Newsletter

Ordynacja wyborcza: pozorna korzyść dla PiS

Niektóre z proponowanych zmian w ordynacji wyborczej wydają się uzasadnione jedynie aktualnymi sondażami oraz wyobrażeniem partii rządzącej o obecnej sytuacji. Jednak ten sposób myślenia często obraca się przeciwko rządzącym

Projekt zmian w ordynacji wyborczej do samorządów, zaproponowany przez PiS, spotkał się z miażdżącą krytyką ze strony opozycji. Prezes PSL, Władysław Kosiniak-Kamysz, określił projekt wręcz jako „rozbiór Polski samorządowej”. Faktycznie, niektóre ze zmian wprowadzonych w projekcie wydają się uzasadnione jedynie aktualnymi sondażami oraz wyobrażeniem partii rządzącej o obecnej sytuacji politycznej. Wątpliwe jednak, czy i w jakim stopniu realnie pomogą one PiS zdobyć większą władzę w samorządach.

Jedną ze zmian, dla których trudno znaleźć inne uzasadnienie poza stworzeniem sytuacji dogodnej dla PiS, jest zmniejszenie liczby mandatów w okręgach wyborczych. Z reguły taki ruch pomaga największej partii, szkodzi też partiom wyraźnie mniejszym, znajdującym się np. na trzeciej lub czwartej pozycji pod względem liczby głosujących. Okręgi w polskich wyborach samorządowych już dziś są małe. Obecny ich rozmiar powoduje, że nagroda dla zwycięskiego ugrupowania jest duża (największa – w powiatach). W mniejszych okręgach jednak kwestia przestaje być jednoznaczna. Do poziomu okręgu pięciomandatowego z pewnością największy korzysta, a mniejszy traci. Jeżeli natomiast zaczynamy zmniejszać okręgi poniżej 5 mandatów, uruchamiają się skomplikowane procesy polityczne.

Pomysł wyznaczania okręgów przez komisarza wyborczemu jest niezgodny z zasadą subsydiarności i może wzbudzić duży sprzeciw społeczny

W okręgu dziesięciomandatowym małe partie tracą, ale są w stanie przetrwać. Znacząca nagroda przysługująca zwycięzcom jest pewnym impulsem do integracji, ale nie wymusza jej. Natomiast np. w okręgu z trzema mandatami to już „nóż na gardle”: integracja jest konieczna z punktu widzenia przetrwania. Może to spowodować, że partie inaczej się pogrupują. Paradoksalnie (względem prawdopodobnych zamiarów PiS) w takiej sytuacji te mniejsze, pogrupowane partie mogą stanowić dużo większe zagrożenie dla zwycięzcy.

W przypadku sejmików wojewódzkich – przy ich stosunkowo niewielkiej liczebności i braku akumulacji w skali kraju – efekt nagradzający zwycięzcę jest nieprzewidywalny. W symulacyjnym podziale, jaki przeprowadziłem, faktycznie PiS po zmianach otrzymałby 16 mandatów więcej, co jest pewną korzyścią, jednak w żadnym województwie nie zmienia to układu sił. Z pewnością natomiast lewica (czwarta w kolejności wg liczby głosów) wedle tej symulacji traci ponad połowę stanu posiadania.

Wprowadzenie ordynacji proporcjonalnej w gminach całkowicie zmieni przebieg procesów politycznych i wprowadzi chaos – w ponad dwóch tysiącach gmin rady nigdy nie były wybierane taką metodą

Drugą istotną kwestią jest podział na okręgi wyborcze. Przy założeniu, że w trakcie prac parlamentarnych w projekcie PiS nie zajdą istotne zmiany, większość okręgów sejmikowych pozostanie bez zmian, natomiast przynajmniej połowę okręgów, które trzeba będzie podzielić, stanowią okręgi metropolitarne. W nich natomiast PiS najczęściej nadal przegrywa. Dla przykładu: jeżeli dziewięciomandatowy okręg, w którym PiS ma 4 mandaty, a PO – 5, podzieli się na trzy trójmandatowe okręgi, to mandaty będą dzielić się w stosunku 2:1 na korzyść PO. W takiej sytuacji PiS traci na zmianach jeden mandat. A zatem pomysły w tym zakresie niekoniecznie muszą służyć partii rządzącej.

Niepokojące jest przypisanie decyzji o wyznaczaniu okręgów komisarzowi wyborczemu. Dotychczasowy system nie budził wątpliwości, nie znajduję więc dla tego rozwiązania żadnego uzasadnienia poza politycznym. Proponowane rozwiązanie wydaje się sprzeczne z zasadą subsydiarności. Ponadto nie określono jednoznacznie, czym komisarz ma się kierować przy podziale okręgów. W skali kraju wybiera się ponad 40 000 radnych – osoby te rok przed wyborami dowiedziały się, że będą wybierane inaczej, a o granicach okręgów wyborczych dowiedzą się 55 dni przed wyborami. W ten sposób partia rządząca tylko przyczynia się do ich wrogości – wątpliwe, czy pogodzą się łatwo z „wolą suwerena”.

W przypadku przyjęcia projektu w obecnym kształcie, negatywne będą skutki wprowadzenia ordynacji proporcjonalnej w gminach. Po pierwsze nie wiadomo, czy w ogóle rozwiązanie to jest wykonalne, wielu gmin nie da się bowiem podzielić w sposób umożliwiający tworzenie okręgów co najmniej trójmandatowych. Konieczne będzie np. łączenie sołectw z przeciwległych krańców gminy, co doprowadzi do tworzenia okręgów niespójnych terytorialne. Byłby to niebezpieczny precedens. Po drugie, rozwiązanie to wprowadzi chaos – w ponad dwóch tysiącach gmin rady nigdy nie były wybierane taką metodą. Nowa propozycja całkowicie zmieni przebieg procesów politycznych – np. kluczowa rywalizacja toczyć się będzie między kandydatami z jednej listy. Należy też zwrócić uwagę na sam fakt, że JOW-y mają w Polsce wielu zwolenników – Polacy pytani w sondażach odpowiadają, że wolą głosować na indywidualne osoby, a nie na listy partyjne. Kolejnym skutkiem może być więc sprzeciw społeczny.

Pozytywnym skutkiem pomysłu stworzenia administracji wyborczej może być profesjonalizacja procesu wyborczego, zwiększenie jego trwałości i stabilności

Z pewnością dobrym pomysłem jest idea stworzenia specjalnej administracji wyborczej. Pozytywnym skutkiem proponowanej zmiany może być profesjonalizacja procesu wyborczego, zwiększenie jego trwałości i stabilności, gdyż zadania komisarzy będą ograniczone do organizacji wyborów. W większości krajów tworzona jest specjalna administracja wyborcza, niezależna od sądów czy od władz lokalnych. Projekt zawiera także szereg innych korzystnych rozwiązań, takich jak transmisje online z liczenia głosów, co przyczyni się do tego, by wybory były realizowane w sposób rzetelny i bezstronny. Jednak wskazane na początku wady proponowanego rozwiązania pozostają niepokojące.

Tworzenie ordynacji pod aktualne sondaże ma w Polsce długą tradycję. W 2002 r. SLD, boleśnie dotknięte przez ówczesny system wyborczy przekonało Samoobronę do przywrócenia wcześniejszej ordynacji, czemu wówczas przeciwne były PO i PiS. Jednak trzy lata później to te dwie partie skorzystały na przywróceniu dawnego systemu, a SLD poniósł porażkę i mandatowe straty. Jak widać, sposób myślenia oparty na bieżących sondażach często obraca się przeciwko rządzącym.