Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Uznanie wyroku TSUE to droga do pogłębienia chaosu

Tomasz Pułrół stawia tezę, że Unia Europejska „powinna pilnować tego, by państwa członkowskie przestrzegały zasad państwa prawa, do czego zobowiązały się w traktatach”. Problem w tym, że UE nie ma do tego twardych kompetencji, przekazanych przez te państwa

W swoim tekście „Spór między TK i TSUE. Kolejna bitwa w bezsensownej wojnie PiS” Tomasz Pułról często słusznie wytyka zaniedbania i błędy obozu rządzącego. Bagatelizuje jednak konsekwencje wyroków TSUE i nie przedstawia alternatywnego sposobu rozwiązania problemu. Rozwiązaniem nie może być bowiem proste uznanie ostatniego wyroku TSUE –  to bowiem doprowadzić mogłoby wyłącznie do pogłębienia chaosu, w którym i tak funkcjonuje już obecnie polski wymiar sprawiedliwości.

Zwykli obywatele nie powinni być ofiarami prawnego sporu polskiego rządu z Unią Europejską

Tomasz Pułrół zauważa, że orzeczenia TSUE otwierają furtkę do podważania wszelkich wyroków, wydawanych przez sędziów powołanych przez obecną KRS. A to w konsekwencji oznacza, że tysiące wyroków w sprawach gospodarczych, spadkowych, rodzinnych etc. może zostać uchylonych. Negatywne skutki tej sytuacji dotkną szeroką rzeszę obywateli, którzy w ostatnim czasie mieli kontakt z wymiarem sprawiedliwości. Chyba wszyscy zgodzą się, że zwykli obywatele nie powinni być ofiarami prawnego sporu polskiego rządu z Unią Europejską. Nie ma też do tego specjalnych podstaw, gdyż zdecydowana większość wyroków, które mogą być podważone, nie budzi wątpliwości merytorycznych. Po 2015 w sposób zasadniczy nie zmieniły się zasady uprawniające do bycia sędzią. W dalszym ciągu sędziowie muszą mieć stosowne wyksztalcenie i kompetencje, które uprawniają ich do orzekania. Brak również informacji o systemowych przypadkach próby wpływania na orzeczenia w sądach powszechnych przez władzę wykonawczą. W praktyce bowiem zdecydowana większość spraw ma charakter niepolityczny, a nawet w sprawach o politycznym wymiarze często nowi sędziowie orzekali nie po myśli ekipy rządzącej. Choćby powołana po reformach PiS Izba Kontroli i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego odrzuciła wszystkie protesty PiS, dotyczące wyników wyborów do Senatu, na podstawie których PiS stracił większość w wyżej izbie parlamentu. Dlatego w interesie Polski jest niedopuszczenie do sytuacji, w której te wyroki mogłyby być masowo podważane.

>>>KUP KSIĄŻKĘ “UPADŁA PRAWORZĄDNOŚĆ. JAK JĄ PODNIEŚĆ” STEFANA SĘKOWSKIEGO I TOMASZA PUŁRÓLA<<<

Oczywiście działania takie jak te podejmowane w sprawie sędziego Żurka były niebezpieczną zabawą z zapałkami, która w ostateczności doprowadziła do pożaru. Teraz należy się jednak przede wszystkim zastanowić, jak ten pożar ugasić. Dialog władzy wykonawczej/ustawodawczej z sądowniczą zawsze jest trudny. Gdyby przedmiotem problemu była decyzja Komisji Europejskiej czy Parlamentu Europejskiego, można byłoby przystąpić do pewnych politycznych negocjacji. Tak na drodze politycznej rozwiązana może zostać sprawa Turowa, gdzie wystarczy cofnięcie wniosku przez Czechów (co ­– jak widzimy – w praktyce też nie jest takie łatwe). Wyroki na ogół się jednak wykonuje, a nie negocjuje. Dlatego władza w Polsce musi posiłkować się działaniami prawnymi. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego, z jego obecną wątpliwą renomą, nie jest idealną odpowiedzią na obecny pat, ale czy dało się wymyślić lepszą? Do tej pory nikt takiej nie zaproponował.

Społeczeństwo, wyrażając swoją wolę w referendum akcesyjnym w 2003 roku, zdawało sobie sprawę, że Unia ingerować będzie w kwestie związane z handlem, rolnictwem czy transportem. O sądownictwie czy choćby o polityce rodzinnej nie było jednak mowy

Tomasz Pułrół stawia tezę, że Unia Europejska „powinna pilnować tego, by państwa członkowskie przestrzegały zasad państwa prawa, do czego zobowiązały się w traktatach”. Problem w tym, że nie ma do tego twardych kompetencji, przekazanych przez te państwa. Artykuł 2 Traktatu o Unii Europejskiej bardzo ogólnie mówi „państwie prawnym” jako wartości unijnej. Wyinterpretować można z tego zapisu w zasadzie wszystko, co w ostateczności doprowadza do sytuacji, w której organy unijne rozstrzygają kwestie zarezerwowane dotąd dla państw członkowskich. Dlatego należy stwierdzić, że istnieje uzasadnienie i konieczność przeciwdziałania temu zjawisku. Nie ma bowiem nic złego w przekazaniu części kompetencji organom zewnętrznym – jednak znany musi być tryb i zakres ich przekazania. I musi istnieć powszechna świadomość opinii publicznej, że takie kompetencje należą już do unijnych. Społeczeństwo, wyrażając swoją wolę w referendum akcesyjnym w 2003 roku, zdawało sobie sprawę, że Unia ingerować będzie w kwestie związane z handlem, rolnictwem czy transportem. O sądownictwie czy choćby o polityce rodzinnej nie było jednak mowy – a nawet wielokrotnie zapewniano, że na pewno się to nie zmieni. Praktyka okazała się zupełnie inna.

Z Tomaszem Pułrólem zgodzić się jednak trzeba co do jednego. Trzeba stale działać na forum unijnym, budując szeroką koalicję państw narodowych, przeciwstawiając się rozpychającej się machinie brukselskiej. W chwili obecnej Polska w konflikcie z Unią stoi przy ścianie, z wiszącymi nad nią groźbami dotkliwych kar finansowych, w sprawach reformy, do której nawet nikt w obozie rządzącym nie chce się przyznawać. Nie jest to dobra pozycja do tego, by przekonać partnerów w Europie do swoich racji i docelowo wrócić do sytuacji, w których organy unijne trzymają się przepisów traktatowych, i nie rozciągają ich pod bieżące potrzeby polityczne.

analityk prawny Warsaw Enterprise Institute, absolwent prawa na Uniwersytecie Wrocławskim. Były prezes Stowarzyszenia KoLiber

Komentarze

4 odpowiedzi na “Uznanie wyroku TSUE to droga do pogłębienia chaosu”

  1. Adrian Hofman pisze:

    1. zacząć należy od uznania wyroku TSUE, nie można rozwiązywać problemów wymiaru spraw. na wadliwej podstawie
    2. sprawy z uchylonymi wyrokami będą rozpatrywane ponownie, dziś w sądach nikt się nie przejmuje przewlekłością, dlaczego nagle miałby zacząć
    3. kto jak nie obywatele RP ma ponosić konsekwencje działań rządu RP?
    4. pojęcia “państwa prawnego” jest od dawna znane i opisane w doktrynie i to nieprawda, że można z niego “wszystko wyinterpretować”. dodatkowo uprawnionymi do interpretacji traktatów są określone instytucje, zgodnie z określonymi zasadami, a nie każdy (publicysta czy polityk)
    5. w referendum akcesyjnym zgodziliśmy się przystąpić do UE jako państwo prawa, mamy suwerenne prawo zmienić tą cechę, ale oczywistą konsekwencją będzie usunięcie z UE

  2. wbielak75 pisze:

    Widzę sprawy w tym świetle – chodzi o to kto tu może wydawać polecenia, a kto ma się słuchać. Nie uznaje że dla mnie i większości z nas w długiej perspektywie rząd federalny w Brukseli zadba lepiej o nasze interesy niż rząd w Warszawie.

  3. Baggio pisze:

    Zgadzam się co do zasady z tekstem. Nikt w momencie przystępowania do UE nie miał świadomości, że władze unijne zaczną się wtrącać w ustrój sądów czy sprawy światopoglądowe – wręcz były zapewnienia z obozu euroentuzjastycznego, że tak nie będzie. Tendencja organów UE do rozszerzania swoich kompetencji pozatraktatowo jest znana. Tym bardziej boli, że w całej sprawie mając rację co do pryncypiów władze RP wykorzystują to dla obrony beznadziejnej reformy sądownictwa, a wyrok wydają ludzie, których obecność z TK jest naruszeniem Konstytucji lub orzekanie w tej konkretnej sprawie przeczy zasadzie bezstronności sądu (aktywni politycy wprowadzający ustawy, które tak naprawdę są dzisiaj osią sporu miedzy TK a TSUE).

  4. Jarek pisze:

    Nieuzasadnione jest twierdzenie, że Unia ingeruje w proces reformy wymiaru sprawiedliwości w Polsce autorstwa pana Ziobry. Unia ingeruje – i słusznie – w naruszanie przez ministra Ziobrę statusu niezawisłowści sędziowskiej w Polsce. Przykładów co niemiara, łącznie z komentarzami ministra bynajmniej nie o wyrokach tylko konkretnych sędziach wydających te wyroki (a przez co niby ma kłopoty sędzia Tuleya ?). Ingerencja włądzy wykonawczej jaką jest minister sprawiedliwości we władzę sądowniczą przekroczyła w Polsce granicę zakreśloną definicją państwa prawa, idąc już w kierunku miękiego autorytaryzmu, w którym prezes sądu od ministra Ziobry może np. sędziego karnistę bez jego zgody przenieść do wydziału cywilnego lub rodzinnego, nie wspominając prokuratorów wysyłanych w roczne delegacje na drugi koniec Polski, co niszczy ich sytuację osobistą i rodzinną. Tak rodzi się miękka dyktatura, panie Autorze jeżeli sędzia wydając wyrok ma w tyle głowy obawy, czy aby wyrokiem nie narazi się władzy i nie popsuje sobie kariery..
    A usłużny Trybunał Julii Przyłębskiej ku uciesze gawiedzi wyda wyrok o wyższości Konstytucji RP nad prawem unijnym… Wyrok bzdurny, gdyż Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej, wszyscy to wiedzą i tego nie kwestionują. Problem w tym, że traktaty unijne to umowy międzynarodowe, które zgodnie z Konstytucją są także źródłem prawa (po ratyfikacji) i mają pierwszeństwo stosowania przed prawem krajowym, gdyż jaki sens miałoby zawieranie umów międzynarodowych i jednoczesne stosowanie praw krajowych przez państwa strony umowy ? Unia to organizacja międzynarodowa i albo się umie lub chce się nauczyć w niej poruszać, dążyć do wzrostu w niej swoich wpływów i znaczenia albo się wywraca stolik z kawą i przegrywa głosowanie 1:26 – jak sprawie prezydencji Tuska.
    Bronisz Autorze sprawy przegranej, za którą Polska drogo zapłaci i mało rozumiesz z tego co się w Polsce dzieje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz