Kup prenumeratę i czytaj NK

Martin Schulz. Grabarz SPD?

Aktualności,

Schulz, aby być wiarygodnym, musiałby nie tylko zdystansować się od polityki swoich socjaldemokratycznych poprzedników, ale zająć pozycje antyestablishmentowe. A na to nie ma ani ochoty, ani możliwości.

Socjaldemokratyczna Partia Niemiec (SPD) to jedna z najstarszych i najbardziej zasłużonych partii w Europie.  To jej w dużej mierze zawdzięczamy, że nie żyjemy w ogólnoświatowym związku republik sowieckich. Socjaldemokraci niemieccy najpierw zrewidowali ideologię marksistowską i zamiast rewolucji postawili na pokojową i ewolucyjną walkę o poprawę położenia robotników. Po I wojnie światowej objęli władzę w Weimarskich Niemczech i zdławili próby komunistycznego puczu sterowanego z Moskwy. A po II wojnie postawili tamę blokującą wpływy Komunistycznej Partii Niemiec.

Dziś SPD jest cieniem samej siebie, ponieważ utraciła status partii ludowej (Volkspartei), który dzieliła wraz CDU/CSU w okresie Republiki Bońskiej. Wtedy to socjaldemokraci z chadekami na przemian rządzili RFN w koalicji z mniejszym partnerem (najczęściej z liberałami z FDP). Obecnie SPD ledwo przekracza granicę 20 proc. poparcia wyborców, a więc nie będzie w stanie przewodzić jakiejkolwiek koalicji wraz jedną z mniejszych partii. Chadecy nadal cieszą się statusem partii ludowej, zbliżając się nawet do 40 proc. poparcia.

Spadek notowań SPD należy wiązać z faktem, że w ciągu ostatnich dwudziestu lat, z wyjątkiem czteroletniego okresu koalicji CDU/CSU-FDP (2009-13), socjaldemokraci współtworzyli kolejne rządy. Kryzys zaczął się w momencie, gdy kanclerz Gerhard Schröder odszedł od tradycyjnej doktryny socjaldemokratycznej i w końcu lat 90. XX w. zadekretował realizację ideologii trzeciej drogi. Naśladując Tony’ego Blaira i Billa Clintona w gruncie rzeczy uznał ważność najważniejszych dogmatów neoliberalizmu. W imię tej doktryny rząd Schrödera przeprowadził program reform nazwany „Agenda 2010”, którego celem było neoliberalne uelastycznienie rynku pracy. I to właśnie za realizację koncepcji „trzeciej drogi” wyborcy ukarali Schrödera utratą stanowiska a socjaldemokratów – przegraną w wyborach do Bundestagu.

SPD nie ma swobody ruchu, nie może przesunąć się na lewo, ponieważ tam okopali się Zieloni i Lewica. Co grosza, w lewo w ostatnich latach bardzo silnie parła chadecja Angeli Merkel. Nietrudno dostrzec, że Schulz i jego partia znajdują się w strefie politycznego zgniotu.

SPD zatraciła swój tradycyjny profil ideowy i stała się partią środka, coraz mniej różniącą się od CDU. Jej miejsce na lewicy zajęły kolejne mutacje postkomunistycznych formacji wywodzących się z b. NRD (dziś jest to Die Linke). Nota bene, realizacja Agendy 2010 przyniosła po latach zbawcze skutki, poprawiła bowiem konkurencyjność niemieckiej gospodarki, co pozwoliło jej w miarę bezboleśnie przetrwać kryzys zadłużeniowy i strefy euro.

Programowej niewyrazistości towarzyszył kryzys przywództwa. Po Gerhardzie Schröderze stery socjaldemokracji wpadły w ręce pozbawionych charyzmy i medialnych talentów biurokratów. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazywały, że SPD skazana jest na porażkę w jesiennych wyborach. Człowiekiem, który ma odwrócić ów wyrok nieuchronnego losu, ma być Martin Schulz, były przewodniczący Parlamentu Europejskiego.

W tym tygodniu kierownictwo SPD ogłosiło, że to on będzie kandydatem na kanclerza. Jego pierwsze wystąpienia obudziły pewne nadzieje zwolenników socjaldemokracji w Niemczech. Schulz ma pewien urok nowości, na pewno nie kojarzy się z nudnym biurokratą, w mediach występuje z werwą i pasją. Wie, czym zachęcić do siebie wyborców. Jego hasłem jest sprawiedliwość społeczna, więc obiecuje zmniejszenie opłat za czynsze, zwiększenie płac i emerytur. Konserwatywni krytycy już zdążyli mu przypiąć łatkę populisty, a więc wydaje się, że przynajmniej na starcie dobrze odrobił swoją lekcję.

Czy to jednak wystarczy? Na razie pierwsze badania wskazują, że notowania SPD poszły do góry. Ale gdy minie zauroczenie nowością pojawią się oczywiste pytania. Dlaczego SPD nie zrealizowała wcześniej tych słusznych postulatów, skoro w ciągu ostatnich 20 lat współkształtowała kolejne rządy?

Schulz, aby być wiarygodnym, musiałby nie tylko zdystansować się od polityki swoich socjaldemokratycznych poprzedników, ale zająć pozycje antyestablishmentowe. A na to nie ma ani ochoty, ani możliwości, bo jego partia cały czas jest w koalicji rządzącej Niemcami. Krótko mówiąc, SPD nie ma swobody ruchu, nie może przesunąć się na lewo, ponieważ tam okopali się Zieloni i Lewica. Co grosza, w lewo w ostatnich latach bardzo silnie parła chadecja Angeli Merkel, przejmując część programu socjaldemokracji (płaca minimalna). Nietrudno dostrzec, że Schulz i jego partia znajdują się w strefie politycznego zgniotu. I nie można go za to winić, ponieważ obecna pozycja SPD to efekt decyzji podejmowanych w ciągu ostatnich 20 lat przez kolejnych jej szefów – od Gerharda Schrödera po Sigmara Gabriela.

W obecnej konstelacji najbardziej prawdopodobnym scenariuszem powyborczym będzie kontynuacja wielkiej koalicji CDU/CSU-SPD. A to oznaczać będzie dalszą marginalizację i powolny upadek SPD.