Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu?
Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Eye-candy feministów

Hollywood nauczył się nowej sztuczki – ideologia stała się elementem marketingu danego obrazu lub jego obrony. Przykładem są dyskusje wokół nowych filmów o superbohaterach, takich jak "Kapitan Marvel"
Wesprzyj NK
W roku 2017 do kin wchodził film "Wonder Woman", będąca pierwszą w historii wysokobudżetową ekranizacją tego kultowego komiksu. Film budził obawy – poprzednie obrazy, składające się na rozszerzone uniwersum DC (DCEU) były, najdelikatniej rzecz ujmując, niesatysfakcjonujące dla widzów. Tym samym na barkach superbohaterki spoczywał ciężar odbudowy reputacji tej stajni. Postać Rey, brawurowo odegrana przez Daisy Ridley, jest – trzeba to powiedzieć – typową „Mary Sue”. To bohaterka dobra we wszystkim i posiadająca absolutnie wszystkie możliwe umiejętności I okazało się, że Wonder Woman ów ciężar nie tylko uniosła, ale wręcz przyćmiła kolegów w pelerynach. Obraz nie tylko był hitem box office'u, ale też wzbudził zachwyt krytyki i widzów. Trudno się dziwić – "Wonder Woman" to film porywający, mieszający konwencję superbohaterską, mitologiczną...

Chcesz uzyskać darmowy dostęp do całości materiału?

Zaloguj się do swojego konta lub utwórz nowe konto i zapisz się do newslettera

dziennikarz "Gazety Bankowej", członek zespołu redakcyjnego wGospodarce.pl, laureat nagrody im. Władysława Grabskiego w kategorii "Osiągnięcia 100 lat Polskiej Niepodległości" za 2018 rok. Autor opowiadań i powieści fantastycznych.

Nasi Patroni wsparli nas dotąd kwotą:
11 075 / 40 200 zł (cel miesięczny)

27.55 %
Wspieraj NK Dołącz

Komentarze

Dodaj komentarz

Zobacz

Zarejestruj się i zapisz się do newslettera, aby otrzymać wszystkie treści za darmo