Państwosławie na Rusi

Nowa książka Besançona jest jak powiew intelektualnego powietrza. Rozwiewa narosłe wokół Rosji mity stworzone przez nią samą i podtrzymywane przez zachodnich intelektualistów

Nowa książka Alaina Besançona jest jak powiew świeżego intelektualnego powietrza. Rozwiewa narosłe wokół Rosji mity stworzone przez nią samą i podtrzymywane przez zachodnich intelektualistów.

„Rosja to zagadka owiana tajemnicą, ukryta we wnętrzu enigmy” – powiedział Winston Churchill. Te słowa zapewne przypomniały się wielu zachodnim wschodoznawcom, zwłaszcza teraz, kiedy to działania świętującego kolejną rocznicę wybrania na prezydenta Władimira Putina tak bardzo ich zaskoczyły. Nawet wpływowy „Foreign Policy” sugerował niedawno, że Putin musiał oszaleć. Besançon, który swoją nową książkę o Rosji, „Świętą Ruś”, wydał w 2012 r., zdaje się znacznie mniej zaskoczony. Poświęcił bowiem tę pracę właśnie próbie dotarcia do źródeł rosyjskiej tajemnicy, połączenia przeszłości z przyszłością i wyjaśnienia, dlaczego Kremlowi tak często udaje się Zachód oszukać.

Czytelnika nie powinna przy tym zwieść mała objętość „Świętej Rosji”. To bowiem dzieło wybitne intelektualnie i jego pełne zrozumienie wymaga niemałej erudycji. Besançon jest niestety oszczędny, jeśli chodzi o przypisy. Wyraźnie nie chce, aby przytłoczyły one swym ciężarem jego żywą myśl.

Trzeba też pamiętać, że mówimy o wielokrotnie nagradzanym nestorze zachodniej sowietologii, a przy tym o ostrym krytyku postkomunistycznej polityki wszelkiej maści. Jeszcze w latach 90. Besançon ostro starł się np. z Adamem Michnikiem i jego ideą dziejowego kompromisu.

Podwójne kłamstwo

Również w swej nowej publikacji Besançon idzie w pewnym sensie tropem „Postkomunizmu” Jadwigi Staniszkis. Opisuje bowiem specyficzną zarówno dla Rosji, jak i krajów postkomunistycznych kategorię (heglowskiego) pozoru, czyli tworzenia fałszywych struktur mających w zachodnich obserwatorach wywołać poczucie złudnej normalności.

Jak pisze: „Podwojenie odniesień (jedno do rzeczywistości ogólnej, drugie do pseudorzeczywistości ideologicznej) jest najskuteczniejszą metodą wprowadzenia obcokrajowca w błąd. Przedstawia mu się mera, dziennikarza lub historyka i obcokrajowiec myśli, że faktycznie ma do czynienia z merem, dziennikarzem lub historykiem. Jeśli jest wystarczająco inteligentny, nie uwierzy w kłamstwa wypowiadane przez tych osobników, jednak nie poda w wątpliwość ich funkcjonalnej równorzędności”.

Innymi słowy, człowiek Zachodu będzie zakładał, że nawet jeśli konkretny dziennikarz kłamie, to nadal jest dziennikarzem, kimś, kto ma informować, a jedynie w tym konkretnym przypadku sprzeniewierza się swoim powinnościom. Podobnie skorumpowany mer nadal jest merem, a niekompetentny minister finansów nadal, co do zasady, wciąż dąży do „zwiększenia efektywności zarządzania gospodarką”.

A jak jest w rzeczywistości? W przypadku krajów postkomunistycznych rządzi sieć neokolonialnych interesów niemających zbyt wiele wspólnego z interesami samej populacji. Zaś co do Rosji, to ogólna teza Besançona daje się streścić w sposób następujący: Rosja to specyficzny rodzaj teokracji, który można by nazwać „państwosławiem” [określenie moje – M.K.]. Specyfika tego modelu polega zaś na tym, że inaczej niż w np. w teokratycznym Iranie, gdzie rząd jest sterowany przez kler (ajatollahów), w Rosji to Kościół lub też wybitnie rozwinięta pseudoreligia jest narzędziem władzy politycznej.

Od Zachodu, który także zawsze miał swoje ideologie, Rosję różni zaś to, że jej państwowy mesjanizm już od setek lat przesyca całą strukturę państwową, kulturę i duchowość. Z wierzchu cała ta instalacja przykryta jest zaś pozornymi nazwami, które mają zwodzić postronnych obserwatorów.

Tak więc profesor nie jest profesorem, urzędnik nie jest urzędnikiem, a dziennikarz nie jest dziennikarzem. W Rosji wszyscy oni są przede wszystkim wiernymi, wiernymi tytułowej „świętej Rusi”.

Ponieważ zaś całością steruje zawsze imperialny aparat władzy, Rosja jak rękawiczki może zmieniać ideologiczne slogany, za których pomocą uzasadnia swoją ekspansję. Taka elastyczność nie byłaby możliwa w przypadku społeczeństw, w których zaszły już oddolne rewolucje, zmiany napędzane wolą samego ludu. „Rosja powróciła do swojego godła i flagi, podczas gdy Francja zbuntowałaby się, gdyby po dwóch stuleciach chciano jej przywrócić kwiat lilii” – zaznacza Besançon.

Przy kolejnych zmianach ideologii coś jednak zawsze pozostaje. Trzeci Rzym, Kraj Rad – Ojczyzna Socjalizmu, eurazjatyckie imperium wyśnione przez Aleksandra Dugina (doradcę Putina), wszystkie one zawsze są krajami wybranymi i na swój sposób świętymi. Nie mają naturalnych granic, mają tylko ideę i misję.

Na początku prawosławie

Szukając źródeł owej specyficznej rosyjskiej ideologii władzy, Besançon cofa się aż do prawosławia, które uformowało pierwszą rosyjską ideologię państwową. Pozostawiło więc stosunkowo najwięcej intelektualnego osadu. Skracając tu dłuższy wywód: prawosławie dowartościowuje zaś mistyczny kontakt ze Wszechmogącym (przebóstwienie), a deprecjonuje coś, co samo nazywa łacińskim jurydyzmem, czyli unormowaną drogą do pobożności, utorowaną czytelnymi znakami zakazu i nakazu.

Tak jak mistyczne przebóstwienie zmazuje winy każdego grzesznika, tak też idea Chrystusa (socjalizmu, panslawizmu, eurazjatyzmu – niepotrzebne skreślić) zmazuje wszelkie grzechy państwa

Oba te szlaki duchowe, czyli przebóstwienie i jurydyczna pobożność, naturalnie istnieją w jakiejś formie, zarówno w prawosławiu, jak i w zachodnim chrześcijaństwie. Do dziś jednak w obu nurtach religijnych inaczej rozkłada się akcenty. Obie duchowości mają również swoje formy skrajne i wynaturzone. Zachodnią chorobą byłoby tu spowiadanie się i przystępowanie do innych sakramentów bez głębokiej wiary albo też protestancki kabotynizm zamożnego mieszczucha, który po weberowsku poczytuje sobie swój dobrostan za oznakę zbawienia.

Wschodnim wynaturzeniem jest zaś postać opętanego „świętego grzesznika”, który uważa, że jeden strzelisty akt emocjonalnej wiary pozwala mu grzeszyć do woli. Lub stwierdzenie, że skoro wszyscyśmy winni w sensie metafizycznym, to nie ma sensu buchalteryjnie dzielić win na większe i mniejsze. Kara nie powinna się zaś wiązać z konkretnym czynem, tylko być potraktowana jako przynoszące łaskę oczyszczenie. To właśnie dlatego u Dostojewskiego Dymitr Karamazow tak spokojnie przyjmuje wyrok za zbrodnię, której nie był winien. Rogożyn natomiast pogrąża się z księciem Myszkinem w religijnej ekstazie tuż po popełnieniu morderstwa.

Wszystkie te rozważania wydają się naturalnie czysto akademickie, dopóki za Besançonem nie przyjmiemy założenia, iż to, jak dana kultura rozumiała w swej młodości religię, rzutuje bezpośrednio na to, jak w swym wieku dojrzałym pojmuje filozofię, prawo i politykę. Sołżenicyn w duchu czystej dostojewszyzny pisał wszak o wartości wypływającej z cierpienia gułagu, które Rosjan uszlachetniło i uodporniło na zachodni materializm. Stalinowscy prokuratorzy z kolei zupełnie tak jak Dymitr wychodzili z założenia, że nie ma znaczenia, kto jakie przewiny popełnił; wystarczy, aby liczba skazanych zgadzała się z liczbą prowadzonych spraw.

Umiłowanie mistycznego przebóstwienia uodparnia też Rosję na paradoksy jej własnej polityki zagranicznej. Gwałt nie wyklucza w tym przypadku głębokiej „miłości” do obiektu przemocy. Tu znowu Besançon sięga po Dostojewskiego, prawdziwego geniusza, który wyśnił i odgadł nowoczesną duszę rosyjską jak nikt inny. W „Dzienniku pisarza” Rosja Dostojewskiego staje się bowiem kościołem, który tylko dzięki „miłości” ma całemu światu zanieść nową jutrzenkę, a jednocześnie jest „Dziennik” przepełniony militaryzmem, antysemityzmem i nienawiścią.

„Co zatem należy myśleć o rosyjskim reżimie, jago armii, policji i niewolnikach?” – pyta Besançon. I odpowiada za Dostojewskiego: „Trzeba przejść ponad tym, trzeba przestać to dostrzegać; można to nawet zaaprobować, gdyż ponad tym jest rosyjski Chrystus oraz miłość, z których połączenia powstaje wolność”. Tak więc, tak jak mistyczne przebóstwienie zmazuje winy każdego grzesznika, tak idea Chrystusa (socjalizmu, panslawizmu, eurazjatyzmu – niepotrzebne skreślić) zmazuje wszelkie grzechy państwa.

Uwiedziony Zachód

Skoro zaś o Dostojewskim już mowa, to nie sposób nie wspomnieć o nim jako o przykładzie duszy rosyjskiej, uwodzącej zarówno zachodnią lewicę, jak i prawicę. O nowoczesnym lewicowym rusofilizmie pisał niedawno  Sławomir Sierakowski. Ja sam zostałem zaś w mniej więcej tym samym czasie poproszony o zrecenzowanie zbioru esejów z zakresu filozofii polityki pt. „Dostoevsky’s Political Thought” [„Polityczna myśl Dostojewskiego”]. Złożyły się zaś na ten tom prace znanych autorów związanych ze środowiskiem amerykańskich i kanadyjskich konserwatystów.

Zaciekawiło mnie przy tym to, że o ile zachodnia lewica widzi w idei rosyjskiej siłę dająca odpór faszyzującemu nacjonalizmowi, o tyle prawica zostaje uwiedziona wizją Rosji jako konserwatywnego imperium, które z Chrystusem na sztandarach daje odpór zachodniemu ateizmowi, konsumpcjonizmowi i multikulturalizmowi. Rosja ma więc być dla obu skrajności owym taranem burzącym Kryształowy Pałac (kolejna metafora Dostojewskiego), o którym pisał Peter Sloterdijk.

To bardzo stare złudzenie, podobnie o Rosji pisał już niejaki de Maistre, reakcjonista tworzący w dobie rewolucji francuskiej, i Sartre, komunista tworzący w wieku XX. Istotnie jest coś uwodzącego w rosyjskiej mistycznej woli, gdy ją porównać z euroamerykańskim jurydyzmem, który tak bardzo krępuje zapędy zarówno rewolucjonistów, jak i kontrrewolucjonistów. Z punktu widzenia teoretyka polityki w Rosji wszystko wydaje się możliwe, tylko tam można mieć wolną rękę, być prawdziwym inżynierem ludzkich dusz. Myśl polityczna staje się w Rosji ciałem, ot tak, bez tej całej papierkowej roboty i bez nieprzyjemnych moralnych konsekwencji.

Starą kalką jest również oskarżanie ofiar Rosji o ksenofobię i złą wolę. Besançon cytuje np. Jacques’a Maritaina, który tłumaczył Józefowi Czapskiemu (autorowi „Na nieludzkiej ziemi”), dlaczego nie mógł wstawić się za Polakami zesłanymi do łagrów. „Musiałem być surowy dla Polski […] nie potrafiłem wybaczyć jej antysemityzmu i postawy względem Rosji. Uważacie, że macie misję na Wschodzie, sądzicie, że jesteście przedmurzem chrześcijaństwa, uważacie jednocześnie Rosjan za podludzi, gardzicie nimi głęboko” – wyznał Maritain.

To, że dziś Putin także podobno walczy z ukraińskim nacjonalizmem, nie przeszkadza zaś Marine Le Pain z francuskiego Frontu Narodowego jak papuga powtarzać sloganów Dugina o wielkiej eurazjatyckiej federacji, która zrównoważy wreszcie Amerykę. Z kolei amerykańscy filozofowie, którzy swe eseje opublikowali w „Dostoevsky’s Political Thought”, jak jeden mąż chwalą rosyjskiego pisarza i jego apologetów za „politykę aktywnej miłości”, sprzeciw wobec mieszania się kultur i głębokie chrześcijaństwo. Nie dostrzegają przy tym w „Dzienniku pisarza” nic problematycznego i nie boją się niezamierzonych rezultatów swojej fascynacji. Są jak miłośnicy dawnego Południa (Ameryki Płn.), którzy ani słowem nie chcą się zająknąć o niewolnictwie.

I nie chodzi mi tu bynajmniej o to, by bodajże największego pisarza wieku XIX demonizować. Wręcz przeciwnie: pisarstwo Dostojewskiego przerasta jego samego. Jego poglądy polityczne pokrywają się wszak z myślą Szatowa z „Biesów”. Jak więc pisze Miłosz: w Dostojewskim jest „coś na siłę”. On sam przeczuwa, że nie znalazł satysfakcjonującego rozwiązania problemów współczesnego Zachodu i Rosji. W pewnym sensie Dostojewski przedstawia siebie samego jako jednego z biesów opętanych przez Rosję.

Zarówno Dostojewskiego, jak i innych wielkich Rosjan choćby: Karamzina (historyk), Puszkina, Tołstoja, Sołżenicyna, a współcześnie i Aleksandra Dugina, należy więc czytać krytycznie. Rosja kusi szeroką duszą i swobodą, jaką daje ideologom w kreowaniu rzeczywistości politycznej. Nie wolno jednak tej pokusie bezwiednie ulegać i dawać się Rosji opętać. Do tego właśnie nawołuje konsekwentnie w swej książce Alain Besançon.

Alain Besançon, „Święta Ruś”, Teologia Polityczna, Warszawa 2012

Richard Avramenko i Lee Trepanier (ed.), „Dostoevsky’s Political Thought”, Lexington Books, Plymouth 2012

Nowa Konfederacja
INTERNETOWY TYGODNIK IDEI, NR 19 (31)/2014, 8–14 MAJA, CENA: 0 ZŁ
Stały współpracownik Nowej Konfederacji, doktor nauk politycznych. Pracownik Uczelni Łazarskiego. Absolwent Louisiana State University, Ośrodka Studiów Amerykańskich UW oraz Instytutu Filologii Angielskiej UAM. Stypendysta Fundacji Fulbrighta, a także członek Philadelphia Society. Autor tekstów publicystycznych i naukowych z zakresu filozofii polityki oraz politologii porównawczej.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz