RAZa realizm moralizmem podszyty

Rafał A. Ziemkiewicz w rzeczywistości nie sprzeciwia się moralności w polityce – lektura „Samobójstwa” każe mniemać, że moralność polityki leży mu mocno na sercu. Choć broni jej niekonsekwentnie

Rafał A. Ziemkiewicz w rzeczywistości nie sprzeciwia się moralności w polityce – lektura „Samobójstwa” każe mniemać, że moralność polityki leży mu mocno na sercu. Choć broni jej niekonsekwentnie.

Współcześnie nie ma chyba lepszego pytania o realizm w polityce niż to, czy Polska powinna w przededniu II wojny światowej sprzymierzyć się z hitlerowskimi Niemcami. Dylemat ten brzmi niczym bluźnierstwo wobec milionów ofiar barbarzyńskiej działalności nazistów na naszych ziemiach. To swoista propozycja paktu z diabłem. I właśnie dlatego pozwala nam zastanowić się nad tym, jak daleko rząd danego kraju może lub powinien się posunąć w obronie własnej państwowości.

Właśnie temu wątkowi swoją najnowszą książkę „Jakie piękne samobójstwo” poświęca Rafał Ziemkiewicz. Wygląda zresztą na to, w kręgach patriotyczno-prawicowych RAZ przez tę publikację popełnił samobójstwo jako środowiskowy autorytet. „WSieci” piórem Piotra Skwiecińskiego zarzuca mu „panświnizm”. „Z tego ziarna w Polsce A.D. 2014 mogą narodzić się tylko nowi Urbanowie” – pisze publicysta. Jednocześnie Skwieciński nie przedstawia jednak argumentów objaśniających, dlaczego książka Ziemkiewicza miałaby „służyć złej sprawie”. W swej recenzji skupia się głównie na drobnych nieścisłościach faktograficznych, których pozycja nie jest pozbawiona.

Zaskakujący tekst zazwyczaj wnikliwego i stonowanego publicysty, jakim jest Skwieciński, można by sprowadzić do wojenki między redakcjami, dla których piszą obaj panowie, gdyby nie fakt, iż artykuł ten stanowi doskonały przykład braku umiejętności skonfrontowania się z obrazoburczą tezą RAZ-a.

Nie dorośli do rządzenia

Przecież Ziemkiewicz nie napisał tak naprawdę niczego nowego. Raczej zadziwiające jest to, że mijają lata, a tezy stawiane przez Cata-Mackiewicza, Studnickiego, Wieczorkiewicza, Gabisia, Zychowicza czy Wolskiego wciąż zaskakują i zniesmaczają. Niewątpliwą zasługą autora „Samobójstwa” jest jednak uwspółcześnienie wywodu, nadanie mu atrakcyjności i niewątpliwej narracyjnej spójności.

Książkę rozpoczyna historiozoficzny wywód na temat kształtowania się polskiej duszy. Przed rozbiorami naród stanowiła szlachta, której zasługą było przywiązanie do wolności, ale niewątpliwą wadą częsta prywata i zbytnie przywiązanie do bohaterszczyzny. Rozpasanie oligarchii doprowadziło do upadku I Rzeczypospolitej, ale warto pamiętać o tym, że to dzięki szlachcie poczucie polskości nie tylko przetrwało, lecz także rozlało się na szersze warstwy społeczne. Świadomość narodowa ze szlachty przeszła na resztę społeczeństwa ze wszystkimi zaletami, ale i wadami, które stłamsiły chłopski bądź mieszczański zdrowy rozsądek.

Gdy nadeszła wreszcie upragniona wolność, okazało się więc, że szybko do władzy doszli ludzie, którzy, jak pisał Cat-Mackiewicz, „nie dorośli do rządzenia”. Byli wpatrzeni w marszałka Piłsudskiego niczym w obrazek, on zaś traktował państwo niczym folwark, choć w odróżnieniu od swego otoczenia cechował się jednak pewną dalekowzrocznością.

Ziemkiewicz rysuje przed czytelnikiem sekwencję zdarzeń, która doprowadziła do katastrofy, zaczynając, co ciekawe, od uchwalenia skrajnie proporcjonalnej ordynacji wyborczej do Sejmu. Ignacy Mościcki, Edward Rydz-Śmigły, Józef Beck, a nawet Eugeniusz Kwiatkowski nie potrafili się odnaleźć w zmieniającej się rzeczywistości, w której obaj sąsiedzi Polski rośli w siłę.

Gdy nadeszła wreszcie upragniona wolność, okazało się, że szybko do władzy doszli ludzie, którzy, jak pisał Cat-Mackiewicz, „nie dorośli do rządzenia”

Czytając o kolejnych zaniechaniach, człowiek łapie się za głowę zszokowany tym, że mogło w ogóle do nich dojść. Zwłaszcza polityka zagraniczna szukająca „równej odległości” nie brała pod uwagę tego, że – jak twierdzi Ziemkiewicz – największym zagrożeniem dla nas był Związek Radziecki, a nie Niemcy, natomiast Francja i Wielka Brytania sojusznikami co najmniej niewiarygodnymi. Barwnie opisując szczególnie ostatnie miesiące przed wybuchem II wojny światowej, autor pokazuje, że odrzucając propozycję Niemiec i wybierając zachodnie gwarancje, wydaliśmy na siebie wyrok. Potem nasz los był już przesądzony, choć jednocześnie Ziemkiewicz stara się pokazać, jak można było zminimalizować straty.

Wewnętrzne sprzeczności

Wszystko w książce zmierza ku potwierdzeniu głównej tezy: II RP nie powinna iść na zwarcie z Niemcami. Pisze autor, parafrazując Becka, że jedyną rzeczą bezcenną w życiu narodów nie jest honor, ale biologiczne przetrwanie. Nie wdaje się przy tym w dywagacje, co by było, gdyby Polska weszła do paktu antykominternowskiego. Ważne jest dla niego tylko to, że nie oznaczałoby to wybuchu wojny niemiecko-polskiej 1 września 1939 r.

To nie ulega wątpliwości, niemniej nie wiemy, jak skończyłoby się dla nas faktyczne zwasalizowanie przez Berlin. Wiemy, że państwa takie jak np. Węgry nie wyszły na tym dobrze, choć z drugiej strony nie gorzej niż my. Ogólnie największą wadą argumentacji Ziemkiewicza jest arbitralne dobieranie faktów i przedstawianie największych aktorów wydarzeń historycznych w czarno-białym świetle. Taka perspektywa nieuchronnie prowadzi bowiem do wewnętrznych sprzeczności i niekonsekwencji.

Z jednej strony Ziemkiewicz jest zwolennikiem realizmu, ceni sobie gen. Pétaina, który, jego zdaniem, uratował Francję od zagłady. Z drugiej strony odsądza Brytyjczyków od czci i wiary, ignorując to, iż pchając nas do wojny z Niemcami, realizowali swój interes. Szczególnie niesprawiedliwy jest wobec Winstona Churchilla, którego wielokrotnie nazywa „gangsterem” skazującym nas na rolę sowieckiego wasala, choć to właśnie ten polityk był jeszcze w latach 30. największym brytyjskim zwolennikiem twardego kursu wobec Niemiec i to on proponował otwarcie II frontu na Bałkanach zamiast w Normandii, co, być może, uratowałoby nas przed wejściem do sowieckiej strefy wpływów.

Jeszcze większych problemów może przysporzyć Ziemkiewiczowska ocena Stalina i Hitlera. RAZ przedstawia sowieckiego przywódcę jako kalkulującego na chłodno socjopatę, który dąży do realizacji komunistycznej idei, podczas gdy Hitler to dla niego szarpany namiętnościami wariat. Trudno więc zrozumieć, dlaczego w trakcie wojny Polakom w okupowanym państwie miałoby być lżej, gdyby się Niemcom nie „stawiali”. Przecież kilkadziesiąt stron wcześniej Ziemkiewicz wskazuje na to, że po odrzuceniu przez Polskę swoich umizgów Hitler postanowił nas zniszczyć, pałając czymś w rodzaju żądzy zemsty urażonego kochanka.

Pragmatyzm idealny

W kontekście celu, jaki postawił sobie autor, mianowicie podkreślenia wagi realizmu w polityce, niezrozumiałe są też emocje, jakie targają nim samym. Nie chodzi tu o żywy język, który uatrakcyjnia lekturę, ale o to, że wraz z biegiem narracji Ziemkiewicz feruje coraz więcej moralnych wyroków. Co ciekawe, dotyczą one nie tylko polskich polityków, lecz także aliantów, których czyni współwinnymi naszego losu. Tymczasem będąc konsekwentnym „realistą”, powinien raczej takie a nie inne ich działania przyjąć do wiadomości jako wyraz swoiście rozumianej racji stanu obcego państwa. Wszystko to zadaje kłam tezie Skwiecińskiego, jakoby RAZ sprzeciwiał się moralności w polityce – wręcz przeciwnie, lektura „Samobójstwa” każe raczej mniemać, że moralność polityki leży mu mocno na sercu.

Polscy apologeci realizmu często powtarzają banał głoszący, iż „państwa nie mają przyjaciół ani wrogów, mają tylko interesy”. Służy on jednak głównie przedstawianiu siebie jako depozytariusza wiedzy na temat najlepszej drogi prowadzącej do realizacji tych interesów. Co zabawne, celujące w tym środowiska narodowe, konserwatywne i konserwatywno-liberalne równie często jak po propozycje rozwiązań cynicznych sięgają po moralizatorstwo. Weźmy choćby przypadek oceny Ukrainy przez pryzmat ludobójstwa dokonanego przez UPA ponad 70 lat temu. 

Z drugiej strony nasi rodzimi romantycy potrafią być niekiedy do bólu pragmatyczni i przejść do porządku dziennego nad tym, że przecież Stalin był jeszcze większym zbrodniarzem niż Hitler. Zwłaszcza gdy nie chcą nawet dopuścić do dyskusji wokół kontrowersyjnego tematu. Nagle stwierdzają wtedy, że w imię patriotycznego wychowywania młodzieży na jedynie słuszną modłę należy umacniać mit II RP, która wraz z przedwojennymi filmami i piosenkami Fogga ma wciąż żyć w naszych sercach.

Ten nasz polski realizm jest podszyty moralizmem: polska dusza łka, patrząc na to, jak trudno jest realizować własne interesy, jednocześnie utrzymując nieskalane sumienie.

Rafał Ziemkiewicz stara się więc na nowo zinterpretować historię po to, byśmy mogli wyciągać z niej skuteczne wnioski na przyszłość. Książki „Jakie piękne samobójstwo” nie warto jednak traktować jako manifestu pewnego siebie realizmu. To raczej głos w dyskusji, która, pewnie i tym razem, nie przebiegnie tak, jak powinna, ponieważ nasi realistyczni romantycy i romantyczni realiści okopią się na swoich pozycjach, zarzucając sobie nawzajem niskie pobudki lub brak rozsądku.

[wykres]

Nowa Konfederacja
INTERNETOWY TYGODNIK IDEI, NR 29 (41)/2014, 17–23 LIPCA, CENA: 0 ZŁ
Stefan Sękowski
Zastępca dyrektora "Nowej Konfederacji". Politolog, dziennikarz, tłumacz, stały współpracownik "Do Rzeczy", publicysta Polskiego Radia Lublin. Publikował i publikuje też m.in. w "Gościu Niedzielnym", "Rzeczpospolitej", "Gazecie Polskiej Codziennie", "Gazecie Wyborczej", "Tygodniku Powszechnym", "Frondzie"; i portalu Rebelya.pl. Tłumaczył na język polski dzieła m.in. Ludwiga von Misesa i Lysandera Spoonera; autor książkek "W walce z Wujem Samem" i "Żadna zmiana. O niemocy polskiej klasy politycznej po 1989 roku". Mąż, ojciec trójki dzieci. Mieszka w Lublinie.

Komentarze

2 odpowiedzi na “RAZa realizm moralizmem podszyty”

  1. Przemek pisze:

    Myślę, że autor powyższej recenzji/refleksji nad książką, w dużej mierze źle ją zrozumiał – Rafał Ziemkiewicz mówi, że alianci byli gangsterami, wystawili nas, przyczynili się do naszej porażki i właśnie my powinniśmy zrobić tak samo. Przeczytałem uważnie całą książkę i nie wyłania mi się z niej obraz autora ze schizofrenią – konsekwentnie nawołuje on do realizmu politycznego, nawet jeżeli realizacja racji stanu jest sprzeczna z racją stanu innego kraju, a przy tym zauważa, że nie było krajów złych i dobrych – każdy kraj był na swój sposób zbrodniczy.

    Co do Hitlera i Stalina to ten pierwszy był szaleńczy i wariacki, ale w stosunku do Polski bardzo obliczalny.

  2. fixed matches pisze:

    Hey there owner of http://www.nowakonfederacja.pl. Great site. I think you should be little more strict with the comments.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz