Moralność rozumem stoi

Moralność, mimo wpływu emocji, zasadza się na rozumie. Jej poniekąd środowiskowy rodowód natomiast niekoniecznie musi oznaczać relatywizm

Moralność, mimo wpływu emocji, zasadza się na rozumie. Jej poniekąd środowiskowy rodowód natomiast niekoniecznie musi oznaczać relatywizm

Letni, sielski krajobraz. We wsi poruszenie. Tłum zbiera się nad jeziorem, z którego wyławiają ludzkie ciało. Należy ono do polskiego księdza bestialsko zamordowanego przez Ukraińców – jest zmasakrowany. Na twarzach ludzi maluje się przerażenie. Jeden z zebranych mówi, że mordercy to nie ludzie, lecz zwierzęta. Drugi kręci głową z zaprzeczeniem – zwierzęta się nie znęcają.

Przekonanie o tym, że ludzie są istotami wręcz mniej moralnymi od zwierząt jest obecne w kulturze – jak w przytoczonym fragmencie filmu „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego czy często przywoływanym haśle autorstwa Baltazara Graciana: „Ludzie są gorsi od najokrutniejszych zwierząt”. Interesujące jest to, z jakich przesłanek wynika ten wniosek. Przykładowo w artykule „Moralność to atawizm” Olga Woźniak stawia tezę, że to, co nas odróżnia od maszyn, to emocje, a rozum sprzyja raczej złu. Aby to uzasadnić, powołuje się na redukcjonistyczne i naturalistyczne poglądy jednej z bardziej wpływowych współczesnych filozofów umysłu Patricii Churchland. Wspomniane poglądy są w tym wypadku wyprowadzone z zaobserwowania korelacji aktywności hormonalnej podczas podejmowania niektórych decyzji moralnych. Churchland dokonuje generalizacji i utożsamia moralność z biologicznym instynktem, który odziedziczyliśmy po zwierzętach. Rozum nie ma więc przy działaniu moralnym wiele do roboty. Co więcej, zdaniem niektórych, w tym autorki „Moralność to atawizm”, to właśnie racjonalna kalkulacja prowadzi do zachowań niemoralnych.

Rousseau również wskazywał, że to rozwój umysłowy prowadzi do moralnego upadku. Czy zatem jest tak, że bardziej moralne są czyny nie racjonalne, ale właśnie emocjonalne? I czy to ludziom można przypisać kierowanie się racjonalną kalkulacją w decyzjach, w przeciwieństwie do emocjonalnych zwierząt?

A Kant na to – niemożliwe

Krytykować można to choćby z pozycji jednej z większych tradycji kantowskich. Rozum praktyczny u Kanta postuluje wolność w działaniu jako warunek konieczny do zachowań moralnych. Wolność ta polega zaś na zdeterminowaniu woli przez rozum, a nie na przykład popędy. Gdy w decyzjach zwycięża rozum, a nie naturalne popędy, wtedy działanie jest podejmowane z obowiązku. A zatem właśnie to, co czynione z obowiązku, jest moralne. Dlatego też ciężko przypisać moralność zwierzętom, gdyż nie są one zdolne do wykonywania obowiązków – działają wedle instynktu. We wspomnianej tezie mamy jednak ciekawe odwrócenie. Otóż to właśnie możliwość racjonalnego namysłu oddala nas – ludzi – od decyzji moralnych. Kogo jednak nie przekonuje myśl Kanta, tego może przekonają badania.

Zatkane usta rozumu

Decyzje moralne ludzi nie zawsze podejmowane są racjonalnie. Dowodów na to dostarcza nam m.in. intensywnie rozwijana od  początku XXI w. filozofia eksperymentalna. Punktem wyjścia dla tego nurtu jest spostrzeżenie o powszechnym wśród filozofów odnoszeniu się do intuicji na temat konkretnych filozoficznych problemów, sytuacji lub pojęć. Badacze za pomocą metod nauk społecznych i eksperymentów testują, jakie intuicje ludzie rzeczywiści podzielają. W ich kręgu zainteresowań jest także pytanie o to, co ma wpływ na formowanie się konkretnych intuicji.

Rousseau wskazywał, że to rozwój umysłowy prowadzi do moralnego upadku. Czy zatem jest tak, że bardziej moralne są czyny nie racjonalne, ale właśnie emocjonalne?

W roku 2008 Thomas Nadelhoffer oraz Adam Feltz przeprowadzili badanie dotyczące efektu aktora-obserwatora na intuicje moralne. Jest to zjawisko psychologiczne polegające na odmiennej interpretacji zjawisk w zależności od tego, czy przyjmuje się perspektywę osoby uczestniczącej, czy jedynie obserwującej daną sytuację. We wspomnianym badaniu dwóm grupom przedstawiono klasyczny dylemat z wagonikiem. Dotyczy on sytuacji, w której po torze pędzi rozpędzony wagonik w kierunku pięciu osób, które zostaną przez niego nieuchronnie uśmiercone. Przy torach stoi jednak zwrotnica. Jeśli się ją przełączy, wagonik zmieni tor i śmiertelnie potrąci jedną osobę stojącą nieopodal.

W jednej grupie – „obserwatorów” – historyjka została przedstawiona tak, że przy zwrotnicy stoi John. Pytanie, na jakie mieli odpowiedzieć, brzmiało: Nawet jeśli nie sądzisz, że użycie zwrotnicy jest moralnym obowiązkiem, to czy jest moralnie dopuszczalne, by John zabił jedną osobę po to, aby ocalić pięć? Drugiej grupie – „aktorów” – zaprezentowano wersję, w której to oni stali przy zwrotnicy, a pytanie zamiast anonimowego Johna dotyczyło ich samych.

Jak się okazało, „obserwatorzy” zadecydowali aż w 90 proc., że przełączenie zwrotnicy jest moralnie dopuszczalne dla Johna. Osoby z drugiej grupy były mniej wyrozumiałe dla samych siebie – jedynie 65 proc. uznało moralną dopuszczalność tego czynu, gdyby sami go dokonali.

Trudno opisane wyniki pogodzić z tezą o zupełnie racjonalnej kalkulacji w sytuacjach moralnych. Jasno widać wpływ emocji na podejmowane decyzje w dokładnie tej samej historii, uzależniony jedynie od tego, czy to ja dokonuję działania, czy ktoś inny.

Innym ciekawym badaniem wskazującym na nieracjonalność podejmowanych decyzji moralnych jest eksperyment Erica Uhlmanna i jego zespołu z roku 2009. I znów rozpędzony wagon jedzie w kierunku autobusu pełnego stu uwięzionych w nim osób. Jeśli dojedzie, niechybnie wszystkich zabije. Jedyna możliwość, aby ich uratować, to zrzucić na tory z kładki inną osobę, która zatrzyma wagon – sama jednak w wyniku tego zginie. W jednej z wersji w autobusie uwięzionych zostało stu muzyków Nowojorskiej Orkiestry Symfonicznej, a biedak na kładce nazywał się Tyron Payton. W drugiej w autobusie znajdowali się muzycy Orkiestry Jazzowej z Harlemu, a człowiek, któremu groziło zepchnięcie, to Chip Ellsworth III. Nazwiska osób sugerować miały ich przynależność rasową. Pierwsze sugeruje, że osoba je nosząca jest czarnoskóra, drugie – biała. W Nowojorskiej Orkiestrze Symfonicznej grają przeważnie osoby białe, natomiast w Orkiestrze Jazzowej – czarne. Jak się okazało, badani chętniej uznawali za decyzję moralnie dobrą poświęcenie jednego białego, aby uratować sto osób czarnoskórych. Efekt ten wystąpił jednak jedynie u tych, którzy deklarowali poglądy liberalne, natomiast nie pojawił się u konserwatystów. Czy jest to wpływ poprawności politycznej lub uprzedzeń – nie mnie to oceniać, jednakże krzywdzące byłoby stwierdzenie, że liberałowie racjonalnie uważają poświęcenie białego na rzecz czarnoskórych za lepsze moralnie niż odwrotnie. Te decyzje nie pochodzą z zimnej kalkulacji. Za nimi muszą stać emocje.

Zezwierzęcone zwierzęta

Jak to jednak jest ze skłonnością do złych czynów u zwierząt? Oczywiście wystarczy krótka obserwacja typowego domowego mruczusia, z którym wyjedziemy na wieś. Ze zgrozą w oczach będziemy obserwować, jak z psychopatyczną ciekawością bawi się on przerażoną myszą przed jej zabiciem. Pozostaje jednak kwestia udziału wyższych procesów psychologicznych, które miałyby oddalać od podejmowania decyzji moralnych i zbliżać istoty do okrucieństwa lub wyrachowania.

Jak się okazuje, zachowanie niemoralne, jak np. gwałt, zdarza się także w królestwie zwierząt (a właściwie przymuszona kopulacja – forced copulation – ponieważ jedynie to drugie określenie stosuje się w tym przypadku). Tego typu zachowania zaobserwowano jednak nie tylko u niektórych naczelnych (orangutany, szympansy), którym jako nam ewolucyjnie najbliższym chętniej przypisuje się możliwość racjonalnego namysłu. W tym niechlubnym towarzystwie znalazły się także kaczki, świerszcze czy nawet muszki owocowe. Zwłaszcza dwa ostatnie gatunki niekontrowersyjnie wydają się pozbawione głębszej refleksji nad swoimi zachowaniami, niemniej jednak zdolne do zachowań, jakie my uznalibyśmy za niemoralne.

Dwie strony racjonalnego medalu

Badania nad psychologią moralności u zwierząt dowodzą czegoś zgoła odwrotnego niż głosi teza przytoczona na początku tekstu. To właśnie dzięki większym możliwościom intelektualnym zwierzęta są w stanie na przykład kooperować, co jest niezbędne do zachowań moralnych, zwłaszcza jeśli przyjmiemy tezę o ich stadnym uwarunkowaniu.

Rozum praktyczny u Kanta postuluje wolność w działaniu jako warunek konieczny do zachowań moralnych

W klasycznym badaniu z 1930 roku Meredith Crawford i Henry Nissen sprawdzali zdolność do kooperacji u szympansów. Aby przysunąć do siebie koszyk z jedzeniem, szympansy musiały nauczyć się ciągnąć jednocześnie za dwa sznurki. Okazuje się, że także w przypadku, w którym jeden z szympansów był wcześniej nakarmiony, na prośbę kolegi pomagał mu w otrzymaniu jedzenia (drugi szympans zjadł wszystko, co było w koszu).

Analogiczne wyniki uzyskał także zespół Josha Plotnika w roku 2011 na słoniach. W badaniu tym okazało się jednak, że słonie są w stanie nie tylko kooperować, ale też po zapoznaniu się z mechanizmem oszukiwać i wykorzystywać drugiego. W eksperymencie na słoniach istniała bowiem możliwość zaklinowania jednego ze sznurków tak, aby ciągnąć za drugi – to inny słoń wykonał całą pracę i przyciągnął kosz z jedzeniem.

Każdy kij ma dwa końce. Możliwości intelektualne można wykorzystać zarówno do zachowań moralnych, ale także na przykład do oszustwa. Sama kooperacja może zresztą być źródłem pomocy, ale również na przykład zorganizowanej przestępczości. Bez kija jednak nie można zrobić nic. Bez rozumu nie ma moralności. Z całą zaś pewnością nie jest tak, że to rozum jest odpowiedzialny za degrengoladę stabilnych, czysto ewolucyjnych i bezrefleksyjnych zachowań stworzeń prostszych, ponieważ to właśnie on daje im narzędzia do zachowań, które nazwać chcemy moralnymi.

Od ewolucji do relatywizmu

To z faktu różnic kulturowych i wpływu środowiska na podzielaną moralność często wnioskuje się o relatywizmie moralnym, m.in. wspomniana na początku tekstu Churchland jest gorącą zwolenniczką tego poglądu. Ze względu na naturalistyczne interpretacje zachowań moralnych wskazuje ona, że są one jedynie wynikiem ewolucji i ewentualnie wpływów społecznych. Z tego właśnie względu nie istnieją żadne podstawy do uzasadnienia jakichkolwiek ogólnie obowiązujących normatywnych sądów na temat moralności.

Coraz powszechniejsze przyjmowanie takiego wniosku może jednak budzić pewien lęk o rozpowszechniający się relatywizm w sferze moralnej i intelektualnej. Lęk ten odczuwał już Popper, który nazwał relatywizm największą chorobą współczesnych czasów. Z perspektywy wiary i chrześcijaństwa na relatywizm jako jedno z głównych zagrożeń wskazuje zaś Ratzinger. Widzi je w pluralistycznej filozofii religii, która uniemożliwia prawdziwe nawrócenie, zrównując chrześcijaństwo z innymi religiami i traktując Jezusa jako po prostu jednego z przywódców religijnych.

Kwestia uniwersalności moralności, jej uzasadnienia i możliwości przezwyciężenia relatywizmu wydaje się być wyjątkowo palącym problemem dla tych, którzy czy to na płaszczyźnie społecznej i naukowej, czy wiary starają się utrzymać postulat osiągalnej, choćby asymptotycznie obiektywnej prawdy. Podejście postulujące relatywizm moralny z faktu istnienia różnic kulturowych i ewolucyjnego wpływu środowiska na moralność wymaga jednak specyficznej interpretacji ewolucji i przypisania jej owocom normatywności. Jak uzasadnić bowiem, że z tego, iż ewolucyjnie powstałe zasady moralne są takie, a takie, wynika, że właśnie to jest dobre? Wydaje się natomiast, że jest to konieczne, jeśli staramy się postawić ewolucyjne wyniki norm moralnych przynajmniej na równi z tymi osiągniętymi na drodze filozoficznej refleksji.

Zachowania niemoralne, jak np. gwałt, zdarzają się także w królestwie zwierząt

W tym miejscu warto przywołać koncepcję funkcji właściwych stworzoną przez Ruth Millikan, która wykorzystuje właśnie specyficznie rozumianą ewolucję do formułowania sądów normatywnych. Dla Millikan funkcje właściwe, które można przypisać nie tylko obiektom biologicznym, ale właściwie obiektom każdego rodzaju, mają naturę teleologiczną, to znaczy celową. Wyznaczone są poprzez to ze względu na co dany obiekt został powielony (np. znów wyprodukowany lub zreprodukowany). Obiekt, który spełnia tę funkcję, jest właśnie „dobrym” obiektem. Jest to więc zgodne ze stereotypowym (choć nie ortodoksyjnym) rozumieniem teorii ewolucji. Szyja żyrafy jest dobra, jeśli spełnia swoją funkcję właściwą, którą jest sięganie do wysokich partii drzew. Słowo jest dobre, jeśli spełnia swoją funkcję właściwą, a więc jest zrozumiałe i bogate w treść. Takie rozumienie ewolucji pozwala przypisywać normatywną wartość wytworom ewolucji. A tego właśnie potrzebują zwolennicy relatywizmu moralnego wynikłego z ewolucyjnych podstaw moralności.

Zatem, aby dać moralności jako wytworowi ewolucyjnemu wartość normatywną, trzeba uznać, że posiada ona swoją funkcję właściwą, którą jest prawdopodobnie, jak sugeruje Churchland czy za nią Woźniak, utrzymywanie spójności grupy. Jeśli dane zasady moralne spełniają tę funkcję, pozostają w kulturze, a jednocześnie stają się dobre – w mocnym, normatywnym sensie. Ponieważ natomiast zauważamy różnice kulturowe w przyjmowanych zasadach moralnych, a ich źródło – warunki społeczne – może również być różne, nie ma sensu i możliwości mówić o uniwersalnych wartościach.

Taka jest moim zdaniem jedyna możliwa interpretacja ewolucji pozwalająca na wnioski relatywistów moralnych. Jednakże nawet jeśli ją przyjmiemy, warto zastanowić się, co determinuje ewolucję zasad moralnych. Oprócz roli emocjonalnej, jak starałem się pokazać, fundamentalna dla konstruowania szerszych zasad moralnych jest właśnie racjonalność. Wpływ społeczeństwa, będący także u zwolenników ewolucyjnego relatywizmu moralnego kluczowym dla moralności, opiera się przecież także na kulturze i filozofii, które bez wątpienia są wytworem ludzkiej działalności umysłowej. Jest choćby pośrednim wynikiem dyskursu. I tu niechybnie wracamy jednak do Kanta i musimy zauważyć, że intuicyjnie przypisujemy moralną odpowiedzialność czynu tym, którzy byli tego świadomi – tym, którzy potrafią uzasadnić nieafektywnie swoje działania.

Moralność rozumem stoi

To rozum jest fundamentem prawdziwej moralności. To dzięki niemu, kiedy wyekstrahujemy z różnych kultur i grup wspólne i odmienne zasady moralne, jesteśmy w stanie dyskutować na temat ich zasadności. W sytuacji niezgody zaś, po wskazaniu konsekwencji przyjętych zasad, jesteśmy zdolni je zmieniać. To rozum pozwala nam konfrontować się ze sprzecznościami, jakie widzimy w przyjętych koncepcjach etycznych. On pozwala nam prowadzić dyskurs, który ostatecznie doprowadza do normatywnych wniosków. Tak jak liberalna ironistka klasyka postmodernizmu – Rorty’ego – dzięki rozumowi prowadzimy siebie i innych do odkrywania i przyjmowania moralności. Sęk w tym, że Rorty wierzył, że ironistka w nic nie wierzyła. Aby skutecznie prowadzić tę moralnie zaangażowaną praktykę, trzeba wierzyć, że się gdzieś dojdzie. Lekarstwem na relatywizm jest więc przyjęcie roli rozumu z wiarą w źródło lub cel, choćby ewolucyjny, moralności, do której można dojść na drodze racjonalnej dyskusji.

 

Stały współpracownik NK. Członek Pracowni Filozofii Eksperymentalnej przy Instytucie Filozofii UW

Komentarze

2 odpowiedzi na “Moralność rozumem stoi”

  1. Roman Koperski pisze:

    Szkoda, ze na poczatku artykulu nie zdefiniowal Pan co to jest moralnosc.

  2. Janusz Blaszczyk pisze:

    Koty nie sa psychopatami – to jest zerezerwowane dla ludzi… Koty odkryly ze “bawienie” sie mysza powoduje wydzielanie adrenaliny ktora poprawia smak – jest naturalna przyprawa. Tak wiec przyczyna zachowania kotow jest bardzo racjonalna…..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz