Kosowo – zwykła zmiana czy powrot do przeszłości?

Aktualności,

Media określiły wynik niedzielnych (11.6) wyborów w dawnym, autonomicznym okręgu Jugosławii i Serbii, a od 2008 roku niepodległym państwie, mianem zwycięstwa „koalicji weteranów wojennych”. Blok ugrupowań pod wodzą byłego wysokiego dowódcy Armii Wyzwolenia Kosowa (UĆK) i krótkotrwałego premiera w czasach przed  jednostronnym ogłoszeniem niepodległości Ramusha Haradinaja: centroprawicowej Demokratycznej Partii Kosowa (PDK), Sojuszu na Rzecz Przyszłości Kosowa (AAK) i socjaldemokratycznej choć jednocześnie nacjonalistycznej Inicjatywy dla Kosowa (NISMA) oraz populistyczna, antysystemowa i niechętna do współpracy ze społecznością międzynarodową partia Samookreślenie” (alb. Vetëvendosje) zdobyły łącznie ponad 60 proc. głosów. Rezultat okazał się niepomyślny dla głównych rywali Haradinaja: koalicji ugrupowań umiarkowanych przewodzonych przez Demokratyczną Ligę Kosowa (LDK), założoną jeszcze pod koniec 1989 roku przez legendarnego Ibrahima Rugovę.

W 120–osobowym Zgromadzeniu Kosowa (alb. Kuvendi i Kosovës) blok Haradinaja i radykałowie będą dysponować sporą przewagą. W tej powyborczej układance, Ramush Haradinaj jest najbardziej prawdopodobnym kandydatem na stanowisko nowego szefa rządu. Polityk, wobec którego przed Międzynarodowym Trybunałem ds. Zbrodni Wojennych w b. Jugosławii (ang. ICTY) dwukrotnie (w latach 2007-2008 i 2010-2012) toczyły się zakończone uniewinnieniem procesy z oskarżenia o udział w zbrodniach wojennych popełnionych wobec ludności serbskiej i niealbańskiej podczas konfliktu w Kosowie w latach 1997-1999, pozostaje wciąż ścigany serbskim listem gończym. Na jego podstawie, w styczniu 2017 roku został już po raz kolejny na krótko zatrzymany na jednym ze szwajcarskich lotnisk.

 W kampanii wyborczej, jak i tuż po ogłoszeniu wyników, Haradinaj w zdecydowanym tonie wypowiadał się pod adresem Belgradu, jak również UE

Bezpośrednią przyczyną wyborów był majowy upadek rządzącego od 2014 roku gabinetu premiera Isy Mustafy, stanowiącego rząd „wielkiej koalicji” Demokratycznej Partii Kosowa i Demokratycznej Ligii Kosowa (LDK), wspierany przez parlamentarzystów serbskiej mniejszości. Koalicję pogrzebał spór w kwestii ratyfikacji porozumienia granicznego z Czarnogórą, którego podpisanie stanowiło warunek zniesienia przez UE reżimu wizowego dla kosowskich Albańczyków. Zdecydowanie popierany przez UE i USA gabinet okazał się wewnętrznie niespójny i pełen konfliktów – za odwołaniem rządu 10 maja br. głosowała część posłów PDK, przeciwnych porozumieniu z Czarnogórą, stanowiącym ich zdaniem rezygnację z części (samej w sobie niewielkiej, bo liczącej 80 km kwadratowych) własnego terytorium.

W kampanii wyborczej, jak i tuż po ogłoszeniu wyników, Haradinaj w zdecydowanym tonie wypowiadał się pod adresem Belgradu, jak również UE. Zarzucał Serbom „nieustanną ingerencję w sprawy wewnętrzne Kosowa” i przypominał, że Prisztina zasila serbski budżet kwotą 300 mln euro, kupując od sąsiada z północy znaczną część żywności obecną na półkach w kosowskich sklepach. Groził, że odpowiedzialni za współpracę z kosowskimi Serbami przedstawiciele władz w Belgradzie zostaną aresztowani, jeżeli pojawią się na terytorium kraju. Twierdził też, że prowadzony od 2011 roku pod auspicjami unijnymi w Brukseli dwustronny dialog Prisztiny i Belgradu nie będzie miał sensu, dopóki Serbia nie uzna niepodległości Kosowa. Antyunijnej i antyserbskiej retoryce Haradinaja pomagają niewątpliwie obecne tendencje europejskie: idący z dużymi oporami proces integracji Bałkanów Zachodnich z UE, wzrost nastrojów eurosceptycznych i lodowate relacje dyplomatyczne pomiędzy poszczególnymi krajami postjugosłowiańskimi. Wielu czołowych polityków regionu, w przeciwieństwie do sytuacji jeszcze sprzed kilku lat, pragnie wyraźniej zaznaczyć swoją podmiotowość i suwerenność wobec Zachodu.

Pomimo napięć i starć dyplomatycznych, jak chociażby takich, które obserwowaliśmy na początku tego roku, gdy z Serbii do Kosowa usiłował wjechać pociąg ozdobiony flagami narodowymi, hasłami “Kosowo jest serbskie” i kopią fresków z kosowskich monasterów prawosławnych, sytuacja w samym Kosowie wydaje się dużo spokojniejsza niż jeszcze przed kilku laty

Wbrew wynikom wyborów, parlamentarna arytmetyka nie wygląda jednak w nowym rozdaniu tak prosto. Konieczność zawarcia przez koalicję Haradinaja sojuszu z innymi ugrupowaniami może stępić radykalną retorykę polityczną Haradinaja. Pozostaje ważne pytanie, jak na objęcie stanowiska szefa rządu przez Haradinaja zareaguje Belgrad. Nie chodzi tu tylko o reakcję czysto polityczną, ale zupełnie praktyczne kwestie, jak ewentualnie wycofanie listu gończego za kosowskim politykiem. Pewne światło na możliwą sekwencję wydarzeń dają powyborcze wypowiedzi przezydenta Kosowa Hashima Thaçi`ego, który zaproponował, aby toczący się od 6 lat w Brukseli stały dialog Serbii i Kosowa odbywał się poziomie prezydentów sąsiednich krajów. Pozwoliłoby to Haradinajowi na skoncetrowanie się na polityce wewnętrznej i fizyczne nie opuszczanie Kosowa. Warto zwrócić uwagę, że powyborcze komentarze polityków z Belgradu mają bardzo umiarkowany i dyplomatyczny charakter, a niedawno zaprzysiężony nowy prezydent Serbii Aleksandar Vučić, dbający o bardzo dobre relacje z Brukselą i Zachodem podkreśla, że jego kraj opowiada się za kontynuowaniem dialogu z Kosowem, choć oczywiście o formalnym uznaniu przez Belgrad niepodległości byłej prowincji nie może być mowy. Serbowie zdecydowanie protestują również przeciwko planom utworzenia armii Kosowa, która i tak miałaby symboliczny liczebnie charakter.

Pomimo napięć i starć dyplomatycznych, jak chociażby takich, które obserwowaliśmy na początku tego roku, gdy z Serbii do Kosowa usiłował wjechać pociąg ozdobiony flagami narodowymi, hasłami “Kosowo jest serbskie” i kopią fresków z kosowskich monasterów prawosławnych, sytuacja w samym Kosowie wydaje się dużo spokojniejsza niż jeszcze przed kilku laty. Akty niechęci pomiędzy społecznością serbską i albańską wciąż dają się zaobserować, ale nie przybierają tak dramatycznego oblicza jak kiedyś. Trwa współpraca gospodarcza i serbski eksport na niewielki i uzależniony od zagranicy rynek Kosowa. Politycy unijni, w tym przede wszystkim Niemcy, Austriacy i Włosi kuszą obydwa zwaśnione kraje wizją wspólnych projektów infrastrukturalnych (np. autostrad) łączących miasta serbskie z miastami Kosowa, Albanii i Macedonii. Należy więc mieć nadzieję, że spory pomiędzy Belgradem a Prisztiną pozostaną jedynie w sferze retoryki, a powrót do sytuacji sprzed kilkunastu lat zwyczajnie nie jest już możliwy.