Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu?
Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Bitwa o mównicę. Zawieszenie broni

Na trwającym od połowy grudnia konflikcie w sejmie najbardziej straciła Polska. Straconego na jałowy spór czasu już nigdy nie odzyskamy.

Na trwającym od połowy grudnia konflikcie w sejmie najbardziej straciła Polska. Straconego na jałowy spór czasu już nigdy nie odzyskamy.

Wygląda na to, że po prawie miesiącu skończyła się „bitwa o mównicę” – nie pierwsza, i zapewne nie ostatnia odsłona w trwającej od właściwie lat wyniszczającej wojnie polsko-polskiej. Platforma Obywatelska nie będzie blokować dalej mównicy sejmowej. Zawiesiła swój protest – co znaczy nie tyle jego zakończenie, co wstrzymanie działań wojennych (protest zawsze można „odwiesić”). Marszałek sejmu Marek Kuchciński z kolei ogłosił przerwę w posiedzeniu Sejmu do 25. stycznia, dając wszystkim czas na odetchnięcie.

Przebieg potyczki wiele mówi nam o naszej scenie politycznej. Na początku protestu pisałem o tym, że nasze elity są niedojrzałe i nieodpowiedzialne. Teraz dowiedzieliśmy się jeszcze, że są nieudolne – zwłaszcza opozycja. Posłowie okupujący salę plenarną pokazywali, jak mało poważnie traktują swój protest. Skompromitował się zwłaszcza lider Nowoczesnej Ryszard Petru: najpierw w trakcie protestu przeciw, jak to przedstawiał, deptaniu demokratycznych zasad, wyleciał z partyjną koleżanką do Portugalii, czym poddał w wątpliwość powagę sytuacji. Później zaś w trakcie negocjacji z marszałkiem senatu Stanisławem Karczewskim i liderami innych ugrupowań okazał się labilny – najpierw skopiował od Pawła Kukiza pomysł rozwiązania problemu, by dzień później się z niego wycofać.

Także Platforma Obywatelska pokazała, że nie potrafi negocjować. Oczywiście teraz przedstawia protest jako sukces, ale prawda jest taka, że w zamian za opuszczenie mównicy nie otrzymała nic (przywrócenie starych zasad pracy dziennikarzy w sejmie zostało ustalone bez jej udziału, gdy wciąż odgrywała rolę niezłomnej opozycji).

W tym czasie Jarosław Kaczyński czekał. Na to, że Generał Mróz wywieje demonstrujących spod sejmu, że Boże Narodzenie i Sylwester oderwą uwagę obywateli od protestu, że posłowie zaczną się nudzić i z nudów śpiewać piosenki i zapowiadać pogodę, że sami zaczną tracić wiarę w sens swojego protestu. I się doczekał. Z punktu widzenia interesu partyjnego odniósł zwycięstwo. Z punktu widzenia interesu Polski – niekoniecznie, bo nadal pozostają wątpliwości co do legalności uchwalenia budżetu, a w trakcie tego miesiąca politycy mniej zajmowali się burzami przetaczającymi się przez świat, a bardziej samymi sobą. Stracił też, poniekąd, jako reformator Polski, ponieważ swoim działaniem utwierdza opinię, że zmienić jego decyzję można jedynie za pomocą głośnych i agresywnych akcji.

Bilans boju: Jeszcze głębszy podział politycznych elit, jeszcze większa radykalizacja zacietrzewionych kibiców tej wojenki, jeszcze większe zniechęcenie tych, którzy oczekują od polityków czegoś innego

W tym czasie ukształtowała się w sejmie nieoczekiwana – i nieformalna – koalicja rozsądku, składająca się z Kukiz’15 i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Jeszcze półtora roku temu uważałem, że Paweł Kukiz do polityki kompletnie się nie nadaje. Dziś ten muzyk rockowy, który na spotkanie liderów najważniejszych partii w Polsce przychodzi w bluzie, okazał się być bardziej odpowiedzialny i dojrzały od tych wszystkich jakże dystyngowanych krawaciarzy wycierających od prawie 30 lat sejmowe korytarze. Poza Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, młodym liderem starych ludowych wyjadaczy, którzy ani nie blokowali mównicy, ani nie okupowali sali sejmowej, i podobnie jak „antysystemowcy” od K’15 dążyli do porozumienia (zauważmy, że Kukiz przestał mówić o nich per „ZSL”).

Szans na nie niestety nie było – i nie będzie, dopóki politycy największych ugrupowań w Sejmie (do których akurat ani kukizowcy, ani ludowcy, nie należą) – będą przekonani, że polaryzacja im służy, a obywatele nie czekają na nic bardziej gorąco, jak na kolejną odsłonę ich wojny.

Skoro więc wiemy już, jakie partie zyskały, a jakie straciły, wskażmy na największego przegranego: Polskę. Bilans boju wygląda tak: uchwalony w sposób budzący wiele wątpliwości budżet oraz kilka innych pomniejszych ustaw, co w skrajnie pesymistycznym przypadku może oznaczać m.in. wstrzymanie wypłacania Polsce funduszy europejskich i konieczność wypłacania odszkodowań byłym esbekom. Nadszarpnięty autorytet posłów, którzy, „panie, się tylko kłócić potrafią”.

Jeszcze głębszy podział politycznych elit, jeszcze większa radykalizacja zacietrzewionych kibiców tej wojenki, jeszcze większe zniechęcenie tych, którzy oczekują od polityków czegoś innego. Wreszcie strata czasu na ten żenujący spektakl w epoce wielkich wyzwań. Co prawda można by się pocieszać, że dzięki temu przez co najmniej półtora miesiąca sejm nie obraduje – a jak wiemy od Marka Twaina, niczyje zdrowie, wolność, ani mienie nie jest bezpieczne, kiedy obraduje parlament. Z drugiej strony tenże mógłby, a nawet powinien, od czasu do czasu uchwalać sensowne prawo, na co jednak z powodu zacietrzewienia liderów największych ugrupowań oraz nieudolnego marszałka Kuchcińskiego, przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Politolog, dziennikarz, tłumacz, współpracownik Polskiego Radia Lublin. Pisze doktorat z ekonomii i finansów w Szkole Doktorskiej Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Publikował i publikuje też m.in. w "Gościu Niedzielnym", "Do Rzeczy", "Rzeczpospolitej", "Gazecie Wyborczej", "Tygodniku Powszechnym" i "Dzienniku Gazecie Prawnej". Tłumaczył na język polski dzieła m.in. Ludwiga von Misesa i Lysandera Spoonera; autor książkek "W walce z Wujem Samem", "Żadna zmiana. O niemocy polskiej klasy politycznej po 1989 roku", "Mała degeneracja", współautor z Tomaszem Pułrólem książki "Upadła praworządność. Jak ją podnieść". Mąż, ojciec trójki dzieci. Mieszka w Lublinie.
Świat intelektualny – od uniwersytetów po media – nie nadąża dziś za gwałtownymi przemianami rzeczywistości politycznej, gospodarczej i społecznej, opisując je za pomocą kategorii z poprzednich epok. To zasadniczo obniża jakość rządzenia, które musi rozstrzygać dylematy przy użyciu wiedzy dostępnej w danej chwili. Deficyt tej ostatniej zwiększa ryzyko decyzji błędnych lub wręcz katastrofalnych, jak również – dominacji fałszywych ideologii. Polski dotyczy to w stopniu szczególnym, ze względu na trudne położenie geopolityczne i słabość intelektualną (uniwersytetów, mediów, think tanków).

Nasi Patroni wsparli nas dotąd kwotą:
11 075 / 40 200 zł (cel miesięczny)

27.55 %
Wspieraj NK Dołącz

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Bitwa o mównicę. Zawieszenie broni”

  1. eszet33 pisze:

    Oficjalna wersja wydarzeń – podana do wierzenia ciemnemu ludowi, tak?
    Bujać, to las, ale nie nas…

Dodaj komentarz

Zobacz

Zarejestruj się i zapisz się do newslettera, aby otrzymać wszystkie treści za darmo