Unia Europejska w kryzysie egzystencjalnym?

1.1 Plan pięciu prezydentów

Poważna debata nad przyszłością UE w świetle nowych wyzwań i zagrożeń, głównie w strefie euro, rozpoczęła się w czerwcu 2015 r. w związku z opublikowaniem tzw. raportu szefów, lub prezydentów, albowiem dokument podpisali szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, kierujący Eurogrupą (czyli ministrami finansów państw strefy euro) Jeroen Dijsselbloem, przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz i prezes Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi[i]. Jego podstawowy cel i założenie było jasne: dokończyć projekt budowy Unii Gospodarczej i Walutowej (UGW), czyli konkretniej: zacieśnić współpracę w strefie euro, a nawet całkiem przenieść politykę pieniężną na szczebel wspólnotowy, co – jak założono – ma nastąpić "nie później niż do roku 2025".

Projekt przyjęto z jednego podstawowego powodu – z racji tego, że „Europa wychodzi z największego kryzysu finansowego i gospodarczego, jakiego nie doświadczyła od siedmiu dekad”, co było słuszne jako diagnoza, ale niekoniecznie prawdziwe jako prognoza, bowiem kryzys niestety się jeszcze nie zakończył. Logika tego dokumentu polegała na tym, że przedstawił on harmonogram dokończenia nie tylko UGW, ale wręcz całego procesu integracyjnego. Według tych założeń miałby on przebiegać w sekwencji: od prawdziwej unii gospodarczej, ku unii finansowej, a następnie fiskalnej i docelowo – politycznej. Łącznie objęto nim więc aż cztery nakładające się na siebie i wzajemnie zazębiające dziedziny.

Plan pięciu prezydentów miałby przebiegać w sekwencji: od prawdziwej unii gospodarczej, ku unii finansowej, a następnie fiskalnej i docelowo – politycznej. Jednak zjawiska w UE mówią o czymś przeciwnym: umacniają się tendencje narodowe i odśrodkowe

Podstawowy problem polega na tym, że – jak widać – podtrzymano w raporcie wewnętrzną logikę i dotychczasową filozofię procesu integracyjnego, którego zwieńczeniem miałaby być swego rodzaju federacja i twór o charakterze ponadnarodowym. Tymczasem notowane procesy, zjawiska i wyzwania w UE i jej państwach członkowskich mówią o czymś zupełnie przeciwnym: bezustannie rosną lub umacniają się tendencje narodowe i odśrodkowe, co sprawia, że z wielu powodów[ii] widzimy kolejne przejawy czy etapy separacji unijnych elit od społeczeństw, coraz mocniej eurosceptycznych i opowiadających się bardziej za współpracą międzyrządową niż federalizacją[iii]. Natomiast aktualne wydarzenia i procesy w państwach członkowskich, kolejne wybory i ich wyniki dowodzą, że zagrożenie ze strony sił narodowych staje się elementem poważnym i trwałym na europejskiej scenie.

Dostępna już literatura znajduje wiele wyjaśnień tych zjawisk: bunt przed poprzednim nadmiernym urynkowieniem w ramach globalizacji i integracji, zbyt daleko idąca liberalizacja (nie tylko rynkowa, także obyczajowa i kulturowa), rosnące rozwarstwienie socjalne, a w ślad za tym – nostalgia za państwem opiekuńczym i poszukiwanie bezpieczeństwa, nawet kosztem ograniczania wolności[iv]. Warto jednak także odnotować, że – z drugiej strony – politycznym paliwem dla części środowisk eurosceptycznych są postulaty z arsenału klasycznego europejskiego liberalizmu czy wręcz libertarianizmu, nawiązujące do idei “państwa-minimum”: odejścia od hiperregulacji różnych dziedzin życia społecznego i ekonomicznego, ograniczenia instytucji i procedur biurokratycznych na poziomie narodowym i ponadnarodowym, zwiększenia swobody indywidualnej działalności gospodarczej, ograniczenia programów socjalnych, poprawy czytelności procesów wyborczych, prywatyzacji edukacji, liberalizacji dostępu do broni etc. A wraz z tym wszystkim rośnie nostalgia za powrotem czy wzmocnieniem państwa jako instytucji i państw narodowych jako samodzielnych graczy[v].