Jest jeszcze jedna kwestia, która zaprząta uwagę partii politycznych w V4, a zarazem bezpośrednio wiąże się z przyszłością projektu europejskiego. Chodzi o brytyjskie referendum nad wyjściem z UE i potencjalny brexit. W ten oto sposób nad dotychczasową, bezustannie narastającą – co do zasięgu (rozszerzenia) i głębokości – integracją zawisło widmo dezintegracji, a postulaty, by „iść w ślady Brytyjczyków”, choć rzadko (T. Okamura), to jednak padają.
To kolejna kwestia, gdzie mamy do czynienia z notowaną już wcześniej wyraźną polaryzacją. Co do samego brexitu na ogół panuje niepewność i brak jasności. Mało jest tak wyrazistych poglądów, jak ten przedstawiony przez aktualnego szefa SNS i ówczesnego przewodniczącego słowackiego parlamentu Andreja Danko. Przewodniczący wielokrotnie atakował „samolubność narodową państw”, którą uzasadniał brexit, ale równocześnie winił za ten proces UE. Wśród innych partii raczej panuje w tej kwestii swego rodzaju ambiwalencja. Z jednej strony, jak J. Kaczyński, ocenia się brexit jako „wydarzenie niedobre”. Zarazem jednak traktuje go jako szansę, chociażby – w opinii tegoż J. Kaczyńskiego – do przedłożenia nowych rozwiązań traktatowych. Z drugiej, V. Orbán wykorzystał tę okazję, by raz jeszcze uzasadnić swą populistyczną (tzn. odwołującą się do postulatów „ludu” czy – w Polsce – „suwerena”) platformę polityczną i pokreślić, w rządowym radio Kossuth, iż „podstawowy wniosek płynący z brytyjskiego referendum płynie taki, iż Bruksela powinna bardziej wsłuchiwać w głosy ludzi”. Innymi słowy, stale podkreśla, że brukselskie (i nie tylko) elity są oderwane od rzeczywistości (i od „ludu”). Jedynie czeska ČSSD oraz partie w Polsce (ze względu na dużą diasporę) otwarcie podnoszą też kwestię, by w związku brexit „nie doszło do dyskryminacji naszych obywateli na terenie Zjednoczonego Królestwa”. Komentarze na temat toczących się trudnych negocjacji UE (Komisji) z Wlk. Brytanią były raczej sporadyczne i niewiele wnoszące do meritum.
Brexit postawił też na porządku dnia kwestię dalszej polityki zewnętrznej UE, a szczególnie jej podejścia do największych mocarstw po osłabieniu wyjściem Wlk. Brytanii z Unii. PiS pod tym względem, w czym nie jest w regionie odosobniony, nie wchodzi w kwestie transatlantyckie, nawet po dojściu do władzy administracji Donalda Trumpa i wprowadzeniu do tych relacji nowej dynamiki. Partia ta tym bardziej nie zajmuje się „wschodzącymi rynkami”, począwszy od Chin (nawet mimo lądowego Jedwabnego Szlaku biegnącego przez Polskę). Ogranicza się jedynie do obrony programu Partnerstwa Wschodniego oraz – stałej – krytyki poczynań Rosji.
Pozostałe trzy kraje V4 Rosji otwarcie nie atakują, a V. Orbán wszedł z nią w nowe interesy biznesowe i programy energetyczne (elektrownia atomowa w Paks, nowe umowy gazowe – podpisane, co symboliczne, przez szefa węgierskiej dyplomacji w Moskwie w tym samym dniu, gdy w Warszawie przebywał D. Trump). Istotne jest również to, że w programach tych partii praktycznie nie ma odniesień do kryzysu ukraińskiego. Dlatego za wręcz unikatowe należy uznać słowa szefa PO Grzegorza Schetyny: „od naszej spójności z instytucjami i wartościami zachodnimi zależy zdolność wsparcia, jakie nasza wspólnota może udzielić zaatakowanej przez Rosję Ukrainie”.
Poza V. Orbánem, promującym swoją strategię „otwarcia na Wschód” od Rosji przez Azerbejdżan i Kazachstan aż po Chiny, innym politykom i partiom w regionie brakuje takiej śmiałości i szerszej wizji. Czeskie ANO i słowacki Smer chce tylko dobrych stosunków bilateralnych – z sąsiadami i państwami bardziej od ich państw odległymi. Opowiadają się oni za współpracą euroatlantycką w ramach NATO i silniejszą Unią, pomimo brexitu. Jednakże jedynie Smer zawarł w swych programach tezę, by wykorzystać brexit do przemyślenia przyszłej roli UE „jako niezależnego bieguna” w kontekście stosunków z Rosją i Chinami (o USA nie wspomniano).
Na ogół odnosi się jednak nieodparte wrażenie, że kwestie z zakresu strategii i polityki globalnej, a nawet szerszego spektrum międzynarodowego, są w analizowanych dokumentach albo drugorzędne, albo w ogóle nie są podnoszone – poza wyrazistym stosunkiem do Rosji, bardzo odmiennym w wydaniu Warszawy (tej rządzącej, jak też opozycyjnej) w porównaniu do trzech pozostałych partnerów z V4, którzy najczęściej postulują, by stosunki z Moskwą nie były utrzymywane w tonacji czarno-białej.