Sens i bezsens ’44

Refleksja nad powstaniem warszawskim może pokazać nam, jacy jesteśmy i jacy powinniśmy być. Wdając się na jego temat w kłótnię zamiast w dyskusję, tracimy okazję, by się tego dowiedzieć

Refleksja nad powstaniem warszawskim może pokazać nam, jacy jesteśmy i jacy powinniśmy być. Wdając się na jego temat w kłótnię zamiast w dyskusję, tracimy okazję, by się tego dowiedzieć.

Na łamach „Do Rzeczy” Sławomir Cenckiewicz przy okazji krytyki decyzji o rozpoczęciu powstania przypisuje dyrektorowi Muzeum Powstania Warszawskiego Janowi Ołdakowskiemu karierowiczostwo. Idący na odsiecz Ołdakowskiemu Piotr Gursztyn na stronie internetowej tego tygodnika zarzuca krytykom zrywu, że „ich racja życia polega na odnalezieniu ważnego elementu narodowej przeszłości oraz tożsamości i następnie na dekonstrukcji” – bez konstruktywnego zaproponowania historycznego symbolu, którym można by ten zdekonstruowany zastąpić. Odpowiadający mu Piotr Zychowicz ustawia się w pozycji ofiary złych romantyków, którzy nie potrafią dyskutować – choć sam jest autorem książki o powstaniu, której już sam tytuł („Obłęd ’44”) nie nastraja do wyważonej refleksji. Portal wPolityce.pl przedrukowuje z kolei napisany lata temu felieton Macieja Rybińskiego, któremu nadaje tytuł: „Krytycy powstania motywowani jak hitlerowcy”.

To tylko kilka przykładów tekstów opublikowanych z okazji 70. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego. Przeczytałem ich chyba z kilkadziesiąt i większość z nich była napisana w taki właśnie sposób. Wygląda na to, że w pogoni za jednoznacznością publicyści utracili umiejętność wyważonego namysłu nad historią. Głoszą swoje jedynie słuszne poglądy, nie słuchają drugiej strony, ograniczając wymianę zdań do zarzucania przeciwnikowi braku patriotyzmu lub bujania w obłokach.

Według obrońców decyzji o rozpoczęciu zrywu dzięki niemu Polacy mogli w okresie PRL odwoływać się do mitu stolicy walczącej o niezależność zarówno od Niemców, jak i od Sowietów, a dziś młodzi żołnierze AK mogą być wzorem poświęcenia na rzecz ojczyzny. Z kolei przeciwnicy widzą w powstaniu narodową katastrofę (ministrowi Sikorskiemu obrywa się od entuzjastów PW za samo użycie tego określenia!), rzucenie się z motyką na słońce, wręcz zbrodnię na mieście i ludności cywilnej w wykonaniu dowódców AK. Za ofiary można się pomodlić, walczącym oddać honory, ale nie wynosić pod niebiosa samego powstania, które było bez sensu.

Jedni i drudzy poruszają się na dwóch różnych płaszczyznach. Jedna z nich to ocena sensu zrywu pod względem militarnym i politycznym; druga to ocena skutków dla naszej świadomości narodowej. Gdy obie płaszczyzny rozpatrujemy oddzielnie, możemy dojść do wniosku, że powstanie miało sens i nie miało go zarazem. By ocenić słuszność decyzji o rozpoczęciu zrywu, historycy muszą się niejako przenieść w przeszłość i rozważyć, czy z wiedzy, jaką posiadali przywódcy, wynikało, że cele zrywu – zarówno militarne (wyswobodzenie stolicy), jak i polityczne (zabezpieczenie Polski przed przyszłą okupacją sowiecką) – są możliwe do zrealizowania, a także jakie koszty można ponieść. Istotne jest również rozważanie wyobrażeń dowódców na temat „kosztu alternatywnego”, który przyjdzie zapłacić w wyniku zaniechania.

W pogoni za jednoznacznością publicyści utracili umiejętność wyważonego namysłu nad historią. Głoszą swoje jedynie słuszne poglądy, nie słuchają drugiej strony, ograniczając wymianę zdań do zarzucania przeciwnikowi braku patriotyzmu lub bujania w obłokach

Nie ma to jednak nic wspólnego z opisem korzyści dla świadomości Polaków, jakie przynosi nawet przegrana walka. Powstanie warszawskie nie wryłoby się w naszą świadomość w takim stopniu, gdyby Niemcy nie zburzyli 90 proc. miasta i nie wymordowali 200 tys. osób. To dzięki tej ofierze mamy świadomość konsekwencji braku odpowiedniego przygotowania powstańców do walki oraz braku pomocy ze strony Armii Czerwonej, a waleczność powstańców, którzy broń palną sami musieli sobie wywalczyć, stanowi dziś dla młodych ludzi chyba główny wzorzec bohaterstwa. Jednak nikt rozsądny nie twierdzi, że osiągnięcie takiego stanu umysłu u przyszłych pokoleń powinno być celem tego przedsięwzięcia stawianym przed żołnierzami przez inicjatorów zrywu.

Sam jestem zwolennikiem tezy o sensie i bezsensie powstania. Uważam, że nie mogło ono zakończyć się zwycięsko – choć chętnie dam się przekonać, że było inaczej. Jednocześnie jestem świadom tego, jak zryw ten przeorał świadomość Polaków, co nie pozostało bez skutków podczas nocy komunizmu. Niektórzy twierdzą, że musiało ono po prostu wybuchnąć – tacy jesteśmy, przywiązani do wolności, o którą chcemy walczyć nawet wtedy, gdy szanse na jej odzyskanie są nikłe. Jednak zabawnie wygląda stateczny konserwatysta mówiący językiem nastolatka, że jest dumny z tego, jaki jest, i że nie zamierza się zmieniać.

Tak jak każdy człowiek z osobna powinien rozwijać swoją inteligencję i charakter, tak też jako wspólnota powinniśmy rozwijać swój charakter narodowy – i do tego potrzebna jest refleksja nad tym, czy powstanie miało szanse powodzenia. By, jeśli nie miało, w przyszłości wykorzystywać ofiarność żołnierzy do osiągania tylko realnych celów. Refleksja nad powstaniem warszawskim może pokazać nam, jacy jesteśmy i jacy powinniśmy być. Wdając się na jego temat w kłótnię zamiast w dyskusję, tracimy okazję, by się tego dowiedzieć.

[wykres]

Nowa Konfederacja
INTERNETOWY TYGODNIK IDEI, NR 32–33 (44–45)/2014, 7–20 SIERPNIA, CENA: 0 ZŁ
Stefan Sękowski
Zastępca dyrektora "Nowej Konfederacji". Politolog, dziennikarz, tłumacz, stały współpracownik "Do Rzeczy", publicysta Polskiego Radia Lublin. Publikował i publikuje też m.in. w "Gościu Niedzielnym", "Rzeczpospolitej", "Gazecie Polskiej Codziennie", "Gazecie Wyborczej", "Tygodniku Powszechnym", "Frondzie"; i portalu Rebelya.pl. Tłumaczył na język polski dzieła m.in. Ludwiga von Misesa i Lysandera Spoonera; autor książkek "W walce z Wujem Samem" i "Żadna zmiana. O niemocy polskiej klasy politycznej po 1989 roku". Mąż, ojciec trójki dzieci. Mieszka w Lublinie.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz