Po przytoczeniu tych wszystkich faktów, podsumujmy stan obecny. Strefa euro weszła w 2010 roku w egzystencjalny kryzys, który ciągnął się w niektórych państwach przez siedem lat. Przykładowo, Grecja i Włochy jeszcze przez długie lata nie nadrobią wszystkich strat i nie wrócą do poziomu rozwoju sprzed kryzysu. Ani w jego trakcie, ani po jego złagodzeniu, nie wprowadzono wystarczających reform, które w pełni zabezpieczałyby tę strefę przed następnym kryzysem. Według Wolfganga Münchaua, unia walutowa nie ma odpowiednio silnej infrastruktury zarządzania, co oznacza, że pozostaje wewnętrznie podatna na kolejne wstrząsy[27]. Tak samo uważa premier Portugalii, który w przemówieniu w Parlamencie Europejskim w marcu 2018 roku uznał, że stabilność UGW w nadchodzącej przyszłości jest wysoce ryzykowna ze względu na strukturalną słabość i niekompletność instytucjonalną[28]. Dyskutowane w 2018 r. reformy są nadal połowiczne i nie dają gwarancji na pełne zabezpieczenie unii walutowej.
W ramach UGW nie ma odpowiednich instytucji równoważących dysproporcje makroekonomiczne między krajami bogatszymi i bardziej konkurencyjnymi, a tymi słabszymi
Co jednak najgorsze, UGW jest reżimem trwale asymetrycznym, co oznacza, że akumuluje korzyści dla jednych i koszty dla innych państw członkowskich. W ramach tego systemu nie ma odpowiednich instytucji równoważących dysproporcje makroekonomiczne między krajami bogatszymi i bardziej konkurencyjnymi, a tymi słabszymi. Ma to już obecnie swoje konsekwencję geopolityczne, z których najważniejszą jest rosnąca potęga Niemiec i osłabienie roli państw Europy Południowej, jak również coraz silniejsza nierównowaga potencjałów gospodarczych między Niemcami a Francją.