Nihil novi w Bratysławie

Aktualności,

Słowacja nie uznaje Grupy Wyszehradzkiej ani Trójmorza za szczególne priorytety. Zaskakuje więc krytyka za rzekome odcięcie się od Polski i Węgier oraz chęć ponownego zbliżenia do „rdzenia UE”

Bratysława wycofuje się z sojuszu z eurosceptykami, z budowanej przez PiS przeciwwagi dla Brukseli nic nie wyjdzie, premier Słowacji wbił nóż w plecy rządowi PiS – to tylko najbardziej wymowne przykłady nagłówków w polskich mediach, które pojawiły się w ostatnich dniach po szeroko cytowanych wypowiedziach premiera Słowacji Roberta Fico, zapowiadających zainteresowanie Bratysławy procesami wzmocnienia „rdzenia UE”. Dodatkowego paliwa tym nastrojom dodaje rozpoczynająca się 23 sierpnia podróż prezydenta Francji Emmanuela Macrona do Austrii, Rumunii i Bułgarii. Omijając Warszawę i Budapeszt, w Salzburgu spotka się on również z premierem czeskim i słowackim oraz kanclerzem Austrii. Czy więc rzeczywiście mamy do czynienia z końcem sojuszu wyszehradzkiego i poważnym ciosem dla promowanej przez Polskę i Chorwację idei Trójmorza?

Elastyczny Fico

O polityce zagranicznej gabinetów premiera Roberta Fico, rządzących w Bratysławie praktycznie od 2006 roku (pełni on urząd już trzecią kadencję, z krótką przerwą rządów ugrupowań centroprawicowych w latach 2010-2012), mówi i pisze się w Polsce niewiele. Przypływ zainteresowania dało się u nas zaobserwować od jesieni 2015 roku, kiedy to Słowacy zaczęli aktywnie krytykować przyjęty we wrześniu 2015 roku przez Radę Unii Europejskiej program relokacji 120 tys. uchodźców z Bliskiego Wschodu przebywających na terytorium Grecji i Włoch. W związku z niesprawiedliwym, zdaniem Bratysławy, mechanizmem lokowania uchodźców w krajach UE rząd słowacki skierował wówczas skargę do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu. Co ciekawe, zrobił to wcześniej niż niezwykle krytyczny w stosunku do lansowanej przez kraje „rdzenia UE” polityki migracyjnej rząd Viktora Orbana. Krok ten zapewnił Słowakom sympatię ze strony wyłonionego po jesiennych wyborach rządu Beaty Szydło, również deklarującego opozycję do mechanizmu relokacji, a w związku z tym wizję wzmocnienia sojuszu z Bratysławą w ramach Grupy V4. Przez ostatnie półtora roku narracja polskiego rządu po kolejnych, regularnych spotkaniach w ramach czworokąta wyszehradzkiego brzmiała optymistyczne, prezentując „wspólny front” Warszawy, Pragi, Bratysławy i Budapesztu przeciwko arbitralnym posunięciom „starej Europy”.

Pomimo umiejętności grania przez Fico na wielu fortepianach w istocie i przez wszystkie lata sprawowania władzy prezentował on stanowisko bliskie Berlinowi i Paryżowi

Istota słowackiej postawy w tym czasie była jednak bardziej skomplikowana. Fico i jego lewicowa partia SMER szykowali się pod koniec 2015 roku do nowych wyborów parlamentarnych, w których, jak zresztą słusznie przewidywali, będą mieli problemy z uzbieraniem samodzielnej większości. SMER, często określany mianem ugrupowania „populistycznego”, cieszący się mocnym poparciem poza wielkomiejskimi i liberalnymi grupami elektoratu, chętnie sięgnął więc w 2015 roku po antyimigrancką retorykę. Swój brak przywiązania do lewicowej ortodoksji, często budzący zaskoczenie swojej macierzystej, socjaldemokratycznej grupy w Parlamencie Europejskim, SMER prezentował już wielokrotnie wcześniej – a to zawiązując koalicję rządową z prawicowymi narodowcami w 2006 roku, a to niechęcią do zajmowania typowo lewicowego stanowiska w kwestiach obyczajowych (czasem nawet wprost popierając postulaty konserwatywne, jak np. zapis o małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny podczas ogólnonarodowego referendum w 2015 roku). Obecnie, w zawiązanej po ubiegłorocznych wyborach koalicji z narodowcami oraz partią mniejszości węgierskiej, Fico zaczyna mieć problemy ze spoistością (w ostatnim czasie zdymisjonował wydelegowanego przez narodowców ministra oświaty) i niewykluczone, że to również konieczność ustabilizowania sytuacji w rządzie skłania go do uspokojenia relacji z Brukselą.

Słowacja wielowektorowa

Pomimo umiejętności grania przez Fico na wielu fortepianach w istocie i przez wszystkie lata sprawowania władzy prezentował on stanowisko bliskie Berlinowi i Paryżowi.

Trudno dziwić się Słowakom, że w palącej kwestii dumpingu socjalnego w UE podejmują dialog z Paryżem jako przedstawiciele Trójkąta sławkowskiego – istniejącej od 2015 roku z inicjatywy czeskiej i słowackiej grupy współpracy regionalnej, łączącej Czechy, Słowację i Austrię

Gabinet SMER-u był jednym z pierwszych rządów Europy Środkowej, który zdecydował się na szybką ratyfikację Traktatu Lizbońskiego wiosną 2008 roku. Po Słowenii Słowacja była drugim krajem regionu Trójmorza, który zdecydował się na przyjęcie euro. Dobre stosunki z Niemcami i Francją (Berlin to główny partner eksportowy Słowacji) oraz krajami „starej UE” Fico tłumaczył nie tylko pragmatyką, ale również przyświecającemu jego rządom celowi budowy „państwa socjalnego” (słow. sociálny štát). W jednym z wywiadów dla radia czeskiego przyznał on zresztą, że wprowadzenie wspólnej waluty pomoże w realizacji tej idei, tak dobrze sprawdzonej w powojennej Europie Zachodniej, a nie neoliberalnego modelu anglosaskiego. Ekipy Fico nie ukrywają również sceptycznego stosunku do rozwijania w regionie potencjału militarnego NATO i szczególnego przestrzegania przed zagrożeniem płynącym ze strony wschodniej. W wielu zresztą wypowiedziach słowacki premier w jasny sposób daje do zrozumienia, że Rosja powinna być częścią ogólnoeuropejskiego systemu bezpieczeństwa (już przed laty powiedział, że Bratysława w swojej polityce patrzy na wszystkie cztery strony świata, a nie tylko na Zachód), a utrzymywanie unijnych sankcji wobec Moskwy szkodzi gospodarce słowackiej i europejskiej.

Dalej od Warszawy i Budapesztu?

To, że na skutek kwestii uchodźców Fico nie pójdzie na ostry konflikt z Komisją Europejską, można było podejrzewać już od czasu, gdy Bratysława zaproponowała Brukseli kompromis, godząc się na przyjęcie 120 uchodźców w ramach mechanizmu relokacji. Nie słychać również słowackiego poparcia dla konfrontacyjnej wobec instytucji unijnych polityki Warszawy. Tam, gdzie Słowacja widzi polityczną korzyść – chociażby w kwestii zwiększenia roli parlamentów narodowych w procesach decyzyjnych w UE oraz w inicjatywie polepszenia jakości produktów żywnościowych trafiających z Europy Zachodniej do krajów naszego regionu – chętnie idzie na współpracę z Polską, Węgrami i Czechami. Projekt Trójmorza również wydaje się praktycznie nieobecny w narracji Fico, znajdując oddźwięk jedynie u centroprawicowego prezydenta Andreja Kiski, nie mającego jednak w typowo kanclerskim systemie słowackim większego znaczenia politycznego.

Trudno dziwić się Słowakom, że w palącej kwestii dumpingu socjalnego w UE podejmują dialog z Paryżem jako przedstawiciele Trójkąta sławkowskiego – istniejącej od 2015 roku z inicjatywy czeskiej i słowackiej grupy współpracy regionalnej, łączącej Czechy, Słowację i Austrię. Stanowi ona być może zalążek regionalnej alternatywy zarówno wobec Wyszehradu, jak i będącym jak na razie już tylko historycznym wspomnieniem Trójkątem weimarskim łączącym Polskę, Niemcy i Francję. W tym kontekście widzieć też należy wspólną deklarację ministrów spraw zagranicznych Słowacji i Niemiec w sprawie wspólnych wysiłków na rzecz skutecznej reformy UE, podpisanej na początku sierpnia br.

Baczna obserwacja wielowektorowej i elastycznej polityki Słowacji z pewnością więc zaoszczędzi Polsce rozczarowań w stosunku do sąsiada i partnera za południową granicą.