Nadchodzi nacjonalizm 2.0?

Klimat wobec postaw i zjawisk, które można określić mianem patriotyczno-narodowych, zmienia się diametralnie in plus w porównaniu z tym, z czym mieliśmy do czynienia jeszcze 15 lat temu

Klimat wobec postaw i zjawisk, które można określić mianem patriotyczno-narodowych, zmienia się diametralnie in plus w porównaniu z tym, z czym mieliśmy do czynienia jeszcze 15 lat temu.

Truizmem jest stwierdzenie, iż narodowa demokracja odegrała znaczną rolę w procesie budowania narodowej tożsamości na przełomie XIX i XX w. Warto jednak przyjrzeć się temu procesowi bliżej, jeśli chcemy szukać analogii z dniem dzisiejszym.

Bezalternatywna wszechpolskość

Pamiętajmy o tym, że endecja w tamtym czasie to w zasadzie ni to lewica, ni prawica. Zbytnio zresztą nie może to dziwić. Jeśli ma się ambicję objąć swym zasięgiem cały naród, głosi się ideę „wszechpolską”, innej drogi po prostu być nie może. Stąd mieliśmy do czynienia we wczesnej fazie rozwoju obozu narodowego z odwoływaniem się do ideologii demokratycznej, z pozytywnym ocenianiem pewnych aspektów działalności PPS na ziemiach polskich w „Naszym patriotyzmie” Dmowskiego czy wreszcie współpracą z konserwatystami, mimo że tenże Dmowski był przecież autorem „Upadku myśli konserwatywnej w Polsce”, a politykę przez nich realizowaną określał „odmianą politycznego niedołęstwa i politycznej bezmyślności”. Z kolei przywódca konserwatystów w zaborze rosyjskim Erazm Piltz w książce „Nasze stronnictwa skrajne” obok socjalistów umieścił właśnie narodowych demokratów.

Widzimy tutaj pozorne sprzeczności, ale łatwo dają się one wytłumaczyć w świetle naczelnej idei, która endekom wówczas przyświecała. Chodziło tu rzecz jasna o unarodowienie ludu; tam, gdzie postrzegali oni widoki na pozyskanie sprzymierzeńców w tym dziele, nie wahali się z nimi podejmować współpracy. Oczywiście dalekosiężnym celem tego wszystkiego było odzyskanie niepodległości.

Jan Ludwik Popławski w 1896 r. rozpoczął wydawanie miesięcznika dla ludu „Polak”, pismo było przeznaczone dla ludności wiejskiej wszystkich zaborów, stanowiło niejako platformę transmisji zasad ideowych wykutych w „Przeglądzie Wszechpolskim” dla środowiska wiejskiego. Nie bez słuszności „Polak” uważany jest za najwybitniejsze osiągnięcie publicystyczne Popławskiego, na jego łamach prowadził on regularnie rubrykę „Sprawy polskie”, w której przybliżał dzieje Polski, eksponował zwłaszcza tradycję wojen obronnych i powstań narodowych, a szczególnie udział w nich przedstawicieli ludu (Bartosz Głowacki, Jan Kiliński) oraz omawiał zagadnienia z zakresu polskiej geografii, kultury, obyczajów czy języka.

Jak endecy naród budowali

Wszystko to oczywiście służyć miało rozbudzeniu świadomości narodowej wśród ludności wiejskiej, przetworzeniu tej biernej masy w rozumiejących swą ponadzaborową jedność Polaków zdających sobie sprawę z obowiązków, jakie nakłada przynależność do narodu będącego niejako in statu nascendi. Używając już klasycznych pojęć Andrzeja Walickiego, można powiedzieć, że patriotyzm jako „wola narodowa” odszedł do lamusa, patriotyzm jako „idea narodowa” stał się niewystarczający, a więc należało stworzyć jego nowy typ, przystający do czasów im obecnych: patriotyzm „narodowego interesu”.

Jeśli przyjęlibyśmy cokolwiek „trącącą myszką” tezę postmodernistów, iż to nacjonaliści stworzyli niejako ex nihilo naród, to przykład narodowych demokratów mógłby z powodzeniem ją podpierać. W praktyce działania i ideologii narodowej demokracji przełomu wieków obecny był (jednak w zasadzie naskórkowo) antyklerykalizm i na pewno nie demonizowałbym go tak jak Michał Łuczewski w niedawnym tekście z „Nowej Konfederacji”. Po prostu eksponowanie tego elementu byłoby sprzeczne z realizmem politycznym „wyznawanym” przez endeków, zdawali sobie oni sprawę, że bez katolicyzmu i Kościoła tego nowoczesnego narodu nie będą w stanie zbudować żadną miarą. Walka o wprowadzenie języka polskiego w nauczaniu religii w Królestwie Polskim i w Poznańskim czy też o swobodę powrotu do wyznania unickiego w diecezji chełmskiej była też ich walką, warunkiem sine qua non utrzymania tożsamości polskiej na tych terenach.

A więc ten splot spraw religijnych i politycznych uniemożliwiał jakiś wojujący antyklerykalizm: tak właśnie sprawę tę przedstawiał Popławski w jednym ze swoich artykułów z „Przeglądu Wszechpolskiego” z 1897 r. pisząc, iż gdyby hipotetycznie miało dojść do przeciwstawienia się Stolicy Apostolskiej w przypadku konfliktu interesów pomiędzy Kościołem a polską racją stanu, równałoby się to „politycznemu samobójstwu”. Rzecz jasna, widoczne w tym było utylitarne podejście do Kościoła, ale nie mogło być mowy o jego lekceważeniu, a tym bardziej otwartej wobec niego wrogości. Uznawano, że katolicyzm ma doniosłe znaczenie w całokształcie czynników, które musi brać pod uwagę projektowana linia polityczna, że ma niezwykle ważne znaczenie w życiu społeczeństwa polskiego, a nawet stanowi niekiedy tej polskości symbol. Z biegiem czasu to akcentowanie modelu Polaka katolika i symbiozy polskości z katolicyzmem narastało (nie miejsce tu na analizowanie tego przyczyn) i tutaj za taki symptomatyczny przykład możemy uznać już broszurę Ludwika Bujalskiego z 1921 r. pt. „Kamień węgielny”, o wiele mniej dziś znaną niż kilka lat późniejsza książka „Kościół, naród i państwo” Dmowskiego.

Młodzi wracają do tradycji

Odnosząc się do dzisiejszej sytuacji, zwróciłbym też uwagę na te działania i zjawiska (można zarzucać im powierzchowność czy bezrefleksyjne uleganie modzie), które jednak jeżą włosy na głowie niektórym środowiskom. Chodzi np. o odrodzenie muzyki tożsamościowej w Polsce. Jeszcze kilka lat temu narzekaliśmy, że Czesi mają Daniela Landę, Chorwaci Marko Perkovica Thompsona, Węgrzy Hungarice, a tylko u nas nie ma poważnego zespołu, który propagowałby tego rodzaju treści. Do tego dochodzi coraz częściej zyskująca pozycję bestsellerów literatura opowiadająca czy to o Brygadzie Świętokrzyskiej, czy bandyckiej działalności PPR w czasach okupacji, różnego rodzaju gadżety, z najbardziej widocznymi t-shirtami o treści patriotycznej, których pełno widać na ulicach. Jeszcze niedawno ubranie się w coś takiego i paradowanie w biały dzień uznane byłoby za żenujące, prym wodziły raczej koszulki z Che Guevarą. Poza tym nie istniał zupełnie rynek na tego rodzaju akcesoria. Dziś zaś powstają one jak grzyby po deszczu.

Czyli to młode pokolenie jednak odnalazło coś, czego usiłowano go pozbawić, od czego wręcz programowo wręcz je odwodzono, obawiając się wskrzeszenia „demona nacjonalizmu”, co więcej, przyjęło to za własną, potrzebną im manifestację w przestrzeni publicznej. Pojawił się więc jakiś wspólny kod, wspólnota komunikowania, czego lekceważyć nie można. Po tym zachłyśnięciu się wszystkim, co zachodnie, przyszedł, jak widać, czas na odreagowanie. W tym może bardziej upatrywałbym asumptu do pobudzenia tych wartości narodowych, a niekoniecznie w różnych mniej lub bardziej niszowych partyjkach i organizacjach narodowych, którym chwała za to, że trwali i przetrwali w tych cięższych dla nich chwilach. Choć trzeba powiedzieć, że często widać wśród nich pewne rozgoryczenie, iż ktoś odebrał im monopol na tego typu działania, że wykorzystuje pewną modę, która się pojawiła, czerpiąc z tego profity. Widoczny jest żal, iż oni tak, jak „grali” w podziemiu, tak nigdy z niego nie wyszli, pojawiły się zaś zespoły mainstreamowe, które momentalnie zdobyły słuchaczy i sukces komercyjny na polską miarę. Przybywa też patronów szkół związanych z szeroko rozumianymi tradycjami narodowymi czy patriotycznymi. Warto wspomnieć, że w mojej uczelni PWSZ im. rotmistrza Pileckiego w Oświęcimiu otwarto niedawno aule im. Kazimierza Piechowskiego, uciekiniera z KL Auschwitz i więźnia politycznego czasów komunistycznych, a takie przykłady w całym kraju mnożą się z każdym dniem.

Na koniec jeszcze jedno: tzw. zagadnienie kibolskie, często demonizowane w ostatnim czasie, choć nie bez własnej winy tej społeczności. Musimy pamiętać, że w przeważającej części to jednak normalni ludzie, którzy mają swoje rodziny, prace, o ile nie zostali „zredukowani” w ramach tzw. restrukturyzacji przedsiębiorstw czy chodzą do szkoły. Oni również z pewnością to zarzewie mogą stanowić, zwłaszcza jeśli obserwujemy akcje, w których biorą coraz częściej udział, a które medialnie nagłaśniane nie są, ponieważ nie ma tam rac, bójek, kominiarek, jest natomiast wsparcie w domach dziecka, organizowanie bezpłatnych korepetycji, zbiórki żywności, pomoc w hospicjach i setki innych mniejszych lub większych inicjatyw, które nigdy nie przedrą się do środków masowego przekazu. A jak pisał Prymas Tysiąclecia: „Samolubne życie nie przynosi nikomu korzyści, jak najpiękniejsze nawet ziarno, pozostające w spichlerzu, nikomu nie służy. Ale gdy zostanie wrzucone w ziemię i obumrze, zaczyna kształtować nowe życie”. Przemawiając w powstańczej Warszawie, wówczas jeszcze kapelan oddziałów powstańczych ks. Wyszyński mówił: „Pierwszy wniosek to upowszechniać ideę ofiary za ojczyznę. Może nam się wydaje, że dzisiaj wystarczy zabezpieczyć naród nasz, jego byt i wolność traktatami pokojowymi i aliansami międzynarodowymi? Nic to jednak nie pomoże, gdy młodzież polska nie będzie zdolna do ofiary za ojczyznę”. Jak bowiem, zapytywał, wyglądałoby nasze życie narodowe bez ludzi zdolnych do poświęceń i ofiary?

Symptomy poprawy

A więc mimo wszystko niech żywi nie tracą nadziei, symptomy poprawy mimo wszystkich negatywnych zjawisk moim zdaniem są jednak widoczne, choć o skali zjawiska można dyskutować, a pewne trendy społeczne zdają się zmierzać w zupełnie odwrotnym kierunku, niż to przewidywali architekci współczesnej rewolucji kulturalnej, inżynierowie od pierekowki dusz dążący do stworzenia nowoczesnego „człowieka bez właściwości”, nagiego, obnażonego, bez dodatkowych określeń, wyzwolonego z „miazmatów” patriotyzmu, pozbawionego jakiegokolwiek umocowania i wydartego ze wszelkiej wspólnoty, człowieka zamieszkiwanego jedynie przez siebie samego i dającego się rozpoznać wyłącznie za sprawą swego człowieczeństwa. Człowieka, który postrzegał będzie więzi łączące go ze wspólnotą, której jest członkiem, czysto kontraktualnie, będzie wobec niej lojalny jedynie wówczas, gdy przynosić mu to będzie jakieś wymierne efekty, w chwilach trudnych zaś bez żalu ten kontrakt zerwie.

Młode pokolenie jednak odnalazło coś, czego usiłowano go pozbawić, od czego wręcz programowo je odwodzono, obawiając się wskrzeszenia „demona nacjonalizmu”

Czy ludzie tworzący ów renesans patriotyzmu-nacjonalizmu stanowią większość? Na pewno nie. Czy to patriotyzm jedynie jarmarczny i koszulkowy, trudno jednoznacznie nam to ocenić już w tym momencie. Ja widzę jedynie, że klimat wobec pewnych postaw i zjawisk, które można określić mianem patriotyczno-narodowych, zmienia się diametralnie in plus w porównaniu z tym, z czym mieliśmy do czynienia choćby 15 lat temu.

Nowa Konfederacja

ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI DARCZYŃCOM. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Politolog i religioznawca. Doktor habilitowany nauk humanistycznych w zakresie nauk o polityce, kierownik Zakładu Historii Stosunków Państwo–Kościół w Instytucie Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, profesor i kierownik Zakładu Media, Komunikowanie i Polityka Międzynarodowa w Instytucie Politologii Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. rotmistrza Witolda Pileckiego w Oświęcimiu. Jego zainteresowania koncentrują się wokół historii idei oraz relacji pomiędzy religią a sferą polityczną. Autor książek „Katolicyzm a idea narodowa. Miejsce religii w myśli obozu narodowego lat okupacji” (Lublin 2002) i „Oportet vos nasci denuo. Myśl społeczno-polityczna Jerzego Brauna” (Kraków 2006), „O dobro wspólne. Szkice z katolicyzmu społecznego” (Kraków 2010), „Dobro, piękno, rozum, wiara w kontekście nauczania Jana Pawła II” (współred. z J. Diecem, Oświęcim 2009), „Religia, polityka, naród. Studia nad współczesną myślą polityczną”, (red. Kraków 2010), „Oblicza wolności” (red. Oświęcim 2010), „Godność człowieka” (red. Oświęcim 2012). Publikował m.in. w pismach: „Dialogue and Universalism”, „Dzieje Najnowsze”,„Fronda”, „Glaukopis”, „Kontakt”, „Nomos”, „Obywatel”, „Państwo i Społeczeństwo”, „Polityka i Społeczeństwo”, „Politeja”, „Pressje”, „Polityka Narodowa”, „Pro Fide Rege et Lege”, „Przegląd Religioznawczy”, „Studia Judaica”, „Studia Religiologica”, „Templum Novum”. Mieszka w Myślenicach.

Komentarze

3 odpowiedzi na “Nadchodzi nacjonalizm 2.0?”

  1. RadykalnyŁukasz pisze:

    Trzeba przyznać, że wśród pewnych środowisk zapanowała moda na patriotyzm. Głównie wyrażana jest w internecie przez niby patriotycznych liberałów ale to jest nic nieznaczący margines. Znaczna część są to ludzie gotowi bardzo wiele poświęcić dla narodu/kraju. Widać ich na Marszu Niepodległości.

  2. Hosting pisze:

    Nacjonalizm czy nacjonalizmy? Funkcja wartosci chrzescijanskich, swieckich i neopoganskich w ksztaltowaniu idei nacjonalistycznych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz