Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Kościół, szkoła, klub sportowy

Wspólne uprawianie sportu albo czynne wspieranie lokalnego klubu może pomagać w nawiązywaniu przyjaźni, uczyć współpracy i wzajemnego szacunku, kreować postawy obywatelskie i chronić przed patologiami

Wspólne uprawianie sportu albo czynne wspieranie lokalnego klubu może pomagać w nawiązywaniu przyjaźni, uczyć współpracy i wzajemnego szacunku, kreować postawy obywatelskie i chronić przed patologiami

Jeden z mniej liczących się kandydatów w wyborach prezydenckich w 2015 roku rzucił hasło: „Kościół, szkoła, strzelnica”. Nie wiem, czy mówił poważnie, bo zawsze sprawiał wrażenie bardziej performera niż polityka. Znaczące jednak, że mimo iż duża część społeczeństwa wyśmiała w Internecie to hasło, to pojawiały się też głosy uznania dla umiejętności zwracania na siebie uwagi.

Nie ma jednak co się śmiać, hasło to nie jest aż tak nierealistyczne, jak się wydaje. Wymaga tylko małej modyfikacji. Kościół i tak jest wciąż obecny w życiu młodych Polaków, czy to się komuś podoba, czy nie. Szkoła, edukacja – to zagadnienia największej wagi dla przyszłości Polski. Słowo strzelnica budzi natomiast chyba największe kontrowersje czy rozbawienie. Może dlatego, że jest przedwczesne, a może dlatego, że archaiczne. Może nie da się z dnia na dzień zrobić z Polaków wychowanych w wojskowym drylu Izraelczyków czy kochających broń i walkę Teksańczyków. Dlatego strzelnicę zostawmy tym, którzy się nią interesują, chcą budować obronę terytorialną i wejść w szeregi zawodowych żołnierzy. Jest ich coraz więcej i niech to będzie wolontariat wspierany przez wojsko. Młodzieży do broni za wszelką cenę nie zmuszajmy. Testowaliśmy to przecież w PRL i wiemy już, jakie fatalne skutki przynosi to dla prestiżu armii w społeczeństwie.

Nie ma zresztą potrzeby, byśmy mieli miliony żołnierzy i potencjalnych żołnierzy. W dobie wojen hybrydowych wojna rozstrzyga się nie tylko w bezpośredniej walce z użyciem broni. Równie ważne są kompetencje intelektualne, wiedza, wsparcie ludności cywilnej, media, propaganda, również sprawność cywilnych instytucji, transport, finanse, bezpieczeństwo cyfrowe, energetyczne, żywnościowe czy zdrowotne, ale też komunikacja, policja czy straż graniczna.

Sport to oszczędność

„Strzelnicę” można zastąpić „klubem sportowym”. To świetnie, że Polska ma coraz więcej sukcesów w sporcie wyczynowym, zwłaszcza w najpopularniejszych grach zespołowych. Świetnie dla wizerunku państwa i dla gospodarki, ale jeszcze ważniejszy powinien być sport masowy. To on właśnie potrafi przynieść każdemu narodowi i państwu większe korzyści.

Co piąte dziecko w wieku szkolnym w Polsce ma nadwagę. W przypadku dorosłych jest to 64 proc. mężczyzn i 49 proc. kobiet

Jak mówił w rozmowie z „Nową Konfederacją” były prezes PZPN Michał Listkiewicz, powołując się na amerykańskie badania, każdy dolar zainwestowany w sport masowy to oszczędność siedmiu dolarów na opiece zdrowotnej i walce z przestępczością. Dla Polski zwłaszcza ten pierwszy aspekt ma ogromne znaczenie, bo przecież wobec starzejącego się społeczeństwa problemy systemu opieki zdrowotnej mogą za kilkadziesiąt lat pogrążyć polskie państwo skuteczniej niż zewnętrzny agresor.

O zdrowotnych korzyściach płynących z rekreacyjnego uprawiania sportu (tego wyczynowego niekoniecznie, ale to nieco inny temat) nie ma co się rozwodzić. Dziś wie o nich już zapewne prawie każdy Polak.

Polska biega

Od kilku lat, jak nasz kraj długi i szeroki, obserwujemy boom na amatorski sport, i to niezależnie od wieku, pozycji społecznej czy nawet stanu zdrowia – nawet osoby starsze albo niepełnosprawne znajdują sobie atrakcyjne dla nich aktywności. Wielu kierowców narzeka na biegaczy blokujących miasta, bo i biegów jest rzeczywiście coraz więcej. Jest to dowód na to, jak wielka jest skala biegowej rekreacji w Polsce. Trudno to policzyć dokładnie, jednak spróbujmy. Maraton Warszawski 20 lat temu ukończyło 658 osób, dekadę temu – 1860, a w zeszłym roku – 6506. Uwzględniając wszystkie maratony organizowane w Polsce, liczbę ich uczestników ludzie z „branży’ oceniają na 20–30 tysięcy. Chodzi w tym wypadku wyłącznie o trudny dystans maratoński. Organizowane są też jednak również biegi krótsze, półmaratony – na 10 lub 5 kilometrów. Bierze w nich udział 100–200 tys. osób. Dużo więcej jest tych, którzy uprawiają biegi tylko dla rekreacji i nie biorą udziału w zorganizowanych zawodach. Ilu ich jest? W ostatnich latach podejmowano próby, by to policzyć. Polski Związek Lekkiej Atletyki i IBRIS szacują liczbę biegaczy nawet na 8 mln! Można uznać tę liczbę za zawyżoną, ponieważ badania z 2015 roku zrobione były metodą sondażową, nie wiadomo więc, na ile można wierzyć deklaracjom respondentów. Natomiast według badań ARC Rynek i Opinia z 2013 roku rynek przeznaczony dla biegaczy szacowano na ok. 1,5 mld złotych rocznie i ok. 3 mln klientów.

Bieganie to najpopularniejsza forma aktywności wśród Polaków. Jeśli chodzi zaś o najpopularniejszy sport, piłkę nożną, w Polsce zarejestrowanych jest oficjalnie ok. 500 tys. piłkarzy mężczyzn, od amatorów do zawodowców, oraz ok. 100 tys. piłkarek (w Niemczech ok. 4 mln piłkarzy). O skali amatorskiej piłki dziecięcej i młodzieżowej może świadczyć liczba uczestników dorocznego Pucharu Tymbarku (pod patronatem MS, MENiR i PZPN) – 320 tysięcy chłopców i dziewcząt w 2015 roku. Najtrudniej spośród popularnych w Polsce aktywności oszacować liczbę rowerzystów. Różne są też motywację nimi kierujące, bo nie dla każdego sport w tym wypadku jest najważniejszy. Na wsi i w małych miastach rower to po prostu popularny środek komunikacji, a dla dzieci jazda na rowerze to jedna z wielu zabaw. W każdym razie w Polsce sprzedaje się rocznie ponad 1 mln rowerów. Z kolei przychody salonów fitness w 2014 roku Deloitte oszacowało na ok. 3,65 mld złotych, a liczbę Polaków regularnie uprawiających fitness na poziomie ok. 2,77 mln.

To dość imponujące liczby, ale pamiętajmy, że w krajach o największych tradycjach sportowych skala jest kilkakrotnie większa.

Otyli dorośli, otyłe dzieci

Żaden socjolog tego dokładnie nie zbadał, ale mam hipotezę, że oprócz mody, pewnego pozytywnego snobizmu, dążenia do dobrego samopoczucia czy lepszej sylwetki, jednym z powodów tych zjawisk jest brak zaufania do opieki zdrowotnej. Młodzi może o tym nie myślą, ale osoby w średnim wieku i starsi kalkulują: lepiej zadbać o siebie zawczasu w ten przyjemny sposób, niż dostać się w nieefektywne tryby systemu opieki zdrowotnej.

Wciąż jednak wiele pozostaje do zrobienia, lekarze i nauczyciele od lat biją na alarm, że dzisiaj dzieci i młodzież szkolna są bardziej otyłe i mniej sprawne niż 30 lat temu. Tak wynika z prowadzonych przez AWF w Warszawie cyklicznych badań pod kierownictwem dr Janusza Dobosza, a w poprzednich dekadach prof. Romana Trześniowskiego i Ryszarda Przewędy. Przykładowo siedmiolatek w 1979 i w 1989 roku skakał w dal z miejsca średnio 129 cm, w 1999 r. – 119 cm, w 2012 – 109 cm. Wyniki dziewczynek w tym okresie spadły ze 122 cm do 105. Jeśli chodzi o biegi na 600 m, chłopców w tej samej grupie wiekowej, zaobserwowano spadek z 3:05 min (1979) do 3:44. Zauważmy, że wyniki te osiągane są przy lepszych niż kiedyś warunkach fizycznych dzieci, bo są one wyższe i lepiej odżywione. Często jednak zbyt dobrze – co piąte dziecko w wieku szkolnym w Polsce ma nadwagę (w latach 70. mniej niż 10 proc.) W przypadku dorosłych jest to 64 proc. mężczyzn i 49 proc. kobiet.

Miliony na sport masowy

Nie należy jednak załamywać rąk, coś się wszakże zmienia. Niektórzy twierdzą, poprawa wynika z tego, że dziś młodzież mniej siedzi przy komputerach. Komputer w postaci komórki można przecież zabrać ze sobą wszędzie: na wyprawę rowerową, na trening. Być może po prostu też bardziej świadomi zdrowotnie są dzisiejsi rodzice.

Mam wrażenie, że Ministerstwo Sportu od kilku lat dostrzega te wszystkie zjawiska. Pod nowym kierownictwem uruchomiło pilotażowy program „Witaj w Klubie” – wsparcia dla małych, amatorskich klubów sportowych. Na razie przeznaczono na to 15 mln złotych (MS dysponuje kwotą ok. 1 mld złotych rocznie), z opcją zwiększenia wydatków. Ministerstwo Sportu ogłosiło też niedawno „dobre praktyki” i zasady sponsoringu oraz wsparcia przez państwowe spółki sportu w Polsce.

Najważniejsze w tym dokumencie, z punktu widzenia omawianych tu spraw, jest określenie, że obok sponsoringu sportu wyczynowego równie ważnym celem jest sponsoring sportu masowego, młodzieżowego i inicjatyw społecznych, związanych ze sportem. Dodatkowo to, że strategie marketingowe spółek Skarbu Państwa w dziedzinie sportu powinny być zbieżne z celami Ministerstwa Sportu.

Wsparcie przez państwo sportu masowego bezpośrednio, przez samorządy bądź poprzez firmy państwowe, zaczęło się na większą skalę już za poprzednich rządów. Nie jest to jednak w mojej opinii zorganizowane systemowo, działa bardziej na zasadzie „załatwiactwa”. Wiadomo też, że najlepsze dojścia mają sportowi działacze i wyjadacze ze związków oraz największych klubów, a nie społecznicy.

Byłoby lepiej, gdyby pieniądze z budżetu państwa przeznaczano na rozwój sportu dziecięcego albo sportu seniorów, zamiast na wyczynowców walczących o medale w niszowych dyscyplinach

Dużo lepiej by było na przykład, gdyby pieniądze z budżetu państwa przeznaczano na rozwój sportu dziecięcego albo, czemu nie, sportu seniorów, zamiast na wyczynowców walczących o medale w niszowych dyscyplinach sportu. W Polsce bowiem system finansowania sportu sprowadza się głównie do sponsorowania związków sportowych lub wielkich imprez. Związki, zawodnicy i kluby rozliczane są z wyników wyczynowców na wielkich imprezach, a nie z tego, na ile dany sport jest upowszechniany, ilu – zwłaszcza młodych – obywateli go uprawia, czy rokuje pod względem ekspansji i masowości. Za rządów PO Ministerstwo Sportu wytypowało dyscypliny, które miały być najbardziej wspierane. Chodziło o te najpopularniejsze oraz przyciągające największą liczbę dzieci i młodzieży (np. lekkoatletyka, siatkówka, koszykówka, piłka nożna, ręczna). Wciąż jednak priorytetem wydaje się liczba medali, zwłaszcza na igrzyskach.

Budowanie wspólnoty

Oprócz Ministerstwa Sportu w rozwój sportu masowego powinno zaangażować się też Ministerstwo Obrony i armia. Byłoby to nawiązanie do modelu z lat międzywojennych, znanego nie tylko w Polsce. Popularne wówczas amatorskie kluby były niejako zapleczem czy to dla wojska, czy dla różnych grup paramilitarnych (nie należy kojarzyć tego wyłącznie z nazistami i III Rzeszą, przecież np. stare, poczciwe Towarzystwo Gimnastyczne Sokół było zapleczem kadrowym dla tworzącej się armii niepodległej Polski). Armii i obronności przecież szczególnie zależy na jak największej liczbie zdrowych i wysportowanych obywateli. Potrzebni są oni nie tylko do walki, ale też do innych, pokojowych zadań – np. do walki ze skutkami klęsk żywiołowych czy do pomocy armii w sytuacjach kryzysowych.

No i wreszcie, sport ma wielkie znaczenie wspólnotowe. Ten wyczynowy, łączący kibiców reprezentacji kraju czy poszczególnych klubów, to najprostsze oddziaływanie. Dodatkowo sukcesy i zainteresowanie pozytywnie wpływają na gospodarkę.

Ważniejsze jest jednak to, że wspólne uprawianie sportu albo czynne wsparcie lokalnego klubu może pomagać w nawiązywaniu przyjaźni, znajomości, uczyć współpracy i wzajemnego szacunku, kreować postawy obywatelskie, kształtować osobowość w dobry sposób, chronić przed patologiami. To wszystko w Polsce, wciąż cierpiącej z powodu rozbuchanego indywidualizmu i dużego poziomu nieufności społecznej, stanowi prawdziwy skarb.

Podam przykład: kilku podstawowych graczy naszej tak chwalonej i kochanej reprezentacji piłkarskiej wywodzi się z rodzin, w których ojciec miał problemy z alkoholem. Również ze środowisk, powiedzmy oględnie, wykluczonych. Nie jest to żadną tajemnicą, ponieważ piłkarze ci sami o tym opowiadają. Opowiadają oni też, że sport, lokalny mały klub, trenerzy, niektórzy bliscy, którzy wspierali ich sportowe pasje, uratowali im właściwie życie. Bez tych doświadczeń powtórzyliby wszystkie błędy ojców czy kolegów – nałogi, przestępczość itd. Jako kibic nie tylko piłki nożnej zapewniam, że takich przykładów jest dużo więcej. Pokazują one, że nie zawsze na szczeblu wielkiego sportu, mistrzostw świata i Europy, ale też na poziomie naszej ligi młody człowiek może odnaleźć sens życia. W przyszłości, jeżeli tego nie zaprzepaści, będzie naprawdę dobrym i sprawnym fizycznie obywatelem.

Mamy więc „Kościół, szkoła, klub sportowy”. Do tego należałoby dodać jeszcze: „teatr i biblioteka”. Polityka kulturalna to jednak inny, wielki temat na inną okazję.

 

Dziennikarz, współpracownik m.in. Polskiej Agencji Prasowej, „Rzeczpospolitej”, „Dziennika Bałtyckiego”, zastępca redaktora naczelnego portalu Rebelya.pl

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz