Miejski wymiar warszawskiego referendum

Aktualności,

Istotna polemika toczy się między tymi, którzy miasto chcieliby uczynić wspólnotą podatników, a tymi, którzy są rzecznikami szerokiego prawa do miasta.

Referendum warszawskie nie odegra decydującej roli w wojnie między Jarosławem Kaczyńskim a Donaldem Tuskiem. Jednak to dzięki tej wojnie warszawski Blok Status Quo skupiony wokół Hanny Gronkiewicz-Waltz utrzyma władzę w mieście. Uważam, że szalę zwycięstwa przechylił na stronę prezydent stolicy lęk przed „zwycięstwem PiS”.

Samo referendum było jednak przede wszystkim ważną grą miejską, zręcznie przejętą przez dwie wielkie partie i zdeformowaną przez wielkie media. Grą, w której Blok Status Quo musiał dokonać zasadniczych korekt swojej pełnej arogancji i technokratycznej wyniosłości polityki. Przez następne dwanaście miesięcy będzie musiał zachować daleko posuniętą ostrożność, formułując cele polityki miejskiej bliżej najbardziej oczywistych oczekiwań mieszkańców, związanych ze sprawnością miejskich instytucji i cenami miejskich usług oraz terminami oddawania istotnych inwestycji.

Jednak nie ustępstwa władz Warszawy były stawką w tej grze. Inicjatywa burmistrza Piotra Guziała dawała szansę na spektakularne – bo mające miejsce w największym i uważnie obserwowanym mieście – sformułowanie innego pomysłu na politykę miejską. Niestety, to przeciwnikom Gronkiewicz-Waltz się nie udało. Nie tylko za sprawą niemądrej kampanii PiS. Inicjatorzy referendum nie potrafili pokazać, że mają lepsze pomysły, potrafią organizować debatę o mieście, posiadają alternatywne i atrakcyjne dla warszawiaków symbole.

Mimo to kampania referendalna była „grą miejską” uruchamiającą ważne konteksty kulturowe i społeczne. Zarówno pomysł Karty Warszawiaka, jak i medialne oraz internetowe spory na temat „słoików” czy prawa do dopisywania się do listy otworzyły pole ważnego sporu o to, kto „jest z miasta”. Poglądy pani prezydent są w tej sprawie jasne. Przynajmniej od kiedy wyraziła przekonanie, że to nie warszawiacy są sygnatariuszami wniosku referendalnego. I jakkolwiek by to paradoksalnie brzmiało w świetle pełnionej przez nią funkcję – są mało istotne. Komunikuje ona bowiem całkiem anachroniczną „linię miejskiej biurokracji”, w myśl której władza oczekuje od obywateli przede wszystkim tego, by nie przeszkadzali w rządzeniu.

Jakaś nowa warszawska elita lub jej część próbuje „zamknąć miasto”, ekonomicznie i kulturowo

Istotna polemika toczy się między tymi, którzy miasto chcieliby uczynić wspólnotą podatników, najlepiej zameldowanych na pobyt stały we własnych mieszkaniach, a tymi, którzy są rzecznikami szerokiego prawa do miasta. Zwłaszcza jeżeli jest ono stolicą. Oznacza to bowiem, że zawdzięcza sporo miejsc pracy urzędom i instytucjom centralnym funkcjonującym dzięki podatkom zbieranym w całym kraju.

Przez wiele lat Warszawa była znana ze swojej otwartości. Karta Warszawiaka, wykpiwanie „słoików”, czynienie z nich politycznego przeciwnika, pokazują, że coś się zmieniło. Pokazują, że jakaś nowa stołeczna elita lub jej część próbuje „zamknąć miasto”, ekonomicznie i kulturowo. Nie jest ani z PO, ani z PiS. Nie siedzi w tej czy innej redakcji. Ale jeżeli jej – nie zawsze wypowiadane wprost – ksenofobiczne przekonania zdobędą przewagę, to miasto straci wiele ze swego uroku.

Realne podziały miejskie dotyczą dziś bowiem nie przekonań światopoglądowych czy miłości lub wstrętu do partyjnych liderów. Ich istotą są prawa dostępu do różnych funkcji miasta, sposób traktowania całych grup społecznych przez instytucje publiczne (miejskie i krajowe), a także – last but not least – szacunek, jaki okazują władze i media tym grupom. Różnice są czymś realnym. Sposób wykorzystywania ich w polityce, gra na obniżenie lub wzmocnienie konfliktu – podstawą do ocen wyrażanych choćby w wyborach.

Przegrana, jaką poniosła inicjatywa referendalna, jest zatem podwójna: do zbyt niskiej frekwencji dodać trzeba porażkę w walce o treść sporu. Jeżeli z niej inicjatorzy i rzecznicy referendum wyciągną wnioski, wybory warszawskie 2014 r. mogą być znów ciekawe.

Nowa Konfederacja
INTERNETOWY TYGODNIK IDEI, NR 2/2013, 17–23 PAŹDZIERNIKA 2013, CENA: 0 ZŁ