Wpisz kwotę, którą chesz przekazać na rzecz NK
Pogrzeb Helmuta Kohla 1 lipca ma gorzki wydźwięk. Człowiek, który żelazną ręką rządził Niemcami – najpierw tymi „zachodnimi”, później zjednoczonymi – w ostatnich latach swego życia stał się podopiecznym własnej drugiej żony. Obecnie wręcz niemożliwe jest rozdzielenie jego opinii z tego okresu od decyzji Maike Kohl-Richter. Nie wiemy więc, czy „decyzja rodziny” (nazwana tak nieco na wyrost; państwo Kohlowie byli małżeństwem niecałe 10 lat, a dwaj synowie niemieckiego kanclerza nie mieli na nią żadnego wpływu) o tym, by pogrzeb nie miał charakteru państwowego, za to pożegnanie odbyło się w Parlamencie Europejskim w Strasburgu, zapadła we wcześniejszym uzgodnieniu z politykiem, czy podjęła ją osobiście wdowa po nim. Budzi ona w każdym razie niezrozumienie u wielu Niemców, także polityków, takich jak Norbert Lammert, przewodniczący Bundestagu z Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej, ale i wiceprzewodniczącej tej izby parlamentu z partii Zieloni, Claudii Roth.
Jakkolwiek by było, na całym niesmacznym zamieszaniu (co najmniej jeden z synów nie weźmie udziału w pogrzebie swego ojca) skorzystały unijne elity. Pogrzeb Helmuta Kohla przyjmie, przynajmniej w części, ogólnoeuropejski charakter. W momencie, w którym Unia Europejska przeżywa największy kryzys w swej historii, potrzebuje symboli, której potrafiłyby budować jej tożsamość. Tyle, że to działanie z góry skazane na niepowodzenie. Kohl był zawsze w pierwszej kolejności niemieckim politykiem. To nie zarzut, to stwierdzenie faktu – nie był europosłem, był za to przez 26 lat posłem do Bundestagu, przez 7 lat premierem Nadrenii-Palatynatu, 16 lat kanclerzem Republiki Federalnej Niemiec.
Na pewno Helmut Kohl zasłużył na państwowy pogrzeb jako wielki mąż stanu
To prawda, że był także jednym z ojców integracji europejskiej w jej obecnym kształcie, tyle że zawsze patrzył na nią z perspektywy niemieckiej racji stanu. Także relacje z Polską traktował w ten sposób. Gdy władze Niemieckiej Republiki Demokratycznej zdecydowały się otworzyć Mur Berliński, był właśnie w Warszawie. Był to wyjazd planowany od dłuższego czasu, Kohl zabrał ze sobą kilkudziesięcioosobową delegację składającą się m.in. z 7 ministrów w jego rządzie, zamierzano podpisać kilkanaście umów. Gdy dowiedział się, że mur pada, zdecydował o wyjeździe do Berlina, gdzie miał wziąć udział w zgromadzeniu. „Teraz dzieje się historia” – powiedział dziennikarzom, nie zważając na obawy Tadeusza Mazowieckiego i innych polskich polityków, którzy nie mieli pewności, czy kanclerz wróci i będzie podróż kontynuował, a przede wszystkim, co ten bieg wydarzeń będzie znaczył dla naszych wzajemnych relacji (Kohl wrócił do Polski następnego dnia). Także gdy godził się na uznanie granicy na Odrze i Nysie, myślał przede wszystkim o Niemczech. Był to warunek zjednoczenia kraju. Z drugiej strony Polska domagała się, by traktat graniczny negocjować i ratyfikować jeszcze przed zjednoczeniem – obawiając się, że wielkie i silniejsze Niemcy mogą się z obietnic nie wywiązać. Kohl był przeciwny, zdawał sobie sprawę z tego, że ten ruch wzbudziłby poważny sprzeciw choćby w środowiskach „Wypędzonych”, także w jego własnej partii. Ostatecznie umowę wynegocjowano i ratyfikowano po wchłonięciu NRD przez RFN, przy sprzeciwie części posłów CDU.
Obietnice zostały dotrzymane, wszystko dobrze się skończyło, a jednak to wszystko powoduje, że trudno Kohla traktować jako polityka przede wszystkim europejskiego. To sztuczny konstrukt, który mógł urodzić się tylko w głowach oderwanych od rzeczywistości eurokratów i… no właśnie, trudno powiedzieć kogo. Jedno jest pewne, na pewno Helmut Kohl zasłużył na państwowy pogrzeb jako wielki mąż stanu. Niemiecki mąż stanu.
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.
Bartłomiej Radziejewski ostrzega: narracja o „skradzionych wyborach” może posłużyć jako pretekst do bezprecedensowego nacisku na Sąd Najwyższy i delegitymizacji prezydenta elekta
Program konferencji obejmował siedem paneli dyskusyjnych, koncentrujących się na priorytetach polskiej prezydencji w UE w kontekście Zielonego Ordokonserwatyzmu.
Jeżeli teraz mamy problemy z łącznością i komunikacją, to aż strach pomyśleć, jak będzie w sytuacji realnego niebezpieczeństwa
Czy Indie zmieniają bieg światowej polityki? Jak wyglądają relacje międzynarodowe z perspektywy jednego z najważniejszych graczy w Azji?
Jaką rolę odgrywają Indie w dynamicznie zmieniającym się ładzie światowym? Dlaczego ich pozycja w geopolityce Azji jest kluczowa dla przyszłości globalnych relacji międzynarodowych? Odpowiedzi na te pytania znajdziesz w najnowszej książce Shivshankara Menona byłego Sekretarza Spraw Zagranicznych Indii.
„Ostatni Etap” to nie tylko analiza polityczna – to także historia współczesnej Polski i jej miejsca na mapie świata.
Zapisz się na listę mailingową i wybierz, na jaki temat chcesz otrzymywać alerty:
Login lub e-mail
Hasło
Zapamiętaj mnie