Nowy ład europejski i światowy już powstaje

Dalsze trwanie polskiej polityki w obecnej postaci będzie nas słono kosztować. Nowe rozdanie geopolityczne może przesądzić o pozycji kraju na dziesiątki lat

Po ostatnich sygnałach z Niemiec i Francji, do szerszych kręgów polskich elit zaczyna się wreszcie przebijać przestroga, którą w środowisku „Nowej Konfederacji” powtarzamy już od sześciu lat: że tak korzystny dla nas obecny porządek światowy, w tym europejski, ma nikłe szanse na przetrwanie. Rozsadza go amerykańsko-chińska rywalizacja hegemoniczna, w której obaj aktorzy na dłuższą metę chcą świata innego niż obecny. Niedorozwój polskiej myśli strategicznej (i w ogóle rozumu politycznego) sprawia, że pozornie odległe kwestie, takie jak konflikt na Zachodnim Pacyfiku, traktowane są jak egzotyczne ciekawostki – do czasu, gdy ich skutki zaczną być bezpośrednio odczuwalne. Ten czas jest już blisko, co unaocznia ujawnienie się fundamentalnych konsekwencji owego procesu w Europie, której wiodące potęgi coraz wyraźniej wpisują się w przygotowania do nowego rozdania międzynarodowego.

Ku europejskiemu supermocarstwu

Zarówno Niemcy, jak i Francja udzieliły w ostatnich dniach ofensywnej odpowiedzi na politykę Donalda Trumpa wobec UE. Wizje przedstawione przez szefa dyplomacji Republiki Federalnej Niemiec, Heiko Maasa, i prezydenta Emmanuela Macrona różnią się, tak jak interesy obu krajów. Omawiali je w ostatnich dniach na łamach Nowej Konfederacji prof. Bogdan Góralczyk i dr Witold Sokała. Mają jednak te pomysły kluczowe cechy wspólne. Po pierwsze, silna i suwerenna – czyli najpewniej federalna i supermocarstwowa – Europa, samodzielna strategicznie, z własną armią i instytucjami władzy finansowej i strukturalnej (fundusz walutowy, system rozliczeń bankowych). Po drugie, sprzeciw wobec jednostronnej polityki amerykańskiej. Po trzecie, redefinicja relacji transatlantyckich na znacznie bardziej równoprawnych zasadach.

Musimy się więc liczyć z tym, że w ciągu kilku lat Unia Europejska w ten czy inny sposób przekształci się w państwo lub podobną państwu hybrydę

Dlaczego tym razem mielibyśmy traktować te pomysły poważnie, skoro w przeszłości niewiele z nich wychodziło? Jak słusznie wskazuje Sokała – dlatego, że wygłasza je nowe pokolenie europejskich decydentów, w nowych okolicznościach strategicznych: „Dzisiejsi politycy z Francji i Niemiec raczej już wiedzą, że jeśli chcą zachować wpływ na bieg spraw regionalnych i globalnych, muszą zbudować w Europie bardziej sprawiedliwy, a zarazem efektywny rynek, nowocześniejsze (czytaj: bardziej odporne na ksenofobię i populizm) społeczeństwo, przywrócić zaufanie mechanizmom demokratycznym, a wreszcie – porządnie zabezpieczyć ów twór od zewnątrz”.

Dodajmy, że odmienność kontekstu strategicznego ma trzy zasadnicze wymiary. Pierwszy, to nowa faza – galopującej już – erozji ładu światowego. Uosabia ją Donald Trump, jednostronnie zrywający porozumienia, wywołujący konflikty, ostentacyjnie lekceważący kolegialne instytucje. Jego polityka już powoduje szukanie przez inne potęgi równoważników dla (względnych) strat, które zadają im USA. Stąd na przykład ostatnie zbliżenie UE z Chinami i z Turcją. Drugi, to trwający już dekadę wielowymiarowy kryzys Unii. Dla wszystkich poważnie myślących o jej przyszłości jest już jasne, że w obecnym kształcie ma ona malejące szanse na przetrwanie i potrzebne są głębokie zmiany. Trzeci, to – po raz kolejny – doświadczenie rosnącej potęgi Chin. Po licznych próbach wykorzystania Pekinu do swoich celów (w tym równoważenia polityki USA) decydenci zachodnioeuropejscy widzą, że już teraz występując w imieniu państw narodowych są za mali i za słabi, żeby uniknąć rozgrywania przez nowe supermocarstwo. Wedle wszelkich prognoz, problem będzie narastał. Federalizacja dałaby skokowy wzrost negocjacyjnej mocy Europy.

Oczywiście, jak każde ambitne przedsięwzięcie, i to ma szanse niepowodzenia. Przeszkód jest wiele: tyrania status quo, wzrost eurosceptycyzmu, liczne rozbieżności interesów. Również USA raczej nie będą bezczynnie przyglądać się powstawaniu nowego konkurenta czy zbyt silnemu zbliżeniu UE z Chinami. Ale lekceważenie możliwości powstania europejskiej federacji byłoby dziś bardzo nieroztropne. Zwłaszcza, że ostatnie wystąpienia Maasa i Macrona dowodzą znacznego postępu w usuwaniu jednej z największych barier, jaką była przepaść między pomysłami francuskimi i niemieckimi.

Zła wiadomość dla Polski

Musimy się więc liczyć z tym, że w ciągu kilku lat Unia Europejska w ten czy inny sposób przekształci się w państwo lub podobną państwu hybrydę. Jak również z tym, że porażka tego nowego federalizmu przyniesie faktyczny (mniejsza teraz o to, czy także formalny) rozpad Wspólnoty. Są też poważne i rosnące – teraz już coraz częściej otwarcie wyrażane w debacie – wątpliwości co do dalszego trwania NATO i Światowej Organizacji Handlu. Wiele wskazuje na to, że świat jaki znaliśmy, ma się ku końcowi.

To zła wiadomość dla Polski. Obecny porządek – przy wszystkich jego słabościach – przyniósł nam wielkie korzyści, na czele z bezpieczeństwem i dobrobytem. Łatwość, z jaką przyszły, uśpiła dominujące w Polsce elity, wbijając je w niesłuszną pychę na tle cudzych przede wszystkim osiągnięć. Słabo rozumiejąc świat i grzęznąc w próżnych sporach, są one więc dziś źle przygotowane do ambitnego kierowania dużym krajem. Jednocześnie, nasz status przedmieścia Zachodu opiera się w przeważającej mierze na zewnętrznym kapitale i zewnętrznych gwarancjach bezpieczeństwa. Źródła siły własnej są wciąż słabe.

Sterowne państwo i silną armię można zbudować w ciągu kilku lat. Większym problemem niż (służący za dyżurną wymówkę) rzekomy brak pieniędzy jest deficyt woli politycznej i olbrzymie marnotrawstwo

Nie powinniśmy jednak panikować. Do jakiejkolwiek tragedii jest jeszcze daleko. A Polska ma w nadchodzącym, nowym rozdaniu międzynarodowym poważne atuty i może na nim zyskać. Mówiąc Jackiem Bartosiakiem, mamy niezły „hardware”, czyli położenie geopolityczne, i bardzo słaby „software”: państwo i politykę. Lokalizacja w „bramie Heartlandu”, na styku Wschodu i Zachodu, europejskich nizin i Wielkiego Stepu bywa przekleństwem, ale może być i błogosławieństwem.  To położenie kluczowe z punktu widzenia Niemiec i Rosji, Szwecji i krajów wyszehradzkich, ważne także dla USA i Chin. Niedocenianie go jest lustrzanym błędem przeceniania: Polska to niepomijalny i ważny czynnik w każdym ładzie europejskim.

Problem w tym, że w dziedzinie „oprogramowania” ostatnie 30 lat zostało niemal zmarnowane. Kalekie, bezmózgie państwo, słaba armia, dyplomacja oscylująca między przedstawianiem odnośnych decyzji mocarstw zachodnich jako historycznych sukcesów lokalnych elit, a podobnie beztreściowym – w drugą stronę – „wstawaniem z kolan”, rachityczność własnego kapitału, nauki i techniki – to problemy dobrze znane zainteresowanym. Nierozwiązane, spowodują, że w nowym rozdaniu będziemy grać poniżej swoich możliwości. Być może znów wystąpimy w roli listka, targanego to w jedną, to w drugą stronę przez wiatry historii. Na panikę jest za wcześnie, ale na mobilizację – już całkiem późno.

Skończyć z bezzębnym neoimperializmem

Na leninowskie „co robić” odpowiedź jest więc trzyczęściowa. Po pierwsze, jak najszybciej nadrabiać zaległości w dziedzinie „software’u”, czyli wszelkiego typu zasobów – i zdolności ich mobilizacji – tworzących międzynarodową siłę kraju. Ze szczególnym naciskiem na państwo i wojsko, ale też wspomniany kapitał finansowy i naukowo-technologiczny. Sterowne państwo i silną armię można zbudować w ciągu kilku lat. Większym problemem niż (służący za dyżurną wymówkę) rzekomy brak pieniędzy jest deficyt woli politycznej i olbrzymie marnotrawstwo. Podobnie ma się rzecz z naprawą – zasługującego na osobne potraktowanie – aparatu dyplomatycznego. W pozostałych sprawach można w ciągu kilku lat zrobić przynajmniej stopniowy postęp.

Polska potrzebuje zarówno USA, i UE, silnej pozycji w Europie Środkowo-Wschodniej, jak i maksymalnego wykorzystania szans, które daje wzrost znaczenia Chin

Po drugie, potrzebujemy nowej polityki zagranicznej. Opartej z jednej strony na doktrynie, jasno definiującej interes publiczny w zmieniającym się świecie, z drugiej – na permanentnej, drobiazgowej analizie szans i zagrożeń, wariantowych kalkulacjach możliwych scenariuszy. Z trzeciej – na przemyślanym zarządzaniu personelem dyplomatycznym, urzędniczym, analitycznym.

Nawet dotychczasowe, a więc bardzo korzystne, realia unijne obnażają elementarne braki w tych sferach. Gdy pojawiają się konkretne niebezpieczeństwa, jak w przypadku stoczni czy pracowników delegowanych, zawodzi tak system wykrywania i opisu zagrożeń, jak i przeciwdziałania im. Dezorganizacja wychodzi z poziomu konstytucyjnego (dwugłowa egzekutywa) i rządowego, z beznadziejnie słabym centrum rządu, z czterema głównymi departamentami ds. europejskich, dysfunkcjonalnie rozdzielonymi między trzech wiceministrów.

Tak więc jedną kwestią jest naprawa narzędzi, a drugą – umiejętność korzystania z nich. Jeśli Polska ma być poważnym graczem, musi wyjść poza inercyjne hasła w rodzaju „płynięcia w głównym nurcie”, „wstawania z kolan”, czy „silnej Polski w silnej Europie”. Musi zacząć wypełniać je treścią. A więc przekuwać na wielość konkretnych programów i projektów, uczestnictwa w niezliczonych debatach, propozycji i działań lobbystycznych.

Możemy musieć wkrótce zdecydować, czy przystąpić do nowej, głębiej zintegrowanej Unii Europejskiej, czy nie

Powinniśmy odejść od oscylowania między ostentacyjnym antyamerykanizmem a eurosceptycyzmem. Tak samo jak między bezzębnym, pastiszowym neoimperializmem regionalnym, a zarzucaniem polityki środkowoeuropejskiej. Również między – widocznym nawet w obrębie jednej kadencji – chaotycznym sinoentuzjazmem a sinosceptycyzmem. Akcenty mogą rozkładać się różnie w zależności od tego, która partia rządzi, ale Polska potrzebuje zarówno USA, i UE, silnej pozycji w Europie Środkowo-Wschodniej, jak i maksymalnego wykorzystania szans, które daje wzrost znaczenia Chin. Frontowe położenie powinno skłaniać – zwłaszcza w niespokojnych czasach – nie do stawiania na jednego konia, ale do „zarzucania kotwic, gdzie się da”, jak to określił Olaf Osica. W konfliktach między najważniejszymi dla nas graczami powinniśmy być bierni tak długo, jak się da; starać się opowiadać jako ostatni.

Po trzecie, możemy musieć wkrótce zdecydować, czy przystąpić do nowej, głębiej zintegrowanej Unii Europejskiej, czy nie. Alternatywy są wykuwane już teraz, na niezliczonych spotkaniach, debatach, w kolejnych „dealach” i specjalistycznych artykułach. To ta krzątanina zadecyduje o ich finalnym kształcie. Aktywność Polski jest tu – z powyższych względów – minimalna.  To do siebie powinniśmy więc przede wszystkim kierować pretensje, gdy pomysły na nową Europę przybierają (jak w wizjach Macrona, czy, do pewnego stopnia, Komisji Europejskiej) mało korzystny dla nas kształt, a kraje „Trójmorza” lgną w spornych sprawach raczej do zachodnich stolic niż do Warszawy. Pustkę można jednak wypełnić, a braki – nadrobić.

dyrektor i założyciel „Nowej Konfederacji”. Politolog zaangażowany, publicysta i eseista, organizator. Absolwent UMCS i studiów doktoranckich na UKSW. Pierwsze doświadczenia zawodowe zdobywał w Polskim Radiu i, zwłaszcza, w „Rzeczpospolitej” Pawła Lisickiego, później był wicenaczelnym portalu Fronda.pl i redaktorem kwartalnika „Fronda”. Następnie założył i w latach 2010–2013 kierował kwartalnikiem „Rzeczy Wspólne”. W okresie 2015-17 współtwórca i szef think tanku Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Publikował też m.in. w „Gazecie Polskiej”, "Dzienniku Gazecie Prawnej", „Gościu Niedzielnym”, „Polsce The Times”, "Arcanach", „Super Expressie”, „Znaku”. Pochodzi z Lublina, mieszka w Warszawie. Prowadzi profile na Facebooku i Twitterze. https://www.facebook.com/bradziejewski https://twitter.com/Radziejewski

Komentarze

9 odpowiedzi na “Nowy ład europejski i światowy już powstaje”

  1. Marcin pisze:

    Cytat z Pana artykułu “Frontowe położenie powinno skłaniać – zwłaszcza w niespokojnych czasach – nie do stawiania na jednego konia, ale do „zarzucania kotwic, gdzie się da”, jak to określił Olaf Osica” –
    – Dlaczego ciągle stawiacie nas Polaków we frontowym położeniu? Śpieszno wam do wojny? Z kim?
    Twierdzi Pan również, że możemy w ciągu kilku lat zbudować silną armię (sic!). Pisze Pan, że jesteśmy zamożni, z drugiej strony jest “rachityczność własnego kapitału, nauki i techniki”. Proszę podać jakieś szczegóły jak Pan to sobie wyobraża. Bez tego Pana artykuł – z całym szacunkiem – jest zwykłą wierszówką.

  2. wizje na bok - najpierw rzeczywistość pisze:

    Ludzie mają różne wizje, szczególnie gdy zalewają ich informacje – problem w tym, że te informacje nie są opisem faktów, a oparte na takich informacjach wizje są odklejone od rzeczywistości.

    UE nawet w swoim szczytowym okresie nie mogła stać się federacją, ba największe sukcesy cywilizacyjne, gospodarcze Wspólnoty Europejskie odnosiły przed powstaniem UE.

    Słowa o federalizacji to retoryczna ucieczka do przodu, propaganda, UE wstrząsają problemy wewnętrzne, do których doprowadziły elity europejskie. Tzw. kryzysy imigracyjny wywołała przywódczyni UE, to największa zbrodnia na cywilizacji europejskiej od czasu II WŚ i zagrażająca jej istnieniu.

    A problemy gospodarcze, finansowe, społeczne UE – olbrzymie bezrobocie w państwach południa, kolejne stracone pokolenia. Kryzys zadłużeniowy – dług Francji to około 100% PKB, Włoch około 130% PKB. Grecja załamała się finansowa gdy jej dług przekroczył 110% PKB. Największym sukcesem jest ogłaszana sekularyzacja w Irlandii i Hiszpanii.

    A wydarzenia w Chemnitz – społeczeństwa europejskie buzują, przygniecione propagandą i przemocą symboliczną elit przez dwie dekady są na granicy wytrzymałości.

    Tymczasem, żeby zbudować federację – potrzebna byłaby jedność społeczna, kulturowa, determinacja, odwaga. Nie bełkot Macrona czy Merkel, tylko wola Europejczyków, nadzieja, zaufanie. Tego nie ma – jest coś zupełnie przeciwnego.

    To tylko porównanie, pewna analogia – ale społeczeństwa europejskie doświadczone postępującą przez dekady ideologizacją, modelowane, poddane inżynierii społecznej przypominają zgliszcza społeczne pozostawione przez Sowietów.

  3. daras pisze:

    @”wizje na bok – najpierw rzeczywistość”
    Masz dużo racji, ale przywódcy przez pewien czas (nawet dość długi) mogą realizować swoje wizje nie mając poparcia własnych społeczeństw i ignorując wewnętrzne problemy. Machiny biurokratyczne Niemiec i Francji są na tyle sprawne, że mogą tak postąpić. Kiedyś to się rozsypie, ale to “kiedyś” może potrwać długo. Nawet jedno pokolenie. Dopiero, gdy dorosną dzieci dzisiejszych imigrantów i wygrają wybory to … możemy mieć “uległość” Houllecbecq’a 🙂 Możliwe też, choć dzisiaj nikt nie bierze tego pod uwagę, że ci przybysze się zgermanizują. Niemcy już nie raz wchłaniali tak inne ludy. Ale nawet jeśli to wszystko się zawali to nie od razu.

  4. Mściwój pisze:

    @”wizje na bok – najpierw rzeczywistość”
    Masz dużo racji, ale przywódcy przez pewien czas (nawet dość długi) mogą realizować swoje wizje nie mając poparcia własnych społeczeństw i ignorując wewnętrzne problemy. Machiny biurokratyczne Niemiec i Francji są na tyle sprawne, że mogą tak postąpić. Kiedyś to się rozsypie, ale to “kiedyś” może potrwać długo. Nawet jedno pokolenie. Dopiero, gdy dorosną dzieci dzisiejszych imigrantów i wygrają wybory to … możemy mieć “uległość” Houllecbecq’a 🙂 Możliwe też, choć dzisiaj nikt nie bierze tego pod uwagę, że ci przybysze się zgermanizują. Niemcy już nie raz wchłaniali tak inne ludy. Ale nawet jeśli to wszystko się zawali to nie od razu.

  5. Max pisze:

    W skrócie: autor pisze, że ostatnie 30 lat zostało zmarnowanych, wszystkie rządy są złe, zła konstytucja, zła armia, zła ekonomia; sam zaś nie przedstawia żadnych propozycji, oprócz ogólników i pustych życzeń. Oczywistości, jak to, że trzeba być jednocześnie proeuropejskim i proamerykańskim itd. każdy dobrze wie. Krytyka wszystkiego dookoła i zero konkretów. Niestety jeden ze słabszych artykułów na tym portalu w ostatnim czasie.

  6. igo pisze:

    “Frontowość Polski” wynika z położenia na mapie świata, w tym miejscu jakie zajmujemy nie możemy pozwolić sobie na neutralność, ani nie mamy na to szans, bo inni za nas rozstrzygną o naszych losach.

  7. Polak pisze:

    Federacyjna wizja Francji jest sprzeczna z wizją Niemiec w jednym zasadniczym punkcie – Europy Wschodniej. Macron wyraźnie prze do tego żeby gospodarcze zaplecze Niemiec w postaci Europy Wschodniej, a głównie Polski od Niemiec oddzielić, a fundusze skierować na południe, na zaplecze Francji. To głównie Europa Wschodnia spowodowała, że w “silniku francusko-niemieckim” powstała gigantyczna nierównowaga. Jak myślicie, Niemcy zgodzą się na to? Dla nich oznaczałoby to bardzo poważne osłabienie, a na to w sytuacji sankcji USA i coraz bezczelniejszego konkurowania technologicznego przez Chiny, nie mogą sobie pozwolić.
    Oczywiście, ta kalkulacja jest prawdziwa tak długo jak długo Warszawa nie przegnie i Niemcy nie zaczną inaczej wyliczać opłacalności swojej polityki, ale do tego raczej jeszcze daleko.

  8. Krzysztof pisze:

    Pisze Pan “jak najszybciej nadrabiać zaległości……” – jak najbardziej tak tylko kto to ma zrobić? Chodzi mi oczywiście o “klasę” (choć to raczej deklasa) polityczną? Kogo Pan widzi w roli tych budowniczych, Siłaczek naprawy państwa, mężów stanu?

    “Sterowne państwo … można zbudować…” – cóż, jak na razie mamy cały czas państwo sterowane z zewnątrz, a nie sterowne i nic nie wskazuje na to, żeby się to miało zmienić. Zresztą jak ma się zmienić, skoro spora część “klasy” politycznej, a w zasadzie jej większość (od prawa do lewa, cokolwiek na naszej scenie to oznacza) wyczynia różne antypaństwowe brewerie jak np. bezkrytyczne wspieranie aktualnej polityki ukraińskiej, której proweniencja jest wiadomo jaka i nikt z tamtej strony tego nie ukrywa. Smutnym podsumowaniem tego niech będzie widok polskich polityków na majdnowej scenie na tle morza czarno-czerownych flag i z namaszczeniem słuchających “hierojam sława”. W tego typu absurdach panuje zadziwiająca zgodność mainstreamowych opcji politycznych, jak i mediów, w tym prasy, od GP do GW. Jak ma się zmienić, skoro nasza polityka sprowadza się do występowania w roli harcownika USA i to jeszcze o zgrozo za darmo. Żebyśmy na tym przynajmniej jakoś sensownie zarabiali. Ale nie, tego też nie umieją rządzący załatwić.

    To, że jest źle, to wiadomo, ale co zrobić, żeby było lepiej? I przede wszystkim, kto miałby to zrobić i czy zewnętrzne ośrodki nam na to pozwolą, nawet gdyby już ktoś taki się znalazł. A że nie pozwolą, to dobrze obrazuje sytuacja, o której kiedyś wspominano, niestety mało i krótko, jak zrezygnowano z chińskiego inwestora chcącego budować kanał na Śląsku, mający docelowo łączyć dorzecza Wisły, Odry i Dunaju. A dlaczego zrezygnowano? Bo podobno firma miała jakieś zarzuty korupcyjne w …. Bangladeszu.

  9. marcin2 pisze:

    Ten artykul i te poprzednie, cytowane w nim mnie zdumiewaja. Polscy “eksperci” analizuja przemowienia i prasowe artykuly i na tej podstawie radosnie spekuluja. Jak amerykanscy sowietolodzy w latach 60 tych. Wychodzi na to, ze nikt nie wie co sie tak naprawde dzieje w Brukseli czy Berlinie. Juz za pare lat mamy zostac czescia zupelnie nowego supermocarstwa, ale na razie nic o tym nie wiemy. Najbardziej podobaja mi sie wplecione w te artykuly prosby, zeby tym razem potraktowac Macrona powaznie. To ma byc jeden z glownych maszynistow w naszym supermocarstwowym pociagu ale na razie ma ten problem ze ludzie nie traktuja go powaznie. What can possibly go wrong?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz