Mniej mózgu w mózgu

Aktualne ustalenia nauk psychologicznych przekonują, że wolna wola i rozum człowieka są przereklamowane

Aktualne ustalenia nauk psychologicznych przekonują, że wolna wola i rozum człowieka są przereklamowane.

Jednym z fundamentów cywilizacji zachodu jest założenie, że ludzie istotnie różnią się od zwierząt. Że są czymś więcej. Chrześcijański Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo i oddał mu ziemię (przyrodę), aby ten czynił ją sobie poddaną. Człowiek ma w sobie zatem boską cząstkę, której żadne zwierzę nie posiada. Homo sapiens nie bydlę: ma wolną wolę i powinien za swoje czyny odpowiadać.

Fundament drugi: rozum. Człowiek go ma, zwierzę – nie. Myśliciele oświeceniowi (przede wszystkim Kartezjusz, Locke, Kant) uczynili rozum wyznacznikiem człowieczeństwa i powierzyli mu dziejową misję. Ludzkość miała dzięki niemu wydobyć się z ciemnoty i podążyć ku doczesnej szczęśliwości. Im bardziej człowiek rozumem się posłuży, tym będzie bardziej kulturalny i światły, oraz tym większa będzie między nim a zwierzęciem różnica.   

Bliżej bestii

Aktualne ustalenia nauk psychologicznych przekonują, że wolna wola i rozum człowieka są przereklamowane. Nie, że nie istnieją, ale że są mało istotne z perspektywy analizy przyczyn ludzkich działań oraz z punktu widzenia technologii manipulowania zachowaniami ludzi. Nie ważne co ludzie uważają, co myślą na swój temat i tym bardziej nie ważne, co komunikują – ważne jest co robią i jak się zachowują. A pod wieloma istotnymi względami zachowują się jak zwierzęta.

Przekonanie o istotnym zakresie wolnej woli człowieka i o tym, że kieruje on się rozumem legło także u podstaw nauk humanistycznych, skąd przesądy te z ogromnym trudem są rugowane w ostatnich latach. Przyczyny niechęci do docenienia biologicznego aspektu natury człowieka mają przy tym charakter pozamerytoryczny, wynikają z przesłanek nienaukowych.

Jedną z nich jest reżim poprawności politycznej, który każe zamknąć w nawias większość naukowych argumentów na rzecz rasizmu, różnic między płciami, genetycznych uwarunkowań rozwoju dzieci itd. Jeśli ludzie nie są tabula rasa, jeśli różnią się istotnie od poczęcia, to można ich uporządkować w hierarchie, a stąd już tylko krok do segregacji i eugeniki. Upadłby wtedy mit „merytokratycznej sprawiedliwości”, którego rzadko dostrzeganą funkcją jest ukojenie gniewu warstw gorzej sytuowanych naiwną wiarą w to, że „jeśli jeden człowiek coś osiągnął, to każdy może to zrobić”.

Inna trudność to emocjonalna niechęć do zerwania z antropocentryczną wizją świata, zgodnie z którą należałoby zrównać status ontologiczny np. wysiłku uczonego studiującego etykę Kanta z mozołem żuczka gnojarza, lepiącego swoją kulkę.

Oświeceniowe przesądy

W taki kontekst myślenia o naturze ludzkiej wpisuje się książka amerykańskiego psychologa Drew Westena zatytułowana „Mózg polityczny”, która wzbudziła za oceanem długą i burzliwą dyskusję w kręgach badaczy zajmujących się polityką.

Rolą krytyków życia publicznego – dziennikarzy, publicystów, jest wskazywanie i piętnowanie tych decyzji i działań osób publicznych, które można uznać za niecne czy niezgodne z ich misją. Co w praktyce robi publicysta? Wytyka politykowi, że raz mówi jedno, raz drugie, i sądy te pozostają w sprzeczności, że nie spełnia składanych obietnic itd. Od lat w polskiej publicystyce krytycznej wobec władzy powszechny jest lament, że władza zamiast na rządzeniu skupia się na wizerunku, że politycy zamieniają się w celebrytów.

Westen przekonuje, że apelowanie do rozumu wyborcy to oświeceniowy przesąd. Jeśli myśli się poważnie o wygrywaniu wyborów, trzeba zdaniem Westena uwzględnić także zwierzęcą naturę głosujących. Nawiązując do słynnego stwierdzenia Arystotelesa, głoszącego, że człowiek to „zwierzę polityczne”, podkreślilibyśmy, że mimo iż „polityczne”, to jednak, przede wszystkim – zwierzę.

Co to znaczy, że ludzie w ogóle mają naturę i to w dodatku zwierzęcą? Chodzi tu o obalenie kolejnego oświeceniowego mitu, głoszącego jakoby ludzie byli tabula rasa, czystą kartą, którą można dowolnie zapisać po narodzinach. Aktualny stan wiedzy naukowej każe sądzić, że mamy szereg wrodzonych skłonności, których nie można swobodnie wyeliminować. Przykłady obejmują: potrzebę utrzymywania bliskich kontaktów z rodziną, kontrolowania swojego najbliższego otoczenia, poczucia sprawiedliwości itd. Ludzi nie można kształtować dowolnie i wszelkie reformy społeczne, które postulowały stworzenie „nowego człowieka” w konsekwencji doprowadziły do tragedii. Ciekawym przykładem myślenia prowadzonego z perspektywy uwzględniającej ludzką naturę jest lapidarna krytyka autorstwa Edwarda O. Wilsona, który określił marksizm następująco: „Wspaniała teoria. Niewłaściwy gatunek”. Swoją drogą to samo moglibyśmy powiedzieć o liberalizmie.

Rzadko dostrzeganą funkcją mitu „merytokratycznej sprawiedliwości” jest ukojenie gniewu warstw gorzej sytuowanych naiwną wiarą w to, że „jeśli jeden człowiek coś osiągnął, to każdy może to zrobić”

Westen, powołując się na aktualne badania nad funkcjonowaniem ludzkiego mózgu objaśnia, że skupienie się na wizerunku i rezygnacja z tradycyjnie cenionego stylu uprawiania polityki, to właściwa strategia umożliwiająca wygranie wyborów. Przywykło się uważać, że konsekwencja i spójność deklaracji politycznych jest kluczowa dla wiarygodności wizerunku. Okazuje się, że nie całkiem. Wyniki badań eksperymentalnych zespołu Westena przekonują, że dla nieświadomych reakcji mózgu wyborcy niekonsekwencja czy niespójność nie stanowi problemu. W pewnej zgodzie ze znanym od lat mechanizmem dysonansu poznawczego, umysł wyborcy złagodzi i wyprze nieprzystający komunikat. Na tym jednak nie koniec.

Konieczne oszustwa

Westen opisuje wyniki badania, w którym obserwowano procesy zachodzące w mózgu badanych, gdy prezentowano im niekonsekwentne wypowiedzi popieranych przez nich kandydatów na prezydenta. Okazało się, że, zgodnie z przewidywaniami, ekspozycja na bodziec w postaci sprzecznych wypowiedzi polityków koreluje z pobudzeniem części mózgu odpowiedzialnych za konflikt i negatywne emocje. Zaskoczeniem było natomiast odkrycie, że próba racjonalizowania i łagodzenia tego dysonansu przez badanych, nie tylko łagodziła napięcie ale także skutkowała pobudzeniem ośrodka przyjemności.

Mamy tu do czynienia z działaniem mechanizmu, w który wyposażyła ludzi ewolucja biologiczna. Jest nim zdolność do oszukiwania i samooszukiwania się. Bez nich niemożliwe byłyby złożone formy życia społecznego ludzi. Dlaczego? Zdolność do oszukiwania i samooszukiwania się jest warunkiem koniecznym do zaistnienia konformizmu, czyli świadomego lub nieświadomego posłuszeństwa wobec reguł. Konformizm umożliwia natomiast zaistnienie trwałych form porządku społecznego.

Autor „Mózgu politycznego” przekonuje, że tzw. racjonalne argumenty mają znikome znaczenie dla sympatii politycznych i decyzji dokonywanych przez wyborców podczas głosowań. Co więcej, znikome znaczenie dla indywidualnego wyborcy ma także zbieżność programu kandydata czy partii z jego własnym, materialnie rozumianym interesem. I nie ma tu znaczenia inteligencja wyborcy, czy poziom jego wykształcenia. Zdaniem Westena bardziej inteligentni wyborcy po prostu kreują bardziej wyrafinowane racjonalizacje swoich decyzji podejmowanych pod wpływem emocji. Główna teza „Mózgu politycznego” jest prosta – ludzie głosują na tego kandydata, z którym mają bardziej pozytywne skojarzenia emocjonalne, a nie na tego, który ma lepsze argumenty. Autor przekonuje, że większość wyborców nie tyle nie rozumie, co nie słucha przekazu polityków.

Właśnie to jest przykład biologiczno-ewolucjonistycznego podejścia do problemu wyjaśniania zachowań ludzi, gdzie nie ważne są deklaracje czy treść komunikatu w ogóle. Istotne są faktycznie obserwowalne działania i zachowania. A te, jak pokazuje nie tylko polska praktyka polityczna, na dłuższą metę nie muszą być zbieżne z głoszonymi deklaracjami.

Inteligentni liberałowie, czuli konserwatyści

W przeciwieństwie do większości polskich badaczy wypowiadających się publicznie na temat polityki, Drew Westen wprost deklaruje i uzasadnia swoje sympatie polityczne. Autor „Mózgu politycznego” uważa się za Demokratę i pisze, że jego obowiązkiem moralnym jako obywatela i naukowca jest wspieranie jego partii. „Mózg polityczny” ukazał się po raz pierwszy w 2008 roku, przed wyborem Baracka Husseina Obamy na prezydenta, kiedy w kręgach wspierających Demokratów panował daleko posunięty pesymizm.

W historii USA prezydentami nieco częściej zostawali kandydaci Republikanów. Jednocześnie zdecydowana większość Demokratów, którzy zdobyli najwyższy urząd pochodziła z południa USA. Zdaniem Westena Demokraci z południa są bardziej republikańscy w swoich poglądach niż Republikanie z północy Stanów.

Westen zastanawia się  – dlaczego Demokraci przegrywają rywalizację wyborczą z Republikanami? I odpowiada: bo są zbyt inteligentni, a za mało czuli. Ponieważ Demokraci zbyt często traktują swoich wyborców tak, jakby byli oni racjonalni. Co, zdaniem Westena, jest założeniem fałszywym.    

Autor „Mózgu politycznego” przekonuje, że dla sukcesu wyborczego danej formacji niezbędny jest zwięzły, silnie nacechowany emocjonalnie, prosty i obrazowy przekaz polityczny. Ma on bardziej przypominać credo, będące deklaracją wartości, a nie programem politycznym. Co ciekawe, zdaniem amerykańskiego psychologa, nawet najlepsza narracja polityczna musi uwzględniać to, że nie trafi ona do około 30% wyborców, których uwarunkowania emocjonalne będą opierały się na innych wartościach.  

Kampania polityczna, czy też rywalizacja wyborcza w ogóle, ma zdaniem Westena jeden cel: wytworzenie i utrwalenie u większej liczby wyborców pozytywnych skojarzeń ze swoim kandydatem czy ugrupowaniem i negatywnych z naszym rywalem. Racjonalne argumenty czy jakość programu wyborczego nie są do realizacji tego celu zbyt potrzebne. Kluczowe jest zarządzanie wizerunkiem swoim i przeciwnika. Tego ostatniego trzeba umiejętnie i subtelnie, najlepiej nie wprost, zohydzić. Najlepiej nadaje się do tego wykorzystanie podświadomych obaw i lęków wyborcy.

Książka Westena operuje amerykańskim kontekstem społeczno-politycznym, którego ważnym elementem jest rasizm. Zdaniem psychologa, w pewnym stopniu wszyscy jesteśmy rasistami. Autor twierdzi, że podświadomym strachem większości białych Amerykanów jest lęk przed międzyrasowym mezaliansem członków ich rodzin. Związanie się białej córki czy siostry z czarnoskórym mężczyzną, nawet dobrze sytuowanym, postrzegane jako degradacja rodziny w społecznej hierarchii. Westen stwierdza wręcz, że ciągu ostatnich kilku dekad Demokraci często tracili głosy z powodu zbyt zdecydowanego sprzeciwu wobec rasizmu.

Nie wystarczy mieć rację

Mając na względzie powyższe, opisuje Westen mniej lub bardziej udane przypadki subtelnego grania przez Republikanów lękami rasowymi w swoich kampaniach. Ciekawy jest tu przykład politycznego spotu radiowego (w Polsce nazwalibyśmy to raczej komunikatem komitetu wyborczego), w którym na wypowiedź Demokratycznego rywala nałożono ledwo słyszalny odgłos bębnienia tam-tamów. Inny mocny przykład to spot wyborczy nonszalancko atakujący Demokratycznego rywala Harolda Forda, w którym na koniec pada hasło: „Harold Ford. He’s just not right” („on nie jest w porządku”), co zdaniem Westena ma być odebranym podświadomie komunikatem: „he’s just not white” („on nie jest biały”).

Oczywiście w warunkach polskich wykorzystanie uprzedzeń rasowych najpewniej nie odniosłoby podobnego skutku. Natomiast dobrym przykładem wykorzystania w kampanii podświadomych lęków rodzimego wyborcy wydawał się być spot PiS z 2005 roku, straszący socjalnym lękiem związanym z pustą lodówką.

Apelowanie do rozumu wyborcy to oświeceniowy przesąd

Inny ciekawy aspekt specyfiki kontekstu amerykańskiego to zjawisko dziedziczenia poglądów. Zdaniem Westena niezależnie od wysiłków speców od marketingu politycznego, jeżeli istotna część obywateli od dziecka słyszała w domu, że „Demokraci to zboczeńcy i złodzieje”, to tylko szok może sprawić, że ta reakcja emocjonalna ulegnie przeformułowaniu. I podobnie jak w przypadku rasizmu, zjawisko to chyba tylko w niewielkim stopniu występuje w Polsce. Różne badania nad „wiernością wyborców” demonstrują, że tzw. żelazne elektoraty są w naszym kraju jeszcze w fazie formowania się. Czego przykładem mogą być ostatnio obserwowane klęski wyborcze partii odwołujących się do sentymentów postkomunistycznych. 

W środowiskach polskiej prawicy przez długi czas popularny był pogląd, że musimy w końcu wygrać, bo racja jest po naszej stronie. Westen nie tylko przekonuje, że racja nie wystarczy, ale że jest ona drugorzędna. Rację można jedynie wykorzystać instrumentalnie do zbudowania atrakcyjnego wizerunku – i już.  

Niektórzy jednak myślą

„Mózg polityczny” to obowiązkowa lektura dla osób mniej lub bardziej profesjonalnie zainteresowanych życiem publicznym w demokracji. Każda partia poważnie traktująca rolę swoich think-tanków powinna zlecić im opracowanie założeń do kampanii w zgodzie z postulatami Westena.

Jedyna istotna słabość książki to przecenianie politycznego znaczenia indywidualnych zachowań wyborczych, tak jakby rywalizacja polityczna sprowadzała się do konkurowania polityków i ich sztabów o uwagę i sympatię wyborcy, bez współudziału innych aktorów sceny politycznej. Autor pomija polityczną rolę zorganizowanych grup interesu, które w przeciwieństwie do pojedynczego głosującego potrafią zachowywać się bardzo racjonalnie w analizowaniu programów politycznych, prowadzeniu negocjacji z kandydatami i ugrupowaniami w sprawie udzielenia im poparcia. 

 

Nowa Konfederacja
INTERNETOWY MIESIĘCZNIK IDEI, NR 2 (56)/2015, 4 LUTEGO–3 MARCA, CENA: 0 ZŁ
Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”. Doktor socjologii z UMK, autor rozprawy o aferach gospodarczych III RP. Naukowo zainteresowany ciemną stroną relacji międzyludzkich: korupcją, przestępczością, sytuacjami nielojalności. Współpracował przy programach badawczych m.in. Polskiej Platformy Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Transparency International, Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Czynnie zaangażowany w ruch rekonstrukcji historycznej, dawniej jako „przebieraniec”, dziś chętniej poświęca czas archeologii eksperymentalnej. Kolekcjoner starych scyzoryków. Żonaty, dzieciaty, usatysfakcjonowany. Uważa, że choć pochodzenia trudno się wyprzeć, to można zrobić coś, aby móc być z niego dumnym.

Komentarze

5 odpowiedzi na “Mniej mózgu w mózgu”

  1. KrzyKacz pisze:

    No super. Jesteśmy zwierzętami a kto chciałby nas traktować jako ludzi – ten jest naiwniakiem. Najlepiej jest manipulować ludźmi, bo to daje rezultaty. Szukanie dobra człowieka? Spór o drogi prowadzące do celu? To nic nie da, wszak jesteśmy tylko ździebko cwansi od szczurów. Antropologia, a co to jest?
    Wspólnota polityczna jest potrzebna przede wszystkim klasie średniej. Jak ktoś jest bogaty, to za swoje pieniądze może sobie nająć ludzi do ochrony siebie i swoich interesów. Biedak, który cały swój majątek nosi na sobie, nie potrzebuje wspólnoty politycznej. Jak ktoś ma tytuł do własności i nie ma wystarczających środków, żeby go obronić – to dla niego wspólnota polityczna ma sens.
    Manipulacje ludźmi to krok w stronę rozbicia wspólnoty politycznej.

  2. Jan K. pisze:

    Ad. „Bliżej bestii”Takie badania są wyrwane z kontekstu. Człowiek rodzi się z programem otwartym, nie jest, tak jak zwierzęta w ogromnym stopniu zdeterminowany biologicznie. Dlatego ogromna część natury jednostki jest kształtowana przez doświadczenie czerpane z otoczenia.

    A więc np. od procesu wychowania zależy czy człowiek bardziej rozwinie część mózgu odpowiadającą za racjonalne myślenie czy też silniejsze będą ośrodki odpowiadające za prymitywne popędy. Dawniej, w procesie wychowania kładziono ogromny nacisk na samodyscyplinę. Religia chrześcijańska głosiła supremację ducha nad materią, walki duszy z grzesznym ciałem – w praktyce oznaczało to naukę kontrolowania przez rozum własnych popędów, branie własnej „bestii” w karby.
    Nowoczesne społeczeństwo jest zgoła przeciwieństwem tego modelu wychowania. Wszechstronna seksualizacja życia, upadek edukacji, imperatyw głoszący, że zakazywanie jest złe, „wyzwalanie kreatywności” ( co de facto oznacza, że dziecko ma się samo wychowywać ) , wulgaryzacja życia publicznego oraz zanik postawy odpowiedzialnej. Innymi słowy – powrót do barbarzyństwa.

    Napisałem na początku, że ów badanie nad naturą ludzką jest wyrwane z kontekstu. Tym kontekstem jest wpływ kultury na rozwój jednostki. Łatwo jest uzyskać tak pesymistyczne wyniki badając społeczeństwo uprzednio zbydlęcone.

  3. Wal-Per pisze:

    Racja obiektywna. Przykład; to nie racjonalne myślenie, nawet nie osobiste doświadczenia spowodowaly to, że wyborcy głosowali przeciw swoim interesom, czyli na tych, którzy doprowadzili do utraty zakładów pracy na Pomorzu i na Śląsku. Było to efektem wyłączeniu mózgu i poddaniu się manipulacji, wywolanie irracjonalnego strachu przed opozycją.
    Jest to wlasnie przykład braku korelacji między tym co się doświadcza, a tym co obiecują.

  4. ks.Jacek pisze:

    artykuł jest logiczny. Zgodnie z logiką prawidłowe jest rozumowanie, które z fałszu wyprowadza prawdę.
    Co do taktyki walki politycznej – pełna zgoda.
    Założenia, zaś. są w dużej części błędne. Jak napisał Jan K., autor książki (czy także autor artykułu?) nie docenia demoralizującej roli współczesnej „kultury”. Kościół nigdy nie twierdził, że człowiek jest w pełni wolny, a zawsze przestrzegał przed demoralizacją i wzywał do ciężkiej pracy, aby jak najwięcej wewnętrznej wolności osiągnąć (to się nazywa świętość). Ale wiadomo, że jej się nie da osiągnąć czysto ludzkimi siłami. Jednocześnie jest jasne, że ogół działa w sposób prymitywny – „wg.ciała” mówiąc językiem św.Pawła.

    Przykre jest wprowadzenie niemądrej terminologii – nieszczęsny „antropocentryzm” z sugestią, że jest on czymś złym, lub głupim. Może wysiłek żuczka jest równy wysiłkowi Kanta (w sensie zużytego procentu jego sił), ale już dzieło żuczka i Kanta raczej nie, prawda? A zabicie Edyty Stein (żeby pozostać przy filozofach) nie jest równe rozgnieceniu żuczka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz