Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu?
Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Nie wrócą, bo ich Polska wkurza

Z badań wynika, że większość polskich imigrantów chce zostać za granicą. Nie doceniamy przy tym, jak ważny przy podjęciu tej decyzji jest zły stosunek polskiego państwa do obywatela

Z badań wynika, że większość polskich imigrantów chce zostać za granicą. Nie doceniamy przy tym, jak ważny przy podjęciu tej decyzji jest zły stosunek polskiego państwa do obywatela.

Wyniki badania instytutu Ipsos opublikowane w poniedziałek na łamach „Rzeczpospolitej” wskazują, że Polacy z nowej emigracji po 2004 r. zadomowili się na dobre na Wyspach Brytyjskich i w Niemczech. Aż 72 proc. Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii nie chce wracać do kraju, a 41 proc. z nich chce się tam ubiegać o obywatelstwo. Dzisiejszych emigrantów wyróżnia przy tym podniesiona głowa obywateli Europy i przedsiębiorczość, czym wcześniejsze emigracje się raczej nie wyróżniały. Dlaczego nie chcą wracać? Wśród przyczyn większej atrakcyjności kraju emigracji dominują kwestie różnicy wynagrodzeń, zabezpieczenia socjalne oraz stosunki z państwem.

Zwłaszcza ten trzeci czynnik – stosunki z państwem – jest zdecydowanie niedoceniany przez polski rząd. O ile nie jesteśmy w stanie nadgonić uciekającej siły nabywczej portfela Brytyjczyka lub Niemca, a także zasobności ich gospodarek, o tyle zgoła niewiele robimy, by polepszyć stosunki obywatela z państwem. Temat ten jest wręcz zaniedbany, i to od czasów upadku systemu komunistycznego.

Prosty przykład – najważniejsze osiągnięcie Służby Bezpieczeństwa PRL, czyli osobisty nr PESEL, doczekał się wielu klonów już w wolnej Polsce (NIP, KRS, VAT itd.). Sprzyja to podobno lepszemu administrowaniu krajem. W rzeczywistości te same dane są multiplikowane przez systemy informatyczne administracji podatkowej, celnej, ewidencji ludności, ewidencji odbioru odpadów, ZUS, OFE, służb ścigania (CBA, CBŚ, ABW i inne), operatorów telekomunikacji itp. Wszystko to służy coraz lepszej inwigilacji obywateli, podobno dla ich wspólnego dobra, za pełną zgodą posłów i ministrów.

Nic dziwnego, że mamy najwyższy w Europie wskaźnik inwigilowania za pomocą bilingów telefonicznych oraz jeden z najwyższych na Starym Kontynencie wskaźników kontroli obywateli i przedsiębiorców przez co najmniej 17 instytucji kontrolno-pościgowych. Sam tylko system poboru podatków i składek ubezpieczeniowych pochłania u nas co roku co najmniej 6 mld zł, i to pomimo postępującej informatyzacji.

Oficjalny raport opracowany na zlecenie rządu Jej Królewskiej Mości (Home Office, publikacja 22 lipca br.) wskazuje, że brytyjski przedsiębiorca ma szansę być skontrolowany przez służby podatkowe i celne raz na 250 lat, podczas gdy w polskich systemach wskazywania podatników do kontroli przyjmuje się założenie podejmowania kontroli nie rzadziej niż raz na 5 lat w jednej firmie, czyli 50 razy częściej. Polski podsłuchiwany i nadzorowany przedsiębiorca ma też znacznie większą szansę trafienia do więzienia. Tylko polityków i ministrów wiążą inne pozaprawne normy i włos im z głowy spaść nie może. Zwłaszcza jeśli podsłuchiwał ich tylko kelner, a więc osoba podobno niegodna szacunku.

Przesądem jest to, że wyjeżdżają z Polski tylko osoby o niskich kwalifikacjach. Połowa polskiej emigracji to ludzie wysoko kwalifikowani, którzy do kraju już nie powrócą

I to właśnie osoby, które nie odczuły szacunku do własnej pracy ani wzrostu siły nabywczej ich portfeli, wyjeżdżają. Za granicą odczuwają natomiast wysoką jakość usług w szpitalach, żłobkach i przedszkolach. Młode polskie rodziny nie bez przyczyny odznaczają się na emigracji większą dzietnością niż w swoim kraju (a nawet wyższą statystycznie dzietnością niż przeciętne młode rodziny w kraju pobytu).

Na brytyjskim rynku pracy tylko połowa polskich emigrantów (dokładnie 327 tys. osób w 2013 r.) pracuje w pracach nisko kwalifikowanych (opieka, proste usługi, produkcja). Brytyjski rynek pracy dla ludzi tego typu to aż 13,4 mln miejsc pracy, z czego ok. 2 mln zajmują emigranci, w tym Polacy. O wielkiej podaży tego rodzaju miejsc pracy świadczą internetowe portale dla Polaków, na których wymienia się kilkadziesiąt tysięcy ofert miesięcznie. Oferta taka zwykle wiąże się z wynagrodzeniem co najmniej 200 funtów na tydzień, przy jednoczesnych ofertach czynszu mieszkania za 100 funtów tygodniowo na osobę. W Polsce ta relacja jest bardzo niekorzystna – o ile osoba nisko kwalifikowana jest w stanie zarobić 500zł–1000zł netto miesięcznie, to musi tyle samo oddać za czynsz mieszkania, pracując poza miejscem pobytu w dużym mieście. A zatem relacja dochód/czynsz jest co najmniej dwukrotnie gorsza niż relacja brytyjska.

Przesądem jest to, że wyjeżdżają z Polski tylko osoby o niskich kwalifikacjach. Połowa polskiej emigracji to ludzie wysoko kwalifikowani, którzy do kraju już nie powrócą. Osoby nisko kwalifikowane często do ich statusu aspirują, dlatego tylko co druga z nich rozważa jeszcze podróż powrotną. Normą jest np. w brytyjskich szpitalach to, że Polacy aplikują o posady nisko kwalifikowane, a mają wyższe kwalifikacje nabyte w kraju. W ten sposób odbywa się drenaż mózgów i zdolności, które wpływają na wzrost brytyjskiego czy niemieckiego PKB kosztem naszego PKB. Nic zatem dziwnego, iż osoby takie ubiegają się o obywatelstwo kraju pobytu, tym bardziej że rosną nastroje antyemigracyjne i łatwiej wtopić się w tłum jako legalny obywatel z pełnią praw publicznych.

Ani rząd, ani opozycja nie zrobiły wiele, aby po 2004 r. te trendy odwrócić. Wszyscy skoncentrowali się na budowie infrastruktury twardej, nie osiągając po 10 latach do dziś efektu sieciowego (drogi, koleje). Natomiast niewielu zwróciło uwagę, że emigracja jest najważniejszym miękkim „efektem sieciowym”, kiedy to obywatele wypowiedzieli posłuszeństwo swojemu krajowi i już do niego nie powrócą.

[wykres]

Nowa Konfederacja
INTERNETOWY TYGODNIK IDEI, NR 30 (42)/2014, 24–30 LIPCA, CENA: 0 ZŁ
Ekspert Instytutu Sobieskiego ds. rozwoju regionalnego. Doradca wójta gminy Suchy Las. Były dyrektor departamentu w Ministerstwie Finansów. Absolwent Krajowej Szkoły Administracji Publicznej w Warszawie oraz Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza i Ekonomicznego w Poznaniu. Jego obszar badań obejmuje prawo subwencyjne i pomoc publiczną, fundusze strukturalne Unii Europejskiej, prawo podatkowe, kontrolę podatkową, procedury administracyjne oraz rozwój regionalny na poziomie samorządu terytorialnego i jego wpływ na sektor MSP.

Nasi Patroni wsparli nas dotąd kwotą:
1 750 / 26 000 zł (cel miesięczny)

6.73 %
Wspieraj NK Dołącz

Komentarze

16 odpowiedzi na “Nie wrócą, bo ich Polska wkurza”

  1. kokosik pisze:

    Proszę nie przesadzać z tymi kwalifikacjami. Politologia, socjologia, psychologia itd. To są te wysokie kwalifikacje? Skąd dane, że połowa to ludzie wysoce wykształceni? Dlaczego nie pójdzie Pan do niejakiego Mordasewicza z ‘Lewiatana’ i nie spyta dlaczego w 2002 roku krzyczał, że Polacy są ‘immobilni’? Bo nie chcieli jeździć z Wrocławia do Poznania za pracą po 800zł/mies. Może warto by zadać takie pytania odpowiednim ludziom, a nie rozdzierać teraz szaty.
    Poza tym komu zrobili na złość, że wyjechali? Tylko własnemu krajowi. Zamiast go zmieniać i o niego walczyć lepiej pójść na łatwiznę i wyjechać. To przekleństwo otwartych granic.
    I mamy masę durniów w TV, którzy odgrażają się nadal, że jakby co to oni ‘wyjadą’. Po wyjeździe krzyczą na różnych portalach ‘zróbcie tam coś w tej Polsce, żebyśmy mogli wrócić’. Szczyt bezczelności.
    Wiele wskazuje na to, że Europa dobrobytu upadnie. Nie wiem czy ich Atlantyk zaleje czy islam. Czy jutro czy za dziesięć lat. Ale wtedy te wszystkie wyszczekane odważniaczki z ‘wysokimi kwalifikacjami’ będą wpław zapierniczać do mateczki ojczyzny. A my ich oczywiście przyjmiemy jak synów marnotrawnych, tylko po to by wysłuchiwać jacy to oni ‘lepsi’ bo mieli odwagę wyjechać i tym podobne głupoty.

  2. zadziorny pisze:

    Zostać w Polsce? Po co? Afera goni aferę, bogacą się cwaniacy i klasa POlityczna. Kraj jest rozkradany z każdym kolejnym “rządem” nie widzę poprawy w swoim portfelu a to co robi ostatnia ekipa to przechodzi ludzkie pojęcie. Tusk obiecywał, że obniży zatrudnienie w administracji publicznej – podwyższył, obiecywał, że obniży podatki – podwyższył. Bezrobocie spadło tylko dlatego, że 3 miliony polaków wyjechało. Małe i średnie przedsiębiorstwa które wypracowują ponad połowę krajowego PKB są traktowane jak zło konieczne a autorzy wielkich afer jak ta z Amber Gold pozostają bezkarni.
    Gdy wchodzę do urzędu i mówię, że mam jednoosobową działalność gospodarczą to w wszystkim urzędasom świecą się oczka i oblizują wargi z podniecenia, że przyszedł baran którego będzie można zgolić z kasy.
    Gdy ja popełnię najmniejszy błąd to mandat minimum 500zł. Jak żyję nie widziałem urzędnika który poniósłby odpowiedzialność za swój czyn. Zwykle sprawa się przedawnia lub nie wykrywany jest sprawca.
    Gdy podchodzę do policjanta prędzej zarobię “w zęby” niż dostanę realną pomoc. Na dodatek nie można się czuć bezpieczny we własnym domu bo policja może się “pomylić” i wyważyć mi drzwi, rzucić granatem w zęby a na koniec nawet nie przeprosić.
    Gdy napadnie cię bandyta to lepiej dać się zabić bo gdy zbyt mocno będziesz się bronić to ty bandytą zostaniesz a właściwy przestępca zostanie bezkarny.
    Mieszkając w Słubicach wystarczy przejść przez 30 metrowy most, aby Twoja praca zwiększyła swoją wartość sześciokrotnie.
    Polskie wojsko uczestniczy chyba we wszystkich konfliktach na świecie a co z tego ma Polska? Jako jedyny kraj europejski nadal mamy wizy do USA. W GBR Polki urodziły więcej Polaków niż w Polsce i to prawdziwy sukces naszej polityki prorodzinnej która istnieje głównie na papierze.
    W tym kraju wspiera się mierność i zagraniczny kapitał bardziej niż kreatywność i przedsiębiorczość. Zawsze będziemy sortownią lub pakowalnią dla Europy.

    Pytam się… po co mam tu zostawać? Jeżeli konflikt na Ukrainie się zaogni to pakuję się i wyjeżdżam. Niemcy i Żydzi którzy stąd wyjechali w czasie 2 wojny światowej na koniec życia dostają odszkodowania i są im zwracane majątki. Więc może lepiej wyjechać?

  3. W WB wypijam w Pubie kilka butelek piwa i legalnie beztresowo wracam rowerem, w ossranej RP jestem przestępcą. W WB mogę jechać autem do 0.8 promila, w Polsce trafiam do wiezienia, trace prace zostaje bezdomnym, zona mnie rzuca, trace dzieci. Wiec gdzie lepiej mieszkać.

  4. anonim pisze:

    Jak wynająć mieszkanie, opłacić je, opłacić rachunki, za najniższą krajową, i jeszcze mieć za co jeść? Nie pytam o utrzymanie żony i dzieci, ale siebie.
    Jak otworzyć firmę, jeśli muszę płacić urzędom więcej niż jestem w stanie zarobić?
    Czemu nie ma rozsądnej kwoty wolnej od podatku, dzięki której mógłbym rozpocząć biznes?
    Dlaczego nie uczą mnie w szkole niczego przydatnego? (budowa ameby, wiązania węglowodorowe, rzeczy kompletnie nie przydatne w większości zawodów, na specjalizacji powinni tego uczyć, a nie w szkołach ogólnych.)
    Dość już zadawania tych pytań, czas wyjechać ^.^

    • nestor pisze:

      (…) Dlaczego nie uczą mnie w szkole niczego przydatnego? (budowa ameby, wiązania węglowodorowe, rzeczy kompletnie nie przydatne w większości zawodów, na specjalizacji powinni tego uczyć, a nie w szkołach ogólnych) (…)

      A dlaczego zabrakło religii w tym zestawieniu “rzeczy nieprzydatnych” w szkole? Czyżby liczba godzin religii wyższa niż matematyki, chemii i fizyki Szanownemu Panu nie przeszkadza? Bo mi wyjątkowo. Nie chciałem, żeby moje dzieci były “głęboko wierzącymi specjalistami w call center” i dlatego wyjechałem.
      Nie rozumiem dlaczego nikt nie zwraca uwagi na rolę kościoła rzymsko-katolickiego w kreowaniu właśnie takiej Polski, od której przeciętnemu Polakowi chce się rzygać. Klechy mają takie same zasługi jak wszyscy, którzy Polską rządzili od 1989 roku. Albo i większe.

  5. jawejo pisze:

    no cóż sie z tym krajem dzieje zmienił sie system , gospodarka wolnorynkowa , ale oprocz tego chyba niewiele partie zrobiły sobie jakiś prywatny burdel z państwa obsadzając swoimi kolesiami wszystko upartyjniając pańśtwo wciągając do zagrywki politycznej co to kolejne instytucje nbp, itp. to sie polska plityka powinna zmienić za granicą po takich aferach co unas już pół rządu byłoby w dymisji a u nas ….. dalsze psucie państwa kultywowanie tego układu już poprostu chyba póki te chamy nie zginą lub nie odejdą to możliwe , że przez nastepne 25 lat gowno sie zmieni o ile sie doczłapiemy do dzisiejszej średniej unijnej

  6. Samotus pisze:

    Dlaczego NIKT nie chce tego kraju zmienic? Nie ma jakiejkolwiek partii, ruchu społecznego, oferujacego Polakom pozytywny program zmian w słuzbie zdrowia, przemysle, szkolnictwie. Poza cudakami typu Mikke czy Palikot mamy ciagle tych samych POPISów czy innych kościanych dziadków z ich młodzieżowym dworem? Stocznie były polskim przemysłem narodowym – dziś można znależć polskich stoczniowców w niemieckich czy francuskich stoczniach, a w Gdańsku, Gdyni I Szczecinie gruzowiska. Cóż, pokolenie JP2, do kościólka I won za granicę podcierać dupy niemieckch staruszkow.

  7. Anolecrab pisze:

    Z tą dzietnością za granicą bym nie był taki pewny. Statystyka jak zwykle potrafi zrobić kaszkę w głowie każdemu. Wystarczy pokazać cyferki i nikt dalej się nie pyta skąd są te cyfry. Dzietność Polek na Wyspach to 2.1 a w Polsce 1.1. Czy już potraficie zadać pytanie ? Na wyspach ponad 90% Polek to kobiety w wieku 20-39 lat. W Polsce to kobiety w wieku 0-100 Lat. Czy już widzicie skąd biorą sie liczby? A gdyby tak porównać dzietność Polek na Wyspach (czyli kobiety 20-39 lat) z dzietnością Polek w kraju (też 20-39 lat) to nagle wychodzi, że realnie (nie statystycznie) Polka na Wyspach rodzi zaledwie 0,017 dzieci więcej niż kobieta w jej wieku w Polsce.

    • Pan Talon pisze:

      No ale właśnie tak liczy się współczynnik dzietności – tylko dla kobiet w wieku rozrodczym. Chyba, że posiada Pan jakieś wiarygodne źródło informacji, że w tym przypadku jest ona liczona inaczej.

      Nawet gdyby dzietność liczono dla kobiet w wieku 0-100 lat to widzę pewne błędy w Pana rozumowaniu:

      -jeżeli w Polsce liczymy dzietność liczymy również dla dziewczynek w wieku 0-15 lat (przed wiekiem produkcyjnym), to co stoi na przeszkodzie, żeby policzyć ten wskaźnik dla polskich kobiet w Wielkiej Brytanii? Skoro Polki rodzą tam dzieci, muszą się tam znajdować również polskie dziewczynki w podanym wyżej przedziale wiekowym.

      -współczynnik dzietności to liczba urodzonych dzieci przypadających na jedną kobietę. Gdyby brać pod uwagę kobiety w wieku 50-100 lat, należałoby również brać pod uwagę ich dzieci. Wynik byłby wyższy, bo większa jest szansa na to, ze dójkę dzieci podsiada kobieta 50-letnia, niż 20-letnia.

  8. GTR pisze:

    To nie rząd jest uciążliwy nie do wytrzymania, ale polscy pracodawcy prywatni. Do nich lepiej nie wracać.

  9. mg pisze:

    Kwota wolna od podatku: Oszustwo III RP!
    Polska to kraj w którym obywatel musi zapłacić Państwu za “kwotę wolną od podatku!”
    http://polskiportal.net/classifieds/116/181/kwota-wolna-od-podatku-oszustwo

Dodaj komentarz

Zobacz

Zarejestruj się i zapisz się do newslettera, aby otrzymać wszystkie treści za darmo