Kryzys migracyjny i wcześniejszy kryzys bezpieczeństwa zewnętrznego, wywołany przez destabilizacje Ukrainy i wojnę w Donbasie z jednej, a pojawienie się złowrogiego ISIS/Daesh z drugiej strony, postawiły – jak wiadomo – przed europejskimi stolicami i instytucjami kwestię obrony własnych granic, a nawet Wspólnej Polityki Obronnej – już nie tylko na papierze. To też, przynajmniej na pozór, wydaje się być wspólna platforma państw V4, chociaż można odnotować tu pewne różnice i niuanse.
Kwestię tę najpierw, jeszcze przed ww. kryzysami, podjął J. Kaczyński – ku zaskoczeniu wielu opowiadając się za „wspólną obroną” w ramach UE. Później jednak PiS, już u władzy, wahał się i zwlekał z przystąpieniem do programu PESCO (stałej współpracy strukturalnej w zakresie obrony), który jak dotąd się w trakcie tej debaty wyłonił. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że PiS opowiada się jednoznacznie za NATO – i obecnością wojsk tego sojuszu w regionie, zagwarantowaną na szczycie w Warszawie.
Do PESCO bez większych wahań przystąpiły też Węgry, ale w kwestiach wspólnej obronności w ramach UE – a nawet NATO! – głos w tak elokwentnego i wyrazistego V. Orbána i jego Fideszu jest praktycznie niesłyszalny (z kręgów amerykańskich zaczęły natomiast wydostawać się przecieki, czy Węgry, stawiające mocno na współpracę z Rosją, a także z Chinami, są jeszcze wiarygodnym sojusznikiem). V. Orbán podpisuje jednak wspólne dokumenty w tej sprawie, w tym wspólną jubileuszową Deklarację w marcu 2017 r., stale podnosząc przy tej okazji jeden argument: „wspólna polityka obronna jest nam potrzebna w celu przeciwstawienia się masowej migracji”.
Daje jednak do myślenia fakt, że żadne z państw V4 nie zostało włączone do rodzącej się nowej inicjatywy francuskiej dotyczącej wspólnej obrony. Administracja Emmanuela Macrona, rozczarowana „małymi ambicjami” PESCO (i postawą Niemiec), przy wsparciu Wlk. Brytanii próbuje tworzyć nową wojskową koalicję na kontynencie, „kompatybilną do PESCO i NATO”, ale Polski do niej nie zaproszono, ze względu – jak to ujęto – na „autorytarny i nacjonalistyczny kurs PiS”, a jednym państwem z szerszego regionu Europy Środkowej i Wschodniej jest w nim Estonia. To kolejny przykład rysującego się ewentualnego pęknięcia na kontynencie.
Ogólnie odnosi się nieodparte wrażenie, że poglądy wszystkich analizowanych partii w V4, tych rządzących i opozycyjnych, pozostają raczej w warstwie deklaratywnej, formalnego popierania postulowanych wspólnych przedsięwzięć, a nawet „integracji zdolności obronnych UE”, najczęściej jednak z uzupełnieniem: „przy współpracy z NATO”. Dość powszechnie dodaje się do tego dwa kluczowe argumenty: wspólne podejście w kwestiach obrony jest także konieczne w związku z zagrożeniami terrorystycznymi, a warunkiem skuteczności w tej dziedzinie jest „szybka wymiana informacji na temat zagrożeń”, jak to ujęto w programie ANO.
Zarówno węgierski Fidesz, jak i czeska SPD T. Okamury mocno podnoszą jeden argument: zdecydowanego zwiększenia europejskich zdolności obronnych. V. Orbán mówi wprost, że „jesteśmy skazani na siebie”, tzn. na współpracę państw UE, natomiast w deklaracji programowej SPD znalazło się „żądanie dokonania fundamentalnej zmiany w doktrynie obronnej Europy” – to jest obrony Europy i Europejczyków na mocy własnych środków i potencjałów, co jest naturalnie argumentem całkowicie sprzecznym ze zdecydowanie pronatowskimi poglądami PiS (jak też polskiej opozycji).
Tym samym, jak widać, tak jak postulat wspólnej obrony UE i V4 raczej łączy, to stosunek do NATO już raczej dzieli, a przynajmniej może podzielić analizowane podmioty. Przy tej okazji pojawiają się hasła nawet potencjalnie groźne, jak to z programu SPD: „Odpowiedzialność za bezpieczeństwo kraju nie może zostać przekazana sojusznikom”. Tu też, niejako na przekór zdrowemu rozsądkowi, wyłania się więc także skrajny nacjonalizm i znana nam już w innej konfiguracji „obrona suwerenności” (coś podobnego początkowo głosił węgierski Jobbik, ale zaprzestał używania tego argumentu w ramach stopniowego przechodzenia na pozycje centrowe). Szczęśliwie, nawet skrajne partie nie negują jednak otwarcie zobowiązań sojuszniczych wobec NATO.
Jednakże otwarcie za utworzeniem europejskich sił zbrojnych, wraz ze wzmocnieniem Frontexu, Europolu i Eurojustu, opowiadają się tylko nieliczni, przede wszystkim czescy socjaldemokraci, jak też słowacki Smer (łącząc to jednak z wyzwaniami terrorystycznymi). Inni pozostają pod tym względem wstrzemięźliwi.