Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu?
Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Bójcie się teraz

Pakiet reform sądownictwa to najważniejszy z punktu widzenia państwa projekt PiS, a zarazem - klasyczny przykład wylewania dziecka z kąpielą. Dzieckiem jest polska praworządność

Prawo i Sprawiedliwość połączyło w przypadku ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i prawie o ustroju sądów powszechnych słuszny zapał reformatorski z poważnym zagrożeniem dla państwa prawa. Przysłowie o łyżce dziegciu w beczce miodu wymagałoby na tę okoliczność paradoksalnego przekształcenia: te przepisy to ocean goryczy w jeziorze słodkości.

Oddana po PRL-u we władanie samej sobie, stojąca korporacyjnym narcyzmem i niepodatna na presję obywatelską trzecia władza jest w złym stanie. Wymaga radykalnej sanacji. PiS – ale też Unia Europejska, Bank Światowy czy Rada Europy – od zawsze takie uzdrowienie głosił i teraz przeszedł do czynów. Gdzie nie spojrzeć, słuszne zmiany rozbijające korporacyjny beton splecione są jednak z podporządkowywaniem sędziów władzy politycznej.

Chciałoby się przyklasnąć ułatwieniu sędziowskich awansów, dziś zbyt zależnych od łaski świetnie skomunikowanych między sobą „starszych i mądrzejszych”. Problem w tym, że miejsce konformizmu kastowego zająć może wkrótce konformizm wobec ministra sprawiedliwości i de facto kontrolowanej przez obóz rządzący większości parlamentarnej. Zbigniew Ziobro – i jego następcy – będą bowiem swobodnie wyznaczać prezesów sądów, przesuwać sędziów między wydziałami, a przynależna KRS władza nad nominacjami, standardami, częścią awansów będzie odtąd pod kontrolą Sejmu.

Losy obu ustaw pokazują dobitnie, że PiS nie chodzi już o praworządne zreformowanie trzeciej władzy, lecz o jej podporządkowanie i konflikt z elitami sędziowskimi

Chciałoby się przyklasnąć zasadzie losowania spraw, uniezależniającej sędziego od przełożonego, a wraz z nim od nacisków, ale co nam po niej wobec nowych mechanizmów lojalności partyjno-politycznej. Chciałoby się wesprzeć wyrwanie KRS spod władzy sędziowskiego establishmentu, znów jednak: wpadamy z deszczu pod rynnę. Jak to ujął na łamach „Nowej Konfederacji” Andrzej Mikosz, „zamiast kasty sędziowskiej, wyróżniającej się przynajmniej pewnym etosem obejmującym chociażby swoisty kult niezależności, będziemy mieli kastę urzędniczą, uzależnioną od politycznych wiatrów”. I tak dalej, i tym podobne.

Mogło być inaczej. Ziobro zapowiadał  – kluczowe z punktu widzenia obywatela – zmiany w organizacji sądów, takie jak skierowanie do realnej pracy bardzo licznych sędziów funkcyjnych. Dziś jednak stawia na przeoranie trzeciej władzy i totalny konflikt z jej elitą. Można było skorzystać z faktu złamania oporu korporacyjnego establishmentu, który przedłożył niedawno projekt reformy KRS (wzięła go na sztandary parlamentarna opozycja) bardzo podobny do pierwotnej propozycji rządu: również wyrywający tę fundamentalną instytucję z rąk kastowych mędrców, ale bez naruszania jej niezależności. To rzecz warta podkreślenia: chór sędziowskich elit, od przeszło ćwierćwiecza krzyczący o zamachu na niezawisłość nawet gdy chodziło o ukrócenie pijaństwa czy łamania ograniczeń prędkości, poszedł wreszcie na kompromis, zgadzając się na radykalną reformę w wersji ministra Ziobry! Nic z tego, PiS odtrąciło wyciągniętą dłoń i poszło dalej. Na ostro.

Można było wreszcie wyciągnąć projekt prof. Andrzeja Rzeplińskiego – tak, tak, o eksprezesie TK mowa – przygotowany w 2005 r. dla PO i kazać opozycji oraz sędziom go poprzeć. Zakładał on jeszcze głębszą reformę: zmianę celu działania KRS (z korporacyjnego na republikański) i „odsędziowienie” jej składu.

Losy obu ustaw pokazują dobitnie, że PiS nie chodzi już o praworządne zreformowanie trzeciej władzy, lecz o jej podporządkowanie i konflikt z elitami sędziowskimi. Te ostatnie wystarczy często dopuścić do głosu, by „zrobić publikę” rządowi: dzięki takim błyskotliwym uwagom jak ta o „nadzwyczajnej kaście”, czy o tym, że za 10 tys. zł miesięcznie da się żyć na poziomie tylko na prowincji atmosfera walki z „nadludźmi” z automatu ustawia PiS w roli obrońcy uciśnionych.

Największy paradoks tej sytuacji polega na tym, że jest wątpliwe, aby obóz obecnie rządzący zdołał efektywnie podporządkować sobie sędziów i wysoce prawdopodobne, że zrobią to jego następcy – zapewne niezbyt przychylni partii Kaczyńskiego. KRS nominuje rocznie ok. 500 sędziów, przy liczącej 10 tysięcy dusz społeczności osób o mocnej pozycji, trudnych do okiełznania. Potrzeba wielu lat, żeby zdominować ją swoimi, co przy pośrednich mechanizmach nacisku i rządzie skonfliktowanym ze środowiskiem jako takim będzie trudne.

PiS prędzej czy później straci władzę. Co wtedy? Wystarczy przypomnieć sobie „sędziów na telefon” z czasów stojącej na straży korporacyjnej samowładzy PO, by po dodaniu nowych narzędzi sterowania politycznego objąć wyobraźnią ponurość czasów, które nadejdą, jeśli tylko przyszła władza nie zdecyduje się tych akurat zmian odwrócić. To, że dotknie to PiS to pół biedy: sami sobie gotują ten los. Znacznie gorzej, że ucierpi – i tak przecież bardzo słabe – państwo prawa, a wraz z nim potencjalnie każdy aktywny obywatel i wszelka opozycja.

Tymczasem okrzyki o „końcu demokracji” radykalnie przycichły. Gdzie tłumy na ulicach, gdzie tak liczni niedawno Rejtanowie polskiej praworządności? Wypalili się, zmęczyli, zmienili kalkulacje? Smutna prawda jest taka, że również głównym siłom opozycyjnym należą się podziękowania za miejsce, w którym dziś jesteśmy: swoją idiotyczną histerią wokół zwykłej walki o władzę, jaką był spór o miejsca w TK, jak również tragikomicznymi wyczynami pod parlamentem – udało im się skompromitować temat obrony praworządności. Wówczas PiS stosowało rozliczne kruczki prawne, aby zakwestionować skok na Trybunał w wykonaniu poprzedników i obsadzić go swoimi ludźmi. Słyszeliśmy: dyktatura, autorytaryzm, koniec praworządności! Dziś, gdy ta ostatnia jest rzeczywiście zagrożona, nie ma już języka, którym można by o tym powiedzieć.  Swoje zrobiło też z pewnością wyzywanie dziś rządzących – proszę wybaczyć skrót myślowy – od faszystów i innych gwałcicieli demokracji przy byle okazji, przez lata całe. Zgodnie z zasadą naznaczenia: im bardziej tak o nas mówią, tym bardziej tacy jesteśmy. Samospełniające się proroctwo.

Problem jest oczywiście głębszy i obejmuje osobliwą, postkomunistyczną wersję praworządności, jaką zafundowali nam twórcy III RP. Funkcjonującą tak znakomicie, że wielu Kowalskich nie uważa jej za swoją sprawę, albo ma ją za taką w tym sensie, że chce zobaczyć „jak oni płoną”. Nie miejsce to jednak na roztrząsanie tej kwestii.

Jeśli więc PiS dostarczył w ciągu swoich rządów powodów do obaw o demontaż państwa prawa, to właśnie teraz. A zatem bójmy się – i działajmy. Strach bywa budulcem republik.

Bartłomiej Radziejewski – prezes i założyciel Nowej Konfederacji, ekspert ds. międzynarodowych zainteresowany w szczególności strukturą systemu międzynarodowego, rywalizacją mocarstw, sprawami europejskimi. Autor książki "Nowy porządek globalny", a także "Między wielkością a zanikiem", współautor "Wielkiej gry o Ukrainę", opublikował także setki artykułów, esejów i wywiadów. Pomysłodawca i współtwórca dwóch think tanków i dwóch redakcji, prowadził projekty eksperckie m.in. dla szeregu ministerstw, międzynarodowych korporacji, Komisji Europejskiej. Politolog zaangażowany, publicysta i eseista, organizator, dziennikarz. Absolwent UMCS i studiów doktoranckich na UKSW. Pierwsze doświadczenia zawodowe zdobywał w Polskim Radiu i, zwłaszcza, w "Rzeczpospolitej" Pawła Lisickiego, później był wicenaczelnym portalu Fronda.pl i redaktorem kwartalnika "Fronda". Następnie założył i w latach 2010–2013 kierował kwartalnikiem "Rzeczy Wspólne". W okresie 2015-17 współtwórca i szef think tanku Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. W roku 2022 współtwórca i dyrektor programowy Krynica Forum. Publikował w wielu tytułach prasowych, od "Gazety Wyborczej" po "Gazetę Polską".

Nasi Patroni wsparli nas dotąd kwotą:
11 075 / 40 200 zł (cel miesięczny)

27.55 %
Wspieraj NK Dołącz

Komentarze

3 odpowiedzi do “Bójcie się teraz”

  1. ad pisze:

    Fajnie, teraz tylko należy przekonać większość żeby wyrzuciła PIS i nie pozwoliła na powrót PO itp. Odwieczne pytanie – jak to zrobić ?

    • BurntSnow pisze:

      Ktoś musi dać dobrą alternatywę. Pytanie, czy ktokolwiek, kto ma takie możliwości, jest tym w ogóle zainteresowany. Na razie mamy prawicę bolszewicką, pierdołowate umoczone centrum i zalatującą trupem pseudo-lewicę. O ironio najlepsze już wrażenie robi na mnie Razem, ale niektóre ich pomysły są cokolwiek przerażające, bo im się chyba wydaje, że w Polsce istnieje jakaś uprzywilejowana klasa średnia, podczas gdy tu klasa średnia zaczyna się, jak ktoś zarabia średnią krajową.

      • Krzysztof pisze:

        Nie ma dobrej alternatywy. Nie dość, że większość sceny politycznej trapiona jest bolączkami, o których Pan pisze, to jeszcze można powątpiewać w samodzielność i niezależność aktorów na tejże scenie. Co do Razem, to tu akurat się z Panem nie zgodzę – nie wykluczam, że dla niektórych mogą się prezentować korzystnie (choć tego nie rozumiem), ale dla mnie to taki kamuflaż. Szczytne hasła na sztandarach, a potem realia takie, że strach pomyśleć. Proszę zwrócić uwagę, że WKPB też miała szczytne hasła, Rewolucja Francuska miała nieść wolność, równość i braterstwo, a szeroko pojęty komunizm krzewił demokrację ludową, Krzyżacy nawracali itp., itd. W kwestii oceny tego rodzaju ideologii socjalistyczno-komunistycznych (wyłączając ww Krzyżaków) w pełni podzielam poglądy von Hayeka.

Dodaj komentarz

Zobacz

Zarejestruj się i zapisz się do newslettera, aby otrzymać wszystkie treści za darmo