Przyroda jest integralną częścią ojczyzny

Lewica swego czasu specjalnie kwestiami ekologicznymi zainteresowana nie była, propagatorami tego rodzaju wątków byli konserwatyści czy narodowcy

Lewica swego czasu specjalnie kwestiami ekologicznymi zainteresowana nie była, propagatorami tego rodzaju wątków byli konserwatyści czy narodowcy

W polskiej debacie zwolennicy ochrony przyrody głównie kojarzeni są z lewicą, a prawica często nazywa ich „ekooszołomami”.

Wbrew różnym stereotypom myślenie, nazwijmy je, proekologiczne nie było bynajmniej „od zawsze” związane z lewicą. Co więcej, lewica swego czasu specjalnie tymi kwestiami zainteresowana nie była, natomiast propagatorami tego rodzaju wątków byli konserwatyści czy narodowcy. Właściwie lewica przez cały wiek XIX i pierwszą połowę XX była „antyekologiczna”. Ruchy tej proweniencji wspierały przecież dynamiczną industrializację jako dźwignię postępu, narzędzie, za sprawą którego będzie można doprowadzić do udanej rewolucji i przejścia od systemu kapitalistycznego do komunistycznego.

Charakteryzował je antropocentryczny, technologiczny optymizm. „Miasto. Masa. Maszyna”, żeby użyć znanego hasła Tadeusza Peipera, to, oczywiście w dużym uproszczeniu, program większości lewicowych ruchów tamtego okresu. Pierwiastki „ekologiczne” pojawiały się natomiast u myślicieli konserwatywnych, ubolewających nad niszczeniem starego świata przez forsowną industrializację i urbanizację. Eksponowali oni potrzebę harmonii człowieka z przyrodą i otaczającym go światem, postulowali powrót do dawnego, spokojnego życia, zorganizowanego przez hierarchię i obyczaj. Czasami przybierało to postać wręcz groteskową, jak u Louisa de Bonalda protestującego wobec wynalazku kranu z wodą w każdym mieszkaniu (miało to jego zdaniem przynosić negatywne skutki społeczne, ponieważ ludzie zaczynają się coraz bardziej izolować od siebie, nie spotykają się bowiem przy podwórkowych studniach).

Nawet w USA jest nurt amerykańskiego konserwatyzmu z Południa, związany z religią, agraryzmem, oporem wobec industrializmu, w którym wątki o charakterze ekologicznym są mocno akcentowane. Dość wspomnieć takie postaci jak: Donald Davidson, Frank Lawrence Owsley, John Crowe Ransome, Robet Penn Warren i inni, określani mianem agrarystów z Vanderbilt, którzy wywarli duży wpływ na bardziej znanego w naszym kraju za sprawą książki Idee mają konsekwencje” Richarda M. Weavera.

To dawne czasy. A bardziej współcześnie?

Jeśli popatrzymy na czasy nam bliższe, to również okazuje się, iż dużą rolę w tworzeniu i organizacji ruchu zielonych odegrała prawica. W Niemczech choćby czołową formacją polityczną propagującą hasła ekologiczne była Zielona Akcja Przyszłość (Grüne Aktion Zukunft) założona przez Herberta Grühla, byłego działacza Chrześcijańskiej Unii Demokratycznej (CDU). W 1982 roku Grühl założył Partię Ekologiczno-Demokratyczną, która w jego zamyśle miała pozyskiwać dla ruchu ekologicznego wyborców z prawego skrzydła sceny politycznej. 

W tym samym czasie ugrupowania radykalnej lewicy odnosiły się wręcz wrogo do idei „ekologicznych”. Trockiści z Grupy Międzynarodowych Marksistów pisali o „trzodzie wyborczej burżuazyjnych obrońców środowiska”, zaś maoiści z Komunistycznej Partii Niemiec określali ich jako „pomocniczy oddział reakcji”. Lewicowy francuski dziennik „Le Monde”, identyfikując jednoznacznie ekologizm z prawicą, pisał jeszcze w 1981 roku z zaniepokojeniem, iż ekologia polityczna „jest niebezpieczna o tyle, że implikuje ideologię naturalistyczną. (…) Czy temat społeczeństwa zorganizowanego zgodnie z prawami natury nie budzi przerażenia i ponurych skojarzeń? (…) Jak można atakować maniaków ilorazu inteligencji i apologetów dziedziczności, kiedy tak jak oni chyli się głowę przed naturalnym porządkiem”. Można jednak w tym miejscu przywołać też choćby francuski ruch ekologiczny, zapoczątkowany przez pismo „La Vie Claire” Henri-Charlesa Geffroy’a, czy konserwatywnych pisarzy jak J. R. R. Tolkiena czy Knuta Hamsuna.

Z tego, co wiem, w Polsce międzywojennej prawie wszystkie siły polityczne deklarowały miłość do „przyrody ojczystej”.

Nic dziwnego. Pojęcie ekologia pochodzi od terminu „oikos”, oznaczającego dom, w związku z tym zgadzam się z Remigiuszem Okraską, który pisał, że tak naprawdę nie jest możliwa skuteczna, sensowna i przynosząca trwałe efekty ochrona przyrody bez odwołania się do patriotyzmu, umiłowania ojczyzny, a termin „ekologia ojczyźniana” stanowi de facto truizm. Przyroda jest integralną częścią ojczyzny i musi być tak samo chroniona jak tradycja, kultura, pamięć itp.

Ciekawa jest sprawa ochrony żubra i tura. II RP, jak i PRL walczyły o zachowanie żubra. III RP zresztą też dba o żubra. Natomiast Niemcy w czasach III Rzeszy walczyli o odtworzenie „pragermańskiego” tura. Czy to była ekologia czy polityka?

Ważne, że operacja się powiodła, jeśli chodzi o odtworzenie żubra. Jakie tak naprawdę były przesłanki, chyba w tym momencie to sprawa drugorzędna. Nie wiem zresztą, czy dysjunkcja jest tutaj konieczna, zarówno motywy polityczne, jak i ekologia mogły odgrywać tutaj rolę.

Lewicowy francuski dziennik „Le Monde”, identyfikując jednoznacznie ekologizm z prawicą, pisał jeszcze w 1981 roku z zaniepokojeniem, iż ekologia polityczna „jest niebezpieczna o tyle, że implikuje ideologię naturalistyczną”

Za głównego prekursora ekologii polskiej uważa pan Jana Gwalberta Pawlikowskiego. Proszę go przedstawić czytelnikom.

Był on profesorem ekonomii, członkiem Ligi Narodowej, działaczem społecznym, badaczem literatury, jednym z pionierów taternictwa. Najtrwalszymi i najistotniejszymi jego zainteresowaniami były jednak ochrona przyrody i turystyka górska. Był inicjatorem nieudanych w efekcie kampanii przeciwko np. budowie drogi i schroniska nad Morskim Okiem, kolejkom linowym na Kasprowy Wierch i Gubałówkę, adaptacji dla masowej turystyki Orlej Perci, budowie schroniska na Kalatówkach. Powiodło mu się natomiast storpedowanie pomysłów budowy schroniska pod Rysami i nad Czarnym Stawem Gąsienicowym oraz kolejki na Świnicę. Z niepokojem bowiem obserwował on swoistą modę na góry, która w tamtym czasie zaczęła się rozwijać. Pisał, że coraz mocniej deprawowane są przez „filisterską kulturę”, stając się w ten sposób bezwartościową kupą gruzu. W 1912 roku powołał on do życia Sekcję Ochrony Tatr przy Towarzystwie Tatrzańskim (która następnie przekształciła się w Sekcję Ochrony Przyrody Górskiej Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, a później Sekcję Ochrony Gór PTT) i przez długie lata przewodniczył tej pierwszej w Polsce organizacji służącej ochronie przyrody. W latach 19191925 pełnił obowiązki wiceprezesa Państwowej Tymczasowej Komisji Ochrony Przyrody, a w latach 19251935 Państwowej Rady Ochrony Przyrody (w 1935 r. wraz z całą Radą podał się do dymisji w proteście przeciwko budowie kolejki na Kasprowy Wierch). W 1926 r. zainicjował organizację masową, jaką jest Liga Ochrony Przyrody. Opracował jej statut, w którym oprócz dbałości o przyrodę zwrócił uwagę na konieczność troski jej członków o pielęgnowanie folkloru, architektury, sztuki i muzyki ludowej.

Kto jeszcze zasłużył się w tamtym okresie dla polskiej przyrody?

Trzeba wymienić też nazwiska tak wybitnych naukowców i działaczy jak: Maksymilian Nowicki, Włodzimierz Dzieduszycki, Józef Paczoski, Władysław Szafer, Aleksander Janowski czy Michał Siedlecki. Wszyscy oni łączyli nastawienie „ekologiczne” z gorącym patriotyzmem i angażowaniem się w działalność na rzecz odzyskania przez Polskę niepodległości. Prof. Michał Siedlecki brał choćby udział w działalności Naczelnego Komitetu Narodowego w Krakowie w latach I wojny światowej. Na pewno też Marian Raciborski, piłsudczyk, organizator Polskich Drużyn Strzeleckich, podobnie jak Pawlikowski, profesor Akademii Rolniczej w Dublanach. Z mniej trochę oczywistych przykładów ludzi prawicy, eksponujących tego rodzaju wątki, wymieniłbym też Wincentego Pola, ks. Hieronima Kajsiewicza, zmartwychwstańca, w którego listach ze Stanów Zjednoczonych pojawiają się tego rodzaju wątki. Walerego Goetela, który rzecz jasna bardzie pasuje do tej pierwszej grupy, ale i też jego brata Ferdynanda, pisarza, dość mocno jednak zaangażowanego w działalność i twórczość polityczną, również piłsudczyka. Należy też zwrócić uwagę na obecność tego rodzaju wątków w całej twórczości Józefa Mackiewicza, w której przyroda przecież odgrywa niezwykle istotną rolę.

Słyszał Pan o organizacji Eleusis? Łączyli praktyki Wschodu, na przykład jogę, z katolicyzmem, propagowali wegetarianizm i doskonalenie duszy i ciała. Z organizacji tej wywodzi się podobno polskie harcerstwo.

Tak, przede wszystkim za sprawą Wincentego Lutosławskiego. Warto powiedzieć, iż do organizacji Eleusis należał w młodości choćby prof. Adam Wodziczko, jeden z pionierów polskiej ochrony przyrody. Lutosławski to jeden z najwybitniejszych przedstawicieli neomesjanizmu polskiego, zwolennik Towiańskiego, organizacja Eleusis była niejako wzorowana na Kole Sług Sprawy Bożej Mistrza Andrzeja. Ruch miał charakter narodowo-religijny, mistyczny, kładł wielki nacisk na psychofizyczne, duchowe i moralne doskonalenie się członków uznając, iż jest to najlepsze wyzwolenie się Polski z niewoli, co miało być znów zarzewiem odrodzenia całej ludzkości.

Skoro w pewnym momencie lewica stała się proekologiczna, prawica zaczęła wręcz manifestować swoją pogardę dla myślenia w tych kategoriach

Sądzę, że dziś prawica ma pewien praktyczny problem z ekologią. Przykładem są takie głośne sprawy, jak kwestia Rospudy, przekopu Mierzei Wiślanej czy gospodarki w Puszczy Białowieskiej. Albo sprawa węgla jako podstawy polskiej energetyki. Co jest ważniejsze, przyroda ojczysta czy gospodarka ojczysta?

Chyba nie chodzi o to, aby z czegoś rezygnować, ale o to, by inwestycje nie były realizowane kosztem przyrody, skoro są możliwe alternatywne warianty. Działania ministra Szyszki, te dotyczące Rospudy czy ostatnio Puszczy Białowieskiej, krytykowane były przecież nie tylko przez środowiska lewicowe. Choć rzeczywiście chciał on całą dyskusję wokół tych spraw ustawić jako protesty „nawiedzonych”, „lewackich”, nie wiadomo przez kogo finansowanych ideologów przeciwko modernizacji kraju, racjonalnej polityce, rozwojowi regionu itp. W kwestii Rospudy okazało się przecież ostatecznie, że można wybudować obwodnicę Augustowa w wariancie korzystnym dla mieszkańców i pozwalającym zachować przyrodę Doliny Rospudy.

A co sądzi Pan o reakcjach polskich katolików na „ekologiczną” encyklikę papieża Franciszka „Laudatio Si”?

W pewnych środowiskach prawicowych mieliśmy do czynienia wręcz z jakąś histerią. Utwierdziła ona niektórych komentatorów w przekonaniu, iż papież Franciszek jest w najlepszym wypadku sprzymierzeńcem, ewentualnie „pożytecznym idiotą” światowego lewactwa. Najbardziej zdumiało mnie, że pierwsze omówienia liczącego prawie 200 stron dokumentu pojawiły się około godziny po jego opublikowaniu na oficjalnej stronie watykańskiej. Tymczasem o ekologii w swoich encyklikach, listach, przemówieniach niemało mówił choćby Jan Paweł II. Jeszcze więcej miejsca poświecił jej natomiast postrzegany jako tradycjonalista Benedykt XVI, który w „Caritas in veritate” pisał o problemach energetycznych, potępiał rabunkową eksploatację nieodnawialnych źródeł energii i podkreślał, że „pokojowa umowa, dotycząca wykorzystywania zasobów, może ocalić przyrodę i jednocześnie dobrobyt zainteresowanych społeczeństw. Kościół jest odpowiedzialny za stworzenie i powinien podkreślać także tę odpowiedzialność na forum publicznym. A czyniąc to, powinien bronić nie tylko ziemi, wody i powietrza jako darów stworzenia należących do wszystkich”.

No dobrze, ale jak to się stało, że pomimo tego wszystkiego, o czym Pan powiedział, dziś ekologia jest kojarzona z lewicą, a antyekologia” z prawicą?

Wynika to z tego, że pojęcie „prawicowy” w pewnym momencie zostało utożsamione przede wszystkim ze sprzyjaniem gospodarczemu liberalizmowi, reaganomiką, thatcheryzmem itp. Cechą dystynktywną prawicowości miał być liberalizm, a nawet libertarianizm ekonomiczny. W tym ujęciu ochrona przyrody to działania przeciwko ludzkiej wolności i świętemu prawu własności, wymagają bowiem pewnych ograniczeń na rzecz dobra wspólnego. Po drugie, mieliśmy tutaj do czynienia z takim dość prymitywnym mechanizmem kwestionowania na prawicy wszystkiego, co znajdowało się na sztandarach lewicy. Jeśli więc w pewnym momencie lewica stała się proekologiczna, prawica zaczęła wręcz manifestować swoją pogardę dla myślenia w tych kategoriach, wyśmiewać „lewackie wymysły”, zdawać by się mogło, iż każdy uczciwy konserwatysta musi w czynie społecznym wyciąć kilka drzew w miesiącu i wypuścić do rzeki przynajmniej beczkę ścieków. Jak się zdaje, odrzucono ekologiczne hasła tylko dlatego, że występował z nimi polityczny oponent. Inna sprawa, że lewica, przynajmniej ta mainstreamowa, mimo różnych deklaracji i haseł, niewiele u nas tak naprawdę robiła dla przyrody.

Politolog i religioznawca. Doktor habilitowany nauk humanistycznych w zakresie nauk o polityce, kierownik Zakładu Historii Stosunków Państwo–Kościół w Instytucie Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, profesor i kierownik Zakładu Media, Komunikowanie i Polityka Międzynarodowa w Instytucie Politologii Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. rotmistrza Witolda Pileckiego w Oświęcimiu. Jego zainteresowania koncentrują się wokół historii idei oraz relacji pomiędzy religią a sferą polityczną. Autor książek „Katolicyzm a idea narodowa. Miejsce religii w myśli obozu narodowego lat okupacji” (Lublin 2002) i „Oportet vos nasci denuo. Myśl społeczno-polityczna Jerzego Brauna” (Kraków 2006), „O dobro wspólne. Szkice z katolicyzmu społecznego” (Kraków 2010), „Dobro, piękno, rozum, wiara w kontekście nauczania Jana Pawła II” (współred. z J. Diecem, Oświęcim 2009), „Religia, polityka, naród. Studia nad współczesną myślą polityczną”, (red. Kraków 2010), „Oblicza wolności” (red. Oświęcim 2010), „Godność człowieka” (red. Oświęcim 2012). Publikował m.in. w pismach: „Dialogue and Universalism”, „Dzieje Najnowsze”,„Fronda”, „Glaukopis”, „Kontakt”, „Nomos”, „Obywatel”, „Państwo i Społeczeństwo”, „Polityka i Społeczeństwo”, „Politeja”, „Pressje”, „Polityka Narodowa”, „Pro Fide Rege et Lege”, „Przegląd Religioznawczy”, „Studia Judaica”, „Studia Religiologica”, „Templum Novum”. Mieszka w Myślenicach.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz