Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Zapomniana zapaść

Los rewolucji lutowej potwierdza, że wola sprawowania władzy, choć nie zastąpi innych cnót politycznych i powszechnych, jest absolutnie niezbędna rządzącym

Los rewolucji lutowej potwierdza, że wola sprawowania władzy, choć nie zastąpi innych cnót politycznych i powszechnych, jest absolutnie niezbędna rządzącym

Lutowy wstrząs, który obalił panowanie Mikołaja II Romanowa, owszem, postrzegany jest jako prolog, przedsmak, dziś powiedzielibyśmy może prequel, ale wyjątkowo nieudany. Bolszewicy pisali o nim półgębkiem i pogardliwie, nie przyznając swoim przegranym przeciwnikom nawet zasługi podjęcia inicjatywy obalenia cara. Racjonalizując, jak zwykło się to robić, przeszłość post factum, ukazywali lutowy wstrząs, jako epizod, drobne wydarzenie, etap zwycięskiego pochodu proletariatu do władzy.

Pustka w pamięci

Również dla innych narratorów okres ośmiu miesięcy – między lutym a październikiem – nie wydaje się bytem osobnym. O ile bez liku jest opracowań, ukazujących postępującą zapaść Petersburga (ostatnio świetny Dominic Lieven ze swoim „Towards the Flame: Empire, War and the End of Tsarist Russia”, niestety, nieprzełożonym jeszcze na polski), a o dziejach Października nie ma i co mówić, o tyle na palcach jednej ręki policzyć można opracowania, traktujące wyłącznie o roku 1917 bądź rekonstruujące dzieje rewolucji lutowej. Na dobrą sprawę zajmowała się tym niemal wyłącznie część białej emigracji, od lewicujących liberałów Milukowa po „prawych kadetów” (konstytucjonalistów) Struvego, już to tłumacząc się z nieutrzymania władzy i nieocalenia Rosji przed katastrofą, już to oskarżając się wzajemnie o trzeciorzędne z punktu widzenia późniejszych wydarzeń małostkowości i zaniechania. Jedna z niewielu prac poświęconych wyłącznie dziejom lutowego zrywu jest autorstwa, trzebaż trafu, Georgija Katkova (jego „Russia 1917: The February Revolution” ukazała się przed półwieczem, w roku 1967) – notabene prawnuka niesławnej w Polsce pamięci Michaiła Katkowa, najbardziej zażartego z rusyfikatorów Kongresówki po powstaniu styczniowym.

Kiedy usiłujemy zrozumieć, jak doszło do zapaści państwa rosyjskiego w lutym 1917 roku, wyjątkowo trudny okazuje się wybór między podejściem deterministycznym a „akcydentalnym”: czy upadek caratu i szerzej, autorytetu władzy, był w tym czasie czymś absolutnie nieuchronnym, czy – możliwym do uniknięcia?

Znamienne przecież, że „Rosja Lutowa” nie zagościła na dobrą sprawę nie tylko w monografiach, ale i w wyobraźni. Istnieją dziesiątki utworów z nurtu political fiction, które ukazują Rosję Romanowów, trwającą współcześnie: zmodyfikowaną, liberalną lub odwrotnie – wymachującą nahajem jeszcze bardziej dziarsko niż ongiś. Przecież zawsze – carską: pyszny „Lód” Jacka Dukaja jest chyba najwybitniejszą książką z tej półki. Dzieł, ukazujących Rosję rządzącą przez bolszewickich następców i dziedziców, nieznacznie tylko przypudrowanych i transformowanych, też mamy pod dostatkiem, przy czym, by tak rzec, niekoniecznie są to fikcje. Tymczasem o powieści, która ukazywałaby Rosję liberalną i konstytucyjną, „utrzymującą stosunki” i melancholijnie wyzbywającą się kolonialnego dziedzictwa –głucho.

Upadek państwa

Kiedy usiłujemy zrozumieć, jak doszło do zapaści państwa rosyjskiego w lutym 1917 roku, wyjątkowo trudny okazuje się wybór między podejściem deterministycznym a „akcydentalnym”: czy upadek caratu i szerzej, autorytetu władzy, był w tym czasie czymś absolutnie nieuchronnym, czy – możliwym do uniknięcia? Ten spór toczy się niejako na dwóch poziomach. Toczą go entuzjaści syntetycznego spojrzenia na dzieje, dyskutując, czy Rosja Romanowów, trawiona tyloma sprzecznościami i słabościami, musiała upaść na skutek różnego rodzaju „przeciążeń”, towarzyszących jej modernizacji. Profesor Boris Mironow nadal twierdzi, że było to absolutnie niekonieczne. Uważa, że gdyby Rosja przetrwała bodaj jeszcze dziesięć lat, to ocalałaby. Powtarza w ten sposób wywody liberałów na uchodźstwie, którzy jeszcze w latach 30. mówili przede wszystkim o „zmarnowanych szansach”: Jeszcze jakieś dziesięć lat – podkreślał Nikołaj Astrow – i Rosja stałaby się krajem praktycznie niezwyciężonym, wewnętrznie zrównoważoną potęgą. Wchodziła już na drogę ładu prawnego, nieskrępowanej przedsiębiorczości i pełnego wykorzystania swojego potencjału.

Kiereński, Makłakow, Karpowicz myśleli nie inaczej. W podobnym tonie przemawiał wiosną 1917 roku przedsiębiorca i lokalny działacz partii kadetów w nadwołżańskim Symbirsku, gdzie losy rzuciły nastoletniego Igora Newerly. Wiemy to z jednego z najlepszych świadectw czasów rewolucji, jakie powstały po polsku – wspomnień Newerlego „Zostało z uczty bogów”. Chociaż nie jest łatwo o mocne dowody w rozważaniach „co by było, gdyby..”, kusi refleksja nad Rosją, która zdołała stać się monarchią liberalną, albo i republiką w amerykańskim stylu, bo i o tym marzono (nie przypadkiem na plakatach, publikowanych przez władze wiosną 1917 roku, „demokrata Iwan” ściska dłoń nie Marianny, lecz Wuja Sama, przedstawiciela jedynego państwa równego Rosji potencjałem i areałem). Jakie byłyby pucze wojskowe, reakcjonizmy, faszyzmy tej Rosji? Jak wyglądałoby jej długie pożegnanie z dziedzictwem kolonialnym? Pewnie blokowiska na peryferiach Moskwy w roku 2017 podpalaliby raczej Uzbecy niż Polacy: ale kto wie?

Gra na przesilenie

Ten sam spór, o nieuchronność rewolucji lutowej, toczy się, by tak rzec, piętro niżej, na poziomie nie wielkich przemian społecznych i gospodarczych, jakich doświadczała Rosja „srebrnego wieku”, lecz szczegółowej faktografii. Ta sama jest też pokusa, by – tropem figliku Pascala o nosie Kleopatry, który przesądzał przez moment o losach świata – szukać w wydarzeniach z tego tygodnia (od 22 lutego do 1 marca) chwili, która pozwoliłaby odwrócić bieg wydarzeń. Ot, choćby śnieżyca… Gdyby w połowie lutego nie sypnęło tak, jak nie sypało od początku wojny, transporty ze zbożem dotarłyby z elewatorów do Petersburga i nie pojawiłyby się tłumy pod piekarniami. Gdyby policji udało się podnieść na czas mosty między dzielnicą Wyborską a resztą Piotrogrodu – tak, by powstrzymać demonstrantów. Gdyby minister spraw wewnętrznych Protopopow nie zameldował Mikołajowi II, przed jego opuszczeniem miasta 22 lutego, że sytuacja znajduje się w pełni pod kontrolą. Gdyby generał Chabałow zdołał wyprowadzić zrewoltowany pułk keksholmski. Ba, gdyby Rosja przyjęła wcześniej kalendarz gregoriański, przez co 23 luty nie był zarazem 8 marca, co pchnęło na ulice tysiące demonstrantów, obchodzących Międzynarodowy Dzień Kobiet…

Największą jednak w moim przekonaniu zmianą modernizacyjną, jaka dokonała się w pierwszych latach wojny, był bezprecedensowy skok aktywności obywatelskiej. Można by to nazwać, mocno avant la lettre, Trzecim Sektorem Czasów Caratu

Gdyby, gdyby. Od wyobrażania sobie możliwych zwrotów sytuacji można albo dostać zawrotów głowy, albo opatentować strategiczną grę planszową „Powstrzymaj rewolucję”. Jednak im dokładniej czytać źródła, tym bardziej narzuca się przekonanie, że gdyby nie 22 lutego / 8 marca, to 8 / 18 marca. Owszem, w perspektywie była wiosna – i planowana, najpewniej zwycięska ofensywa na froncie, która najpewniej spowodowałaby poprawę nastrojów. O planowanej ofensywie wiedzieli jednakże również opozycjoniści wszystkich barw – i dlatego tak ostro grali na przesilenie, zanim do niej dojdzie. Po wtóre – na ile starczyłoby tego wzmożenia patriotycznego na przednówku?

Przy okazji takich rozważań po raz pierwszy usłyszeć można głos rosyjskiej Nemezis. Dlaczego? Ponieważ, nawet gdyby wziąć w nawias wszystkie słabości polityczne, militarne i społeczne Rosji, z którymi rozpoczęła wojnę w roku 1914 i które pogłębiały zapaść – okazuje się, że nawet te siły i zjawiska, za sprawą których dokonywała się wymarzona przez liberałów modernizacja i okcydentalizacja kraju, w splocie wydarzeń lutego 1917 r. prowadziły do rewolucji.

Aktywność obywatelska

Nawias musiałby być naprawdę duży, by zmieścić weń marzenie polityczne o przewrocie i obaleniu monarchy, śnione od czasów dekabrystów, które w Piotrogrodzie czwartego roku wojny i czwartej Dumy było marzeniem wszystkich: inteligentów, robotników, mieńszewików, bolszewików, eserów, weteranów rewolucji 1905 roku i rządzącej koalicji parlamentarnej, czyli Bloku Postępowego. Mniejsza o zacofaną, nieskuteczną i zamordystyczną armię, o setki tysięcy poborowych z głubinki, niewiedzących, jak trzymać karabin; mniejsza o miliony analfabetów, na których bolszewickie hasło „ziemia i pokój” działało skuteczniej niż wszelkie wywody; mniejsza o kompromitację Dworu za sprawą skandali z Rasputinem.

Zastanówmy się przez chwilę nad tym, co wydaje się stanowić największe atuty Rosji drugiej dekady XX wieku. Ważne jest pojawienie się dojrzałej „klasy politycznej”, czyli elity parlamentarnej, dysponującej wiedzą o możliwościach i potrzebach państwa. Istotne – powszechne zrozumienie, że autokracja w wydaniu rosyjskim również jest anachronizmem, domagającym się zmiany. Największą jednak w moim przekonaniu zmianą modernizacyjną, jaka dokonała się w pierwszych latach wojny, był bezprecedensowy skok aktywności obywatelskiej. Można by to nazwać, mocno avant la lettre, Trzecim Sektorem Czasów Caratu, gdyby nie to, że jego rola była nieporównanie większa niż większości dzisiejszych NGO-sów: w roku 1915 za tzw. Ziemgorem, czyli Wszechrosyjskim Związkiem Ziem i Miast, praktycznie stało państwo. Zrzeszenie wybieralnych organów samorządowych praktycznie przejęło na siebie opiekę nad rannymi, inwalidami i uchodźcami. Organizowało też i koordynowało dostawy sprzętu, żywności, broni dla armii. Ziemgor podporządkował sobie większość przedsiębiorców kraju, miał swoich pełnomocników w Sztabie Generalnym i przy dowódcach wszystkich większych jednostek wojskowych. Koordynowanie gospodarki na potrzeby wojny, które w liberalnych demokracjach Zachodu pozostało w gestii państwa, w Rosji stało się domeną samorządu: z konieczności.

Desperackie kroki

I cóż? Ziemgor staje się najpoważniejszym sojusznikiem parlamentarzystów Dumy, w pełni popiera najpoważniejszy i najdojrzalszy postulat reformatorów, czyli stworzenie rządu odpowiedzialnego przed parlamentem. W oparciu o Ziemgor powstaną struktury republikańskie na prowincji w marcu 1917 r., a jego współprzewodniczący, książę Gieorgij Lwow, stanie na czele pierwszego Rządu Tymczasowego. O spróchnieniu idei samodzierżawia świadczy z kolei najlepiej zaangażowanie w działalność opozycyjną członków Domu Panującego. Nie szło przy tym o inicjatywę jakiegoś enfant terrible, lokalnej odmiany „Filipa Égalité”, jakiej nie brakowało na wszystkich XIX-wiecznych dworach, od Habsburgów po Wittelsbachów: „frondę wielkich książąt”, jak określano ją przez analogię do XVII-wiecznej Francji. Na przełomie 1916 i 1917 roku aż pięciu z nich, na czele z Mikołajem Michajłowiczem, zwracało się do Tronu z sekretnymi memoriałami o potrzebie wprowadzenia rządu odpowiedzialnego przed Dumą. Ba, popierała tę myśl sama caryca-matka, Maria Fiodorowna. Odrzuceni, bezradni, podjęli się posunięć desperackich i na dłuższą metę bez znaczenia. Do takich należało zamordowanie Rasputina; a kiedy Mikołaj II abdykował, żaden z frondystów nie okazał się gotów do przejęcia tytułu i odpowiedzialności.

Warto jednak wynieść z zapaści lutowej sprzed wieku pamięć o tym, że środowiska polityczne „nieprzejednanych”, które a priori od pierwszej chwili odrzucają jakikolwiek kompromis i wydawałoby się, „nie uznają faktów”, w ostatecznym rachunku wcale niekoniecznie okazują się przegrane

Pod koniec lutego wszystko potoczyło się błyskawicznie i niemal bezkrwawo: w stumilionowym kraju w walkach, demonstracjach i zamieszkach zginęło 300 osób. Szczególne wrażenie w zestawieniu z wojną domową, która rozgorzeje w listopadzie 1917 roku i zaowocuje kilkunastoma „rządami tymczasowymi” od Krymu po Władywostok, jest brak jakiegokolwiek oporu na prowincji. Implozja „caratu” wydawała się całkowita (monarchiści przejdą do bezradnej kontrofensywy politycznej i militarnej dopiero wiosną 1918 roku!) i więcej osób niż od policyjnej czy żołnierskiej kuli zginęło w lutowych dniach z własnej ręki. Wspomnienia i literatura obfitują w relacje o samobójstwach ludzi niczym z opowiadań Czechowa – nauczycieli, drobnych urzędników, emerytowanych podoficerów – którym zawalił się świat. W dniu, kiedy przyszła wiadomość o abdykacji Cara, poszedł do siebie i zastrzelił się – wspomina hrabia Aleksiej Tatiszczew swego kolegę z lat młodości, Aleksandra Byka, urzędnika rachuby w Symferopolu. Zostawił liścik, w którym pisał, że teraz, gdy zabrakło Monarchy, wszystko jest skończone, nie ma po co żyć, więc odchodzi. (…). Wszyscy mieliśmy „wujaszka Byka” za człowieka bardzo miłego, solidnego, ale ograniczonego, a już na pewno nie „bohatera”. Tymczasem… – dodaje.

Wola sprawowania władzy

Nemezis rosyjska odezwie się po raz drugi już w kwietniu roku 1917, kiedy okaże się, że zgoła nikt nie jest zainteresowany ani budową, ani obroną „wiosny rosyjskiej rewolucji”. Nieprzemyślane, a nieuchronne w rewolucyjnej sytuacji reformy ostatecznie sparaliżowały gospodarkę. Chłopi masowo opuszczali szeregi armii, mnożyły się samosądy. Aleksander Kiereński, premier-socjaldemokrata, namaszczony na kolejnego męża opatrznościowego, pozował na Napoleona – i na mównicy Dumy, i przed frontem, i na portrecie Izaaka Brodskiego, najlepszym, jaki się zachował. Prospekt Newski zalały szare tłumy, żołnierze w narzuconych na ramiona szynelach, niepracujący robotnicy, używający życia służący i przeróżni cwaniacy sprzedający papierosy, czerwone kokardy, sprośne fotografie, słodycze, i wszystko, czego dusza zapragnie. A na trotuarach walały się śmiecie, łuski słoneczników, jezdnie między garbami i wybojami zalegał zlodowaciały nawóz – wspominał Iwan Bunin.

Po drugiej stronie była zaś zimna determinacja, z jaką Włodzimierz Uljanow wysiadł z pociągu na Dworcu Fińskim. Żadnego poparcia dla Rządu Tymczasowego! – wyrąbie. – Cała władza w ręce Rad! Na kompromisy z Kiereńskim, w imię ratowania kraju, wiosną 1917 roku gotowi byli iść wszyscy: generałowie, cerkiew, mieńszewicy. Lenin pozostał niewzruszony.  Nie piszę tego w trybie zbyt łatwej paraleli, zalecając pani premier, by wysłała pułk keksholmski na aktywistów KOD, którzy przecież o niczym innym nie marzą. Warto jednak wynieść z zapaści lutowej sprzed wieku pamięć o tym, że środowiska polityczne „nieprzejednanych”, które a priori od pierwszej chwili odrzucają jakikolwiek kompromis i wydawałoby się, że „nie uznają faktów”, w ostatecznym rachunku wcale niekoniecznie okazują się przegrane. I że, prócz wielu innych cnót, rządzącym jest absolutnie niezbędna wola sprawowania władzy.

 

Dr historii, o XX-wiecznych Bałkanach, Polsce i emigracji rosyjskiej pisuje od „Aspen Review” po „Teologię Polityczną”. Lubi sielanki.

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Zapomniana zapaść”

  1. Zapdos pisze:

    Oswald Spengler twierdził, że upadek carskiej Rosji to konsekwencja skumulowanej nienawiści wobec okcydentalizacji Rosji przez Piotra Wielkiego i że Rosjanami targały wobec Zachodu dwie emocje – albo nadskakiwanie, albo nienawiść, która ujście znalazła w marksizmie, bo prawosławie stawało się coraz bardziej teatralne

    https://besboshnik.wordpress.com/2013/02/09/the-two-faces-of-russia-essay-by-oswald-spengler/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz