Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu?
Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Sędziom brakuje doświadczenia

Reforma sądownictwa ministra Ziobry zastąpi kastę sędziowską, wyróżniającą się etosem obejmującym choćby kult niezależności, kastą urzędniczą, uzależnioną od politycznych wiatrów

Zanim przejdziemy do kwestii reformy sądownictwa, wyjaśnijmy czytelnikom, jak obecnie w Polsce zostaje się sędzią.

Największe problemy polskiego wymiaru sprawiedliwości wynikają właśnie z przyjętej w Polsce ścieżki kariery sędziowskiej. Wspiera ona kastowość tej grupy społecznej. Znakomita większość orzekających dzisiaj sędziów, po studiach prawniczych, ukończyła tzw. etatową aplikację sędziowską, w czasie której byli oni już zatrudnieni w sądach, z pensją zbliżoną do średniej krajowej. Po ukończeniu tej aplikacji i zdaniu egzaminów sędziowskich zostają asesorami, po kilku latach, jeśli nikomu w systemie się nie narażą, zakładają togę sędziowską – bez żadnego doświadczenia w innych zawodach prawniczych czy biznesie, bez świadomości realiów, w których żyją przeciętni obywatele. W rezultacie tego, mamy do czynienia z grupą ludzi oderwanych od rzeczywistości, otrzymujących od początku kariery zawodowej wysokie wynagrodzenia, zajmujących bezpieczne stanowiska i oczekujących pewnej, wysokiej emerytury po przejściu w stan spoczynku. To nie są realia, w jakich funkcjonuje większość Polaków. Powyższy opis dotyczy sędziów posiadających dłuższy staż zawodowy. Dzisiaj rolę aplikacji odbywanej w sądzie przejęła Wyższa Szkoła Sędziów i Prokuratury, czyli tzw. krakowska szkoła, centralnie kształcąca przyszłych sędziów i prokuratorów.

Może to dobrze, że nie muszą martwić się o byt i dzięki temu mogą być niezależni? Mają przecież rozstrzygać o losach innych ludzi.

Ale nie chodzi o ich pozycję i sytuację społeczną, gdy są już sędziami! Chodzi o to, że ta sytuacja powstaje od razu po ukończeniu studiów. Nie można sprawiedliwie osądzać innych ludzi, jeśli nie jest się w stanie ocenić skutków społecznych podejmowanych przez siebie decyzji. Przez brak styczności ze skutkami decyzji sędziowskich, wynikający chociażby z braku praktyki w innym zawodzie prawniczym, sędziowie często podejmują decyzje, które bez uzasadnienia rujnują biznes lub reputację sądzonych. Sam znam przypadek łączenia dwóch banków, kiedy sędziemu, pomimo zgłaszania przez uczestników takiej konieczności, nie chciało się zarejestrować połączenia spółek w konkretnej dacie. Poczekał z tym jeden dzień. Spowodował, że jeden ze wspomnianych banków stracił 70 milionów złotych.

To znaczy, że polscy sędziowie są niekompetentni?

To jest bardzo poważny problem – kompetencje to nie tylko znajomość prawa i orzecznictwa. To także tzw. doświadczenie życiowe. Tego elementu sędziom brakuje właśnie z uwagi na ścieżkę kariery zawodowej. Często nie rozumieją podstawowych kategorii gospodarczych, bo nigdy nie patrzyli na nie z innej perspektywy niż sędziowska. Nie uczestniczyli w podejmowaniu decyzji w przedsiębiorstwie na takich zasadach, na jakich uczestniczą w nich adwokaci czy radcowie prawni.

Bardzo prosta sytuacja. Jeżeli przedsiębiorca, ze względu na opóźnienie po stronie odbiorcy usługi czy towaru, ma do wyboru dwie możliwości: zapłacenie podatku VAT lub pensji pracownikom, i wybiera tę drugą, to w tym momencie narusza prawo, co powoduje odpowiedzialność karno-skarbową. Sędzia, który nigdy nie był w podobnej sytuacji, może wydać po prostu zgodny z prawem, ale niesprawiedliwy wyrok, który pogrąży tego przedsiębiorcę, a razem z nim jego firmę i pracowników.

To co doświadczony sędzia powinien w takiej sytuacji zrobić?

Umorzyć postępowanie ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu.

Sędziowie często nie rozumieją podstawowych kategorii gospodarczych, bo nigdy nie patrzyli na nie z innej perspektywy niż sędziowska

A jak sprawić, żeby sędziowie lepiej znali realia rynkowe i społeczne? Gdzie mają się tego nauczyć?

Jedyna szansa to likwidacja tzw. szkoły krakowskiej. Należy przyjmować do zawodu sędziowskiego wyłącznie osoby, które wykonywały wcześniej inny zawód prawniczy – radcy prawnego lub adwokata. Raczej nie prokuratora, bo prokurator to też osoba, która funkcjonuje w pewnego rodzaju kaście i ma gwarantowane przez państwo wynagrodzenie.

Szkoła krakowska nie miała przypadkiem być lekarstwem na nepotyzm i kastowość?

Działalność tej szkoły doprowadza nepotyzm i kastowość do piątej potęgi.

Zamiar był słuszny, ale nie wyszło?

Nie. Od początku założenie było błędne – przyjmowano, wbrew wyraźnemu zapisowi ustawy, że można wykonywać zawód sędziego, nie mając doświadczenia życiowego. Nie ma problemu z tym, żeby ktoś był przez 10 lat asystentem sędziego, ale nie może być tak, że później prosto stamtąd zostaje się sędzią.

Zawód sędziego powinien być koroną zawodów prawniczych?

Nie wiem, czy to powinna być korona, ale na pewno konieczne jest wcześniejsze doświadczenie w innym zawodzie prawniczym, chociażby 10–15 lat jako prawnik, by dopiero później zostać sędzią.

Postępowanie dyscyplinarne jest dla sędziego znacznie większym problemem, niż można sobie wyobrazić

Należy więc narzucić ustawowo obowiązek doświadczenia?

Tak, absolutnie tak. Taka możliwość istnieje np. w przypadku sędziów Sądu Najwyższego, Trybunału Stanu, Trybunału Konstytucyjnego.

Ten pogląd często pojawia się w wypowiedziach ekspertów. Dlaczego dotąd nie udało się takiej regulacji wprowadzić?

Rząd Hanny Suchockiej próbował, dwadzieścia pięć lat temu, ale opór sędziów był olbrzymi. Sędziowie mają poczucie ekskluzywności, ponieważ od samego początku wykonywania zawodu cieszą się szczególnym statusem prawnym. Taka regulacja wykazałaby ich brak kompetencji – nie prawniczych, ale orzeczniczych, dlatego nie chcą do tego dopuścić.

Dobry sędzia oprócz kompetencji musi mieć tzw. „nieskazitelny charakter”. Postępowań dyscyplinarnych wszczynanych przeciwko sędziom w Europie jest średnio 3,2 na 100. W Polsce ta średnia wynosi 0,5 na 100. Mamy takich nieskazitelnych sędziów, czy może wewnętrzne mechanizmy korekcyjne nie działają?

Naprawdę, sędziowie są bardziej uczciwi niż inne grupy zawodowe. Tego wymaga nawet wewnętrzny etos tej „kasty”. Nie jesteśmy jednak, ani my – polscy radcowie i adwokaci, ani też sędziowie, bardziej nieskazitelni niż reszta Europy. Jest też trochę tak, że sędziowie odczuwają pewnego rodzaju solidarność. Postępowanie dyscyplinarne jest dla sędziego znacznie większym problemem, niż można sobie wyobrazić. Znam przypadek, w którym pewna sędzia spowodowała wypadek samochodowy, została ukarana karą dyscyplinarną i to wydarzenie doprowadziło do całkowitej stagnacji jej kariery. To nieprawda, że sędziowie są bezkarni.

To źle, że decydujący wpływ na powoływanie nowych sędziów w Polsce ma Krajowa Rada Sądownictwa, składająca się w większości z sędziów?

Na pewno pojawia się tu problem związany z równowagą władz, ale chcę podkreślić, że nie jest prawdą, że tej równowagi nie ma. Prezydent może, wskazanego przez KRS kandydata, nie powołać. Z tego prawa korzystał Prezydent Lech Kaczyński i korzysta z niego Prezydent Andrzej Duda.

PiS od lat mówi o konieczności reformy sądownictwa. Teraz te zapowiedzi nabrały realnego kształtu. Receptą na rozbicie kastowego układu sędziów ma być m.in. proponowana przez ministra Ziobrę zmiana sposobu ich powoływania. Kierunek jest słuszny?

Nie. Zmiany proponowane przez ministra Ziobrę idą dokładnie w przeciwnym kierunku do tego, który jest potrzebny. One – wbrew zapowiedziom i potrzebom – pogłębią kastowość; przy czym, dodatkowo, spowodują obniżenie jakości i upadek etosu wewnętrznego tej kasty. W wyniku tej reformy zamiast kasty sędziowskiej, wyróżniającej się przynajmniej pewnym etosem obejmującym chociażby swoisty kult niezależności, będziemy mieli kastę urzędniczą, uzależnioną od politycznych wiatrów.

A KRS w ogóle potrzebuje reformy?

Moim zdaniem tak, ale nie w kierunku uzależnienia KRS od władzy wykonawczej, a jej składu od większości parlamentarnej.

To w jakim kierunku?

Pomogłaby inna procedura wyboru członków. Być może należałoby w skład wprowadzić przedstawicieli adwokatury, prokuratury i radców prawnych. Do tego zmiana postępowania przy powoływaniu nowych sędziów, poprzez wprowadzenie publicznych przesłuchań kandydatów.

Natomiast uważam, że reprezentacja sędziów powinna być wybierana przez sędziów, nie przez urzędników i polityków. Jest to zresztą przyjmowany, w cywilizacji łacińskiej, standard.

A co pan powie na postulat wyłaniania sędziów w wyborach powszechnych? To mogłoby zwiększyć zarówno ich rangę, jak i poczucie odpowiedzialności przed społecznością.

To nie jest taki zły pomysł, ale pod jednym warunkiem – że nie doprowadzi to do polityzacji, a raczej upartyjnienia tych wyborów. Obawiam się, że w warunkach polskich, gdzie siła i wpływ społeczeństwa obywatelskiego są jeszcze niewielkie, doszłoby do upartyjnienia tychże wyborów, co szkodziłoby jeszcze bardziej wymiarowi sprawiedliwości. Nie jestem zatem pewien, czy wprowadzenie wyborów dałoby pożądany efekt. Wolę ich swoistą namiastkę w postaci publicznych przesłuchań.

Czy sędziowie w Polsce mają za dużo, czy za mało władzy?

Mają tyle, ile powinni mieć. Na pewno nie za dużo. Sytuacja z Trybunałem Konstytucyjnym wskazuje nawet, że instytucjonalna ochrona władzy sędziowskiej, przed ingerowaniem w jej działanie innych władz, jest w Polsce za słaba. W postępowaniu karnym doszło obecnie do przeniesienia dużej części władzy nad przebiegiem tego postępowania na prokuratora. To też nie wydaje się właściwe.

Członek zespołu Nowej Konfederacji. Zawodowo zajmuje się public relations, public affairs, media relations, fundraisingiem i koordynacją projektów. Pracowała dla agencji PR, polityków, organizacji pozarządowych i szkół językowych. Ukończyła filologię polską i nauczanie języka angielskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Kilkukrotna medalistka Mistrzostw Polski w lekkiej atletyce.

Nasi Patroni wsparli nas dotąd kwotą:
11 075 / 40 200 zł (cel miesięczny)

27.55 %
Wspieraj NK Dołącz

Komentarze

3 odpowiedzi do “Sędziom brakuje doświadczenia”

  1. Krzysztof pisze:

    Jak najbardziej słuszne stanowisko prezentuje Pan Mikosz w wywiadzie, w szczególności w aspekcie konieczności wprowadzenia wymogu doświadczenia zawodowego, jako przesłanki wykonywania zawodu sędziego. Od kilkunastu lat również zwracam w wielu sytuacjach uwagę na ten właśnie aspekt. Jest to sprawa w wielu wypadkach kluczowa, bo obecnie mamy takie m.in. sytuacje, że o sprawach rodzinnych (w tym o relacjach rodzice-dzieci) orzekają ludzie, którzy nawet nie mają własnych dzieci, a o sporach np. między wspólnikami spółek orzekają ludzie, którzy nigdy w życiu nie założyli i nie obsługiwali żadnej spółki, żadnej transakcji na papierach wartościowych, ani nie zorganizowali i nie przeprowadzili żadnego Walnego Zgromadzenia, zaś jedyny obrót gospodarczy, z którym mają praktyczny kontakt, ogranicza się do zakupów w sklepie. Oprócz tego, że w wielu wypadkach skutkuje to wydawaniem oderwanych od realiów wyroków (delikatnie rzecz ujmując w wielu wypadkach mało sensownych), to jeszcze nie buduje powagi i zaufania do sądów – no bo jak u stron ma powstać zaufanie do sędziego, który mówi im, jak mają postępować z dziećmi, samemu nie mając dzieci? Zgadzam się również z Panem Mikoszem, że nie chodzi o to, aby wymóg doświadczenia prowadził do traktowania zawodu sędziego, jako ukoronowania kariery prawniczej (wg mnie to spłycenie, w wielu wypadkach celowe, problemu, mające odwołać się do modelu amerykańskiego, po to, żeby na końcu pokazać, że nie da się go przenieść na nasz grunt, wobec czego powinno zostać tak, jak jest). Bezwzględnie należy wprowadzić wymóg doświadczenia w dziedzinie, w której taki sędzia miałby docelowo orzekać – praktyka pokazuje, że powinno to być co najmniej 10 letnie doświadczenie, w tym oczywiście konieczność wykazania się doświadczeniem procesowym (trochę na kształt wymogów, jakie są stawiane radcom/adwokatom chcącym przejść do zawodu sędziego, co mam wrażenie jest blokowane wszelkimi siłami i realizowane sporadycznie, tak, jakby środowisko broniło się przed, jego zdaniem, potencjalnie niekorzystnym, zewnętrznym elementem napływowym. Problemem jest też, często niestety pomijanym, nieadekwatne do realiów i specyfiki spraw określanie właściwości sądów. Prowadzi to m.in. do tego, że spory ze stosunku pracy członków zarządów spółek czy menadżerów wyższego szczebla rozpoznają sądy pracy, które w większości przypadków kompletnie nie radzą sobie z rzeczywistością spółkową i różnymi aspektami prawa spółek, pomimo, że znajomość tych zagadnień jest dla takich spraw kluczowa, gdyż nie da się ich ograniczyć tylko do relacji stricte pracowniczych. Analogiczny problem to traktowanie, w większości przypadków, sporów pomiędzy wspólnikami spółek-osobami fizycznymi, jako spraw cywilnych, a nie gospodarczych, co prowadzi do rozpoznawania tych spraw przez sądy/wydziały cywilne, w których „czucie” kodeksu spółek handlowych i realiów gospodarczych jest jeszcze słabsze (jeżeli w ogóle jest), niż w sądach gospodarczych. Powyższe uwarunkowania wynaturzają proces rozpoznawania spraw i orzekania, w wielu wypadkach przyczyniając się do ferowania wyroków nieracjonalnych i nieadekwatnych do realiów obrotu gospodarczego, ocierających się niekiedy o orzecznicze absurdy. Bez wątpienia jest zatem co reformować, ale ja od kilkunastu lat czekam na taką reformę, przeżyłem już szereg reform, zmian i modyfikacji, które miały być panaceum na wszelkie bolączki, a dalej jest, jak jest. A jeżeli chodzi o obecną sytuację, to wg mnie ani nie jest tak dobrze, jak twierdzi strona sądowa, ani proponowane przez stronę rządową reformy nie usuną faktycznych problemów wymiaru sprawiedliwości (który z uwagi na ciągle istniejące wady jest przez wielu postrzegany jako bezmiar niesprawiedliwości) – czyli i tym punkcie również zgadzam się z Panem Mikoszem.

  2. The One pisze:

    Pan Mikosz ma rację, taki doświadczony adwokat, który będzie później orzekał w sprawach karnych gwarantuje przynajmniej, że będzie dobrze znał swoich podsądnych 🙂 Lepiej dobrze przemyślcie jakiego rodzaju recepty tu proponujecie.

  3. Robert pisze:

    Pisząc o kaście autorzy ustawiają się w szeregu prostaczków, którzy szermują tym słowem nie znając jego znaczenia. Sam zarzut natomiast, dotyczący drogi dochodzenia do zawodu powinien być adresowany do władzy ustawodawczej. Prawda jest bowiem taka, że politycy robili do tej pory wszystko, aby akurat tego nie zmieniać. Ostatnie działania polityków również nie zmierzają w tym kierunku, ale w tym przypadku przynajmniej wiadomo dlaczego. Przecież nie chodzi o żadne usprawnienie wymiaru sprawiedliwości, co jest oczywiste dla każdego, kto ma jakiekolwiek o nim pojęcie. Przy okazji warto tez zapoznać się z rzeczywistymi danymi na temat pracy polskich sądów na tle sądów pozostałych krajów Unii: https://oko.press/ziobro-o-polskich-sadach-szczyty-przewleklosci-nieprawda-sa-sprawniejsze-niz-12-krajach-ue/

Dodaj komentarz

Zobacz

Zarejestruj się i zapisz się do newslettera, aby otrzymać wszystkie treści za darmo