowo-liberalnych inteligentów o innej, alternatywnej Rosji – szlachetnej, miłującej wolność, demokratycznej. Chodzi rzecz jasna o Rosję bez Władimira Putina i innych polityków, którzy są w oczach Polaków uosobieniem wschodniego, amoralnego despotyzmu połączonego z agresywnymi, imperialnymi postawami wobec sąsiadów.

Tyle że taka Rosja nie istnieje. A dziś, abstrahując od tego, że w tym kraju uaktywniła się opozycja antysystemowa, Putin cieszy się realnym poparciem społecznym, bo spełnił oczekiwania Rosjan. Skwieciński przypomina, że gospodarz Kremla obiecywał swoim rodakom „odbudowę potęgi państwa i stabilizację wewnętrzną. I tych obietnic dotrzymał”.

Ponadto powszechna aprobata Rosjan dla autorytarnego charakteru reżimu putinowskiego wynika generalnie ze stosunku tego narodu do swobód politycznych. Autor przywołuje okres przewrotu bolszewickiego i wojny domowej, kiedy kluczem do politycznego sukcesu partii Lenina okazała się brutalna determinacja w ratowaniu państwa rosyjskiego. Skwieciński, zgłębiając duszę rosyjską, wskazuje w niej pierwiastek autodestrukcyjny, na który jedynym lekarstwem jest silna i twarda władza państwowa.

Taki sąsiad jawi się Polakom jako wróg egzystencjalny. W ich myśleniu zatem publicysta odkrywa wręcz wątki eksterminacyjne w odniesieniu do Rosji. Przesada? Gdyby Skwieciński miał na myśli świadomą chęć eksterminacji fizycznej, to byłaby to po prostu bzdura. Jemu jednak chodzi o coś innego: „nie sposób wyobrazić sobie takiej Rosji, na której istnienie wielu Polaków łaskawie wyraziłoby zgodę. No chyba że zredukowaną do roli Wielkiego Księstwa Moskiewskiego z XIV wieku”.

Poza tym, według Skwiecińskiego, Polacy patrzą na historię swoich stosunków ze wschodnim sąsiadem w kategoriach dziejowej niesprawiedliwości, za jaką poczytują utratę pozycji mocarstwowej na korzyść Rosji w XVII wieku. Tymczasem – zdaniem publicysty – „chwilowa mocarstwowość Rzeczypospolitej była efektem przypadku – znacznego osłabienia Rusi przez najazdy tatarskie, co umożliwiło ekspansję książąt litewskich”.

Zdaniem Skwiecińskiego Polacy żyją „w świecie wiecznej Jałty”

Ten ostatni cytat – z którego wynika, że wyłonienie się w środku Europy sarmackiej potęgi było czymś przypadkowym – trudno wielu Polakom przyjąć do wiadomości. Jak widać, zastępca redaktora naczelnego „wSieci” realizuje jednak dewizę Józefa Mackiewicza: „Tylko prawda jest ciekawa”. A skoro tak, to prawda często nie jest wygodna i zmusza do rewizji własnych przekonań – takich jak przeświadczenie o wiekuistej moralnej i politycznej wielkości sarmackiego narodu, okupionej wielowiekowymi prześladowaniami ze strony mocarstw ościennych, w dodatku niedocenianej czy wręcz niedostrzeganej przez resztę świata.

Skądinąd teza o niezdolności Rosji do demokracji powinna się podobać w kraju, którego niejeden mieszkaniec poczuwa się do dziedzictwa sarmackiego republikanizmu i żywi poczucie cywilizacyjnej wyższości nad wschodnimi tyraniami.

Ale Skwieciński, prześwietlając przypadłości duszy polskiej, analizuje też paradoksy polityki rosyjskiej, które okazywały się samobójcze. Autor „Kompleksu Rosji” sięga pamięcią do pierwszej połowy XIX wieku, kiedy książę Adam Czartoryski prowadził swoją grę z Mikołajem I.

Według publicysty polski arystokrata zdawał sobie sprawę z tego, że w politykę rosyjską jest wbudowany pewien ogranicznik efektywności i sukcesu. To „brak poczucia miary”, to „pycha, powodująca zbytnio otwartą agresywność”. Dlatego „w decydujących momentach różnych rozgrywek Rosja nie jest w stanie powstrzymać się przed zachowaniami, które prowadzą do sprzeciwienia się jej nawet tych, którzy pierwotnie wcale nie byli skłonni do takiego sprzeciwu. Odwrotnie – bardzo chcieliby kompromisu. Ale właśnie kompromisu, a nie poniżającego dyktatu”.

O prawdziwości tej obserwacji mogliśmy się przekonać i w XXI stuleciu. Kreml potrafił nie tylko popsuć reset stosunków z Białym Domem i generalnie z Zachodem (w tym z rządzącą Polską w latach 2007–2015 ekipą Platformy Obywatelskiej, do pewnego momentu naiwnie wierzącą w „europeizację” Rosji), ale i zrazić do siebie tak prorosyjskiego polityka, jakim jest Aleksander Łukaszenko. Być może z tej przyczyny w przyszłości będą mieli też dosyć Putina ludzie pokroju Marine Le Pen.

Nie można również pominąć tego, że Skwieciński zabiera głos w kwestiach dotyczących sporów kulturowych. I na tym polu także idzie pod prąd polskim lewicowo-liberalnym salonom. Im bowiem odpowiada sytuacja, w której Kreml kreuje siebie na lidera konserwatystów całego świata, stawiającego czoła „Gejropie”. W ten sposób można interpretować konflikt reżimu putinowskiego z opozycją antysystemową jako manichejską konfrontację Zła, nacjonalistyczno-prawosławnej prawicy, z Dobrem, ludźmi, dla których prawa człowieka równoznaczne są z kulturowym przekształcaniem społeczeństwa, w tym z nadawaniem przywilejów mniejszościom seksualnym.

Skwieciński zwraca uwagę na to, że antyklerykalizm środowisk dążących do radykalnych zmian w Rosji to droga donikąd. Zdaniem publicysty takie akcje, jak profanacja świątyni w moskiewskim Soborze Chrystusa Zbawiciela, dokonana przez grupę Pussy Riot – pomijając aspekt moralny takich skandalicznych wystąpień – bynajmniej nie służą pozyskaniu poparcia społecznego dla opozycji antysystemowej.

Zgłębiając duszę rosyjską, autor wskazuje w niej pierwiastek autodestrukcyjny, na który jedynym lekarstwem jest silna i twarda władza państwowa

Czy dlatego że Rosjanie naprawdę są pobożnym narodem? Nie, ale jeśli nawet nie żyją według zasad prawosławnej wiary, to odnoszą się do niej z szacunkiem.

I tu dochodzimy do jednego z najbardziej frapujących wątków książki Skwiecińskiego – do pytania o konserwatyzm społeczeństwa rosyjskiego. Autor inspiruje się reportażem „Jądro dziwności” (oryginalny tytuł: „Nothing is True and Everything is Possible”) brytyjskiego dziennikarza, który w dzieciństwie wyemigrował z ZSRR, Petera Pomerantseva.

Pomerantsev określa Rosję XXI wieku mianem „postmodernistycznej dyktatury”. Opisuje kraj, który nie jest tradycjonalistyczną arkadią, lecz w którym po krachu komunizmu, po bankructwie wielkich narracji kształtujących w przeszłości zbiorową wyobraźnię Rosjan zapanował absolutny cynizm. Skwieciński tak komentuje uwagi brytyjskiego dziennikarza: „Rosja, w myśl tej wizji, jest trendsetterem zła. Nie niesie w świat konserwatyzmu. Niesie pustkę”.

Gdyby miały się o tym przekonać na własnej skórze rozmaite marginalne grupy w Polsce, dla których Putin jest bohaterem walki ze „zgniłym” Zachodem, jakże byłyby rozczarowane. Okazałoby się bowiem, że ich idol to wzorzec do entej potęgi tego wszystkiego, co w swoich deklaracjach odrzucają, a nie konserwatysta stawiający na prymat duchowości nad konsumpcyjnym stylem życia.

Możemy z tego wysnuć wniosek, że szacunek do prawosławia jest u Rosjan warunkowy. Będzie on trwał tak długo, jak długo Cerkiew będzie się powstrzymywać przed eskalacją roszczeń wobec państwa, która mogłaby skutkować konfliktem z nim. A tak właśnie jest teraz. Znamienne, że władze rosyjskie, wbrew oczekiwaniom Cerkwi, nie wprowadzają znaczących ograniczeń, jeśli chodzi o prawo do aborcji, bo spotkałoby się to z niezadowoleniem ludu. Aż dziw bierze, że „Gazeta Wyborcza” nie dostrzega tej troski reżimu putinowskiego o „prawa reprodukcyjne” rosyjskich kobiet.

Szacunek do prawosławia jest u Rosjan warunkowy. Będzie on trwał tak długo, jak długo Cerkiew będzie się powstrzymywać przed eskalacją roszczeń wobec państwa, która mogłaby skutkować konfliktem z nim

Ideologią rosyjskiej elity politycznej jest populizm. To nim się kierują nihiliści w szatach konserwatyzmu – ludzie, którzy nie tylko instrumentalnie traktują religię, ale i poczucie dumy narodowej. Dla nich nie Cerkiew i Rosja są najważniejsze, lecz zachowanie władzy politycznej i zwłaszcza pomnażanie majątku.

A jednak Skwieciński stwierdza, że nie należy lekceważyć retoryki Kremla. Publicysta uważa bowiem, iż nie jest politycznie istotne, czy obranie przez władze rosyjskie konserwatywnej linii jest szczere, lecz to, czy będzie ona trwała i konsekwentnie realizowana.

Jeśli jednak z książki Skwiecińskiego miałoby wynikać, że konserwatyzm to jedynie ideologiczna fasada, to ów wniosek zadawałby kłam w Polsce zarówno propagandzie lewicowo-liberalnych salonów, piętnujących antygejowskie kampanie reżimu putinowskiego, jak i zachwytom użytecznych idiotów, którzy w Rosji upatrują zwiastuna moralnej odnowy świata.

 

Dziennikarz Polskiego Radia 24. W latach 2012-2017 publicysta i redaktor magazynu „Plus Minus”

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz