Newsletter

Iran – kość niezgody Trumpa i Brukseli

Przywrócenie przez Waszyngton sankcji wobec Iranu powoduje, że pogłębia się przepaść między Stanami Zjednoczonymi a krajami „starej Europy”, która wolałaby kurs bardziej ugodowy

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Stopniowe nakładanie sankcji gospodarczych, grożenie przez Irańczyków zablokowaniem cieśniny Ormuz, rozdarci Europejczycy oraz rozgrywający swoje partie Chińczycy i Rosjanie. Historia zatoczyła koło. Aktorzy układanki związanej z irańskim programem atomowym używają tych samych kart, co jeszcze parę lat temu, lecz już w nowym rozdaniu, odbywającym się na życzenie Waszyngtonu. Amerykanie nałożyli (a właściwie – przywrócili) sankcje na Iran dotyczące m.in. wymiany waluty, sektora motoryzacyjnego oraz handlu metalami. Jednocześnie Donald Trump powrócił do myśli Baracka Obamy, który chciał wywrzeć presję na Iran, by kontrahenci robili interesy albo z Amerykanami, albo z Irańczykami. Wybór, zwłaszcza dla sporych firm, świadomych wielomiliardowych kar za omijanie sankcji, wydaje się w takiej sytuacji oczywisty.

Amerykańskie sankcje, w tym zapowiedź, że następne, dotyczące sektora naftowego, pojawią się na stole 4 listopada, to próba ugrania więcej w rozdaniu z wykorzystaniem tej samej karty, co poprzednio.  Amerykanie, odwlekając nałożenie kolejnych sankcji, dają np. europejskim firmom czas na wycofanie się z rynku, a jednocześnie podwyższają poziom presji na irańską gospodarkę. Równocześnie ciekawe jest to, że Donald Trump z jednej strony mówi o bezkompromisowości, a z drugiej zapowiada, że zgodziłby się na spotkanie z prezydentem Rouhanim bez warunków wstępnych. Ze strony irańskiej też pojawiają się z jednej strony doniesienia o tym, że rozmów nie będzie, gdyż nie negocjuje się dwa razy tego samego i umów należy dotrzymywać, a z drugiej – że jest na spotkanie szansa, jeżeli miałoby to jakiś sens. Wydaje się, że wysyłanie tak sprzecznych komunikatów nie jest przypadkowe i obaj pędzący na siebie kierowcy na chwilę nieco zmniejszyli prędkość.

Donald Trump powrócił do myśli Baracka Obamy, który chciał wywrzeć presję na Iran, by kontrahenci robili interesy albo z Amerykanami, albo z Irańczykami

Przy okazji pogłębia się przepaść pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a przedstawicielami tzw. starej Europy, którzy uważali, iż porozumienie powinno być kontynuowane. Jeżeli firmy europejskie dostosują się do amerykańskich sankcji, to nie powiedzie się plan, który zakładał kontynuowanie porozumienia atomowego bez udziału Stanów Zjednoczonych. W dodatku części krajów Unii Europejskiej (np. Polska, Włochy) bliższe jest stanowisko amerykańskie aniżeli niemieckie, francuskie czy brytyjskie.  Z tych względów przedsiębiorcy, chcący ograniczyć ryzyka, nie zdecydują się na wznowienie czy kontynuowanie relacji handlowych z Irańczykami. Obecnie Unia Europejska nie ma pomysłu, ale również chyba i determinacji, do tego, aby ochronić europejskie przedsiębiorstwa przed sankcjami amerykańskimi, choć zapewne trwają zaawansowane rozmowy w sprawie np. wyłączeń.

Transatlantycka przepaść w tej sprawie widoczna jest chociażby po to tym, iż każda ze stron patrzy głównie na siebie.  Powodzenie planu kontynuowania porozumienia bez udziału Amerykanów będzie o tyle trudne, że Waszyngton jest w stanie skutecznie sabotować taki proces przy pomocy sankcji. Z drugiej strony, wywarcie presji na Iran bez udziału Europy nie będzie tak skuteczne, jak przy współpracy w tej materii w latach ubiegłych, bo europejska bierność to za mało (Irańczycy mają przecież opanowane sposoby obchodzenia sankcji). W tej układance jest też miejsce dla Rosji i Chin, które powinny chcieć wykorzystać  spór dla umocnienia pozycji swoich przedsiębiorstw. Tych graczy ciężko będzie przekonać do ponownego nałożenia sankcji.

Podnosząc poziom presji na irańskie władze, Amerykanie konsolidują społeczeństwo wokół rządzących według schematu oblężonej twierdzy

Iran jest krajem zamkniętym, jednak co chwila docierają informacje o niezadowoleniu społecznym. Głównymi czynnikami tego niezadowolenia są zamknięcie kraju, sytuacja ekonomiczna i brak perspektyw dla osób młodych. Problem w tym, że Irańczycy nie są z natury rzeczy proamerykańscy, a prezydent USA, ktokolwiek by nim nie był, nie jest autorytetem dla Persów. W praktyce, podnosząc poziom presji na irańskie władze, Amerykanie konsolidują społeczeństwo wokół rządzących według schematu oblężonej twierdzy.

Donald Trump wydaje się zdeterminowany, aby osiągnąć jak najwyższy poziom presji na Iran. Dla niego nawet lekko poprawione porozumienie będzie sukcesem. Dla Iranu sankcje oznaczają poważne problemy. Proponowana przez Trumpa agenda rozmów oznaczałaby jednak rezygnację przez Iran z suwerenności w polityce zagranicznej i podporządkowanie się Waszyngtonowi. Diagnoza ekipy Trumpa, że Irańczycy są w stanie zapłacić więcej za porozumienie może się okazać trafna, ale wątpliwe, aby byli w stanie zapłacić aż tak dużo, jak publicznie oczekuje prezydent. Zwłaszcza że i jedni i drudzy element „godnościowy” wywieszają bardzo wysoko na swoich sztandarach.