Naród Zwyczajny

Książka Piotra Zychowicza pt. „Żydzi. Opowieści niepoprawne politycznie” rozczaruje zarówno filosemitów, jak i antysemitów. Zychowicz nie mówi nam bowiem nawet między wierszami, że bardziej lubi Żydów albo Polaków

Gdy dostajemy do rąk książkę Piotra Zychowicza, od razu dostrzegamy na jej okładce zdjęcie Lwa Trockiego i zapisany wielkimi literami tytuł „Żydzi”. Co wtedy myślimy? Pewnie to samo, co wydawca, który nieco mniejszą czcionką umieścił pod tytułem napis: „Najbardziej kontrowersyjna książka autora Obłędu ’44”. Dlaczego już samo wydanie książki, na której okładce widnieje słowo „Żydzi”, powoduje zapalenie się w naszych głowach czerwonych lampek? Prostej odpowiedzi na to pytanie może nam udzielić inna książka podejmująca podobny temat, a mianowicie „Geniusz Żydów na polski rozum” Krzysztofa Kłopotowskiego.

Inteligencja Żydów

Sięgnijmy więc do pozycji wydanej rok wcześniej niż „Żydzi”. Według autora, nagłaśnianie wszelkich przejawów antysemityzmu, zwłaszcza wydumanego i nieprawdziwego, oraz przesadne reakcje świata mediów i polityki na publikacje związane z narodem żydowskim wynikają najprawdopodobniej właśnie z geniuszu, na którym skupia się Kłopotowski. Twierdzi on, że nadreprezentacja Żydów w świecie nauki, polityki, mediów, literatury, innowacji i wielu innych dziedzinach spowodowana jest ich unikalnym kodem kulturowym. Więcej, Kłopotowski pisze nawet, że Żydzi są od innych narodów bardziej inteligentni „w skutek selekcji w trakcie odwiecznych prześladowań”.

Większe szanse przeżycia mieli osobnicy bystrzejsi. W ten sposób działał „przesiew pozytywny”. Inteligencja ta dała Żydom na całym świecie tak wielkie wpływy, że napisanie o tym narodzie złego słowa (zwłaszcza prawdziwego) powoduje pospolite oburzenie i medialną nagonkę na jego autora, a czasem nawet skutkuje zrujnowaniem jego kariery. Takie problemy mieli m.in. wspominani przez Kłopotowskiego John Mersheimer i Stephen M. Walt, którzy opisali zależności pomiędzy izraelskim lobby a amerykańską polityką zagraniczną („The Israel Lobby and U.S. Foreign Policy”) oraz jeden z rozmówców Zychowicza prof. Norman Finkelstein, autor słynnego „Przedsiębiorstwa Holokaust”. To oczywiście nie jedyni. Czy Zychowicz też będzie miał w związku ze swoją książką nieprzyjemności?

Ustami swoich żydowskich rozmówców Zychowicz opowiada o Holokauście, jako wielkim biznesie, o Żydach w armii Hitlera, o tym, że do 1948 roku nie było czegoś takiego jak „naród żydowski”

Powyższa malutka próbka to prezentacja prostoty wywodu Kłopotowskiego, który wszystkie odpowiedzi podaje nam na tacy. Książka krytyka filmowego jest zresztą bardzo ciekawa i łatwa w odbiorze, a jej tytuł świetnie oddaje zawartość. Po kilku stronach można dać się ponieść tej pisanej w przystępny sposób, żywej publicystyce, a po jej lekturze powiedzieć sobie radośnie: „Aha! Teraz już wszystko wiem!”. To uczucie nie trwa jednak długo, zwłaszcza jeśli chwilę później weźmie się na warsztat „Żydów” Zychowicza.

Te dwie pozycje różnią się między sobą kwestią zasadniczą. O ile Kłopotowski wydaje się całkowicie przekonany, że Żydzi są narodem wybranym, zupełnie wyjątkowym, to Zychowicz stawia między wierszami tezę odwrotną: Żydzi są takim samym narodem jak każdy inny. Zwyczajnym.

Brak kontrowersji

Nie sposób nie wspomnieć o tym, że książka Zychowicza składa się w dużej mierze z publikowanych już wcześniej, m.in. na łamach „Rzeczpospolitej” i „Do Rzeczy”, wywiadów i tekstów, więc ich stali czytelnicy mogą nie znaleźć w niej wiele nowego. Nie przekreślałabym jednak całego zbioru tylko dlatego, że teksty nie zostały przygotowane specjalnie pod jego wydanie w formie książkowej.

Żeby nie robić czytelnikom fałszywej nadziei na świetnie sprzedającą się w dzisiejszych czasach, tanią kontrowersję, warto już na początku powiedzieć wprost to, od czego na premierowym panelu dyskusyjnym wokół „Żydów” zaczął Rafał Ziemkiewicz: wbrew informacji na okładce, ta książka to najmniej kontrowersyjna pozycja w bibliografii autora. Jest wyważona, nie stawia jaskrawych tez, nie szuka łatwych wyjaśnień, nie odpowiada na pytania, ale raczej je czytelnikowi stawia. Pokazuje rzeczywistość z wielu perspektyw i nie próbuje jej oceniać. Już sama forma obrana przez autora wymusza raczej skłanianie czytelnika do myślenia niż podawanie mu na tacy gotowych odpowiedzi. W dużej mierze bowiem „Żydzi” składają się z nieopatrzonych komentarzem wywiadów przeprowadzonych przez Zychowicza w ciągu ostatnich kilku lat. Dwa pierwsze rozdziały noszą tytuły „Rozmowy z Żydami” i „Rozmowy o Żydach”.

Ustami swoich żydowskich rozmówców Zychowicz opowiada o Holokauście, jako wielkim biznesie (na którym dorabiają się aferzyści, tacy jak Israel Singer), o Żydach w armii Hitlera, o tym, że do 1948 roku nie było czegoś takiego, jak „naród żydowski”, że Powstanie w Getcie to mit stworzony po wojnie po to, żeby pogardzani w początkach państwa Izrael ocalali z II wojny światowej mogli zasłużyć na szacunek swoich nowych rodaków. Rzeczywiście, już te trzy pierwsze z brzegu tezy wyciągnięte z książki Zychowicza, wyrwane z kontekstu, mogą wprawić w święte oburzenie. Właśnie o to chodzi. Kiedy o książce skrótowo opowiadamy, wywołujemy skrajne reakcje. Zupełnie inaczej jest, kiedy wczytamy się w to, co tytułowi „Żydzi” autorowi opowiadają.

Na jednym wózku

Profesor Norman Finkelstein pokazuje na udokumentowanych historycznie przykładach, jak kosztem prawdziwych ofiar Holokaustu bogacili się oszuści, jak szantażowali oni nawet całe państwa europejskie. Ocalały z zagłady Eli Gat tłumaczy zaś, że początki państwa Izrael wiążą się z bardzo zaciętymi, krwawymi walkami z Arabami: „W ogniu tych walk narodził się mit żydowskiego bohatera, Żyda nowego typu – wojownika, siłacza, zwycięzcy. Przeciwstawiano mu Żyda z diaspory – słabego, trzęsącego się ze strachu przed gojami”. W Izraelu dominował kult siły, nie było tam miejsca na bezbronnych Żydów, którzy w czasie wojny szli do obozów jak owce na rzeź, i bez sprzeciwu pozwalali zagazowywać swoje rodziny, bliskich i samych siebie.

Dlatego właśnie powstał mit Powstania w Getcie, według którego Żydzi walczyli „jak lwy do ostatniej kropli krwi z potężną Trzecią Rzeszą”. Gat uważa, że w rzeczywistości to garstka bojowników z ŻOB i ŻZW po prostu odebrała innym uwięzionym w getcie szansę na przeżycie. Nie licząc się ze zdaniem reszty ludności, rozpętali powstanie, które poskutkowało wymordowaniem przez Niemców w bestialski sposób całej ludności cywilnej, a sami w dużej mierze zdołali uciec za mury. Ci zaś, którzy zostali wewnątrz nie ginęli heroicznie z bronią w ręku, tylko po prostu płonęli w budynkach, bramach i piwnicach. Powstanie trwało jeden dzień, reszta to tylko rzeź cywilów.

Zychowicz nie mówi nam, że Polacy są od Żydów lepsi, szlachetniejsi i bardziej bohaterscy, ani też nie twierdzi, że Żydzi są bardziej niewinni i nie uczynili nikomu krzywdy

A o czym mówią Zychowiczowi nie-Żydzi? Między innymi o rzeczach tak oczywistych, że wydawałoby się, że nie warto o nich pisać. „Podczas wojny Polacy i Żydzi jechali na jednym wózku. Oba narody zostały napadnięte, a następnie padły ofiarą straszliwych represji ze strony Niemców. Zginęły miliony Żydów i miliony Polaków” – to słowa profesora Richarda Lukasa, autora „Zapomnianego Holokaustu”, który usiłował bezskutecznie wytłumaczyć Amerykanom, że Polacy pod okupacją nie wiedli zwyczajnego, spokojnego życia.

Polscy mordercy

Alina Skibińska z Centrum Badań nad Zagładą Żydów Instytutu Filozofii i Socjologii PAN opowiada z kolei o czarnych kartach historii Polski, takich jak zbrodnia dokonana przez braci Siudaków z gminy Tuczępy, którzy zamordowali w swojej piwnicy czteroosobową rodzinę żydowską: „Jeden z nich zaczął strzelać przez drzwi komórki. Żydów nie udało się w ten sposób zabić, ale zostali ciężko poranieni. Wtedy drugi z braci wszedł do środka i dokończył dzieła siekierą. Zarąbał całą czwórkę, w tym dwoje dzieci”. Skibińska w rozmowie z Zychowiczem rzeczowo opisuje polskich morderców Żydów, dzieli ich na grupy i mówi o ich motywacjach.

Tuż obok tej makabrycznej historii, w książce Zychowicza przeczytamy o Icchaku Aradzie (Rudnickim), szefie Instytutu Yad Vashem, który od sierpnia 1943 roku walczył w leśnym oddziale bolszewików, zgodnie z dokumentami litewskiej prokuratury 1 maja 1944 roku zamordował kapitana polskiego podziemia, a pod koniec 1944 roku zaciągnął się do NKWD i służył w wydziale litewskiej gminy Hoduciszki, której celem było wyniszczenie osób o poglądach sprzecznych z polityką sowieckich władz okupacyjnych.

Poplątane losy

Takich nieoczywistych, a przez to niechętnie przytaczanych opowieści jest u Zychowicza na pęczki. Dotyczą czasów II wojny światowej, początków państwa Izrael, starożytności i współczesności. Warto się z nimi zapoznać i samemu odpowiedzieć sobie na wszystkie nasuwające się w czasie lektury pytania. Co ważne, Zychowicz nie mówi nam nawet między wierszami, że bardziej lubi Żydów albo Polaków. Nie mówi nam, że Polacy są od Żydów lepsi, szlachetniejsi i bardziej bohaterscy, ani też nie twierdzi, że Żydzi są bardziej niewinni i nie uczynili nikomu krzywdy. Pokazuje to, co podkreślał kilkukrotnie podczas pierwszego spotkania autorskiego: że lubi dobrych Żydów i dobrych Polaków, ale istnieją niestety również źli Żydzi i źli Polacy. Ot, tak po prostu.

Chciałam nawet autora zapytać, czy zaistniała w książce równowaga pomiędzy różnymi spojrzeniami na Żydów to jego kalkulacja i świadoma decyzja, czy po prostu tak mu to wyszło. Jednak, czy to ostatecznie jest w ogóle ważne? Przecież to nie mecz piłkarski i nie o liczby chodzi, ale o ludzi i ich po ludzku poplątane losy.

Członek zespołu Nowej Konfederacji. Zawodowo zajmuje się public relations, public affairs, media relations, fundraisingiem i koordynacją projektów. Pracowała dla agencji PR, polityków, organizacji pozarządowych i szkół językowych. Ukończyła filologię polską i nauczanie języka angielskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Kilkukrotna medalistka Mistrzostw Polski w lekkiej atletyce.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz