Z analizy dostępnych partyjnych programów, jak też wypowiedzi czołowych polityków najważniejszych partii w V4 wynika cały szereg dość istotnych wniosków, patrząc z punktu widzenia skomplikowanej obecnej rzeczywistości w UE oraz jej najbliższej, trudnej do przewidzenia przyszłości.
- Widać głębokie pęknięcie polityczne na wewnętrznych scenach poszczególnych państw na eurosceptyczne siły narodowe (z wiodącą rolą Fidesz i PiS, ale równie wyrazistymi poglądami na ten temat SPD T. Okamury czy słowackiej SNS) oraz pragnące dalszej integracji siły euroentuzjastyczne (PO, Nowoczesna, WPS, KD, ČSSD, Smer, choć ten ostatni z pewnymi ograniczeniami).
- Jest to spór na tyle głęboki, że najwyraźniej prowadzi ku nowemu wymiarowi kryzysu, czyli ku zderzeniu odmiennych systemów wartości, w ramach którego obóz pierwszy opowiada się za silną egzekutywą, suwerennością i współpracą międzyrządową, oraz podważa system równowagi i kontroli władz (checks and balances). W przypadku Polski doprowadziło to już do wszczęcia – na wniosek Komisji Europejskiej i osobiście jej wiceprzewodniczącego Fransa Timmermansa (co przyniosło potem głośne i wiadome skutki dla niego w postaci veto V4 na jego kandydaturę na przewodniczącego Komisji) – procedury z art. 7.1. w sprawie nieprzestrzegania zasad praworządności. W ślad za kolejnym raportem na temat tego kraju (pierwszy był sygnowany przez Portugalczyka Rui Tavaresa w 2003 r.), sporządzonym przez holenderską euro posłankę z frakcji zielonych Judith Sargenitini, procedurę z tego samego artykułu przeciwko Węgrom wszczął we wrześniu ub.r. Parlament Europejski. Co więcej – zgodnie z projektami Komisji – wszczęcie tych procedur może dość mocno uderzyć w oba te państwa w zasadach przyjętych w nowej perspektywie budżetowej z racji powiązania nowych funduszy z zasadami przestrzegania praworządności.
- Drugi obóz, równie wyrazisty, nadal trzyma się liberalnych z ducha i litery kryteriów kopenhaskich.
- Ten ostry spór o wartości prowadzi do zauważalnej polaryzacji na scenach wewnętrznych. Wiele wskazuje na to, że kryzys ten przeobraża się coraz bardziej w inny wyrazisty konflikt, przebierający coraz częściej charakter nadrzędnego wyzwania: demokracja-autokracja, a przynajmniej demokracja liberalna a „demokracja nieliberalna” (jak ją zdefiniował V. Orbán).
- Ten diabelski w swej istocie dylemat sprawia, że partiom proeuropejskim nie pozostaje nic innego, jak szerokie włączanie do swych postulatów i programów, postulatów i oczekiwań demosu. Tylko w ten sposób można bronić projektu integracji, coraz bardziej podmywanego i podkopywanego przez pokusy, działania i programy nieraz już jawnie antydemokratyczne, nieliberalne (czytaj autokratyczne) i skrajnie narodowe. Kwestia „deficytu demokratycznego” jest autentyczna, nie wydumana i musi stanąć na porządku dnia.
- Rezultaty wyborów do Parlamentu Europejskiego przeprowadzone w maju 2019 r., a także wybór najważniejszych władz w UE, do których nie wszedł żaden przedstawiciel V4 i regionu, stanowią poważne ostrzeżenie, że odtworzenie znanego podziału na kontynencie na osi Wschód-Zachód nie jest wcale akademickim konceptem, lecz należy już do politycznej rzeczywistości. Ten stan rzeczy może, choć nie musi, wzmocnić w regionie siły proeuropejskie, o ile jednak będą one koncentrowały się nie tyko na obronie liberalnych wartości, ale także w coraz większym stopniu brały pod uwagę postulaty oddolne.
- Na agendzie coraz bardziej stoi też inna zasadnicza kwestia: poczucia bezpieczeństwa. Przyszła UE, chcąc przetrwać, musi zająć się nie tylko, jak dotąd, kwestiami gospodarczymi czy handlowymi, lecz nade wszystko odbudowaniem nadszarpniętej solidarności i wzajemnego zaufania. Dawne hasło – fakt, że wywodzące się z USA – „Economy, stupid!” już w istocie zostało zastąpione przez inne, nie mniej ważne: „Security, stupid!”.
- W tym kontekście trzeba stawiać kolejne istotne pytania, dotyczące roli przyszłej, osłabionej potencjalnym brexitem UE na arenie międzynarodowej. Niestety, partie w państwach V4 zdają się mieć jedynie – często wyraziste i nawzajem sprzeczne – opinie i podejścia do Rosji, ale już nie trójkąta USA – Chiny – Rosja, czy USA – Chiny – UE. Brakuje im strategicznej wizji i wyobraźni, a chyba i wiedzy, by w szybkim tempie wypracować strategie wobec tak kluczowych kwestii, jak rola „wschodzących rynków”, począwszy od takich kolosów jak Chiny czy Indie, jak też najwyraźniej przepoczwarzającego się na naszych oczach ładu światowego. Nie chodzi o to, by państwa V4 były globalnymi czy geostrategicznymi graczami, bo nie posiadają takiego potencjału. Chodzi o to, by należycie rozumiały dokonujące się zmiany, dostosowywały się do nich i wykorzystywały je z pożytkiem dla siebie. Wydaje się, że w takim kontekście jedynym poważniejszym politykiem tej rangi jest węgierski premier V. Orbán. Natomiast politycy polscy powinni akurat teraz odpowiedzieć sobie na pytanie: na kogo gramy – na silną współpracę transatlantycką, na Niemcy, UE i powrót Trójkąta Weimarskiego (gdy postulat powrotu do niego znalazł się w programie nowej niemieckiej Wielkiej Koalicji), czy też stawiamy jedynie na współpracę z USA?
- Politycy w naszym kraju, szczególnie ci rządzący, powinni wziąć pod rozwagę jeszcze jeden aspekt: w żadnej konfiguracji w programach i wypowiedziach reprezentantów głównych sił politycznych państwach V4 nie widać nawet echa polskiej propozycji budowy Międzymorza czy Trójmorza. To też powinno nam mocno dawać do myślenia. Najwyraźniej nie ma w regionie chętnych do budowy jakieś silnej, niezależnej strefy w pasie między Rosją a Niemcami. Czy to przypadkiem nie jest kolejny argument na rzecz tego, by trzymać się tych rozwiązań, które mamy i istnieją, a więc w ramach UE?
- Politycy głównych ugrupowań politycznych V4 muszą brać pod uwagę, że społeczeństwa tych państw – mimo antyunijnej propagandy – pozostają mocno proeuropejskie. Jak wynika z badań CBOS, w Polsce jest tych zwolenników ponad 80 proc. (najwięcej wśród wyborców PO – 99 proc., ale nawet w elektoracie PiS – 84 proc.), a przeciwników – tylko od 9 do 11 proc. Obecność w UE, jak wynika z sondaży Eurobarometru, popiera także większość badanych z pozostałych państw regionu – ponad cztery piąte Węgrów (82%), niemal trzy czwarte Słowaków (74%) i ponad połowa Czechów (56%). Nawet V. Orbán z jego częstymi wypadami skierowanymi przeciwko „dyktatowi Brukseli” (które wkrótce zapewne się nasilą w związku z nadchodzącą setną rocznicą Trianon – 4 czerwca 2020 r.), zawsze odwołujący się do woli ludu (podobnie jak J. Kaczyński i jego głośne przypomnienie formuły vox populi, vox Dei) najwyraźniej bierze to pod uwagę i nie stawia otwarcie postulatu opuszczenia UE.
- Ostatnie wydarzenia na terenie Słowacji i Czech, wybór jednoznacznie proeuropejskiej i liberalnej w poglądach Zuzany Čaputovej na stanowisko prezydenta republiki, będący po części odpowiedzią na zabójstwo J. Kuciaka oraz upadek gabinetu Roberta Fico i partii Smer po 13 latach rządów, a następnie cykl masowych demonstracji na terenie Czech przeciwko korupcji oraz osobiście premierowi A. Babišowi wskazują, że państwa te niekoniecznie pójdą w ślady „nieliberalnej osi” Budapesztu i Warszawy. Wiele oznak wskazuje, że może być – a nawet już częściowo jest – dokładnie odwrotnie.
- V4 wydaje się być mocno wewnętrznie pęknięta, chociaż pozuje na monolit, rządzący się wspólnymi interesami czy to przy wyborze nowych władz UE (a raczej przy sprzeciwie wobec kandydatury F. Timmermansa na przewodniczącego Komisji oraz „konspiracji elit”), czy w kwestiach energetycznych (obrona lobby węglowych) lub klimatycznych. Tyle tylko, że są to dodatkowe dowody, wręcz niebezpieczne w swej wymowie, na utrwalanie się i pogłębianie wspomnianego wyżej podziału Wschód-Zachód na kontynencie. Nie jest to wcale dobre przesłanie dla wszystkich państw członkowskich V4.
- Podstawowym wyzwaniem w obecnej UE, w tym także w V4, jest wewnętrzne pęknięcie w poszczególnych państwach członkowskich: na siły liberalne i antyliberalne, zwolenników społeczeństwa otwartego i zamkniętego, demokratów i autokratów, euroentuzjastów i eurosceptyków, wyznawców współpracy ponadnarodowej oraz międzyrządowej. Wszystko to razem sprawia, że ponowne dojście do konsensusu, jaki kiedyś, przed akcesją do UE obejmował wszystkie najważniejsze siły polityczne państw V4, jest i będzie bardzo trudne, o ile w ogóle w obecnych uwarunkowaniach możliwe. A tylko taki konsensus i odbudowa zachwianej solidarności może być podstawą (od)budowy UE jako nadal skutecznego i ważnego gracza na scenie globalnej.