Kaczyński zawiódł

Lidera PiS-u trudno już uważać za sojusznika republikańskiej prawicy. Swoimi działaniami wpisuje się w politykę uprawianą przez poprzedników​

Do szczególnie trudnych chwil w życiu intelektualisty należą te, które są związane z przyznaniem się do błędu. Jeśli nawet nie daje mu to źródła utrzymania, to przynajmniej żyje tym, że potrafi właściwie opisać i wyjaśnić rzeczywistość. Stąd błąd intelektualny jest dla niego tym, czym jest nieudana operacja dla chirurga lub wadliwa naprawa dla mechanika.

Mój największy błąd ostatnich lat polegał na tym, że uwierzyłem Jarosławowi Kaczyńskiemu. Nie była to wiara ślepa – stuprocentowym PIS-owcem byłem dekadę temu, z czasem mój sceptycyzm narastał, zwłaszcza pod wpływem obserwacji, jak nieudolną Prawo i Sprawiedliwość było opozycją, mając naprzeciw tak słabe rządy, jak te Tuska i Kopacz. Uwierzyłem Kaczyńskiemu w tym sensie, że sądziłem, iż, nie mając uwikłań PO-PSL, o SLD nie wspominając, jest w stanie załatwić lub przynajmniej nie zepsuć kilku ważnych spraw. Wzmocnić państwo, odbudować armię, prowadzić bardziej asertywną politykę zagraniczną. Uszanować wolność i własność, choć trochę ograniczyć „republikę kolesi”, przynajmniej nie degradować inteligencji i klasy średniej. Prowadzić nie gorszą od poprzedników politykę gospodarczą, z szansami na nieco bardziej sprzyjający rodzimemu kapitałowi kurs tej ostatniej.

We wszystkich tych sprawach Kaczyński zawiódł. Mniejsza, że mnie. Ważne, że wielu podobnie widzących polskie priorytety rodaków, a wraz z nami: najważniejsze dla naszego kraju sprawy.

Żadnych złudzeń

Od dawien dawna lider PiS-u przedstawiał się jako państwowiec, bolejący nad „imposybilizmem” machiny władzy i jej przeżarciem przez postkomunistyczne układy. Na pierwszym planie stawiał wprawdzie wymianę kadr, ale wyraźnie i wielokrotnie zapowiadał także radykalne działania instytucjonalne: budowę realnego centrum rządu, skończenie z „Polską resortową”, naprawę legislacji, by ograniczyć się tu do spraw niekoniecznie wymagających zmiany konstytucji. Państwowiec mógł tylko przyklasnąć – w obecnym stanie ustrojowym Polska jest w sensie politycznym organizmem najgłębiej upośledzonym, bo bezmózgim: nie mając wiedzy o sobie, ani władzy nad sobą, grzęźnie w niesterowności, bałaganie, anarchii grup interesów. Z czasem ten element retoryki politycznej PiS-u bladł, jednak choćby na głośnej konwencji programowej w Katowicach budowę centrum rządu z prawdziwego zdarzenia, zwanego niekiedy „mózgiem państwa”, zapowiadał dzisiejszy szef MSWiA – Mariusz Błaszczak.

Kaczyński zawiódł w najważniejszych dla naszego kraju sprawach

Nic takiego nie nastąpiło. I raczej nie nastąpi, biorąc pod uwagę, że najbardziej reformatorski okres rządzenia mamy już chyba za sobą, a budowanie państwa należy do zmian najtrudniejszych: budzących dotkliwy opór licznych lobbies, niosących ryzyko utraty kontroli nad partią. Co gorsza, kreując konstelację rządową ze słabą premier, silnymi ministrami i wycofanym superprezesem, Kaczyński wzmocnił, zamiast choć trochę osłabić, antypaństwowy układ sił. Czynienie premiera silniejszym byłoby dziś z jego punktu widzenia hodowaniem sobie konkurentki w postaci Beaty Szydło. Łamanie niesterowności resortów zrobiłoby jeszcze groźniejszymi silnych ministrów i burzyło kruchą równowagę sił, z którą i tak ma dziś Kaczyński ogromne problemy, patrząc na intensywność i liczbę walk frakcyjnych w obozie władzy.

Towarzyszy temu sprowadzenie tej fundamentalnej sprawy do groteski, kiedy przy byle zmianie ogłaszany jest koniec „państwa teoretycznego”, podczas gdy w rzeczywistości esencjonalna dla III RP półanarchia kwitnie w najlepsze. To oczywiście raj dla dzikich lobbystów, klik, załatwiaczy ­– w chaosie zawsze najlepiej radzą sobie najsilniejsi i najsprytniejsi.

Tak więc w sprawie naprawy państwa Kaczyński zdaje się mówić: „żadnych złudzeń, panie i panowie”. Podobnie rzecz się ma z drugą stroną medalu, czyli żerującymi na słabości władzy układami. Miał być koniec „republiki kolesi”, jest jej odwrócenie. Na każdym kroku opłacane z pieniędzy podatników posady (zwłaszcza te najbardziej intratne, w państwowych firmach, co ciekawe, na kluczowym dla efektywnego rządzenia, choć niekoniecznie dla zasobności portfeli, średnim szczeblu administracji gruntownych zmian nie widać) obejmują koledzy i krewni działaczy PiS-u. Nie będę tu mnożył przykładów, zainteresowani znajdą ich bez liku po kilkudziesięciu sekundach obcowania z wyszukiwarką internetową, nawet ograniczając się do zaprzyjaźnionych z obecnym rządem mediów, zwalczających raz po raz „wroga wewnętrznego”.

Klientelizm à la PiS

Powie ktoś, że w Ameryce też jest „system łupów”, w ramach którego nowy rząd hurtem wymienia kadry. To nieporównywalne sytuacje. Za oceanem są partie masowe i bardzo stare, obrosłe gęstą siecią think tanków (niektóre z budżetami większymi niż wiele państw), mediów, organizacji pozarządowych, korzystające z kadr kształconych na najlepszych uniwersytetach świata. Różnica kontekstu sprawia, że tam „system łupów” działa, bo istnieją konkurencyjne elity władzy, które są kompetentne. W Polsce to samo oznacza – by przywołać określenie Kaczyńskiego z czasów rządu Buzka – TKM. Właśnie obserwujemy jego nową odsłonę.

Co to dla zwykłego Polaka za różnica, czy na opłacanych przez niego instytucjach żeruje taki, a nie inny konglomerat sitw?

Prawdopodobnie szef PiS-u uznał, że do walki ze starą nomenklaturą (postkomunistyczno-liberalną) potrzebuje nowej (PiS-owskiej). Tylko co to dla zwykłego Polaka za różnica, czy na opłacanych przez niego instytucjach żeruje ten czy inny konglomerat sitw? Redukcja problemu do ceny demokratycznej walki o władzę jest fundamentalnym błędem. Ten system, który nazwałem kiedyś „pasożytniczym”, a prof. Andrzej Zybertowicz ochrzcił mianem „wielopiętrowego klientelizmu”, zaś prof. Jadwiga Staniszkis „kapitalizmem politycznym”, niszczy podstawy polskiej polityki. Premiuje bowiem miernoty, dorobkiewiczostwo, korupcję, intryganctwo i załatwiactwo. Wypycha zaś i odpycha ludzi zdolnych oraz produktywnych. Zmiana sztafażu na bardziej patriotyczny tylko przedłuża trwałość tego ładu.

Katastrofa dyplomatyczna

Tymczasem prawdziwą katastrofę obserwujemy w dyplomacji. Pomińmy tu wielokrotnie wytykane, szkolne błędy w rodzaju kilkumiesięcznego „sojuszu strategicznego” z Wielką Brytanią czy zaproszenia Komisji Weneckiej do Polski. Pomińmy nawet „wstawanie z kolan”, poprzez mówienie o tym, co „w realu” daje tylko tyle, że mobilizuje przeciwników polskiej podmiotowości. Największym wyzwaniem geopolitycznym jest dziś konflikt supermocarstw: Stanów Zjednoczonych i Chin, destabilizujący porządek światowy.

Tak się szczęśliwie składa, że oba te kraje nas potrzebują. Pierwsze: jako zapory lub nawet bata na rozpychającą się Rosję i klina między Berlinem a Moskwą. Drugie również widzi w nas klin (rzadka zbieżność sprzecznych co do zasady interesów!), a nasze terytorium – jako ważny odcinek Nowego Jedwabnego Szlaku, europejskie centrum logistyczno-transportowe, geograficznie optymalne, bo umożliwiające budowę najkrótszych linii dostawczych. Pekin chciałby nas też wykorzystać, jako kolejną, większą od Grecji czy Irlandii bramę do Europy. Co może najważniejsze, ewentualny sukces Szlaku oznacza powrót do wczesnych czasów jagiellońskich – w tym sensie, w jakim przywraca do łask handel lądowy, dziś znacznie droższy od morskiego, co jednak nie jest ponadczasowe i wkrótce znów może się zmienić.

Rok 2016 ma szanse przejść do historii, jako nowy symbol polskiej głupoty strategicznej

Co w tej sytuacji powinna robić Polska? Grać z obydwiema potęgami jednocześnie, „siedzieć na dwóch stołkach” tak długo, jak się da, starać się deklarować jako ostatnia. Podobnie jak to robią np. Izrael, Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Australia, Tajwan czy Japonia. Uzyskać od Chin jak najwięcej pieniędzy i inwestycji infrastrukturalnych, a od USA – tyle samodzielności strategicznej, broni i technologii wojskowych, ile się da. Nie dawać się wpychać w nieswoje konflikty, ani w bycie „bardziej papieską od papieża”. Prezentować się jako kraj otwartych drzwi i spokojnych ludzi, budując po cichu swoją siłę.

Co zaś, pod rządami Kaczyńskiego, robi? Prowincjonalnie wybiera jednostronną politykę i przedwczesne deklaracje. Odpycha nawet chińskie inwestycje i całkowicie stawia na Amerykę. Co gorsza, sama ustawia się w roli bata, otwarcie określając niezagrażającą nam dziś w żaden sposób, a zarazem mającą możliwość zrównać w przyszłości nasz kraj z ziemią, Rosję jako wroga (Szydło, Macierewicz). Zdaje się więc tym samym rezygnować z roli klina, optymalnej tak z punktu widzenia naszych interesów, jak i z rozgrywki supermocarstw. W zamian za co? Nie wiadomo.

Rok 2016 ma szanse przejść do historii, jako nowy symbol polskiej głupoty strategicznej. W czerwcu przyjeżdża do Polski prezydent Chin Xi Jinping, i wbrew obustronnym zapowiedziom, jego wizyta przynosi bardzo mizerne rezultaty. W lipcu odbywa się w Warszawie szczyt NATO, którego efektem jest rozmieszczenie w Polsce symbolicznych sił amerykańskich i europejskich, my zaś lokujemy naszą kompanię pancerną na Łotwie, gwarantując, że w razie konfliktu polska krew poleje się jako pierwsza. Wkrótce wiceszefem dyplomacji, odpowiedzialnym za relacje z USA i Chinami, zostaje Amerykanin Robert Grey (od maja doradca Witolda Waszczykowskiego), a Antoni Macierewicz ogłasza Państwo Środka drugim (po Rosji) zagrożeniem dla światowego pokoju i zaczyna blokować inwestycje znad Jangcy. W międzyczasie w atmosferze skandalu szpiegowskiego Waszczykowski przesuwa Greya na niższe stanowisko w MSZ, śmiejąc się w twarz pytającym go o to dziennikarzom.

Takiego fiskalizmu jak obecnie jeszcze chyba w III RP nie było

Można różnie oceniać opcję współpracy z Chinami. Zakładam, że mogę się mylić i chętnie zweryfikuję powyższe poglądy, jeśli ktoś wykaże ich błędność. Jednak dla polskich patriotów poza dyskusją powinno być to, że nasz kraj musi zachować w tej rozgrywce elementarną suwerenność i możliwość manewru. Kariera Greya, człowieka o życiorysie dziurawym jak ser szwajcarski, z licznymi znamionami uwikłania agenturalnego, przeczy tej podstawowej zasadzie. Uczynienie go wiceministrem spraw zagranicznych, odpowiedzialnym za relacje z supermocarstwami, wobec jego silnych związków z jednym z nich, i w newralgicznym momencie międzynarodowej rozgrywki – to działanie co najmniej na granicy zdrady stanu. I jasny sygnał dla światowych salonów dyplomatycznych, że Polska nie prowadzi samodzielnej polityki zagranicznej. Po wielokroć krytykowałem klientelizm PO wobec Niemiec, ale takiego serwilizmu jak obecnie nie było nawet za Tuska. Prawdziwi patrioci mają obowiązek przeciwdziałać takim poczynaniom, o ile zdołają!

Kaczyński przedstawiał politykę obronną poprzedników jako katastrofalną i zapowiadał radykalne wzmocnienie armii. W dobie kaskadowo narastającej niepewności międzynarodowej jest to sfera kluczowa. W istocie, polityka PO-PSL była (potencjalnie) katastrofalna tylko w jednym punkcie: zniesieniu poboru. Był on pełen patologii, należało go naprawić. Zamiast tego Platforma Obywatelska wylała dziecko z kąpielą, tworząc, w imię krótkowzrocznego populizmu, pseudozawodową, nieliczną armię ekspedycyjną, w kraju narażonym na zmasowane inwazje lądowe. Tego jednak PiS nie ma odwagi zmienić (ani nawet głosić), mimo że od kilku lat zwolennicy poboru przeważają w sondażach nad przeciwnikami. W pozostałych sprawach polityka obronna PO nie była tragedią, lecz raczej konserwacją status quo (w tym wielu patologii), z pozytywnym wyjątkiem w postaci ambitnego programu zbrojeń. PiS jest tu tylko kontynuatorem, z drugorzędnymi modyfikacjami w polityce sprzętowej czy kadrowej. O żadnym przełomie nie może być jednak mowy. A jest on potrzebny od zaraz.

„Człowiek wolności”

Zarówno prezes, jak i inni działacze PiS-u wielokrotnie i słusznie krytykowali antywolnościowe działania poprzedników. Podsłuchiwanie dziennikarzy, niezgodne z duchem państwa prawa kontrole podatkowe, nadmierne uprawnienia służb specjalnych. Co po wyborach? Twórcza kontynuacja. Na każdym niemal kroku, zmiany mające utrudnić życie przestępcom niebezpiecznie rozszerzają definicję i uprawnienia służb, umożliwiając represjonowanie Bogu ducha winnych obywateli. Nowa ustawa o policji (zwana także, nie bez kozery, „inwigilacyjną”) ułatwia służbom kontrolę internetu, w tym mediów.

Jak świat długi i szeroki partie mają medialnych koalicjantów, ale nie wszędzie wymagają od nich wyrzeczenia się jakiejkolwiek niezależności i uprawiania zwykłego politructwa, tak jak Kaczyński

Takiego fiskalizmu jak obecnie jeszcze chyba w III RP nie było. Ministerstwo finansów, zdumiewająco nieudolne w takich sprawach jak podatek od supermarketów, okazuje się niezwykle kreatywne w wynajdywaniu kruczków prawnych umożliwiających „dojenie” uczciwych podatników, podobnie jak przestępców, przy de facto łamaniu konstytucyjnych reguł, takich jak „prawo nie działa wstecz”, „zasada zaufania obywatela do państwa” czy „zasada pewności prawa”. Przykładem jest praktyka reklasyfikacji transakcji na rynku nieruchomości z pominięciem wcześniejszych, wiążących interpretacji podatkowych i naliczaniem wysokich kar za rzekome „błędy”. Jeżącą włos na głowie pomysłowością wykazał się PiS także w przypadku klauzuli o unikaniu opodatkowania, ponownie wrzucając do jednego worka przestępców podatkowych i Polaków legalnie wybierających płacenie niższego podatku, gdy mają taką możliwość. Do tego dochodzi szereg pomniejszych absurdów, w rodzaju prób opodatkowania zwrotów kosztów służbowych (sic!), które, razem wzięte, tworzą, chciałoby się rzec, gdyby nie była to fraza wielokrotnie nadużyta w niesłusznych celach, duszną atmosferę dla działalności gospodarczej, jeśli nie pracy w ogóle.

Jeśli dodamy do tego kuriozalną ustawę o obrocie ziemią rolną, otrzymamy obraz rządu, który po prostu nie szanuje wolności ani własności. Słabo rozumiejąc zarazem, skąd się bierze bogactwo i rozwój. Fakt, że poprzednicy w wielu przypadkach nie byli lepsi, jest marnym pocieszeniem.

Przeciw inteligencji…

To wzbudzi zapewne uśmiech politowania u Czytelników o liberalnych i lewicowych sympatiach, ale u tych o orientacji prawicowej lub republikańskiej już niekoniecznie: Kaczyński dawał nadzieję na odnowę – lub przynajmniej powstrzymanie dalszego upadku – polskiej inteligencji. Sam będąc rasowym inteligentem, wielokrotnie piętnował zanik podstawowego etosu tej grupy, jakim jest służba ojczyźnie, w tym mniej wykształconej większości. Sprzeniewierzanie się powołaniu przez jej licznych przedstawicieli po 1945 r. i po 1989 r. krytykował przy tym z pozycji odnowiciela, a nie malkontenta. Sanatora, mającego dziś bardzo wiele narzędzi, aby swoje cele urzeczywistnić.

Klasa średnia dała się swego czasu uwieść PO, ale gdy rozczarowała się jej pogardą, nieudolnością i zepsuciem, w znacznej mierze postawiła na PiS

Efekt? Partyjny spindoktor w fotelu prezesa telewizji publicznej, siermiężni propagandyści we wszystkich zaprzyjaźnionych z PiS-em mediach. Jak świat długi i szeroki partie mają medialnych koalicjantów, ale dalece nie wszędzie wymagają od nich wyrzeczenia się jakiejkolwiek niezależności i uprawiania zwykłego politructwa, tak jak Kaczyński. Serce się kraje na widok dwudziestoparoletnich reporterów ze złamanymi na starcie kręgosłupami, podobnie jak tych starszych dziennikarzy i publicystów, sprowadzonych lub sprowadzanych do poziomu internetowych trolli. Nawet akademików z profesorskimi tytułami i poważnym dorobkiem naukowym traktuje się jak medialne call girls, mające naprzemiennie wychwalać obóz władzy i poniewierać jego przeciwników, mniejsza, liberalnych, postkomunistycznych czy prawicowych. Ważne, że sprzeciwiających się „naszej sprawie”, czyli utrzymaniu władzy przez obecną władzę.

Liberalno-lewicowe salony zasłużyły sobie na nauczkę swoją arogancją, gnuśnością, pogardą wobec przeciwników. Wiele lat pracowały na obecne połajanki, odcięcie od pieniędzy publicznych. Problem w tym, że antysalon Kaczyńskiego w najprzychylniejszej interpretacji nie jest w niczym lepszy od salonu Michnika. Wymaga od uczestników sprzeniewierzenia się elementarnemu etosowi polskiej inteligencji, jakim jest służba krajowi (a nie prezesowi) oraz odkrywanie i głoszenie prawdy ogólnonarodowej (co nie znaczy: wolnej od ujęcia w duchu konserwatywnym, lewicowym czy jakimkolwiek innym), a nie dyktowanej przez partyjnych spindoktorów „postprawdy”.

Polsce bardzo dziś brakuje klasycznej inteligencji. Nie tej spod znaku Jaruzelskiego czy Czarzastego, nie tej z obozów plemiennych watażków III RP. Tej spod znaku Mickiewicza i Żeromskiego, Piłsudskiego i Dmowskiego, Studnickiego i Konopczyńskiego. Nieuciekającej w apolityczność i w biznes, mającej odwagę zaryzykować publiczną obronę spraw ważnych nie tylko w czasie koniunktury. Już wiemy, że politycy takiej inteligencji nie chcą. Jeśli więc ma się odrodzić, to może liczyć głównie na siebie.

…i klasie średniej

Podobnie rzecz się ma z polską klasą średnią. Doprecyzujmy: mam na myśli tych, zgodnie z klasycznym rozumieniem tego pojęcia, którym status socjoekonomiczny pozwala na znaczną niezależność, na przykład niepodejmowanie pracy zarobkowej przez dłuższy czas, jeśli warunki stawiane przez pracodawcę okażą się nie do przyjęcia, czy ostracyzm środowiskowy pozbawi bieżących przychodów. W klasie tej nadreprezentowani są przedsiębiorcy, akademicy, prawnicy, lekarze, menedżerowie, dziennikarze. To grupa wciąż u nas nieliczna (zrzesza, wedle moich obliczeń, ok. 5 proc. populacji), ale dziś już znacznie silniejsza niż na początku transformacji. Co ważniejsze, na długą metę niezbędna dla utrzymania republiki, zostawmy na razie na boku: demoliberalnej czy neoklasycznej, gorszej czy lepszej. Mowa o ustroju opartym na rządach prawa, poszanowaniu wolności i własności, podziale i kontroli władzy. Wiedział o tym już Arystoteles, wiedzieli klasycy liberalizmu, wiedzą współcześni teoretycy i praktycy demokracji. Powodów jest wiele, ale jeden wysuwa się na pierwszy plan: tylko silna klasa średnia może być czynnikiem równowagi w destrukcyjnych konfliktach biednych z bogatymi, które na długą metę – co wykazał już Platon – prowadzą albo do oligarchii, albo do tyranii.

Gabinet Beaty Szydło nie przedstawia żadnego wiarygodnego pomysłu na budowę alternatywnych przewag konkurencyjnych

W Polsce warstwa ta dała się swego czasu uwieść PO, ale gdy rozczarowała się jej pogardą, nieudolnością i zepsuciem, w znacznej mierze postawiła na PiS. Dała tym samym Kaczyńskiemu unikalną szansę na republikańską redefinicję agendy politycznej. I ta okazja, jak wiele innych, została zmarnowana. W zamian za akt wyborczego zaufania klasa średnia otrzymała od PiS-u niezapowiedziane podwyżki podatków (np. poprzez zmianę kwoty wolnej). Co ważniejsze, dostała nową oś życia publicznego, zorganizowaną wokół konfliktów biednych z bogatymi, w której, jak wskazuje i erystyka, i praktyka partii rządzącej, średniacy plasowani są po stronie tych drugich. Świadczy o tym tak wspomniana polityka podatkowa, agenda kolejnych kampanii antyestablishmentowych, jak i choćby nagonka na żyjące w dużej mierze z hojności klasy średniej organizacje pozarządowe.

To idiotyczne i absurdalne, bo poniewierana konsekwentnie drugim progiem podatkowym, od którego w przeciwieństwie do bogaczy nie ma jak uciec, klasa ta ma żywotny interes w osłabieniu nadmiernie rozpasanych oligarchów, korporacji, wielkich grup interesu. Gra więc w tę samą, co do zasady, grę, w którą grają biedni. Wielu jej przedstawicieli, zwłaszcza tych trzydziesto-, czterdziestoletnich, chciałoby robić kariery w sposób, który przyniesie krajowi sukces, a im samym poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Od Tuska dowiedzieli się, że nie da rady, bo trzeba się skupić na powstrzymaniu Kaczyńskiego. Od tego drugiego słyszą teraz, że są postkomunistami albo kolaborantami PO. Tak oto robi sobie PiS wrogów z naturalnych, strategicznych sojuszników, wpychając ich tym samym uparcie na powrót w ramiona potworków w rodzaju Nowoczesnej. Ze szkodą dla siebie, dla średniaków i dla Polski.

Budził wreszcie Kaczyński nadzieję na bardziej przemyślaną, prorozwojową – w kontraście do typowego dla PO dryfowania – i dowartościowującą rodzimy kapitał politykę gospodarczą. Uważni Czytelnicy „Nowej Konfederacji” z pewnością wiedzą, że szczególny entuzjazm okołoredakcyjnego środowiska musiało budzić przejęcie przez Kaczyńskiego czy Mateusza Morawieckiego bliskiej nam diagnozy neokolonialnej i wynikających z niej postulatów repolonizacyjnych. Skutek? Nowe inwestycje Mercedesa, Toyoty, Fiata, i wicepremier wjeżdżający na giełdę samochodem reklamowanym jako triumf polskiego kapitału oraz myśli technicznej. W rzeczywistości zaś cackiem złożonym z zagranicznych komponentów i opakowanym w nadwiślańskie blachy. Repolonizacja banków? Trwała w najlepsze już za czasów PO. Wstrzymanie rabunkowej prywatyzacji? Tak samo, tyle że jeszcze wcześniej. Nihil novi, poza obfitszą gadaniną.

Głębiej w pułapkę

Generalny obraz polityki gospodarczej jest jeszcze gorszy. Jest ona doprawdy księżycowa. W chwili zmiany władzy rynek pracy samoczynnie regulował się w stronę tzw. rynku pracownika: pensje rosły, bezrobocie spadało, pracodawcy musieli bardziej iść podwładnym na rękę. Jednocześnie, wciąż zachowywaliśmy główną przewagę konkurencyjną, jaką dysponujemy – niższe ceny. PiS postanowił dorzucić do pieca. 500+, podwyżka płacy minimalnej i zasiłków dla bezrobotnych – to administracyjne wzmocnienie rynkowej tendencji, składające się wraz z innymi działaniami na próbę budowy polskiej wersji państwa opiekuńczego. Nie miejsce tu na polemikę z tym modelem. Rzecz w tym, że nas na to nie stać, a rząd półotwarcie przyznaje, że prawie wszystkie te wydatki będą na koszt przyszłych pokoleń (zadłużenie) lub niepytanych o zgodę innych grup Polaków, w tym rzeczonej klasy średniej (podwyżki podatków).

Dominującym kartelom partyjnym przydałaby się poważniejsza konkurencja, ale przykłady Nowoczesnej i Kukiza pokazują, że sama świeża krew to za mało

Jednocześnie, gabinet Beaty Szydło nie przedstawia żadnego wiarygodnego pomysłu na budowę alternatywnych przewag konkurencyjnych. Za całą retoryką proinnowacyjną idzie co najwyżej tyle realnych działań, ile za mówieniem o repolonizacji. Chyba że ktoś wierzy, że Morawiecki rzeczywiście wyczaruje ponad bilion złotych na inwestycje, a niechętni co do zasady innowacjom polscy przedsiębiorcy nagle zaczną masowo produkować samochody elektryczne i tym podobne cuda, wytwarzane już zresztą często gdzie indziej.

Krótko mówiąc: rząd zdaje się zmierzać do zniwelowania naszej głównej przewagi konkurencyjnej bez pomysłu na inną. Mówiąc o wychodzeniu z „pułapki średniego dochodu” robi wszystko, żeby nas do niej przybliżyć lub dłużej w niej utrzymać.

Tupolewizm

Ponurą puentą pierwszej fazy „dobrej zmiany” jest symbolika grudniowego powrotu polskiej delegacji rządowej z Wielkiej Brytanii. Znów to samo, co w przypadku katastrofy smoleńskiej: najważniejsze osoby w państwie w jednym samolocie, nieprzygotowanie, brak zabezpieczeń, nieprzestrzeganie lub brak procedur. „Dziennik Gazeta Prawna” nazwał to trafnie „tupolewizmem na pokładzie embraera”. O ile po wypadku samochodowym prezydenta Dudy w marcu zeszłego roku zwalanie wszystkiego na poprzedników można było jeszcze z trudem przełknąć, to tym razem nie ma już żadnych usprawiedliwień.

Wielokrotnie mówiłem publicznie, że współodpowiedzialność za tragedię smoleńską ze strony rządu Tuska była jego całkowitą kompromitacją i jednoznacznym powodem do dymisji. Co zatem można powiedzieć o partii przez sześć lat grzmiącej na temat „zdradzonych o świcie”, gdy nie wyciąga ona żadnych istotnych wniosków instytucjonalnych z katastrofy, w której straciła prezydenta i kilkadziesiąt innych znakomitości? Pomimo tego, że zaprzyjaźniony z nią think tank, jakim był Instytut Sobieskiego, z walnym udziałem dzisiejszego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Pawła Solocha, wnioski te już w 2012 r. wyciągnął, wyliczył i spisał w raporcie eksperckim o tej tragedii. Zupełni cynicy, skłonni sprowadzić nawet tragedię narodową i osobistą, a zarazem katastrofę kadrową tej formacji, do rangi piarowskiego artefaktu? Kompletni dyletanci, bez elementarnej potencji politycznej? Totalni ignoranci, redukujący państwo do zbioru posad?

Polityka tego rządu jest kpiną ze wszystkich państwowców, którzy pokładali w nim nadzieje

Tak czy inaczej, PiS zawiódł nawet tych, dla których Smoleńsk jest najboleśniejszą raną najnowszej pamięci narodowej, symbolem dramatycznego stanu państwa i elit. Chwila wielkości wspólnoty, jaką wywołała żałoba po tragedii, dawała nadzieję na odnowę. Kaczyński był jej dysponentem. I zmarnował to, podobnie jak liderzy Solidarności roztrwonili wielki kapitał symboliczny zrywu lat 80.

Duch pyszny poprzedza upadek

Co PiS osiągnął po ponad roku rządów? Zostawiając na boku kosmetykę – nawet za Tuska było jej dużo – i skupiając się na sprawach pierwszoplanowych: mamy program 500+ i budowę nowej nomenklatury. To ma być dorobek partii „bardzo głębokich zmian”, antytezy dryfu i syfu z czasów PO?

Nie, obliczona wyłącznie na efekt sondażowo-wyborczy erystyka tego rządu nie zasługuje na poważne traktowanie. Jego polityka jest kpiną ze wszystkich państwowców, którzy pokładali w nim nadzieje. Jest też policzkiem dla klasy średniej i republikańskiej inteligencji. Rzadko spotykana w tak wczesnej fazie kierowania krajem, bezbrzeżna arogancja, w myśl biblijnego „duch pyszny poprzedza upadek”, wróży obecnej władzy bardzo źle, ale biorąc pod uwagę jakość alternatyw, może to potrwać jeszcze wiele lat i nawet kilka kadencji. Póki co nie ma większego sensu temu rządowi doradzać. Pozostaje próbować na niego oddziaływać krytyką, protestem, naciskiem. Byle nie takimi, jak w wydaniu obecnej opozycji politycznej….

Życie publiczne w Polsce przypomina dziś dom wariatów: jeden woła, że jest Napoleonem, drugi że Czyngis-chanem, trzeci – Sulejmanem Wspaniałym. My mamy wybierać, który z nich mniej zaszkodzi krajowi, realizując swoją wizję. Ja się z tego wypisuję.

Jednocześnie szanuję, a nawet podziwiam wielu ludzi, którzy – uprawiając ketman – próbują coś zrobić na dalszych planach polityki. W PiS-ie i gdzie indziej, przedzierając się wytrwale przez gąszcz dworskich intryg i rytuałów. Powyższe nie jest więc potępieniem wszystkich w czambuł. To tylko (i aż) konstatacja, że Kaczyński zawiódł nadzieje na systemowe zmiany – i nie rokuje poprawy.

Kaczyński jak Tusk

Jestem republikaninem. Stoję „tu gdzie wtedy”, gdy zaczynałem poważniejsze życie publiczne. Chcę przede wszystkim budowy państwa z prawdziwego zdarzenia, rządów prawa, ochrony wolności i własności. Silnej armii i dyplomacji godnej sporego europejskiego kraju w trudnym położeniu geopolitycznym. Obrony interesu najsłabszych, klasy średniej i inteligencji. Rozpędzenia pasożytniczych sitw i zaprowadzenia merytokracji. Oceniam polityków przez pryzmat tych wartości i celów. Kaczyński stał kiedyś niedaleko od nich, ale obecnie przesunął się w bardzo bliskie pobliże PO, PSL i całej reszty.

Czy inna polityka jest możliwa? Dominującym kartelom partyjnym przydałaby się poważniejsza konkurencja, ale przykłady Nowoczesnej i Kukiza pokazują, że sama świeża krew to za mało. Po przebiciu betonu, nowi gracze dołączają do castingu wariatów. Najwyraźniej źródła tak politycznej nędzy ostatnich lat, jak i potencjalnej odnowy polskiego życia publicznego leżą w dużej mierze poza partyjną polityką. We wciąż raczkującym społeczeństwie obywatelskim, w częstości i jakości zaangażowania klasy średniej i inteligencji, w kształceniu elit intelektualnych i przywódczych.

Tym też zamierzam się w najbliższych latach zajmować. Do czego i Was namawiam.


O autorze

Bartłomiej Radziejewski
Bartłomiej Radziejewski
Redaktor naczelny „Nowej Konfederacji”


Skomentuj artykuł
  • WordPress(78)
  • Facebook(0)
  • Google Plus(0)
  1. Fatalizm, kucyzm i zupełnie nieakceptowalne oderwanie od realiów zarządzania kilkudziesięciomilionową organizacją.

    Odnoszenie się do utopijnego ideału jest drogą do nikąd. Ten rząd popełnia błędy, jednak w ciągu roku zrobił rzecz najważniejszą – prawdopodobnie zabezpieczył sobie kolejną kadencję (500+, cela+) oraz stworzył warunki do dalszych reform unieszkodliwiając TK i – prawdopodobnie – uderzając w mafię sędziowską. Przy okazji rozpoczął też reformę SZ. Gospodarka sobie poradzi, choć jęczęć o opresji będzie zawsze.

    • Co Ty bredzisz?
      Nie masz zielonego pojęcia o wymiarze sprawiedliwości (w tym sądach) a tym bardziej o Siłach Zbrojnych. Po komentarzu wnoszę, że co najwyżej jakieś bzdury zasłyszane od populistów.

      P.S. Jedyne co zrobili dla wojska, to nie anulowali wszystkich programów, które były sensownie zaprojektowane w poprzednich latach, niestety część zepsuli, nie mówiąc o systemie dowodzenia i dramatycznym spadku jakości wyższej kadry dowódczej przez ostatni rok.

      • Ten komentarz też wiele nie wnosi niestety.
        Co do Sił Zbrojnych to wiele już napisano, ale patrząc z zewnątrz rządy Macierewicza są dość podobne do rządów Siemoniaka. Na minus należy zaliczyć
        – powierzanie, jak można wyczytać z niezdementowanych doniesień, polityki kadrowej osobie absolutnie niekompetentnej, ale “naszej” czyli rzecznikowi MON (dyrektor biura politycznego???)
        – promowanie na siłę PGZ i dążenie do skoncentrowania przemysłu zbrojeniowego w jej rękach (ktoś złośliwy powiedziałby że w celach stworzenia ciepłych posadek dla swoich), powierzanie ważnych zadań zakładom o złej renomie (BUMAR, Świdnik), a jednocześnie pomijanie dobrze rokujących polskich prywatnych spółek zbrojeniowych (Remontowa Shipbuilding, Lubawa, WB-Electronics – ta ostatnia zresztą wyciągnęła wnioski i podjęła współpracę z PGZ)
        – obsuwy w ważnych przetargach, oraz nie do końca logiczne priorytety, brak perspektyw np. dla nowoczesnej amunicji do Krabów, Leopardów, nowoczesnych i skutecznych środków przeciwpancernych (granatniki!), brak inwestowania w MSBS i w zamian zapychanie wojska berylami, opóźnianie wdrażania do służby i dalszej realizacji kontraktu na Kormorana II i wieeele innych
        – narzut propagandowy i błędne przyznanie absolutnego priorytetu przy tworzeniu wojsk Obrony Terytorialnej wraz z retoryką o odbudowie partyzantki na czas wojny, drenowanie kadr wojsk operacyjnych w tym specjalnych
        – klientelizm Amerykański, głównie również w sferze propagandowej, ale również np. cała intryga ze śmigłowcami może być tak interpretowana
        – niejasna sytuacja w kadrach – brak komunikatów MON dotyczących powodów zwolnień na wyższych stopniach, doniesienia o promowaniu miernych ale “swoich” itd. Z zewnątrz trudno oceniać zmiany personalne, więc np. z drugiej strony nowe osoby mianowane na najwyższe stanowiska dowódcze, oceniając z pozorów (np. ogólnodostępne życiorysy), wyglądają na osoby jak najbardziej kompetentne
        – w kwestiach symbolicznych butne komunikaty, i niezrozumiała decyzja oraz upór w kwestii “apelu smoleńskiego”
        Pozytywnie należy ocenić podnoszenie gotowości bojowej, co było już robione za czasów PO oraz fakt postępu realizacji niektórych ważnych programów modernizacyjnych. Pomijając otoczkę propagandową i nadmierne samochwalstwo na plus należy ocenić organizację i efekty szczytu NATO. Nadzieję może dawać również np. osoba pana podsekretarza stanu Tomasza Szatkowskiego i przygotowywane przez niego strategiczny przegląd obronny. Widać też mówiąc ogólnie większą determinację do działania, pozytywny efekt niweluje jednak często błędny kierunek tych działań. Wydaje się również że ośrodek prezydencki, w tym BBN, podejmując dyskusję z MONem wywiera niekiedy pozytywny wpływ na jego decyzje.

        Podsumowując jest bardzo średnio, na pewno nie dobrze, ale też nie fatalnie.

  2. Nie mam dowodów ale obserwując to co się wyprawia, to mam wrażenie, że obecny rząd i większość parlamentarna są najbardziej spenetrowanym przez obcy wywiad rządem po roku 1990.

    Tym razem jednak przez wywiad amerykański. :-/

    • Zgoda, że najbardziej spenetrowanym, ale amerykański jest tu wywiadem wtórnym. Do pełniejszego obrazu naszej pisej rzeczywistości wyraźnie brakuje tu wymiaru geopolitycznego, w tym finansjerskiego. Samo zestawienie USA – China nie wiele wyjaśnia.

  3. Niestety trudno się z tym artykułem nie zgodzić…

  4. Skomentuję kwestię chińską. To, że rząd nie oddał np. elektrowni w ręce Chińczyków, jest jednym z niewielu, ale jednak, przejawów zdrowego rozsądku. Kraje takie Francja czy Niemcy mówią dziś coraz głośniej, że wszystko, w co “zainwestowali” Chińczycy, zostało wykończone. Jedwabny szlak to jedno, a nie dać się oszukać, ani zalać chińszczyzną, to drugie. Błędem natomiast jest zakładanie, że wszystko ma być narodowe. Wycofywanie się z Polski bezpiecznych inwestorów z Europy Zachodniej np EDF jest stratą, spowodowaną m.in. polityką zmuszania elektrowni do utrzymywania nierentownych kopalni. Dzięki lobby kopalnianemu grupa kolesi żyje sobie w Polsce całkiem nieźle, a polski obywatel płaci coraz wyższe rachunki za prąd. Jak i za wszystko po kolei, ale to już inna historia.

  5. @wojciech merytorycznie odpowiedział już kolega, choć oprócz ad personam nic nie wniosłeś.

    Ja jeno powtórzę – przy wszystkich błędach to jest niezły rząd, na pewno lepszy od moich nadziei w nim pokładanych. Na pewno też za wcześnie jest na ocenę całościową.

    P.S. otoczka propagandowa jest niezbędną częścią realnej polityki. W odróżnieniu od kanapowego załamywania rąk nad odstępstwami od doktryny.

  6. Ja, lewak z PiSowskiej definicji, emigrant z drugiego pokolenia, acz wychowany w Polsce, do Polski, o której Autor mówi chciałbym wrócić. Bez PiS-owskiej buty, bez PO-wskiej ściemy, bez Kukizowskiego pojebowa, bez Nowoczesnego smrodu, bez Malinowego Długopisa obrażającego urząd Prezydenta, z szacunkiem dla mniejszości, z otwartością dla chętnych do pracy imigrantów, z brakiem tolerancji dla imigrantów którzy legalną pracą gardzą, z Żoną która do mowy Polskiej tęskni. Założyć rodzinę i nie bać się, że kolejna banda zapie*doli mi moje oszczędności, wydyma moją firmę i wsadzi moją Żonę za kratki, kiedy usunie ciąże ze zdeformowanym płodem. Kiedy Kościół zajmie się swoją pedofilią, a nie moimi dogmatami, kiedy urzędnik będzie mi pomagał, a nie szukał jak mnie udupić.

    Kiedy koledzy z Policji będą dumni z munduru. Koledzy z Wojska nie będą musieli brać psychotropów, żeby poradzić sobie z idiotyzmami spływającymi z góry. Kiedy znani mi nauczyciele nie będą wywalani ze szkoły za ideologię niezgodną ze średniowieczną ciemnotą.

    Kiedy Państwo Polskie da mi poczucie bezpieczeństwa i zaufanie o bezpieczeństwo moich dzieci.

    Kiedy Polska będzie mentalnie częścią Zjednoczonej Europy, a nie wschodnim bucem dla Zachodu i Kapitalistyczną dziwką dla Wschodu.

    Kiedy inni Polacy będą ufać mi, tak jak ja im ufałem, zanim wydymali mnie tak bardzo, że znalazłem się za granicą. A Mój Kraj obroni mnie, jak już ktoś mnie wydyma, bo nie potrafię sku*wysynem być.

    Pozdrawiam Panie Bartłomieju.

    • Polecam Chiny lub Ludową Republikę kanady, tam można mordować nienarodzone dzieci bez ograniczeń.

      Kto bawi się w eufemizmy typu “usunąć ciążę” zamiast mówić, zabić dziecko sam zagłusza swoje sumienie.
      To “usuwanie” polega na wyrywaniu po kolei kończyn z łona matki, iście nazistowski humanitaryzm.

      Osobiście jestem zdania, że lewacy powinni zabijać swoje dzieci bez ograniczeń, dzięki temu populacja lewacka będzie mniejsza.
      W końcu zabijanie nienarodzonych dzieci wymyślili amerykańscy eugenicy do ograniczenia populacji murzynów.

      • antyPrawiczek | 29.03.2017 at 16:33 |

        Kolego, mylisz zarodek z płodem z noworodkiem. Lekcje biologii pobierane w kościele skutkują wypisywaniem podobnych bzdur.

      • zażenowany | 2.09.2017 at 20:01 |

        “Osobiście jestem zdania, że lewacy powinni zabijać swoje dzieci bez ograniczeń, dzięki temu populacja lewacka będzie mniejsza.”
        A skoro usunięcie ciąży czyni człowieka “lewakiem”, to znaczy, że jesteś za tym bym ludzie sami o tym decydowali. I słusznie.

  7. Beka z autora, który jak widać jest po prostu śmiesznym kucem, już nawet pokolenie gimbusów mogło pamiętać przedsmak rządów PiS w 2005-2007, a taki pan redaktor niezbyt i teraz pisze, że “Kaczyński zawiódł”.

    Zawiódł tylko śmiesznych kucy wierzących w niego, czy całkowitych ignorantów politycznych

  8. Mnie nie zawiódł, bo dokładnie tego się po nim i jego ekipie spodziewałem.

  9. W przeciwieństwie do pana Radziejowskiego nie głosowałam na PiS i dokładnie tego się po tej partii spodziewałam. No może nie aż w takim rozmiarze XXL. Jednak cieszy, gdy jakiś zwolennik PiS się nawróci, oby takich więcej.

  10. Jedyną zasługą pani Ewy jest to że nie głosowała na PiS

  11. Tekst długi, zarzuty ogólne, dotyczące każdej dziedziny, złożone z powtarzanych notorycznie fraz.

    Ze znakomitą większością się nie zgadzam. Pomimo błędów piS, jestem zaskoczony, że PiS udało się w tak krótkim czasie tyle zrobić. Byłem przekonany, że retoryka wyborcza w dużej mierze pozostanie kiełbasą wyborczą, bo PiS (nieporadne w opozycji – ale porównajmy ich z dzisiejszą opozycją) gdy rozsiądzie się już w gabinetach okaże się totalnie bezradne wobec oporu urzędniczej machiny. A dali radę.

    • Tyle zrobić? Janusz publicystyki się odezwał.

      • Janusz | 7.02.2017 at 16:23 |

        Chociażby prowadzenie 500+ – od strony organizacyjnej, jak na nasze warunki to było olbrzymie wyzwanie.

        Publicysta ze mnie marny – jestem praktykiem.

  12. W ostatnich wypborach nie głosowałem na PiS (poprzednio tak). Nie miałem nadmiernych nadziei, ktore mogłyby być zawiedzione, a nawet w ogóle zadnej już nadziei. Ucząc sie historii ostatnich i przedostatnich lat dochodzę do wniosku, że żeby mozna było coś zmienic, trzeba by sie cofnąć do 1938 roku.

    • Dokładnie, dochodzę do tego samego wniosku, w latach 1938-1939 zostały podjęte najbardziej przełomowe decyzje w naszej najnowszej historii, mam nadzieje że kiedyś wyjdziemy z tego bagna, które one wywołały, ale nie jest to łatwe, bo jak widać mamy marny wybór pomiędzy targowicą a amerykofilami, do tego dochodzi masa agentury, starych kiejkutów, małej wiedzy większości społeczeństwa na te tematy co powoduje, ze można nim łatwo manipulować itd. to wszystko daje taki bałagan, że na prawdę można załamać ręcę…

  13. Autor deklaruje, ze jest republikaninem i chce Polski tu i teraz, sprawiedliwej, sprawnej, slowem oczyszczonej z brudu naroslego przez wiele dekad. Zbozne to, ale nierealne. Z PiS mozna zagadzac sie czy nie, ale niewatpliwie podwaza uklad, ktory ten brud utrzymywal i rozbudowywal. Oczekiwanie, ze PiS od razu stworzy ideal swiadczy tylko o naiwnosci autora. Trzeba to wszystko co niegodne wyrzucic na smietnik (wymiesc smieci), a potem budowac co trzeba, czy Polskę na miarę jej potrzeb. Atakowanie teraz PiS, i to tak brutalnie, jest wyslugiwaniem sie drugiej stronie, ktora wciaz dominujac w mediach, zasypuje nas tonami dezinformacji i chamstwa. Mowiac szczerze, Nowa Konfederacja zawiodla mnie bardzo–w koncu to radaktor naczelny sie wypowiedzial. Jestescie niedojrzali

    • Słuszna uwaga. Krytyka z “tej” strony na pewno PiSowi jest potrzebna. Ale takie histeryczne lamenty są niepoważne. Skończy się powrotem poprzedniego reżimu i niemiecką wodą w kranie do końca świata.

      • Jakub Majewski | 7.02.2017 at 06:46 |

        Chwila, moment. Może czas już przestać obwiniać publicystów za porażki rządu? Jeżeli “skończy się powrotem poprzedniego reżimu” to nie dlatego że ktoś ośmielił się krytykować rząd. Przecież aż do wyborów całe media waliły w PiS, a mimo to PiS wygrał.

        Powiedzmy więc jasno i bardzo wyraźnie: jeżeli do władzy miałaby powrócić PO, czy jakaś tam inna .N, to nie będzie winą mediów, a rządu który zawiódł swoich wyborców – tak samo z resztą jak to wcześniej zrobił właśnie ten poprzedni reżim.

        Nawiasem mówiąc, uciszanie krytyki ze strony osób które wcześniej popierały PiS bądź przynajmniej zachowały życzliwą neutralność jest nierozsądne, niezależnie od tego czy stoją za tym szlachetne intencje czy zwykłe partyjniactwo. W czyje głosy powinien się wsłuchiwać Jarosław Kaczyński, jeśli chciałby wygrać ponownie wybory? W tych którzy popierają go bezwarunkowo, czy tych którzy wcześniej na niego głosowali, a teraz pokazują mu żółtą kartkę?

      • Do Jakuba Majewskiego.
        Przecież nie krytykuję krytykowania ale wydawanie wyroków. Bo komentowany felieton jest wyrokiem.
        Nasz problem polega na tym, że nie ma w Polsce innej sensownej formacji. Chciałbym mieć wybór jak we Francji (Macron czy Fillon z Le Pen grożącym palcem). W Polsce kolejne kadencje PO/N są zwyczajnie groźne. Znowu będziemy przybudówką do polityki niemieckiej (wystarczy posłuchać co mówi teraz Sikorski) z wymiarem sprawiedliwości zanurzonym po uszy w patologie i przez nikogo nie kontrolowanym itp itd. Obudzimy się bez własnej energetyki, bez własnej kolei, bez własnej waluty, z dominującą w mediach niemiecką polityką historyczną itp itd.
        Sytuacja bardzo niekomfortowa. Ale nie udawajmy że jest inaczej niż jest.

  14. “Kaczyński dawał nadzieję na odnowę – lub przynajmniej powstrzymanie dalszego upadku – polskiej inteligencji.” LITOŚCI! Przecież sojusz z chamem jest podstawową ofertą i przekazem społecznym tej partii. Nikt tak nie gra na niskich emocjach i pobudkach ja PiS.

  15. Panie Bartłomieju, zapraszam do polityki, trzeba wymienić to towarzystwo bo jak nie Pan to kto ?

  16. Mnie podobnie jak i autora PiS zdecydowanie zawiódł. Niestety ubolewam nad tym, że na nich głosowałem, ale nie spodziewałem się aż takich działań (negatywnych oczywiście).
    Pracuję w jednej ze spółek państwowych. To co się u nas wyrabia przechodzi ludzkie pojęcie. TKM w najczystszej postaci. Spółka jest totalnie rozwalana przez nieudolność nowych władz. Nowe władze zaczęły rządy od zwolnienia wszystkich dyrektorów i odsunięciu od kierowania kierowników wydziałów. Ludzi, którzy awansowali na te stanowiska po latach pracy wykazując się zdobytą wiedzą. Nowa władza tą wiedzą niestety wykazać się nie potrafi. Nie można z nimi w ogóle rozmawiać na tematy zawodowe bo nic na ten temat nie wiedzą. Są butni, aroganccy i do tego sami się zwalczają. Kłótnie pomiędzy nowymi członkami zarządu są na początku dziennym. Ludzie ci nie martwią się o nowe zlecenia i przyszłość firmy tylko o swoje wpływy i posady. Dodam tylko, że liczba wiceprezesów i dyrektorów zwiększyła się dwukrotnie z oczywiście odpowiednimi pensjami. Ludzie z dłuższym stażem pracy niechętnie się tym chwalą bo są postrzegani jako “układ”. Do niektórych zleceń nie można znaleźć podwykonawców, bo ci widząc co się dzieje nie chcą z nami współpracować. Winą za to obarcza się dotychczasowych kierowników, że niby są w “układzie” z tymi podwykonawcami.
    Jednym słowem tragedia. Mógłbym tak pisać i pisać, ale szkoda moich nerwów na to co się dzieje. Dodam tylko, że głównym odpowiedzialnym za to jest człowiek, który na swoim blogu jawi się jako patriota, głęboko wierzący, kochający bliźnich.
    Broń nas Panie Boże od takich patriotów. Im szybciej odsuniemy ich od władzy tym lepiej.

  17. Autor wylewa swoje żale, choć całkiem niesłusznie.
    Kilka przykładów:
    1) Zapomina on o powstaniu i bardzo sprawnym działaniu takiego ministerstwa jak Ministerstwo Cyfryzacji, które już spłaszcza strukturę urzędniczą. Widać to już chociażby po wprowadzeniu 500+ droga elektroniczną , czy profilu zaufanym. Może się zaraz okazać, że urzędnicy którzy zostali zatrudnieni mogą okazać się mało potrzebni i nie tylko Ci tylko redukcja etatów urzędniczych sięgnie głębiej. Zostały obniżone koszty zakupów licencji na oprogramowanie i to znacznie. Może tego nie widać , ale mówienie , że rząd zawodzi jest delikatnie mówiąc kłamliwe. Podobnie jest z ministerstwem energii. Trzeba być ślepym aby tego nie widzieć.
    2) Pominę resztę liberalnych bzdur jak krytykowanie otwierania fabryki Mercedesa. Krytykować może każdy głupi – zazwyczaj każdy głupi to robi. Zapytam więc : Ile zaproponowaliście inicjatyw oddolnych ? Ile zebraliście podpisów po jakimiś projektami gospodarczymi, lub podatkowymi ? Jesteście obywatelami zróbcie coś ! Zamiast kwękać na władzę kształtujcie ją!

  18. Czerwona kartka dla “bekazkucy”
    Bardzo dobry analityczny opis obecnej rzeczywistości. Cieszy że chociaż ktoś jest mądry po szkodzie bo wielu w dalszym ciągu jeszcze nie zmądrzało. Ja też nie głosowałam na PiS przytoczę co wtedy mówiłam: Pan Jarosław Kaczyński nawet jeżeli ma dobre intencje i nawet jeśli coś dobrego wymyśli to sam to zepsuje i nie można na niego głosować (na koalicję)gdy zanosi się, że będzie miał władzę absolutną. Nigdy nie wierzyłam, że jeżeli wygra PiS to będzie rządziła jakaś koalicja.Mimo to nie głosowałam też na PO bo uważałam, że już nie można głosować na “mniejsze zło” no ale ja mam już 66 lat i swoje wiem. Platforma Obywatelska wyrządziła Polsce i nam obywatelom wielką krzywdę bo rządząc w taki sposób doprowadziła do tego, że wybory wygrał PiS. Mam nadzieję, że szczególnie za aferę reprywatyzacyjną, za manipulowanie przy prawie i brak nadzoru państwa w wielu dziedzinach gdy krzywdzono zwykłych obywateli PO otrzyma karę. Już raz obywatele za “państwo kolesiów” wystawili jednej partii ocenę, że przepadła w parlamencie (SLD). Teraz obywatele wystawią taką ocenę PO a może uda się i PiS jak nie teraz to w następnych wyborach. Szkoda, że politycy nie uczą się niczego z historii bo przecież już wszystko było i “tylko koni żal”. Jeszcze jedno, chodzę na demonstracje choć nigdzie nie należę, uważam to jest jedyny sposób poza wyborami gdy mogę wyrazić swoje stanowisko. No może jeszcze jedno, wspieram skromnymi datkami (jestem emerytką)organizacje (NGO)krytykujące szkodliwe poczynania władzy – każdej.

  19. Stefan Ello | 4.02.2017 at 22:38 | Odpowiedz

    @kaizen w finansach
    >> 1) Zapomina on o powstaniu i bardzo sprawnym działaniu takiego ministerstwa jak Ministerstwo Cyfryzacji, które już spłaszcza strukturę urzędniczą.

    Ministerstwo zajmuje się nowocześnie wyglądającymi na papierze, ale nikomu niepotrzebnymi projektami gigantami jak e-dowody osobiste. W wielu krajach, które lepiej od nas przędą, dowodów osobistych nie ma w ogóle.

    • Dystrybucję 500+ zorganizowano – chyba po raz pierwszy od 1989 roku – od strony informatycznej terminowo (a czas był krótki), tanio i we współpracy z biznesem. Po prostu dało się. Pomimo afer z Bullem w Ministerstwie Finansów, Prokomem w ZUSie, portalem dla bezdomnych itd. itp.

  20. Tak obszerny tekst wymagałby równie obszernej odpowiedzi. Nie jest ona tu jednak, z różnych powodów, możliwa. Dlatego krótko:
    Nie sposób nie zgodzić się z przynajmniej niektórymi zarzutami (np. dotyczącymi polityki personalnej lub medialnej). Kilka zarzutów może jednak jedynie budzić zażenowanie. Np. czy naprawdę możemy sobie pozwolić na rezygnację z przyciągania inwestycji toyoty czy fiata? Nie robiłyby tego nawet największe gospodarki! A my przecież nie zbudujemy własnych korporacji w jeden rok! Zaprzepaszczone w poprzednich 25 latach szanse będą się jeszcze długo na nas mściły!
    Również nie kupuję np. stwierdzeń, że złodziejską prywatyzację zlikwidowano już w czasach PO. A kretyńska prywatyzacja monopolistycznej PKP-energetyki na 5 minut przed wyborami? A spółki komunalne (również monopole) sprzedane zagranicznym firmom komunalnym? Przykłady mógłbym mnożyć. Niestety są to straty nieodwracalne. Nikt już dobrowolnie nie odda nam kur znoszącym złote jaja. Np. Gdańszczanie co roku płacą niemieckiemu Lipskowi 50mln. złotych za ogrzewanie. A Francuzom 10mln. zł za wodę w kranie. Za naszą własną wodę. Tak więc radość z tuskowej ciepłej wody w kranie mają głównie Niemcy i Francuzi. My będziemy za to płacić do końca świata. I o jeden dzień dłużej.
    Nie zgadzam się również, że klientelizm niemiecki jest tak samo zły jak amerykański. Dla nas na pewno nie. Amerykanie nie mają wobec nas roszczeń teryteorialnych, nie przykrywają też nas swoją polityką historyczną. Temat na osobną rozprawę.
    Skracając. Niech mi Autor pokaże lepszą partię od PiS to na nią zagłosuję. Bo wylewanie dziecka z kąpielą mnie nie interesuje.
    Ja bym chciał tylko przestrzec przed jednym: przed wy

  21. “Mój największy błąd ostatnich lat polegał na tym, że uwierzyłem Jarosławowi Kaczyńskiemu”

    Ach, nie litujcie się nad Klarą,
    Którą francuski uwiódł baron,
    Bo choć jej spadły z oczu łuski,
    Lecz jakże zyskał jej francuski.

  22. Po roku rządzenia wystawiamy laurkę jak za całą kadencję. Z wieloma zarzutami można się zgodzić; jak propaganda medialna może i na niskim poziomie ale prosty lud potrzebuje prostych przekazów.
    Co do proamerykańskiej postawy, nikt nie może nam zagwarantować, że postawa prochińska byłaby lepsza, jak na razie to tylko Stany gwarantują nam niepodległość. Z drugiej strony ciekawym jest jak większość liberałów “kuców” staje jednostronnie po chińskiej stronie, tam państwowy kapitalizm i interwencjonizm państwowy nie przeszkadza.
    Polityka personalna, po pierwsze stan jaki chciałby osiągnąć pan Bartłomiej istnieje chyba tylko w modelach idealistycznych. Niby co, mieli zrobić – zostawić nominatów platformowo-peselowych – ten błąd już był zrobiony w 2007 r. i wtedy wiele decyzji było torpedowanych przez własnych urzędników. Poza tym skąd niby wziąć tych mitycznych bezpartyjnych fachowców. Inna sprawa, że plan Kaczyńskiego to całkowita przebudowa elit, stworzenie własnej klasy średniej i tak to działa, może i gwałtownie i brutalnie ale to jedyna droga. Teraz rozpoczyna walkę o odnowę III władzy, tu chyba nikt nie ma złudzeń, że jest potrzebna gruntowna zmiana. Po prostu chodzi o to, że nawet jak PIS straci władzę to już nie da się wszystkiego odwrócić i nie będzie powrotu do tego “żeby był tak jak było”

  23. Tekst ciekawy, ale jego autor biadoli nad tym, co jest niczym innym jak prostą konsekwencją wynaturzonego prawicowego myślenia, które sam prezentuje. Innymi słowy – jeśli postrzegasz III RP jako gniazdo wszechogarniających patologii i kraj płaszczący się wobec silnych tego świata, nie jesteś niejako strukturalnie w stanie wymyślić innej formuły “nowego państwa” niż uczynił to kaczyński i jego świta. Podstawowe błędy poczynione w ocenie rzeczywistości i dorobku ostatnich 27 lat niepodległości muszą przełożyć się na zatrważające błędy czynione obecnie seryjnie w polityce, ekonomii, sprawach społecznych i międzynarodowych. Po prostu nie ma innej drogi. Ktoś, kto uważa, że ostatnie ćwierć wieku zmarnowaliśmy i doprowadziliśmy Polskę do ruiny czy upadku, jest jak osoba, która przechodzi na czerwonym świetle i poucza wszystkich o zasadach drogowych. Pis kaczyńskiego, ziobry, dudy i macierewicza jest jak statek pijany i szalony – obłęd w ocenie własnych partyjnych możliwości oraz w ocenie poprzedników może zrodzić tylko katastrofę.

    • Prawda, prawdai jeszcze raz prawda. Porownanie z czerwonym swiatlem – w punkt! Czytajac ten artykul, z jednej strony cieszylem sie z przebudzenia autora, z drugiej az nie wierzylem, ze sa jeszcze tacy idealisci, marzyciele, Don Kichoci. Moja intuicja co do pana Kaczynskiego zawsze krzyczala NIE. Dlaczego nazywa sie go inteligentem? Jesli nim jest przyjmuje z pokora i radoscia, ze jestem inteligentny inaczej. Ale to bez znaczenia, Polski żal, ogromny smutek, szczegolnie ze dziecko uczy sie w szkole, w ktorej etos ja wierzylem i ktorej rektorzy znikaja jak by ich nigdy nie było, a szefem zawiadujacym cala formacja zostaje czlowiek chylkiem skladajacy kwiaty w dzien upamietniajacy pierwszy strajk w bloku sowieckim w szkole mundurowj. Boli, bardzo boli hipokryzja dobrej zmiany

  24. ” Co gorsza, sama ustawia się w roli bata, otwarcie określając niezagrażającą nam dziś w żaden sposób, a zarazem mającą możliwość zrównać w przyszłości nasz kraj z ziemią, Rosję jako wroga (Szydło, Macierewicz).”
    Gniot sfrustrowanego inteligenta. A zdanie powyżej bezcenne.

  25. Szacunek należy się autorowi kiedy przyznaje się do błędu. Z perspektywy drobnego przedsiębiorcy zmiany są na gorsze, ZUS to już prawie 1200zł, spróbujcie zarobić taką kasę w Polsce B na prowincji. Rozbijanie luksusowych BMW bo jaśnie państwu się śpieszyło, to jak plunięcie w twarz tysiącom takich jak ja, prowadzących jednoosobową działalność. Chwilę pomachali przed oczami jednolitym podatkiem a potem śruba, straszenie kontrolami, co chwila inne pomysły, czy oni w ogóle mają jakiś sensowny plan. Myślałem o jakichś inwestycjach ale chromolę, teraz brać kredyt?

  26. Mienszewik z Lucerny | 5.02.2017 at 15:57 | Odpowiedz

    Partia typu wodzowsko-bolszewickiego działa i zarządza zgodnie z regułami permanentnej rewolucji i zmiany, niestabilności i wzmożenia rewolucyjnego. Nieodłącznym elementem takiego rządzenia jest przyciągnięcie wszelkiej maści zachłannych miernot, które dzięki zbiegowi okoliczności wywindowane na stanowiska nieodpowiadające ich niskim kwalifikacjom mają poczucie siły/ważności/bezgranicznej pewności, że wszystko wiedzą a na pewno wiedzą lepiej. To mechanizm znany obecnie (patrz Korea Północna) i kiedyś (patrz dyrektor z zawodu w Poszukiwany/poszukiwana). Wiara w “sanatora” jest tak dziecinnie naiwna, że trudno uwierzyć, że Autor poważnie zajmuje się polityką i mechanizmami władzy, które są uniwersalne. Wśród blisko 200 państw na świecie nie istnieje system zbliżony do idealnego, w którym sprawują rządy propaństwowe władze chętne by po 2 kadencjach przekazać stery kolejnemu pokoleniu gotowemu do kontynuowania dzieła państwowego. Wszystkie próby dryfują ku oświeconej dyktaturze Portugalii Salazara, które to państwo do tej pory nie potrafi się pozbyć naleciałości kolonialnych i problemów scementowanego systemu politycznego. Przekonanie, że PiS w prometejskim zapale naprawi państwo i odda władzę w wyniku przegranych wyborów – bo naprawa wymaga ceny, którą jest przegrana wobec niezadowolenia społecznego – jest złudne. Absmak – kiedyś słowo użyte przez Patriotę Roku – tak można określić obecne sterowanie (?) państwem. Recepty jak zmienić – brak, bo natura ludzka jest i pozostanie ułomna, a człowiek inteligentny z zasady nie szuka zaszczytów i władzy. Czasami jednak trzeba, ale wymaga to mozolnego budowania autorytetu. Takich jednakowoż obecnie brak – nawet wśród tych 5%. Jedna teza z tekstu jest słuszna i niepodważalna – należy oprzeć państwo na administracji średniego szczebla, doświadczonej, ale na tyle prostolinijnej, że nie dążącej do władzy. Systemowo – przekształcenie państwa na wzór agencyjny (zaawansowana technokracja) z kadencyjnością 6 letnią; rozproszenie instytucji w całym kraju (co zrobiło częściowo PO), a chciało za karę zrobić PiS z Trybunałem; technologicznie – utrzymanie dostaw energii z Rosji, które napędzają przemysł chemiczny i przestawienie na energię odnawialną wraz z budową elektrowni wodno-szczytowych itd. A przede wszystkim propagowanie wolności w rozumieniu Emersona i Thoreau, a nie bezrozumny zachwyt nad Schmittem, sprawczością i siłą woli. I wreszcie zaprzestanie jakobińsko-bolszewickiego postrzegania i kształtowania świata przez samozwańczych demiurgów oddanych podobno państwu, a faktycznie wygodnie urządzonych i latami korzystających z tego rzekomo obłudnego i niesprawiedliwego systemu.

  27. A to Kaczyński jest premierem? Myślałem, że Szydło. Rozbraja mnie ta szczerość z jaką nawet ludzie mający coś bardziej sensownego do powiedzenia przyznają, że obecny rząd to tak naprawdę jakiś facet pociągający za sznurki z tylnego siedzenia, bo sam na jego czele nie stanie, co jest najzwyklejszym przejawem jego tchórzostwa. “Prawicowi intelektualiści” przeciwko temu nie protestowali? To w XXI wieku według nich normalna sytuacja?

    • Te lamenty skończą się powrotem poprzedniego reżimu, który germanizację polskiej polityki doprowadzi do końca. Germanizacja gospodarki już się właściwie dokonała. Jesteśmy dla niemiec hinterlandem. Następne pokolenia, o ile w ogóle będzie im na czymkolwiek zależało, tylko drogą jakiegoś powstania będą mogły się z tego uścisku wyzwolić.
      Kilka dni temu Sikorski w Londynie wprost mówił, że jedyna droga dla Polski to ścisła współpraca z Niemcami, że powinniśmy dla niej poświęcić nawet niektóre interesy, np. przyjąć Euro tylko dlatego aby “być w jądrze”.
      Gra idzie o o wiele większą stawkę niż się niektórym pięknoduchom wydaje. Cała masa pożytecznych idiotów obudzi się za 20 lat z ręką w nocniku – nawet jeśli wtedy zmądrzeją to już na nic nam się to nie przyda. Podobnie jak na nic przydają nam się analizy błędów z lat dziewięćdziesiątych. Jesteśmy gdzie jesteśmy.

  28. Przez jakieś niedopatrzenie mój poprzedni wpis nie znalazł się w głównym wątku. Pozwalam go sobie powtórzyć.
    Te lamenty skończą się powrotem poprzedniego reżimu, który germanizację polskiej polityki doprowadzi do końca. Germanizacja gospodarki już się właściwie dokonała. Jesteśmy dla niemiec hinterlandem. Następne pokolenia, o ile w ogóle będzie im na czymkolwiek zależało, tylko drogą jakiegoś powstania będą mogły się z tego uścisku wyzwolić.
    Kilka dni temu Sikorski w Londynie wprost mówił, że jedyna droga dla Polski to ścisła współpraca z Niemcami, że powinniśmy dla niej poświęcić nawet niektóre interesy, np. przyjąć Euro tylko dlatego aby “być w jądrze”.
    Gra idzie o o wiele większą stawkę niż się niektórym pięknoduchom wydaje. Cała masa pożytecznych idiotów obudzi się za 20 lat z ręką w nocniku – nawet jeśli wtedy zmądrzeją to już na nic nam się to nie przyda. Podobnie jak na nic przydają nam się analizy błędów z lat dziewięćdziesiątych. Jesteśmy gdzie jesteśmy.

  29. Szanowny Autorze,

    chyląc czoła przed rozległą wiedzą i propaństwowym nastawieniem, trzeba być skończonym idiotą by uwierzyć Kaczyńskiemu. Lata 2005-2007 nie były tak dawno, czy Szanowny Autor wówczas przebywał w hibernacji? Proszę wybaczyć argument ad personam, ale to się w głowie nie mieści. Albo taka prof. Staniszkis, Ryszard Bugaj czy inni “zawiedzeni”. Jeśli to jest polska inteligencja to ja wysiadam, to jest po prostu żenada.

  30. Szanowny Panie Redaktorze,

    nie mamy podobnych poglądów. Ba, nie mamy nawet jakoś szczególnie zbliżonych. Ja osobiście jestem indywiduum raczej lewicującym, etnicznie pół-Polakiem pół-Niemcem, a ideologicznie bezpaństwowcem – według mnie idea państwa narodowego to(podobnie jak wcześniej państwa czysto politycznego) model dobry w swoim czasie, a obecnie przestarzały i wręcz szkodliwy. Sam Pan przyzna, że więcej ma Pan wspólnego ze swoim kolegą po fachu z Indii czy z Iranu niż z kibolem z Grochowa, który przypadkiem jest Pana sąsiadem, i mówi w tym samym co Pan języku. Inna sprawa, że ktoś te szosy i tory musi budować, a z kolegami z Indii i Iranu trudno się na to zrzucić, więc te państwa to zło konieczne.

    (Tak tylko colorandi causa: mimo politycznej niekompatybilności w wyborach prezydenckich głosowałem na Dudę. Bo uznałem, że PO zbyt pewnie czuje się w siodle, za bardzo nadużywa władzy, i potrzebuje mocnego strzału ostrzegawczego przed dziób, przypominającego o tym, że machanie PiS-em jak straszakiem nie zapewnia tym łomom dożywotnich stołków. I patrz, ten “ostrzegawczy” strzał aż za dobrze wyszedł….)

    Natomiast chylę czapki przed zdolnością od otwartego dyskursu, brakiem zaślepionego przekonania o słuszności własnych poglądów, i posiadaniem otwartych oczu i umysłu. Wszystko cechy, których brakuje większości rozmówców po każdej stronie rosnących nam obecnie barykad. Miejmy nadzieję, że za jakiś czas w tym płonącym burdelu dojdą do głosu takie trzeźwo myślące osoby (w polityce to oprócz np Zandberga trudno mi kogoś podobnego wymienić, może ktoś ze współ-komentujących ma swoje propozycje) i się wreszcie kurde jakoś dogadają.

    Pozdrawiam i życzę powodzenia

  31. Oj w wielu tezach się nie zgodzę.
    Ja mam wrażenie, że redaktor Radziszewski to tezy artykułu zaczerpnął od populistów i utopistów. Nie żyjemy wszak w próżni i wymagania stawiane nie zależą tylko od Nas jako Polski.

    Ale najbardziej uderza mnie jedno. Krytykowanie faktu, że rzeczy, które do zmiany potrzebują procesu czasem długiego nie zostały załatwione od ręki. Od inteligenta za którego się Pan uważa jednak oczekiwałbym zauważania i rozgraniczania takich różnic.

    Czy wyobraża sobie ktoś zmiany resortowości Polski czyli wymianę dosłownie tysięcy urzędników lub zdyscyplinowanie ich odcinając masę od resortowych grantów w sposób ostrego cięcia? Jaki chaos nastałby choćby z tego powodu w tym kraju pomijając brak takich zamienników.

  32. Janusz Polityki | 6.02.2017 at 21:55 | Odpowiedz

    Ciekawy jestem co kuc Radziszewski napisze, jak Kaczyński zmieni konstytucję, myślę, że rozpocznie tak “Do szczególnie trudnych chwil w życiu intelektualisty należą te, które są związane z przyznaniem się do błędu. Jeśli nawet nie daje mu to źródła utrzymania, to przynajmniej żyje tym, że potrafi właściwie opisać i wyjaśnić rzeczywistość. Stąd błąd intelektualny jest dla niego tym, czym jest nieudana operacja dla chirurga lub wadliwa naprawa dla mechanika.”

  33. Szanowny autor, chłopiec w krótkich gaciach toczący grochy żalu po policzkach nie widzi przez łzy, że jego idol ( na którym biedaczyna się zawiódł) to zwykły faszysta, za mordę i za kasę ciągnący naród w przepaść. A przy okazji kaczyzm stosuje cały arsenał środków, którymi przesiąkł drabinkowy wodzunio w PRLu i które z zapałem kopiuje; od “domiaru” którym załatwiała skarbówka prywaciarzy, przez totalną inwigilację obywateli po ręczne sterowanie scenatralizowanym na Nowogorodzkiej państewkiem. Taki z autora “republikanin” jak z koziej d. trąba – mawiali nasi dziadkowie. Niestety wy, podobni autorowi “republikanie” ockniecie się dopiero gdy wam kaczystowski ubek odetnie internet i odbierze paszporty w imię państwa z Nowogrodzkiej.

    • Zamiast pluć jadem, może byś tak docenił/a fakt, że się facet pochylił nad paroma faktami, i publicznie przyznał do zmiany opinii w pewnych sprawach. Ryzykując przy tym całkiem dużo. I zastanów się, czy Tobie by wystarczyło kręgosłupa, żeby zrobić to samo w analogicznej sytuacji. Gdyby np. Kaczyński okazał się hitem, i trzeba by było odszczekać wcześniejsze krytykowanie go.

      Poluzuj szelki i odczep się od gościa.

    • Wyłączasz kiedyś TVN?

  34. Dobry artykuł. Przyjdzie czas że Tusk będzie się wam marzył po nocach… jeszcze trochę a otrzeźwienie będzie bardzo bolesne…

  35. Szymon Sarré | 7.02.2017 at 15:04 | Odpowiedz

    Autor artykułu już na samym początku wyraźnie pokazał kim jest i jak należy traktować jego wraz ze smutną twórczością. Jeśli ktoś dokonuje autoidentyfikacji jako intelektualisty, pozostaje wyłącznie z politowaniem pokiwać głową i życzyć więcej dystansu i pokory wobec rzeczywistości.

    A jej brak wyziera z każdego następnego zdania. Doczytałem do połowy uważnie (resztę metodą szybkiego czytania), bo liczba kolizji z oczywistymi faktami oraz przedstawianie własnych interpretacji i wniosków jako prawd objawionych, przekroczyła granice akceptacji czytelnika wiedzącego o świecie nieco więcej niż konsument programów informacyjnych w głównych telewizjach.

    Autor w wielu miejscach (jak np. w sprawie relacji polsko-chińskich) tak strasznie razi, zastępując własną niewiedzę zwykłymi dywagacjami, że szkoda czasu na egzegezę jego lamentu.

  36. Każdego, kto żyje dłużej niż 40 lat, dyskwalifikuje jako analityka politycznego wiara w J. Kaczyńskiego, przed wyborami 2015r. Obserwuję działania tego polityka od 1989 r i już po paru latach nie miałem złudzeń co do jego kompetencji i intencji politycznych. Naiwny jest każdy, kto wierzy, że kadry Kaczyńskiego zmodernizują ( cokolwiek przez to słowo rozumiemy ) Polskę. Najzwyczajniej jeden układ zastąpią drugim. Niestety jakościowo gorszym.

    • Naprawdę ciekawy jestem na kogo w takim razie głosowałeś w ostatnich 30 latach. Naprawdę trzeba było być ślepcem żeby już na początku lat dziewięćdziesiątych nie widzieć do czego nas zaprowadzi polityka a’la Michnik. Akceptacja komunistycznej nomenklatury, pierwotna złodziejska (mafijna) akumulacja kapitału, zaniechanie lustracji i dekomunizacji (absolutny ewenement w Europie Środkowej) – to nam miało zapewnić sukces? Dzisiaj jesteśmy żebrakami (błagającymi o pieniądze z UE) bez własnego przemysłu, bez “mózgu panstwa”, zdani na łaskę innych.

  37. Ho, ho, ho! To się dopiero nazywa „wsadzić kij w mrowisko”! Nawet nie przypuszczałem, że ta strona ma tylu czytelników! Pod ciekawszymi artykułami nie ma żadnych komentarzy, lub można je policzyć na palcach jednej ręki!
    Jeśli ktoś, kto określa się jako „intelektualista”, głosował na PiS, to co dopiero mówić o reszcie społeczeństwa, dla której to określenie oznacza jedynie lewaka, któremu trzeba przypier… ? Niestety, musimy to sobie szczerze powiedzieć, że nie istnieje w naszym kraju żadna partia, na którą intelektualista (już bez cudzysłowu) mógłby głosować. Po części jest to także wina intelektualistów. I oni, i reszta społeczeństwa nie zdaje sobie sprawy ze skali zniszczeń, jakich w naszych umysłach i w naszej moralności dokonała najpierw wojna, potem lata „komunizmu”, a po roku 89, kościół do spółki z neoliberalizmem (założę się, że 99,99% z nas nie ma pojęcia, co to jest ten neoliberalizm). Stan naszego państwa, polityki, gospodarki, prawa, szkolnictwa, stan relacji społecznych, praktycznie wszystko, co się w kraju dzieje, wynika właśnie z tego faktu! Przyznaję, nie dostrzega się tego, gdy mieszka się tutaj. Z komentarzy wynika, że widzą to jedynie emigranci lub ci, którzy na dłuższy czas wyjeżdżają za granicę i dopiero po powrocie są w stanie dostrzec wszechobecną skalę pospolitych oszustw, korupcji, cwaniactwa, niekompetencji, bezduszności, zawiści i zwykłej głupoty. Jak długo nie uświadomimy sobie, że nikt nam nie narzucił rządzących nami polityków, że są oni lustrzanym odbiciem nas samych, nas, jako społeczeństwa, nic się w naszym kraju nie zmieni na lepsze!!
    Nie będę tu analizował przyczyn tej sytuacji, ani dawał recept na jej uzdrowienie. Nie da się tego zrobić przy pomocy kilku linijek komentarza. To temat na całą bibliotekę!
    Bodajże jeszcze w latach 70. była słynna wystawa obrazów: „Polaków portret własny”. Ktoś wtedy wpadł na genialny pomysł i przy wyjściu powiesił lustro! Dobrze by było, gdyby znalazł się ktoś, kto dziś podsunąłby nam takie lustro przed nos!

    • Dużo w tym racji. Z tym, że wina leży w 100% po stronie t.zw. intelektualistów. To pokolenie jest zwyczajnie żałosne i bez żadnej wizji. Jedyne co ich może połączyć to odrzucanie polskości, antypis i małpie naśladowanie t.zw. “zachodu” co w polityce przekłada się na te wszystkie kod-marsze i nadskakiwanie Merkel (a niedługo być może Schulzowi). O przyczynach takiego stanu rzeczy rzeczywiście można by napisać kilka książek.
      Społeczeństwom zdarza się popadać w taki stan. My byliśmy np. kompletnie rozłożeni po 1863 roku. Ale wtedy przyszło pokolenie siłaczek, Judymów, Cegielskich i Drzymałów i dokonało cudu. Prawdziwego cudu.

      • Kolego, czytam tutaj już kolejny z wielu Twoich komentarzy i wszystkie one są żałosne. Powtarzasz tylko oklepane prawackie “argumenty” – polskość, antypis, zachód, merkel i kod. Zamiast powtarzać ten bełkot, poczytaj przynajmniej w wikipedii o historii Polski, o ustroju Polski od 966 do 1989 roku. Sięgnij po opracowania naukowe. Powtarzasz tylko bełkot samozwańczych “intelektualistów” pokroju Cenckiewicza, Gmyza czy Ziemkiewicza.

      • Do Tomka: Ci “prawdziwi” intelektualiści odpowiadają za dzisiejsze słabości Polski. Za najmniejszą w Europie liczbę lekarzy, za najgorzej działające sądy, za wypompowywanie zysków z pracy Polaków zagranicę, za utratę suwerenności. To są najgorsze “elity” jakie nam się przydarzyły od wielu pokoleń.
        Tobie się wydaje, że jak na coś nie patrzysz to tego nie ma ..

  38. Autor zapomina, ze wszystkiego od razu nie da sie przemeblowac, sa uwarunkowania zewnetrzne i wewnetrzne.

  39. Michał Wojciechowski | 12.02.2017 at 10:37 | Odpowiedz

    A ja jestem w szoku…na prawdę wiedząc kim jest Kaczyński, obserwując go tyle lat wierzyliście że on reprezentuje prawicę, a nie ludzi o pewnej mentalności?

    Narzekanie na Kaczyńskiego…ale moim zdaniem to “przyznanie się do winy” o czymś niestety świadczy. Nie o tym, że mamy mierną klasę polityczną…tylko i tym że chyba także tą klasę intelektualistów. Matma jest nieubłagana. Przez 10 lat przeciwnicy PiS trąbią i naturze PiSu. PiS dochodzi do władzy i okazuje się że wszystko się potwierdza…..a są ludzie którzy piszą “lurcze, jestem zaskoczony i rozczarowany”….to ile jest wart ten intelekt? Który przez 10 lat nie widział że czarne jest czarne a białe jest białe?

    • No nie wytrzymam. Co się w/g Pana potwierdza? Póki co to potwierdzają się wszystkie czarne prognozy Kaczyńskich z początku lat dziewięćdziesiątych. Straciliśmy własny przemysł (jedziemy na montowniach), jesteśmy ekonomicznym hinterlandem, mamy głęboki kryzys w wymiarze sprawiedliwości (patologia goni patologię), w liczbie lekarzy na 1000 mieszkańców zatrzymaliśmy się w roku 1989 (w przeiwieństwie do innych państw – niech Pan sprawdzi statystyki), uzależniliśmy się od pieniędzy z UE (gdy one się skończą będzie bieda), mamy śmieszną armię (w którą MUSIMY teraz pompować miliardy). Jesteśmy narodem rozdartym, skłóconym, bez realnych szans na osiągnięcie jakiejś jedności. Nasi intelektualiści to w 90% lemingi łykające “idee” z Zachodu, które może mają jakiś sens w państwach o przeszłości nazistowskiej, kolonialnej itp. ale które nie mają żadnego sensu w Polsce. Właściwie trudno znaleźć dziedzinę, która nie wymagałaby głębokiej przebudowy. Co jest wart intelekt, który żył dotąd na zielonej wyspie i straszył Kaczyńskim?

      • Michał | 20.02.2017 at 00:22 |

        No tak. Jak ja powiem że dzisiaj pada deszcz bo wczoraj zjadłem obiad to rozumiem że mam rację jeśli ten deszcz pada? Kaczyński “prognozował” na temat gospodarki. No przecież to jest śmieszne.
        Ja za Michalkiewiczem napiszę, że jak PO coś robi to jest to zdrada ojczyzny, a jak coś robi PiS to jest to płomienna obrona ojczyzny. Rozumiem że Kaczyński nie byli za wejściem do UE. Nie podpisali traktatu lizbońskiego “bo na mnie krzyczeli” i “naciskali”. Nie brali udziału w okrągłym stole itd…
        Jeśli ktoś głosował na Kaczyńskiego to ok. Jeśli liczył że Kaczyński zrobi sprawiedliwość ludową to ok..że coś rozwali to ok…ale jak ktoś wierzył że to jest człowiek który cokolwiek zreformuje bo przez 10 lat gadał “wszystko to jeden wielki h…j” to chyba coś z nami jest nie tak.

        Czym był PiS sprzed kampanii? Przecież ich obietnice to przepis na katastrofę finansów. Ale rozumiem że Kaczyński był ok bo tak jak Mietek z pijalni i 20 mln rodaków mówił “rozkradli nam przemysł”….Ja nie wiem jak Darek możesz pisać takie farmazony. Ty przeczytaj jakich ty argumentów użyłeś. Kaczyński prognozował…To jak prognozował to po co nas zadłuża szybciej niż ktokolwiek wcześniej? To są właśnie PiSowcy. Jak Polska padnie, rozkradną, przegramy wojny itd….To i tak będzie wina wszystkich tylko nie Kaczyńskiego. Tak samo jak za czasów wojennych. Oszukali nas, okłamali, zdradzili…a my wszystko zrobiliśmy optymalnie, bohatersko, tak jak trzeba…..no tylko skończyło się katastrofą.

        Pozdrawiam wszystkich którzy myślą że PiS jest prawicą. Ja głosowałem na nowoczesną, żeby nie było że jakiś ze mnie Korwinista…ale sry…nie jest upośledzony żeby Kaczyńskiego traktować inaczej niż jak konserwatywnego populistę. Leppera z miasta

      • Do Michała:
        Kaczyńscy nie tworzyli prognoz ekonomicznych ale celnie przewidzieli długoterminowe polityczne konsekwencje obłędnych rządów pookrogłostołowych. Dzisiaj wydaje się to oczywiste – utrata suwerenności gospodarczej pociągnęła za sobą utratę suwerenności politycznej i poddanie się wpływom – jak to się dzisiaj mówi – cudzej polityki historycznej. Widać to z perspektywy centralnej (po jakimś spotkaniu na wysokim szczeblu premierów PL i RFN parę lat temu Sikorski ogłosił pełną zgodność poglądów we wszystkich omawianych kwestiach – no comments) jak i na szczeblu lokalnych (regermanizację Gdańska i Wrocławia widać już gołym okiem).
        Czy można było inaczej? Wystarczy zapoznać się z historią – jak to zrobili Prusacy w XIX wieku, Niemcy czy Koreańczycy w XX. BTW Na przełomie lat 80/90 PL i Korea były na zbliżonym poziomie rozwoju. Oni czytali i stosowali Friedricha Lista a my Chicago boys..
        Trudno dyskutować z tak emocjonalnym postem jak Twój. Trzeba patrzeć na sprawy tak jak one wyglądają a nie jak byśmy sobie tego życzyli. PiSowi potrzebna jest krytyka. Ale byty jak PO czy N niczego dobrego Polsce nie są w stanie przynieść. Nie wiem jakie są motywacje ich przywódców, ale działają wbrew polskim interesom.

  40. Obejrzałam Pana w Polsat News 2.
    Naprawdę? Uważa Pan, że w czasach PO-PSL było w TVP mniej propagandy? Po 1. propaganda była bardzo nachalna – dziennikarze przerywali politykom opozycji, odnosili się do nich wręcz z obrzydzeniem,’ucząc’ swoich widzów podobnego nastawienia do tych osób. Po 2. zrozumiałe jest, że Rząd chce mieć jakiś kanał komunikacji swoich poczynań. Czy mógłby liczyć na rzetelny przekaz swoich działań ze strony mediów prywatnych? W czasach rządów PO-PSL i media publiczne i media prywatne (głównie kapitał niemiecki) chołubiły Rząd, skrzętnie skrywając największe afery, a jednocześnie ganiły za każdą bzdurę opozycję. Mam wrażenie, że pomimo oczywiście prorządowego zabarwienia TVP jednak wyzbyła się pogardy wobec krytyków Rządu.

    Doceniam, że umiał Pan przyznać, że jednak otrzymaliście dotację od Rządu PiS. To chyba też świadczy o dostrzeżeniu przez rządzących takich pism jak Wasze i zapotrzebowaniu na treści, jakie głosicie. Dotacja dla Was chyba też pokazuje jakiego poziomu debaty publicznej obecnie rządzący by sobie życzyli. Nie wyobrażam sobie takiego gestu w Waszym kierunku ze strony PO-PSL – w tamtych czasach wspierałam Was darowiznami. Będę kontynuować, bo idea jest słuszna. Jednak byłabym wdzięczna za trochę więcej refleksji i zastanowienie się czy tak stanowcze potępianie obecnego Rządu i stawianie go na równi z poprzednim jest uprawnione. Ja jednak widzę jakościową różnicę. Co ważne – nawet jak PiS popełnia błędy, to potrafi się zreflektować (często pod presją społeczną, co się chwali) i skorygować złe decyzje.

    Doceniam jednakże słowa krytyki – mam nadzieję, pisanej nieco na wyrost tak, żeby wstrząsnąć rządzącymi i przywołać ich do porządku zanim będzie za późno.

    Pozdrawiam,
    Seryjna wyborczyni PiSu

  41. No skoro rozpowiada Pan teraz o swoim nawróceniu z PiSizmu to ma Pan zagwarantowany prime time w wielu stacjach. Ma Pan szansę zamienić się w usłużna pacynkę. Musi się Pan teraz wykazać prawdziwym charakterem żeby uniknąć takiego losu.
    Utrzymywanie, że w TVP PO-PSL było mniej propagandy jest śmieszne. W tamtych czasach wszystkie główne media telewizyjne (nie liczę niszowych i niedofinansowanych republiki i trwam) były jadowicie antypisowskie. Z TVP włącznie. Po zagarnięciu (wiadomo przez kogo) jedynych gazet o linii propisowskiej (rzepa i URze) nawet gazet opozycyjnych w pewnym momencie nie było! A reklamodawcy bali się zamieszczać w nich reklamy.
    A o aresztowanych dziennikarzach Pan zapomniał?
    Na jakim świecie Pan żyje???

  42. Dawno nie przeczytałem wszystkich komentarzy pod jakimś artykułem. Trudno jest oprzeć się przekonaniu, że spora część jest tu po raz pierwszy. Szkoda tylko, że akurat przy artykule o takim temacie.

  43. Pretensjonalne nazywanie siebie samego “intelektualistą” jeszcze bardziej razi, gdy “intelektualista” nie przewidział, że Kaczyński i jego świta chcą państwa socjalistycznego z wszystkimi jego cechami.

  44. Panie Bartłomieju,

    żałuję, że dalsze finansowanie dla Waszego pisma nie zostało przyznane. Mam nadzieję, że ta decyzja zostanie zmieniona.

    Odnośnie J. Kaczyńskiego – miał Pan kiedyś możliwość odbycia prywatnej rozmowy twarzą w twarz z prezesem PiSu?

  45. Oceniam artykuł jako pełen urojeń autora, półprawd, przekłamań i oderwania od rzeczywistości. Autor takimi tekstami niestety kompromituje czasopismo Nowa Konfederacja którego jest przecież redaktorem naczelnym. Cenię za to inne osoby tutaj piszące, choćby pani Rybińska, czy pan Kuź.

  46. Zapytam krótko: A gdzie są Pana koledzy Szatkowski, Soloch? Czyżby się sprzeniewierzyli republikańskim wartościom, a Pan nie poszedł w kamasze pisowskie. Gratuluję i cieszę się, że deklaruje Pan pracę organiczną.

  47. AgnieszkaAP | 18.02.2017 at 21:51 | Odpowiedz

    Zgadzam się z Mariuxem : ten artykuł tylko kompromituje czasopismo ! Dawno nie widziałam takiej ilości bredni i kłamstw wyssanych z palca oraz oszczerstw.. Przykre to i żałosne. Jak można takie rzeczy wypisywać ??! Według mnie obecny rząd PISu jest najlepszym jaki mieliśmy od 25ciu lat. Przez rok zrobili więcej niż PO przez 8 lat. Praktycznie co miesiąc widać nowe kroki w ulepszaniu państwa, są świetni ! oby tak dalej. Natomiast nie życzę sobie aby autor tego artykułu obrażał prezesa Kaczyńskiego lub inne osoby z rządu, które sobie na to nie zaslużyły ! Współczuję pani Aleksandrze Rybińskiej, że z takim debilem współpracuje. Redaktorowi radzę aby dla dobra pisma i kolegów zrezygnował i przeniósł się do gazety wyborczej, gdzie jest jego miejsce. /Chciałam wspomagać NK ale póki ten pan jest redaktorem naczelnym nie będzie to możliwe./

    • Poziom merytoryczny Pani krytyki doskonale wpisuje się w obraz kraju przedstawiony w artykule.Poza bałwochwalczym zachwytem nad przymiotami prezesa brak jakiejkolwiek rzeczowej argumentacji. Moja prawda jest najmojsza. Brawo. Dzięki takiej bezrefleksyjności Polska brnie dalej w bagno, z patriotyczną pieśnia na ustach.

  48. Uważam że
    Problem Pis-u i każdej do tej pory partii rządzącej polega na tym, że patrzą na sondaże i na słupki poparcia. Przecież nie na tym polega rządzenie państwem, nie:
    – na spełnianiu żądań jednej grupy społecznej kosztem innych,
    – na napuszczeniu jednych na drugich (przy okazji uzyskując to co się chce kosztem innych osób),
    – na propagandowej telewizji,
    – na zwalaniu każdej porażki na poprzedników,
    – na inwigilacji i braku zaufania do swoich obywateli,
    – na dokładaniu kolejnych podatków, żeby zatkać braki w budżecie który nie jest studnią bez dna,
    – na rozdawaniu pieniędzy na prawo i lewo tylko żeby na nich zagłosowano w przyszłości
    – na wielu innych rzeczach o których nie wiem nie pamiętam albo nie chce wiedzieć.
    Dlaczego państwo nie jest wspólnotą obywateli? Jedną grupą społeczną o którą powinno się dbać. Dlaczego żaden rząd tego nie rozumie, nie myśli o konsekwencjach swoich ustaw o tym że te zadłużenie trzeba będzie kiedyś spłacić (ale oczywiście nie oni)ale dlaczego to moje dzieci i wszyscy co przyjdą po nas mają płacić za nasze błędy (nasze i ich).
    Chciałbym żeby Pis, chociaż raz pomyślał o Polsce, o nas wszystkich i nie myślał kategoriami On jest z PO On jest od Korwina, On jest z Sld, On jest niewierzący, On jest wyznawcą Islamu itd……………
    Chciałbym żeby Pis zobaczył w nas Polaków, jeden naród, jeden cel, wspólny cel.
    Nie wierze w to, że zobaczą.

    • Wydaje mi się, że dużo łatwiej jest głosić takie ogólne prawdy a trudniej przekuć je w konkretne decyzje. Świat to nie czytanka z elementarza …

  49. Panu Bartłomiejowi gratuluję przede wszystkim odwagi. Cywilnej i intelektualnej. Krytyka władzy dziś, gdy się nie jest pod skrzydłami Michnika-Urbana, następców Kiszczaka czy Sorosa „sama w sobie” warta jest docenienia. Tym bardziej, że merytoryczna ( choć z konieczności powierzchowna) i, jak wierzę, wynikająca z pobudek patriotycznych.
    Ważne jest również to, że tekst wywołał dyskusję na rzadko spotykanym wysokim poziomie, co jest ogromnie pożyteczne dla rządzących, jeśli znajdą mądrość by jej wysłuchać. Tekst zapewne zawdzięcza popularność tezie zawartej w tytule (takie czasy), z którą się nie zgadzam.
    Jarosław Kaczyński jest osobą wybitną. Lecz przypisywanie mu omnipotencji, czy zdolności do kontrolowania wszystkich, czy nawet tylko kluczowych obszarów działania państwa jest po prostu niemądre. Najważniejszą dziś sprawą jest budowa sprawiedliwego systemu sądownictwa, czyli tego co mylnie nazywa się wymiarem sprawiedliwości. Ta kluczowa dla funkcjonowania państwa sfera jest przegniła, pełna patologii, opanowana w większości przez grupy o charakterze mafijnym. „Niezwykła kasta ludzi” niezdolna jest do autorefleksji, samooczyszczenia i nie ma nadziei na ich resocjalizację. Bez sprawiedliwie działających sądów demokratyczne państwo dobrze działać nie może. To mafia, której bossów można znaleźć w TK, Sądzie Najwyższym, prezydiach sądów naczelnych i apelacyjnych. Ma rozległe macki, potężne wpływy i wsparcie w kraju i za granicą i bój z nią, jak widać, jest potwornie ciężki. Za to już ekipy Kaczyńskiego i Ziobry mają mój podziw. W NRD po aneksji przez RFN wymieniono 97% kadr, ale tam zastępców można było sprowadzić z zachodu.
    PiS też potrafi przyznać się do błędu, potencjalnie tragicznego w skutkach, choć wyciszonego-Jackiewicz, z nagłośnionym Misiewiczem sobie nie radzi. Oczywiście polityka zagraniczna mogłaby wyglądać dużo lepiej, fanem Waszczykowskiego nie jestem, ale przypisywanie Kaczyńskiemu winy za wszystkie błędy, niemożliwe do przewidzenia wydarzenia w tym Brexit, właściwe nie jest.
    Rządzący oczywiście błędy popełniali i popełniać będą. Jednak to, że państwo pełne patologii, wykorzystywanych przez całe grupy ludzi po roku stanie się sprawiedliwą i bogatą krainą jest nierealistyczne. Jarosław Kaczyński jest tylko człowiekiem musi pracować z innymi. Módlmy się byśmy nowych Kaziów Marcinkiewiczów, Miśków Kamińskich czy Januszów Kaczmarków nie wykryli. W tekście jest wiele stwierdzeń, z którymi się nie zgadzam, co nie zmienia opinii, iż bardzo dobrze, że powstał. Zgrzytem jest zrównanie Kaczyńskiego z Tuskiem. Niemądre i dla prezesa oczywiście krzywdzące. Merytoryczna krytyka władzy jest ze wszechmiar pożądaną rzeczą. Krytykowani nigdy nie są za nią wdzięczni, choć powinni. Z zazdrością czytam jak amerykańskie thinktanki i media merytorycznie obnażając liczne głupoty Trumpa. Tekst Pana Redaktora Radziejewskiego, choć a większością tez i wymową się nie zgadzam, uważam za wartościowy.
    Nie dobrze by było by szczerość i odwaga były karane. (dotacja z MK). A nagrodą wtedy muszą być słowa poety intelektualistów: „ bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
    w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy”

Zostaw swój komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.


*


fifteen − 9 =

ZABEZPIECZENIE ANTYSPAMOWE - w celu zabezpieczenia przed robotami spamującymi prosimy rozwiązać proste zadanie. * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.