Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu?
Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Kronika przewidywalnej inwazji

To, co widzimy obecnie na Ukrainie przewidział już na początku lipca na łamach „Nowej Konfederacji” Phillip Karber. Nikt w polskich mediach głównego nurtu nie podchwycił jednak tez naszego autora

To, co widzimy obecnie na Ukrainie przewidział już na początku lipca na łamach „Nowej Konfederacji” Phillip Karber. Nikt w polskich mediach głównego nurtu nie podchwycił jednak tez naszego autora

Jeszcze dwa tygodnie temu mogło się wydawać, że ukraińskiej armii uda się zdusić zainscenizowaną przez Kreml na wschodniej Ukrainie rewoltę. Uskrzydlony sankcjami, nałożonymi przez Zachód na Rosję oraz wyborem Petra Poroszenki na prezydenta, Kijów przerzucił na wschód kraju znaczne siły, złożone w dużej mierze z ochotników, które otoczyły rosyjskich dywersantów.

Militarny sukces okazał się jednak krótkotrwały. Rosja zdecydowała się na inwazję. I było to, wbrew zaskoczeniu licznych publicystów i polityków, nie tylko w Polsce ale także na Zachodzie, posunięciem całkowicie przewidywalnym. Kiedy Jan Krzysztof Bielecki mówi dziś, że „wreszcie widać o co chodzi Rosji”- brzmi to wręcz dziecinnie.

To, co widzimy obecnie na Ukrainie przewidział już na początku lipca na łamach „Nowej Konfederacji” Prezes Potomac Foundation i wykładowca na Uniwersytecie Georgetown Phillip Karber („Cicha mobilizacja Putina”, „NK” nr 29/2014). Wskazał on na rozkaz mobilizujący, podpisany 27 czerwca przez Putina, zobowiązujący część rezerwistów do stawienia się w jednostkach na ćwiczenia. Dwie sekcje rozkazu zostały utajnione. „W ciągu najbliższych dwóch miesięcy może to doprowadzić do dramatycznych wydarzeń” – ostrzegał Karber. Oraz podkreślał, że sztab generalny poinformował Putina już wiosną, że oddziały, które Rosja rozlokowała na początku marca na granicy z Ukrainą (ok. 76 samodzielnych batalionów), nie będą wystarczające do przeprowadzenia inwazji.

Cicha mobilizacja na 60 dni miała dać Rosji dodatkowe 200 batalionów do wykorzystania na Ukrainie. „Apogeum cichej mobilizacji sił przypadnie na koniec sierpnia, tuż przed szczytem NATO”- prognozował Karber. I tak się właśnie stało.

Nikt w polskich mediach głównego nurtu nie podchwycił jednak tez naszego autora. Mimo że wedle powszechnych na świecie standardów spełniały one wszelkie kryteria pilnej wiadomości, „breaking news” jak mówią Anglosasi. Miarą degrengolady naszego mainstreamu może być fakt, że telewizje zajmowały się wówczas głównie takimi tematami, jak sytuacja na plażach czy próchnica u dzieci w wieku szkolnym. Prasa opiniotwórcza wolała zaś gubić się w dywagacjach nad rychłą klęską rewolty „zielonych ludzików” w Donbasie, ba, nawet nad upadkiem Rosji jako takiej. Miały ją zmusić na kolana zachodnie sankcje i bohaterski opór Ukraińców.

Wcześniej czy później Zachód zasiądzie do stołu negocjacyjnego z Moskwą. I dojdzie do podziału bądź finlandyzacji Ukrainy

Stało się inaczej. Putin rozegrał także i tą partię jak wyborny pokerzysta. Gdy znalazł się pod presją, mógł pasować bądź podwyższyć stawkę. Wybrał tę drugą opcję. Wysłał na Ukrainę ponad tysiąc żołnierzy oraz ponad sto czołgów, wozów opancerzonych i wyrzutni rakietowych. Co najmniej 20 tys. żołnierzy pozostaje rozlokowanych na ukraińskiej granicy, gotowych do nich dołączyć. Dzięki temu rosyjskim dywersantom udało się otworzyć drugi front na południowym wschodzie Ukrainy, w pobliżu Mariupolu, który ma im umożliwić utworzenie połączenia lądowego z zaanektowanym w marcu Półwyspem Krymskim.

Spotkanie z Poroszenko 26 sierpnia w Mińsku i wyrażona na nim gotowość do dialogu, posłużyła więc Putinowi jako zasłona dymna, mająca odwrócić uwagę od jego rzeczywistych zamiarów. Rosyjski biały konwój z pomocą humanitarną, wysłany wcześniej do Ługańska, posłużył zaś rosyjskim generałom do zidentyfikowania luk w ukraińskiej linii obrony.

Następnie Putin odczekał aż na Zachodzie opadną emocję, by zobaczyć jakie karty w ręku trzymają jego przeciwnicy. I się nie rozczarował. Mimo iż maski dawno opadły, Zachód wykluczył nie tylko odpowiedź militarną, ale nawet dozbrajanie ukraińskiej armii.

Groźba kolejnych sankcji musiała wywołać więc uśmiech na twarzy gospodarza Kremla. Szczególnie, że rozważane jest wykluczenie Rosji z takich wydarzeń sportowych jak Formuła 1 i rozgrywki UEFA. Powrócił też pomysł pozbawienia Rosji organizacji piłkarskich Mistrzostw Świata za cztery lata. Byłaby to wizerunkowa porażka, ale taka, którą Kreml mógłby z łatwością wykorzystać propagandowo. „Russia Today” tłumaczyłaby Rosjanom przez tydzień, że zły Zachód pozbawił ich piłkarskiego święta, dając im kolejny powód do patriotycznych uniesień.

Pozostałe spośród nowych sankcji gospodarczych, które mają zostać nałożone na Rosję, w rzeczywistości służą zaledwie uszczelnieniu starych. Już teraz bowiem widać, że są bardziej dziurawe niż ser szwajcarski. Przewodniczący Dumy Siergiej Naryszkin i deputowany Leonid Słuckij to Rosjanie, którzy znaleźli się na liście osób z zakazem wjazdu na teren Unii Europejskiej. Jednak obaj bez najmniejszych przeszkód odwiedzają Francję. Okazuje się, że nawet takie, wydawałoby się łatwe do wyegzekwowaniu sankcje, Rosja swobodnie omija.

Putin rozumie że Zachód wciąż tylko blefuje. Tymczasem włodarz Kremla jeszcze nie rozegrał wszystkich swoich kart. Na przykład embarga na sprzedaż gazu Ukrainie i/lub Unii Europejskiej. Według niektórych doniesień władze w Kijowie poleciły obywatelom, by zaczęli zbierać drewno na opał. Fakt, zatrzymanie dostaw gazu uderzy także w Rosję. Jednak dla Putina kwestia ukraińska jest kluczowa. Dlatego jest gotów zainwestować i zaryzykować o wiele więcej niż Zachód, by osiągnąć swój cel.

Prognoza odnośnie przyszłości Ukrainy jest więc bardziej niż ponura. Militarnie konflikt jest już dla Kijowa przegrany. Do takich wniosków doszło zresztą także dowództwo NATO, jak poinformował niemiecki tygodnik „Der Spiegel” powołując się na opinię jednego z generałów Sojuszu. Jedyna kwestia, która pozostaje obecnie nierozstrzygnięta to gdzie Rosjanie się zatrzymają. W Doniecku czy w Kijowie. Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko wie, że będzie musiał się ugiąć przed Kremlem. W środę z Kijowa dobiegały sygnały, że już doszło do porozumienia między Ukrainą a Rosją co do dalszej przyszłości Donbasu. Kreml te doniesienia jednak od razu zdementował, by nie stworzyć wrażenia, ze jest stroną w konflikcie. Chce podtrzymać grę pozorów. Do samego końca.

Oznacza to, że wcześniej czy później Zachód zasiądzie do stołu negocjacyjnego z Moskwą. I dojdzie do podziału bądź finlandyzacji Ukrainy. W zależności od tego, ile Waszyngton, Berlin, Paryż i Londyn będą gotowe przehandlować, w imię świętego spokoju i własnych gospodarczych interesów. 

Nowa Konfederacja


ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI DARCZYŃCOM. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

publicystka wPolityce.pl, członek zarządu Fundacji Macieja Rybińskiego. Urodzona w epoce późnego Gierka, zmuszona do emigracji za Jaruzelskiego, dorastała za Kohla w Niemczech i Thatcher w Wielkiej Brytanii. Zanim los zaprowadził ją nad Sekwanę, za pierwszej kadencji Chiraca. Wróciła nad Wisłę za rządów Jarosława Kaczyńskiego. Ukończyła studia magisterskie z zakresu polityki unijnej i prawa unijnego na Narodowym Instytucie Nauk Politycznych w Paryżu (Sciences-Po). Pracowała m.in. w niemieckim „Welt am Sonntag”, „Der Tagesspiegel”, a także w „Rzeczpospolitej” i „Uważam Rze”. Interesuje się wszystkim, co polityczne, w Polsce i za jej granicami. Oraz ekonomią, kulturą i historią. Wciąż czeka na drugą Irlandię i rozpad strefy euro. W międzyczasie żyje sobie spokojnie i biega z psem po lesie.

Nasi Patroni wsparli nas dotąd kwotą:
11 075 / 40 200 zł (cel miesięczny)

27.55 %
Wspieraj NK Dołącz

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Kronika przewidywalnej inwazji”

  1. [ja!] pisze:

    Całkowicie zgadzam się z Autorką. Trzeba też jednak (dla własnej nauki) mieć świadomość, że obecna sytuacja Ukrainy jest efektem 20 lat siedzenia okrakiem na barykadzie i czekania łaskawie „kto da więcej”. W pewnym sensie podobną politykę „równego odstępu” miała Polska przed 1939 rokiem i wiadomo jak to się skończyło…
    —————————————————————————————————————————————————————————
    A teraz Ukraina chciałaby być ratowana, ale cudzymi rękami (broń, wojsko, finansowanie, sankcje). Jestem jak najbardziej za ratowaniem Ukrainy, aż do wycofania się Rosjan z Krymu i zapłaty reparacji wojennych + szkód środowiskowych, ale zapytałbym Ukrainę: ile płacicie za przysługę tego kalibru?

Dodaj komentarz

Zobacz

Zarejestruj się i zapisz się do newslettera, aby otrzymać wszystkie treści za darmo