Wyrok FTK z sprawie Maastricht wszedł w późniejszym okresie w kolizję z dążeniem do wzmocnienia legitymacyjnej roli Parlamentu Europejskiego, co znalazło wyraz w nieprzejętym Traktacie Konstytucyjnym i przyjętym Traktacie z Lizbony. O ile w Jednolitym Akcie Europejskim w Parlamencie Europejskim widziano – jak już wspomniałem – forum wyrażania woli politycznej narodów Europy, to Traktat z Lizbony ujął to zagadnienie odmiennie.
Po pierwsze, Traktat z Lizbony ustanowił (art. 10 ust. 1), że „podstawą funkcjonowania Unii jest demokracja przedstawicielska”. Wcześniej Unia (Traktat amsterdamski) „opierała się na zasadzie demokracji”. Skoro demokracja, i to nie ogólnie określona, ale przedstawicielska, przestaje być zasadą, na której Unia się (wśród innych zasad) opiera, a staje się podstawą jej funkcjonowania, to mamy do czynienia z rewolucyjną zmianą jakościową, która musiała znaleźć swój polityczno- instytucjonalny wyraz. I znalazła – w Parlamencie Europejskim, w którym „obywatele są bezpośrednio reprezentowani na poziomie Unii” (art. 10 ust. 2). Co więcej, Unia staje się przestrzenią demokratycznego uczestnictwa dla swoich obywateli („każdy obywatel ma prawo uczestniczyć w życiu demokratycznym Unii” – art. 10 ust. 3), a sam Traktat uczynił z „partii politycznych na poziomie europejskim” instytucje traktatowe, albowiem „przyczyniają się one do kształtowania europejskiej świadomości politycznej i wyrażania woli obywateli Unii” (art. 10 ust. 4).
Parlamenty narodowe – poza „czuwaniem nad przestrzeganiem zasady pomocniczości” uczestniczą w demokratycznym „funkcjonowaniu Unii” w sposób pośredni, albowiem „Państwa członkowskie są reprezentowane w Radzie Europejskiej przez swoich szefów państw lub rządów, a w Radzie przez swoje rządy, szefowie państw lub rządów odpowiadają demokratycznie przed parlamentami narodowymi albo przed swoimi obywatelami” (art.10 ust. 2).
Problem powstaje nie wtedy, kiedy analizujemy funkcjonowanie Unii, ale wtedy, gdy staramy się zidentyfikować i zhierarchizować źródła jej demokratycznej legitymacji, które muszą gdzieś bić, skoro demokracja przedstawicielska jest „podstawą funkcjonowania Unii”. O ile wyrok FTK w sprawie Maastricht wprost określał demokratyczną, jeśli chodzi o Niemcy, legitymację Unii jako narodową, której źródłem jest udział obywateli Niemiec w wyborach do Bundestagu, a legitymacja „ogólnoeuropejska”, osiągana dzięki wyborom do PE, ma charakter fakultatywny, to logika traktatu z Lizbony wskazuje na to, że podstawą demokratycznej legitymacji Unii jest Parlament Europejski wybierany bezpośrednio przez obywateli. Ta rzucająca się w oczy różnica w rozłożeniu akcentów legitymizacyjnych nie doprowadziła do destrukcyjnej kolizji, ale ustanowiła stałe pole napięcia między parlamentami narodowymi a Parlamentem Europejskim. Choć Parlament Europejski przy dużym nakładzie środków, dobrej woli i zaangażowaniu politycznych zasobów własnych ustanowił imponującą siatkę współpracy i wymiany informacji z parlamentami narodowymi, to ciągle te relacje są niełatwe. Parlament Europejski i parlamenty narodowe „starają się zazdrośnie strzec swoich kompetencji i je rozszerzać i postrzegają swoje parlamentarne prerogatywy w wieloszczeblowym systemie unijnym jako grę o sumie zerowej. Stosunki międzyparlamentarne oscylują między konfliktem a współpracą”1.
- 1 Policy Department C: Citizens’ Rights and Constitutional Affairs, dz. cyt.., str. 31-32; Neunreither K., The European Parliament and National Parliaments: Conflict or cooperation?, „The Journal of Legislative Studies”, 11 (3-4) 2005, str. 466-489.