Newsletter

Chińczycy zaatakują Tajwan?

Xi Jinping już w 2012 roku miał nakazać przygotowanie inwazji i przeprowadzenie jej do roku 2020. Jednak zwycięstwo Pekinu wcale nie byłoby przesądzone.

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Stosunki między Chińską Republiką Ludową i Tajwanem (Republiką Chińską) mimo upływu lat od zakończenia wojny domowej pozostają burzliwe, a „wyzwolenie zbuntowanej prowincji” nadal jest jednym z ważniejszych zadań, stawianych przed Chińską Armią Ludowo-Wyzwoleńczą. Ian Easton z think tanku Project 2049 Institute poruszył niedawno znów temat ewentualnej inwazji z kontynentu.

W swojej książce „The Chinese Invasion Threat” szeroko opisał, powołując się na źródła wewnątrz chińskich sił zbrojnych, szykowaną z rozmachem, wielopoziomową operację nakazaną przez Xi Jinpinga. Już w 2012 miał on nakazać przygotowanie inwazji i przeprowadzenie jej do roku 2020. Pierwszą fazę planowanej operacji można określić popularnym swego czasu w mediach terminem wojny hybrydowej. Obejmować ma ona zakrojone na szeroką skale działania wywiadowcze, propagandowe, cyberataki, a nawet ataki terrorystyczne wymierzone w ludność i władze Tajwanu. Działania takie miałyby na celu złamanie woli walki wyspiarzy.

Kolejna faza to przejście do regularnych działań, zgodnych z kanonami współczesnej sztuki wojennej. Inwazję rozpoczęłoby zaatakowanie kluczowych obiektów za pomocą wojskowych pocisków balistycznych i manewrujących. Następne działania zmierzałyby do zdobycia panowania na morzu i w powietrzu, po których nastąpiłby desant. Chińscy wojskowi wytypowali czternaście miejsc na wybrzeżu wyspy, które nadają się do przeprowadzenia desantu. Łącznie w inwazji miałoby wziąć udział 400 tys. żołnierzy.

Tyle teorii. Easton oraz komentujący jego książkę specjaliści jednogłośnie zauważają, że chińscy wojskowi podchodzą do tematu bardzo ostrożnie, żeby nie powiedzieć sceptycznie. Również strona tajwańska wydaje się zachowywać spokój. Po pierwsze, za warunek konieczny do rozpoczęcia inwazji uznano zdobycie pewności, że nie będzie reakcji Stanów Zjednoczonych, lub też będzie ona mocno spóźniona. Mimo tego mają istnieć plany powstrzymania nie tylko amerykańskiej odsieczy, ale również walki z regionalnymi sojusznikami USA, czyli przede wszystkim Japonią.

Problem dla Chin stanowią też tajwańskie siły zbrojne, które są sprawne, liczą 300 tys. żołnierzy, a odparcie inwazji z kontynentu to ich główne zadanie. Na wyspie co roku organizowane są manewry wszystkich rodzajów wojsk oraz straży wybrzeża, a scenariusze zawsze obejmują obronę przed atakiem ze strony Chin. Ponadto wywiad bardzo szybko dotarł do planów Xi Jinpinga, a tajwańskie ministerstwo obrony informowało o nich już w 2013 roku co, o dziwo, przeszło bez echa.

Sprawnie działająca tajwańska demokracja jest dowodem, że system ten może funkcjonować w ramach chińskiej kultury, a tym samym stanowi potencjalne zagrożenie dla władzy Komunistycznej Partii Chin

Wreszcie chińscy wojskowi planiści zakładają swego rodzaju „blitzkrieg”. Na przeszkodzie takim działaniom staje jednak sama natura. Wody wokół Tajwanu są bardzo burzliwe. Chińczycy sami mieli uznać, że desant morski można przeprowadzić jedynie w trakcie dwóch miesięcznych okresów, wiosną i jesienią. Co więcej, spośród czternastu wytypowanych miejsc lądowania jedynie dwa nadają się do utworzenia przyczółków, pozwalających na wyprowadzenie działań w głąb wyspy. Znajdują się one w pobliżu portów Kaohsiung i Taoyuan, które z racji swojego znaczenia będą silnie bronione. Dalej też nie będzie łatwo. Górzysty teren sprzyja obrońcom i ogranicza możliwość użycia ciężkiego sprzętu.

Trudno także sobie wyobrazić niezauważoną koncentrację i rejs armady inwazyjnej. Okręty desantowe musiałyby pokonać od 160 nawet do 400 km, co daje obrońcom dostatecznie dużo czasu na przeprowadzenie kontrakcji. Na granicy niemożliwego stoi także wstępne porażenie tajwańskiej obrony. W wyspę stale wycelowanych jest tysiąc pocisków balistycznych i manewrujących. Planiści wskazali jednak zbliżoną liczbę celów do zaatakowania. Możliwość zniszczenia celu pojedynczym pociskiem w warunkach coraz bardziej rozbudowanej tajwańskiej obrony przeciwrakietowej drastycznie spada. Dla porównania, podczas operacji „Pustynna burza” siły koalicji wskazały ok. 600 celów do zniszczenia w pierwszej fazie, a pocisków manewrujących (i to w większej liczbie niż dysponuje ChALW) użyto tylko przeciwko części z nich.

Dlaczego chińskie przywództwo ma obsesję na punkcie Tajwanu? Po pierwsze, sprawnie działająca tajwańska demokracja jest dowodem, że system ten może funkcjonować w ramach chińskiej kultury, a tym samym stanowi potencjalne zagrożenie dla władzy Komunistycznej Partii Chin. Po drugie, społeczeństwo wyspy wykazuje niechęć do zjednoczenia, tym samym przekreślając plany zastosowania modelu podobnego jak w Hongkongu. Jednak równie ważne, jeśli nawet nie ważniejsze, jest położenie geograficzne wyspy. Tajwan jest kluczowym punktem tzw. pierwszego łańcucha wysp. Kontrola nad nim otwiera Chinom dostęp do Pacyfiku, częściowo zabezpiecza strategiczne morskie linie komunikacyjne i umożliwia szachowanie jedynego liczącego się rywala w Azji Wschodniej, jakim jest Japonia.

Masz dość bzdur i propagandy?

Wspieraj niezależny i ambitny ośrodek myśli

Solennie zobowiązuję się przemyśleć czy stać mnie na wsparcie serwisu Nowa Konfederacja stałym zleceniem przelewu dowolnej kwoty

przykładowe kwoty:

  • 16 zł - latte z dodatkami w kawiarni
  • 50 zł - bilet ulgowy do teatru
  • 150 zł - bilet do opery
  • 500 zł - zostań mecenasem polskiej myśli politycznej