Czy stulecie połączy Polaków?

W programie rządowym „Niepodległa” widać resortowość i nieskoordynowanie, niezdolność do modernizacji instytucji państwowych, pustkę treści skrywaną za śmiałymi diagnozami i mocnymi deklaracjami

W programie rządowym „Niepodległa” widać resortowość i nieskoordynowanie, niezdolność do modernizacji instytucji państwowych, pustkę treści skrywaną za śmiałymi diagnozami i mocnymi deklaracjami

O ile pierwsze wielkie obchody państwowe, jakie prowadził nowy rząd, czyli 1050. rocznica Chrztu Polski, były przygotowane programowo przez Episkopat Polski i poprzedników, a zadaniem nowej ekipy było tylko doprowadzenie ich do końca, to kolejna ważna rocznica, czyli 100-lecie odzyskania niepodległości, w całości daje pole do działania Zjednoczonej Prawicy.

W ciągu kilku miesięcy od wyborów MKiDN rozpoczęło prace nad przygotowaniami do obchodów. Cel strategiczny sformułowany został ambitnie: działania rządu mają się przyczynić do wzmocnienia poczucia wspólnoty obywatelskiej Polaków i upowszechnienia spontanicznego, oddolnego świętowania, a także wzmocnienia międzynarodowego wizerunku Polski.

Rada Ministrów 24 maja podjęła uchwałę w sprawie ustanowienia Wieloletniego Programu Rządowego „Niepodległa”. Po raz pierwszy powstał dokument strategiczny w obszarze polityki pamięci, który ma objąć dłuższy horyzont czasowy i zespolić działania administracji rządowej. Przez 5 lat ponad 210 mln zł z budżetu państwa ma zostać przeznaczone na przedsięwzięcia kulturalne i społeczne upamiętniające 100-lecie odzyskania niepodległości. Jeśli Prawo i Sprawiedliwość miało się znać na którymś aspekcie polityki kulturalnej, to właśnie na polityce historycznej. Przyglądając się jednak bliżej przygotowaniom i treści dokumentu, ten flagowy projekt można uznać za ofiarę słabości rządu Zjednoczonej Prawicy. Widać w nim resortowość i nieskoordynowanie, niezdolność do modernizacji instytucji państwowych, pustkę treści skrywaną za śmiałymi diagnozami i mocnymi deklaracjami.

Kto tu dowodzi?

Rolę pełnomocnika przygotowań obchodów objął Sekretarz Stanu w MKiDN Jarosław Sellin. Dzięki determinacji urzędników dokument powstał w rozsądnym czasie, odpowiednio wyprzedzającym rocznicę, jednak stosunkowo niskie umiejscowienie Sellina w strukturze władzy zapowiada, że jego koordynacja jest pozorna. Program co prawda był opiniowany w ramach konsultacji międzyrządowych, ale de facto tworzy go plan jednego tylko resortu, a zadania podporządkowane strategii realizować mają w praktyce tylko instytucje podległe Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jedynym wyjątkiem jest projekt edukacyjny realizowany przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Dla kontrprzykładu warto zwrócić uwagę na to, jak umiejscowiono w strukturze władzy analogiczne zespoły w krajach, które niedawno obchodziły stulecia niepodległości albo będą je obchodzić wkrótce. W Republice Irlandii, krajach bałtyckich i Finlandii tworzone są one na wysokim i prestiżowym szczeblu, na poziomie odpowiednika naszej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Jeśli  koordynacja powierzana jest resortowi odpowiedzialnemu za kulturę, to komitet sterujący funkcjonuje zawsze pod przewodnictwem premiera i z udziałem szefów resortów gospodarczych, spraw wewnętrznych i zagranicznych, wojska, kultury i edukacji. Bez koordynacji połączonej z pozycją polityczną z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć można, że w realiach funkcjonowania rządu Beaty Szydło obchody staną się przedmiotem troski własnej silnych ministrów, gdzie każdy w ramach swojego dominium będzie realizował swoją wizję. Czyje ambicje i plany już teraz pojawiają się na horyzoncie?

Odzyskanie niepodległości w oczywisty sposób wiąże się z tradycją polskiej armii i wojskowości, a tam, gdzie zaczyna się armia, tam ambicja i poczucie autonomii w Ministerstwie Obrony są ogromne. Można się więc spodziewać, że Minister Antoni Macierewicz dobrze czujący się w historycznych analogiach będzie realizował swój pomysł na obchody. Kolejnym ośrodkiem jest Ministerstwo Spraw Zagranicznych, w którym dyplomacja społeczna i kulturalna spoczywa w rękach podsekretarza stanu Jana Dziedziczaka. Polityka historyczna traktowana jest przez MSZ jako podstawowy element dyplomacji publicznej. Rywalizacja z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego o to, kto buduje wizerunek Polski zagranicą i kto definiuje treść polityki historycznej, doprowadziła do faktycznego zamrożenia współpracy między instytucjami podległymi MKiDN a Instytutami Polskimi działającymi poza granicami naszego kraju.

W orędziu wygłoszonym 24 maja prezydent zapowiedział, że skieruje do Senatu wniosek o rozpisanie referendum konstytucyjnego na 11 listopada

Pozostaje jeszcze Kancelaria Prezydenta. Trudno wyobrazić sobie bardziej „prezydencką” rocznicę niż stulecie odzyskania niepodległości. Prezydent Andrzej Duda wykorzystał jej tło już dwukrotnie do zaznaczenia swojej roli i dwukrotnie stało się to niespodziewanie, bez współpracy z rządem, bez pomysłu na szerszą komunikację, ale też bez konsekwencji. Rok temu 11 listopada prezydent Andrzej Duda przed Grobem Nieznanego Żołnierza zapowiedział skierowanie do Sejmu ustawy w sprawie Narodowych Obchodów Setnej Rocznicy Odzyskania Niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej, na mocy której miało zostać powołane szerokie międzypartyjne gremium tworzące Komitet Obchodów. Ustawa została przyjęta po 5 miesiącach w kwietniu br., jednak Komitet nie rozpoczął jeszcze działania. W tym roku rocznica pojawiła się w okolicznościowym przemówieniu prezydenta ponownie. Kaliber deklaracji został tym razem zdecydowanie zwiększony. Andrzej Duda ogłosił plan na referendum konstytucyjne w roku 100-lecia odzyskania niepodległości. Po kilku dniach z Kancelarii Prezydenta popłynęły głosy, że miałoby się ono odbyć… 11 listopada 2018 r. razem z wyborami samorządowymi. W orędziu wygłoszonym 24 maja prezydent zapowiedział, że skieruje do Senatu wniosek o rozpisanie referendum na dzień święta narodowego. Jaki będzie efekt zestawienia plebiscytu politycznego i sądu nad konstytucją z 1997 r. z kulminacyjnym dniem obchodów odzyskania niepodległości, nietrudno sobie wyobrazić. Refleksja nad warunkami „polskiej zgody” z 1918 r. i „włączające świętowanie”, którego chce rząd w swoim dokumencie strategicznym, ustąpi aktualnemu sporowi, który politycy rządzącej partii przybiorą w historyczne analogie. Bynajmniej nie po to, aby budować jedność Polaków.

Przypadkowość

Warto ocenić wreszcie treść Wieloletniego Programu Rządowego „Niepodległa” i przyjrzeć się przedsięwzięciom, które mają być zrealizowane przez instytucje podległe MKiDN. Wolność, solidarność i poczucie godności to wartości, które mają wyznaczyć treść obchodów. Są szerokie i abstrakcyjne, można w nie więc wpisać niemal każdy pomysł. Nic dziwnego więc, że zestaw 37 projektów, na które przeznaczono ponad 100 mln zł sprawia wrażenie przypadkowej oferty instytucji kultury, składającej się z pomysłów bardziej i mniej udanych, bardziej i mniej racjonalnych finansowo, niepodporządkowanych spójnej myśli ani próbie wytworzenia dynamiki obchodów rozłożonych na kilka lat. Większość pomysłów niestety nie jest oryginalna ani pomyślana tak, aby pozostawić w kulturze narodowej trwały ślad po obchodach.

Po raz pierwszy powstał dokument strategiczny w obszarze polityki pamięci, który ma objąć dłuższy horyzont czasowy i zespolić działania administracji rządowej

Dokument nie rozstrzyga, czego dotyczyć ma świętowanie100-lecia odzyskania niepodległości Polski. Czy jest to okazja do reinterpretacji stosunku Polaków do państwa, upamiętnienie poprzednich pokoleń i ich wysiłku włożonego w odzyskanie, budowę i zachowanie państwa, ostatnich 100 lat naszej historii czy wszystkiego jednocześnie? Pracom nad programem nie towarzyszyła otwarta dyskusja w gronie historyków i intelektualistów, z udziałem liderów opinii i mediów. Nie odbyły się także poważne i szerokie konsultacje społeczne z udziałem samorządów i organizacji pozarządowych, a także środowisk skupiających Polaków zagranicą. Z pewną nadzieją można mimo wszystko patrzeć na plany aktywizacji środowisk lokalnych. Ponad 50 mln zł (20 proc. środków w ramach programu) ma być przeznaczone w ciągu 5 lat na inicjatywy samorządowych instytucji kultury, wojewodów, organizacji pozarządowych. Ma powstać także duży fundusz dla nieformalnych i oddolnych koalicji. O powodzeniu pomysłu przesądzi jednak sposób jego realizacji.

Plany i niesprawne instrumenty

Zadanie budowy międzynarodowej rozpoznawalności naszego kraju przy okazji obchodów powierzone zostało Instytutowi Adama Mickiewicza, wyspecjalizowanej instytucji, której misją jest upowszechnianie polskiej kultury i dziedzictwa zagranicą. Nie rozwiązano jednak problemu systemowych barier dla jej skutecznej promocji. Komplementarna dla IAM i stanowiąca jego logiczne przedłużenie sieć Instytutów Polskich funkcjonujących w 24 istotnych z punktu widzenia Polski krajach podlega MSZ. Każdy z Instytutów działa niezależnie, ma swój budżet i autonomię programową. Rozczłonkowanie systemu dyplomacji kulturalnej uniemożliwia w efekcie systematyczną pracę na rzecz spójnej strategii w tym obszarze. Plany reformy Instytutów powstawały już w rządzie PO i rozbiły się ostatecznie we wczesnej fazie w obliczu konieczności rezygnacji MSZ na rzecz MKiDN ze swojego władztwa. Mimo początkowych planów w PiS system ten pozostawiony został w istniejącym kształcie. W programie rządowym „Niepodległa” ani Instytuty Polskie ani MSZ nie są wymienione. Na działania międzynarodowe przeznaczonych ma być 45 mln zł oraz 22,5 mln zł w postaci programu dotacyjnego dla organizacji pozarządowych na działania poza granicami kraju.

Zbliżająca się rocznica i skala obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości będzie zbyt duża, aby nie została dostrzeżona. Z dużym prawdopodobieństwem można jednak wyrokować, że dokument strategiczny nie przyniesie obchodów na miarę ich wagi. Budowa zgody narodowej i wspólnoty skupionej wokół państwa już dzisiaj ustępuje ambicjom poszczególnych polityków i kalendarzowi wyborczemu. Szczególnie gorzko brzmi zapowiedź z tekstu programu, gdzie deklaruje się, że „obchody stulecia odzyskania niepodległości stanowią kluczowe zadanie z punktu widzenia realizacji przez rząd polityki pamięci, dając możliwość kształtowania nowoczesnego patriotyzmu ukierunkowanego na państwo jako wartość łączącą wszystkich obywateli”. Trudno mówić o szansach na powodzenie, gdy jedną ręką chce się wzmacniać wspólnotę Polaków skupioną wokół państwa, a drugą sukcesywnie osłabia się zaufanie do instytucji, pogłębia podziały społeczne i zamiast przywracać państwu powagę, niszczy się ją, gdy tylko stawia opór wobec planów rządzących.

wiceprezes Fundacji Młoda Rzeczpospolita

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz