Wpisz kwotę, którą chesz przekazać na rzecz NK
Ustawa Szyszki jest jednym z lepszych przykładów patologii procesu legislacyjnego w Polsce. Nowe proponowane rozwiązania nie są wystarczające i prawdopodobnie będą omijane w praktyce rynkowej.
Uchwalona w grudniu ubiegłego roku nowelizacja ustawy o ochronie przyrody (nazywana ustawą Szyszki, lub Lex Szyszko) jest jednym z lepszych przykładów patologii procesu legislacyjnego w Polsce – zarówno w wymiarze proceduralnym jak i choćby krótkoterminowej prognozy skutków.
Zgodnie z uzasadnieniem do ustawy, celem nowelizacji było zwiększenie uprawnień właścicieli nieruchomości w zakresie wycinki drzew. Zmniejszenie restrykcyjnych ograniczeń prawa własności oraz uproszczenie nadmiernie skomplikowanych procedur administracyjnych regulujących kwestię wycinki należy uznać za sensowne postulaty. W tym konkretnym przypadku, ustawodawca powinien jednak zwrócić uwagę na coś, co w ekonomii nazywane jest pozytywnymi efektami zewnętrznymi związanymi z obecnością drzew w mieście. Liczne badania empiryczne pokazują, że tereny zielone poprawiają mikroklimat w mieście, podnoszą jakość powietrza, ograniczają poziom hałasu, a także podnoszą wartość nieruchomości w sąsiedztwie. Wydaje się, że ustawa powinna uwzględniać te korzyści, w minimalnym stopniu ograniczając prawo własności, podobnie jak ma to miejsce w przypadku zagospodarowania przestrzennego i prawa budowlanego. W tym sensie, grudniowa nowelizacja ustawy o ochronie przyrody była posunięciem w dobrą stronę, choć o jeden krok za daleko.
Najlepszym dowodem na to, że nowelizacja nie została należycie przemyślana, jest konieczność jej zmiany po niespełna dwu miesiącach funkcjonowania
Ustawa została przyjęta w błyskawicznym tempie, w zasadzie bez debaty i udziału opozycji. Pomijając sposób jej uchwalenia, chyba najistotniejszą wadą wspomnianej nowelizacji był brak analizy skutków społecznych i ekonomicznych. W uzasadnieniu do nowelizacji ustawy znalazł się wprawdzie lakoniczny zapis o pozytywnych skutkach ekonomiczno-społecznych, nie został on jednak poparty żadnymi merytorycznymi argumentami. Zabrakło zwłaszcza refleksji nad możliwymi konsekwencjami liberalizacji przepisów. Trudno wskazać inną nowelizację, która przyniosłaby bardziej spektakularne efekty, które szybko stały się przedmiotem ogólnopolskiej debaty. Nie ma precyzyjnych szacunków rozmiarów ogólnopolskiej wycinki drzew, ale z całą pewnością ma ona charakter masowy. Sygnały rynkowe wskazują, że właściciele nieruchomości z naddatkiem nadrobili zaległości w zakresie wycinki drzew wynikające z restrykcyjnych przepisów starej ustawy, prawdopodobnie przewidując (skądinąd słusznie) zmianę przepisów w przyszłości. Ubocznym skutkiem regulacji jest zmniejszenie, i tak ograniczonej, ilości zieleni w miastach. Jest to klasyczny przykład negatywnego efektu zewnętrznego, gdzie wszyscy mieszkańcy miasta ponoszą koszty działania pojedynczych właścicieli nieruchomości (analogia do smogu i problemu spalania węglem nasuwa się sama).
Najlepszym dowodem na to, że nowelizacja nie została należycie przemyślana, jest konieczność jej zmiany po niespełna dwu miesiącach funkcjonowania. W wyniku dość chaotycznej debaty, 3 marca klub PIS złożył projekt zmiany ustawy. Jest to oczywiście działanie spóźnione, skutków działania Lex Szyszko nie da się bowiem odwrócić, a wyciętych drzew nie da się zastąpić w krótkim okresie. Można również polemizować na temat skuteczności tych zmian, nie tylko dlatego, że możliwość wycinki została już w większości przypadków „skonsumowana”.
Choć projekt PIS wprowadza pewne mechanizmy ograniczające swobodę (lub ekonomiczny sens) wycinki, np. w sytuacji sprzedaży oczyszczonej z drzew działki, zapisy te nie są wystarczające i prawdopodobnie będą omijane w praktyce rynkowej. Sensownym rozwiązaniem byłoby powiązanie przepisów w zakresie wycinki drzew z zapisami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego (np. ograniczając możliwość wycinki w przypadku terenów przeznaczonych na zieleń). W kwestii proceduralnej, dobrym rozwiązaniem jest z kolei mechanizm zgłoszenia, który działałby analogicznie do zgłoszenia robót budowlanych nie wymagających pozwolenia na budowę.
Nie wiem gdzie autor mieszka i co robi. Ja z własnego doświadczenia wiem, że każda furtka która urzędnik może ograniczyć moje prawo własności zostanie wykorzystana. Patologia jaka narosła wokół wycinki drzew jest wszystkim znana. Od wymuszania łapówek w sytuacjach oczywistych ograniczeń własności (przy budowie to standard – niech pan przeprojektuje dom słyszałem często od urzędników „zieleni” – a po cichu „daj” to uznam ze można wyciąć wszak to grosze w stosunku do inwestycji) po zawłaszczanie nieruchomości pod cele publiczne (w studium park ale bez wywłaszczenia na cele społeczne i bez uchwalenia planu – nie ma opłat za spadek wartości ale jest blokada dla inwestycji – nagminne w „wielkich” miastach). I to o takie właśnie sytuacje chce „wzbogacić” procedurę autor (zgłoszenie). Kto robił zgłoszenie w „chciwej” administracji budowlanej ten wie jak wiele załączników potrafią zażądać. To lepiej „dać” i wyciąć „suszka”.
Patologią jest stanowisko, które pozbawia właściciela jego pr własności. Gdyby zgodnie z prawem każde drzewo było własnością jego właściciela, nikt nie rabowałby, nie niszczył własnych zasobów tylko dlatego, że mu wolno. Cały problem wziął się z braku poszanowania dla prawa własności, a nie z jego nadużywania. Prawo było dobre, ale jeno dobre prawo to za mało. Z chwilą, gdy lewica rzuciła się na cudzą własność, rząd się poddał i wycofał.
„Ustawa została przyjęta w błyskawicznym tempie, w zasadzie bez debaty i udziału opozycji. Pomijając sposób jej uchwalenia, chyba najistotniejszą wadą wspomnianej nowelizacji był brak analizy skutków społecznych i ekonomicznych”. Czyżby autor nie dostrzegł, że obecny rząd wszystkie kolejne zmiany, także te poważniejsze, przeprowadza w taki sposób?
Regulować, regulować, regulować. A idźcież wy do wszystkich dyjabłów. internetowy Miesięcznik Idei jego mać.
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.
Bartłomiej Radziejewski ostrzega: narracja o „skradzionych wyborach” może posłużyć jako pretekst do bezprecedensowego nacisku na Sąd Najwyższy i delegitymizacji prezydenta elekta
Program konferencji obejmował siedem paneli dyskusyjnych, koncentrujących się na priorytetach polskiej prezydencji w UE w kontekście Zielonego Ordokonserwatyzmu.
Jeżeli teraz mamy problemy z łącznością i komunikacją, to aż strach pomyśleć, jak będzie w sytuacji realnego niebezpieczeństwa
Czy Indie zmieniają bieg światowej polityki? Jak wyglądają relacje międzynarodowe z perspektywy jednego z najważniejszych graczy w Azji?
Jaką rolę odgrywają Indie w dynamicznie zmieniającym się ładzie światowym? Dlaczego ich pozycja w geopolityce Azji jest kluczowa dla przyszłości globalnych relacji międzynarodowych? Odpowiedzi na te pytania znajdziesz w najnowszej książce Shivshankara Menona byłego Sekretarza Spraw Zagranicznych Indii.
„Ostatni Etap” to nie tylko analiza polityczna – to także historia współczesnej Polski i jej miejsca na mapie świata.
Zapisz się na listę mailingową i wybierz, na jaki temat chcesz otrzymywać alerty:
Login lub e-mail
Hasło
Zapamiętaj mnie