Gra w szachy i w warcaby na jednej szachownicy

Aktualności,

W sprawie rzekomego sporu kompetencyjnego między Sądem Najwyższym a prezydentem SN próbuje grać w szachy białymi. Większość sędziów TK i prokurator generalny grają czarnymi w warcaby

Postanowienie Sądu Najwyższego, zawieszające na czas prowadzenia przez Trybunał Konstytucyjny postępowania w sprawie rzekomego sporu kompetencyjnego pomiędzy Sądem Najwyższym a prezydentem, zostało przyjęte i skomentowane wyłącznie w kategoriach politycznych. Najczęściej mówi się albo o kapitulacji Sądu Najwyższego przed PiS-em, albo o politycznym układzie, jaki miała zawrzeć pierwsza prezes Sądu Najwyższego z prezydentem.

Nikt nie mówi o stosowaniu prawa. Nikt nie omawia tej decyzji w kategoriach stosowania przez Sąd Najwyższy przepisów proceduralnych. Wszystko stało się polityką.

Tymczasem Sąd Najwyższy, działający w składzie trzech sędziów, podjął decyzję może salomonową, ale przede wszystkim procesową. Normy ustawy o Trybunale Konstytucyjnym (art. 115 ust. 1 ustawy o TK) nakazują zawieszenie postępowania przez organy, „które prowadzą spór kompetencyjny”. Jeżeli postępowanie, które zostało zawieszone, jest postępowaniem, w którym powstał spór kompetencyjny, to w takim przypadku postanowienie Sądu Najwyższego jest trafne. Problemem jest to, że nic nie wiadomo, by ktokolwiek kwestionował uprawnienie Sądu Najwyższego do rozpoznania kasacji wniesionej od postanowień umarzających postępowanie karne…

Sąd Najwyższy przyjął jako „dobrą monetę” pismo pani sędzi Przyłębskiej, działającej w tej sprawie jako przewodnicząca składu orzekającego Trybunału Konstytucyjnego, w którym informuje ona o wszczęciu postępowania przed Trybunałem w sprawie sporu kompetencyjnego. Przedmiotem tego sporu jest kompetencja Sądu Najwyższego do badania sposobu, w jaki prezydent wykonuje prawo łaski. Takiego sporu nie ma. Sąd Najwyższy w odpowiedzi na pytanie prawne odniósł się wyłącznie do sytuacji prawnej sądu – czy jest on związany postanowieniem prezydenta o zastosowaniu przez niego prawa łaski wobec osoby nieskazanej prawomocnym wyrokiem sądu, czyli co do orzekania o winie i karze, a nie o jej wykonaniu. Zastosowanie prawa łaski nie powoduje skutków „uniewinnienia”, ale wyłącznie zamyka możliwość wykonania kary w zakresie orzeczonym przez sąd.

Zanim przejdziemy do dyskusji o imputowanych Sądowi Najwyższemu pozaprawnych przesłankach podjęcia decyzji o zawieszeniu postępowania, powinno się rozważyć to, czy na bazie przeprowadzonej poprawnie wykładni przepisów ustawy o Trybunale Konstytucyjnym Sąd Najwyższy miał obowiązek, w obliczu uzyskania informacji o wszczęciu postępowania przed TK, do zawieszenia postępowania.

Jak teraz zachowa się Trybunał Konstytucyjny? Czy naruszy przepisy ustawy o Trybunale Konstytucyjnym i wkroczy w uprawnienia Sądu Najwyższego, rozstrzygając nieistniejący – co do istoty – spór kompetencyjny?

Aby sensownie odpowiedzieć na to pytanie, trzeba wpierw ustalić, czy postępowanie, prowadzone na podstawie kasacji od postanowienia umarzającego postępowanie odwoławcze w sprawie wyroku skazującego panów Mariusza Kamińskiego i Marka Wąsika, jest postępowaniem objętym zakresem stosowania normy zawartej w art. 115 ust. 1 ustawy o TK. Przepis ten niewątpliwie obejmuje niezakończone postępowania, w których dwa organy uznały się za właściwe do jego przeprowadzenia. W tym przypadku przed Sądem Najwyższym nie było i nie jest prowadzone postępowanie w sprawie ułaskawienia. Prezydent wydał postanowienie w tej sprawie, nie wchodząc w konflikt kompetencyjny z żadnym innym organem. Wykonał to uprawnienie po królewsku, z naruszeniem przepisów Kpk dotyczących postępowania w sprawie ułaskawienia. Jednak nikt nie powinien kwestionować tego, że prezydent przepisami Kpk nie jest w tym przypadku związany.

Niewątpliwie jednak postępowanie przed Sądem Najwyższym w sprawie kasacyjnej jest efektem wydania przez Sąd Najwyższy uchwały będącej odpowiedzią na pytanie prawne, dotyczącej nieskuteczności wykonania prawa łaski. Zatem możliwość jego prowadzenia i wydania wyroku uzależniona jest od udzielenia odpowiedzi na pytanie, czy Sąd Najwyższy, odpowiadając na pytanie prawne, nie przekroczył swoich kompetencji i nie wszedł w kompetencje prezydenta.

Przyjmując taką, dość pokrętną, ale uzasadnioną regułami wykładni funkcjonalnej, wykładnię przepisu art. 115 ust. 1 ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, Sąd Najwyższy prawidłowo zareagował na informację od Trybunału Konstytucyjnego o wszczęciu postępowania w sprawie rozstrzygnięcia sporu kompetencyjnego. Powstaje jednak dość ciekawe zagadnienie: jak teraz zachowa się Trybunał Konstytucyjny? Czy naruszy przepisy ustawy o Trybunale Konstytucyjnym i wkroczy w uprawnienia Sądu Najwyższego, rozstrzygając nieistniejący – co do istoty – spór kompetencyjny? Jeżeli tak, to będziemy świadkami dalszej erozji autorytetu tego sądu i osób, które znalazły się w nim mocą decyzji większości posłów PiS-u. Poza tym Sąd Najwyższy otrzyma zapewne orzeczenie, w którym Trybunał Konstytucyjny uzna, że prezydent, stosując prawo łaski, nie jest niczym ograniczony. Oczywiście to prawda, ale czy nie jest ograniczony Konstytucją? W takim przypadku Sąd Najwyższy będzie miał przed sobą nowy problem: co uczynić z jawnie sprzecznym z Konstytucją orzeczeniem TK, w składzie którego zasiadali tzw. „dublerzy”. Fakt wprowadzenia przez Zgromadzenie Ogólne TK, w sposób urągający jakimikolwiek standardom przyzwoitości, nowych zasad etyki zakazujących np. uzasadniania zdania odrębnego nieprawidłową obsadą składu orzekającego, stanowić może uzasadnienie dla twierdzenia, że sędziowie TK działają w sytuacji ograniczenia ich niezawisłości. Przed Sądem Najwyższym, a także przed tymi, którym Polacy powierzą rządy w przyszłości, ta sytuacja stwarzać będzie całkiem nowe wyzwania. Wyzwania, których nie powinno być w państwie prawa.

Sąd Najwyższy próbuje grać w szachy białymi. Większość sędziów TK i prokurator generalny na tej samej szachownicy grają czarnymi w warcaby. Niestety, sędzia ma przez następne dwa lata wolne.