Newsletter

Opcja niemiecka jedynym (sensownym) wyjściem

W obecnej sytuacji myślenie neojagiellońskie jest pozbawione podstaw. Nie ten potencjał, nie ta koniunktura polityczna. Dużo bardziej realistyczne jest myślenie neopiastowskie. Czyli: opcja niemiecka i pogodzenie się z rolą młodszego partnera: tak, ale z racjonalną obroną własnych interesów

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

 

Ten artykuł powstał dzięki hojności Darczyńców NK. Zostań jednym z nich!

 

Ożywieniu debaty nad modelem relacji polsko-niemieckich można tylko przyklasnąć. O ile Marcin Kędzierski jest zbyt optymistyczny, to Bartłomiej Radziejewski zdaje się dla odmiany zbyt pesymistyczny. Obaj panowie zmierzają w słusznym kierunku, tkwią jednak niestety w myśleniu neojagiellońskim.

Zacznijmy od geopolityki w skali europejskiej. Jak zauważył niemiecki historyk Golo Mann, w Europie Środkowej są możliwe tylko trzy konfiguracje polityczne: Niemcy i Polska przeciwko Rosji, Rosja i Polska przeciwko Niemcom, wreszcie Niemcy i Rosja przeciwko Polsce. Z racji dużych dysproporcji w potencjale gospodarczym, militarnym i soft power, w dwóch pierwszych kombinacjach Polska zawsze będzie pełnić rolę młodszego partnera, a w ostatniej praktycznie zawsze będzie bezbronną ofiarą.

W 1945 r Polska została wepchnięta w geopolityczne ramy bliższe Piastom niż Jagiellonom. W ciągu ponad 70 lat niemożliwe okazało się przestawienie myślenia elit i społeczeństwa na tory piastowskie; neojagiellonizm, zwłaszcza ostatnio, stał się nieoficjalnie obowiązującą doktryną. Tymczasem geopolityka państwa położonego między Odrą a Bugiem jest zupełnie inna niż tego położonego na rozległych obszarach dorzecza Wisły i Dniepru. Do tego Jagiellonowie trafili na korzystną koniunkturę geopolityczna: Niemcy nie istniały jako zwarty organizm, na wschodzie Złota Orda zapadła się, a powstająca Rosja dopiero stawała się groźna. Była więc to sytuacja dalece inna od obecnej. Do tego wzmocniona unią z Litwą Polska posiadała liczący się potencjał gospodarczy, militarny i soft power, umożliwiający integrację elit Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Myślenie neojagiellońskie zakłada de facto odzyskanie mocarstwowego statusu. Czy jest to możliwe? Mocno bym polemizował. Drogą dygresji i wyjaśnienia należy zwrócić uwagę na Teorię Regionalnego Kompleksu Bezpieczeństwa (TRKB). Opracowana pod koniec lat 90. przez Barry’ego Buzana i Ole Woevera teoria zakłada, że sprawy bezpieczeństwa należy rozpatrywać z perspektywy geograficznie określonych regionów. Każdy region należy traktować jako niezależny system. Polityka bezpieczeństwa państwa jest ściśle związana z danym regionem i jedynie wielkie mocarstwa oraz supermocarstwa mają interesy obejmujące więcej niż jeden regionalny kompleks bezpieczeństwa (RKB). W koncepcji tej Europa tworzy jeden system, pokrywający się w zasadzie z obszarem UE. Europejski RKB zakwalifikowany został jako tzw. „reżim bezpieczeństwa”. Pisząc w największym uproszczeniu: sprawy bezpieczeństwa w Europie uległy za sprawą UE i NATO instytucjonalizacji, której efektem jest znaczące ograniczenie rywalizacji między państwami i pokojowe rozwiązywanie sporów.

Po tym wstępie można zadać pytanie, czy Polska plasuje się w ramach TRKB chociażby jako mocarstwo regionalne. Odpowiedź nie jest prosta. Buzan i Woever definiują regionalne mocarstwo jako państwo determinujące układ sił w regionie, posiadające relatywnie duży potencjał i uwzględniane w kalkulacjach wielkich mocarstw oraz supermocarstw. Przy takim podejściu sytuacja wygląda jeszcze korzystnie, bardziej szczegółowe definicje są już mniej optymistyczne. Martin Beck dodaje do powyższych kryteriów hard i soft power, umożliwiające wywieranie wpływu na okoliczne państwa i kształtowanie regionalnej agendy bezpieczeństwa i ideologicznej. Z kolei David Shim i Patrick Flamm wyróżniają łącznie 5 czynników, wśród nich wolę bycia mocarstwem i akceptację takiego statusu przez inne państwa. W chwili obecnej polska soft power jest, nie ukrywajmy, niewielka, a państwa takie jak Czechy i Litwa odbierają polskie aspiracje raczej jako dążenie do hegemonii, lub nawet dominacji, w związku z czym zwracają się w stronę Berlina. Jest jeszcze jeden problem, wspomniany na początku niniejszego tekstu. Postawiona obok Niemiec, Rosji, Francji, czy też Wielkiej Brytanii Polska gwałtownie traci na znaczeniu. Z takim samym problemem spotykają się w swoich RKB Kanada i Korea Południowa. Mimo relatywnie dużego potencjału (dużo większego niż RP) mało kto traktuje je jako mocarstwa: siła USA, Chin i Japonii jest po prostu zbyt duża i skutecznie przesłania mniejsze państwa.

Powiedzmy wprost: Polska nie ma dość siły przyciągania, by zebrać wokół siebie państwa Trójmorza, które zresztą są bardziej zainteresowane współpracą z Berlinem. Jesienią ubiegłego roku Czechy i Rumunia jasno wyartykułowały wolę ściślejszego związania swoich sił zbrojnych z Bundeswehrą. Wśród powodów wymieniono politykę Rosji oraz niewystarczające zdaniem Pragi i Bukaresztu gwarancje ze strony USA. W takich warunkach za najlepsze rozwiązanie uznano ściślejsze związki z Berlinem. Podobne myślenie daje się zauważyć w państwach bałtyckich i na Słowacji.

Co ciekawe, wśród scenariuszy na przyszłość rozważanych przez Bundeswehrę znalazły się i całkowity rozpad UE, i podział wspólnoty na bloki „wschodni” i „zachodni”. Warto też wspomnieć, że wśród koncepcji rozważanych przez niemieckie think tanki znalazło się także miejsce dla Międzymorza/Trójmorza. Pełni ono jednak rolę raczej przedsionka UE, umożliwiającego dostosowanie się do wymagań Wspólnot państwom aspirującym do członkostwa, niż spójnego bloku.

Koncepcja Międzymorza/Trójmorza jest nietrafiona nie tylko z powodu relatywnej słabości Polski, małego zainteresowania innych państw, ale także warunków geograficznych

Wracając do geopolityki: koncepcja Międzymorza/Trójmorza jest nietrafiona nie tylko z powodu relatywnej słabości Polski i małego zainteresowania innych państw, ale także warunków geograficznych. Karpaty nie są może imponującymi górami, jednak skutecznie dzielą Europę Środkową na dwa obszary: część północną obejmującą Polskę i państwa bałtyckie, do których można dodać jeszcze Białoruś i Ukrainę oraz część południową skupioną wzdłuż Dunaju i na dobrą sprawę odpowiadającą swoim zasięgiem Austro-Węgrom. Współpraca w ramach dawnej monarchii habsburskiej jest bardziej intensywna niż w Grupie Wyszehradzkiej, o Trójmorzu już nie wspominając. Bardzo trafnie wypunktował te procesy Witold Modzelewski. Wydaje się również, że Viktor Orbán i kanclerz Sebastian Kurz chcą nadać „powrotowi Austro-Węgier” większego rozmachu. Kończąc wywód geopolityczny w skali regionalnej, w ramach Międzymorza można wyróżnić jeszcze trzecią strefę, obejmującą Bałkany i tereny naddunajskie, pozostające historycznie poza domeną Habsburgów.

Przejdźmy teraz do geopolityki w skali mikro. Z perspektywy np. Szczecina główne interesy gospodarcze koncentrują się w Niemczech i Skandynawii, atrakcyjna jest współpraca z Czechami i Słowacją, do pewnego stopnia – z państwami bałtyckimi. Reszta Międzymorza to bardziej cel wycieczek turystycznych niż realni partnerzy.

Współpraca z Niemcami nie zawsze jest usłana różami, ale zarzut doprowadzenia do upadku polskiego przemysłu stoczniowego to przesada. Równie dobrze można oskarżać o to Holandię, państwa skandynawskie, a na upartego – nawet Estonię. W przypadku stoczni szczecińskiej zawiniły rozgrywki polityczne, nieuczciwy klient (Włoch) i wreszcie nieudolna pomoc ze strony rządu. Faktem jest, że wszystkie państwa UE wspierają swój przemysł stoczniowy z powodu silnej konkurencji ze strony Chin i Korei Południowej. Pomoc ta jest jednak realizowana w taki sposób, że KE nie ma czego zaskarżyć.

Powiedzmy wprost: Polska nie ma dość siły przyciągania by zebrać wokół siebie państwa Trójmorza, które zresztą są bardziej zainteresowane współpracą z Berlinem.

Reasumując, w obecnej sytuacji myślenie neojagiellońskie jest pozbawione podstaw. Nie ten potencjał, nie ta koniunktura polityczna. Dużo bardziej realistyczne jest myślenie neopiastowskie. Warto tutaj przyjrzeć się polityce zwłaszcza pierwszych Piastów, która była zorientowana na Niemcy. Zdając sobie sprawę ze swoich mocnych i słabych stron polscy władcy akceptowali pozycję młodszego partnera względem Cesarstwa, twardo jednak broniąc swoich interesów, nawet jeżeli oznaczało to konfrontację. Wielkie wojny toczone przez Chrobrego i Krzywoustego były ewenementem. Koniec końców, po śmierci Bolesława I zmaterializował się katastrofalny scenariusz Niemcy i Rosja (Ruś) przeciwko Polsce, który przekreślił wszystkie wcześniejsze sukcesy. Z kolei Krzywousty po początkowych zwycięstwach nad Henrykiem V musiał ugiąć się przed Lotarem III. Polityka neopiastowska jest tym bardziej atrakcyjna, że Niemcy są wprawdzie silniejsze niż w 1945, ale relatywnie słabsze niż w 1939, czy 1914. Poza tym korzystna koniunktura na zachodzie jeszcze nie dobiegła końca. Niemcy nadal nie wykorzystują w pełni swojego potencjału, co stwarza spore pole manewru. Czyli: opcja niemiecka i pogodzenie się z rolą młodszego partnera: tak, ale z racjonalną obroną własnych interesów.