Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Niestrawna mieszanka kagańcowa

PiS na różnych etapach reformy sądownictwa argumentuje, że podobne rozwiązania są stosowane za granicą. Ta argumentacja jest nieprawidłowa – i dotyczy to też ustawy dyscyplinującej sędziów
Prawo i Sprawiedliwość, nie zważając na protesty i krytykę środowiska sędziowskiego, przyjęło ustawę dyscyplinującą sędziów, zwaną potocznie ustawą kagańcową. W odpowiedzi na liczne zarzuty, podnoszone przez krajowych prawników i zagraniczne instytucje, rząd sprowadza swoją retorykę głównie do jednego argumentu: „Na Zachodzie funkcjonują podobne regulacje”. Od początku kadencji PiS-u argument ten podnoszony był prawdopodobnie przy każdej reformie wymiaru sprawiedliwości. Za każdym razem, gdy ktoś krytykował projektowane rozwiązania, przypominano, że w Hiszpanii członków tamtejszej krajowej rady sądownictwa powołują politycy, albo że sędziów w Niemczech powołuje minister sprawiedliwości. Gdy jednak wgłębimy się w analizę regulacji za granicą, orientujemy się szybko, że te rozwiązania są osadzone w zupełnie innej pozycji ustrojowej i w innym kontekście. Taka regulacja wynika z tradycji francuskiej: kolejne rewolucje i powroty do monarchii sprawiły, że...

Kup prenumeratę i czytaj NK!

Już od 1 zł/mc

Zaloguj się lub załóż konto
Zajmie Ci to tylko kilka sekund
Przejdź do prenumerat

lub

Kup pojedynczy dostęp do wybranego artykułu
za jedynie 9,90 zł

Stały współpracownik NK. Ekspert Centrum Analiz KoLibra. Naukowo zainteresowany prawem gospodarczym oraz tematyką związaną z ekonomiczną analizą prawa.

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Niestrawna mieszanka kagańcowa”

  1. Wintergreen pisze:

    Wszystko to racja, ale są to takie drzewa zasłaniające las.
    1. Skończmy już może z tym utyskiwaniem na upadek trójpodziału władzy, którego nie było nigdy ani w Polsce (a najbliżej do niego było chyba przed rozbiorami), ani w większości państw europejskich; w III RP przynajmniej od 1997 r. mieliśmy (mamy?) co najwyżej podział na władzę ustawodawczo-wykonawczą, spoczywającą w rękach większości sejmowej, i sądowniczą. Przed Monteskiuszem był jeszcze Locke, który, jeśli dobrze pamiętam, postulował przede wszystkim rozdzielenie władzy ustawodawczej i wykonawczej, nie wspominając nic o sądownictwie, tyle że o tym nikt nie wspomina, bo nie można się tym posłużyć w plemiennej wojence.
    2. Brakuje tu refleksji, po co nam w ogóle ten trójpodział i niezależne sądownictwo, tak jakby to były jakieś prawidła ustalone dla ludzkich społeczeństw przez Stwórcę, których winniśmy przestrzegać, by nie łamać harmonii Wszechrzeczy. Racją istnienia wymiaru sprawiedliwości nie jest tymczasem jego niezależność, tylko wydawanie sprawiedliwych wyroków, a niezależność jest tylko środkiem tej racji służącym. Jeśli więc niezależne sądy nie wydają sprawiedliwych wyroków, cała ich niezależność nie zda się psu na budę. Oświeceniowi myśliciele postulowali rozdział i wzajemne kontrolowanie się władz, by utrudnić im napaści na obywateli; polskiemu wymiarowi sprawiedliwości zdarzało się na obywateli napadać w czasach swej suwerenności, by wspomnieć wyczyny sędziego Juszczyszyna, który w antypisowskim ruchu oporu wyrósł na bohatera znakomitego niczym Rene Artois we francuskiej Resistance.
    3. Ponieważ nie zdarzyło mi się robić interesów ani z poprzednią władzą, ani z obecną, nie ma dla mnie właściwie znaczenia, czy na sędziów powołuje minister sympatyków swej partii, czy też inni sędziowie wybierają ich spośród członków znakomitych prawniczych rodów. Co innego, gdybym sam miał wpływ na ten wybór; stanowienie prawa wymaga większych kwalifikacji niż stosowanie paragrafów do konkretnych przypadków z tzw. życia, a przecież ustawodawców mogę sobie wybierać. Zdaję sobie sprawę, że opracowanie sposobu wyboru sędziów przez obywateli jest zagadnieniem skomplikowanym i wieloaspektowym, i nie mnie, prostemu człowiekowi, proponować konkretne rozwiązania. Jest to zadanie dla wszelkiej maści ekspertów; w każdym razie byłoby to z większym pożytkiem dla ogółu niż dostarczenie argumentów na zamówienie jednej czy drugiej strony trwającego konfliktu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz