Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Mandat za piwo pod chmurką?

Władze lokalne mają otrzymać szersze kompetencje w zakresie ograniczania dostępu do miejsc sprzedaży alkoholu. Nowelizacja może też doprowadzić do całkowitego zakazu spożywania alkoholu w miejscach publicznych

 

Czy piwa nad Wisłą w Warszawie można napić się legalnie? Dzięki postanowieniu Sądu Najwyższego (I KZP 14/16) i uniewinniającemu mnie wyrokowi sądu okręgowego, wielu mieszkańców i gości Warszawy mogło tego lata napić się alkoholu nad brzegiem rzeki, bez ryzyka otrzymania mandatu. Czy jednak powróci groźba mandatów za „piwo pod chmurką” w miejscach, które dziś nie są objęte zakazem?

31 października br. do Sejmu wpłynął projekt zmian w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi autorstwa posłów PiS. Wcześniej bardzo podobny projekt zapowiadało Ministerstwo Zdrowia. Po pierwsze, władze lokalne mają otrzymać szersze kompetencje w zakresie ograniczania dostępu do miejsc sprzedaży alkoholu (np. ich liczba na terenie miast i dzielnic czy ustalanie godzin otwarcia). Po drugie, nowelizacja może doprowadzić do całkowitego zakazu spożywania alkoholu w miejscach publicznych.

Nie istnieje korelacja pomiędzy surowością przepisów dotyczących napojów alkoholowych i spożyciem alkoholu na osobę

W Polsce nie było do tej pory zakazu spożywania alkoholu w miejscach publicznych. Art. 14 ustawy o wychowaniu w trzeźwości wymienia konkretne miejsca, w których spożywanie napojów alkoholowych jest zabronione. W ust. 2a wskazuje na zakaz picia „na ulicach, placach i w parkach, z wyjątkiem miejsc przeznaczonych do ich spożycia na miejscu, w punktach sprzedaży tych napojów”.

Propozycja zgłoszona przez posłów PiS zmienia zapis tego artykułu na: „zabrania się spożywania napojów alkoholowych w miejscu publicznym, za wyjątkiem miejsc do tego przeznaczonych”. Oznacza to, że autorzy projektu chcą wprowadzić zakaz spożywania alkoholu w całej przestrzeni publicznej. Ponadto definicje „miejsca publicznego”, podane wyłącznie w uzasadnieniu do projektu, jeśli będą miały zastosowanie, są tak szerokie, że mogą obejmować także przestrzenie będące prywatną własnością.

Jeśli intencją autorów jest umożliwienie władzom lokalnym tworzenia miejsc przeznaczonych do spożycia alkoholu, to nie wynika to ani z proponowanych przepisów, ani z uzasadnienia do projektu. W przypadku, kiedy opcją domyślną stanie się zakaz picia w całej przestrzeni publicznej, pytanie brzmi: czy znajdą się radni, którzy będą chcieli tworzyć miejsca przeznaczone do spożycia alkoholu?

W większości krajów Unii Europejskiej przepisy dotyczące spożywania alkoholu są zdecentralizowane. Zazwyczaj opcją domyślną, poza miejscami szczególnymi (np. szkoły, szpitale, place zabaw czy okolice sklepów monopolowych), jest przyzwolenie na spożycie alkoholu, a władze lokalne mogą wprowadzać dodatkowe zakazy. Gdyby autorzy projektu chcieli iść w kierunku faktycznej decentralizacji, to najlepszym rozwiązaniem byłoby całkowite wykreślenie z ustawy art. 14 ust. 2a i pozwolenie samorządom na decydowanie, gdzie alkohol nie powinien być spożywany.

Oczywiście przepisy powinny być skonstruowane tak, aby uniemożliwić wprowadzanie odgórnego zakazu spożycia na terenie całego miasta czy gminy. W tym kierunku zmierzał obywatelski projekt zmieniający ustawę o wychowaniu w trzeźwości z 2012 r. (dostępny na stronie inicjatywy „Piwo pod Chmurką”).

Autorzy projektu zwracają uwagę na problemy interpretacyjne związane z dziś obowiązującym zakazem. Jednak postanowienie Sądu Najwyższego z 19 stycznia 2017 r. rozwiało wiele wątpliwości związanych z niejasnymi zapisami. W przypadku, gdyby niejasności interpretacyjne nadal pozostawały, to zarówno sądy, jak i służby mundurowe powinny stosować interpretację korzystną dla osoby podejrzanej o popełnienie wykroczenia (spożycia w miejscu objętym zakazem). Jak bowiem stwierdził SN, „jeżeli zatem w świetle dyrektyw egzegezy możliwe są dwa rezultaty wykładni, to należy przyjąć ten, który jest korzystniejsze dla sprawcy (wykładnia pro libertate)”.

Kiedy opcją domyślną stanie się zakaz picia w całej przestrzeni publicznej, to czy znajdą się radni, którzy będą chcieli tworzyć miejsca przeznaczone do spożycia alkoholu?

Druga istotna zmiana zwiększa kompetencje władz lokalnych w zakresie liczby i godzin otwarcia miejsc przeznaczonych do spożycia alkoholu. Należy podkreślić, że to nie parlamentarzyści będą te limity określać. Jest to działanie w dobrym kierunku i dlatego niezrozumiałe jest, dlaczego podobnej decentralizacji nie dokonuje się także w obszarze decydowania o zakazach spożycia alkoholu.

Oczywiście nie oznacza to, że władze lokalne powinny z nowych przepisów masowo korzystać, zwiększając już obowiązujące restrykcje. Przede wszystkim należy za każdym razem rozważyć, czy nie istnieją inne rozwiązania, lepiej zapobiegające np. nadużywaniu alkoholu czy negatywnym zjawiskom, wynikającym z nadmiernego spożycia. Chodzi o narzędzia, które mogą okazać się bardziej skuteczne, a jednocześnie mniej inwazyjne dla swobody działalności gospodarczej czy wolności konsumentów. Od władz lokalnych warto domagać się tego typu analitycznego podejścia.

Restrykcyjność przepisów dotyczących sprzedaży i dostępności alkoholu w krajach UE mierzy m.in. Indeks Państwowego Paternalizmu tworzony przez sieć europejskich think tanków Epicenter (zob. nannystateindex.org). W ostatniej edycji indeksu, w obszarze napojów alkoholowych, Polska zajęła 9 miejsce jeśli chodzi o restrykcyjność przepisów. Na czele znalazły się Finlandia, Szwecja i Irlandia. Najbardziej liberalne przepisy obowiązują w Hiszpanii, Niemczech, Portugalii i Czechach. Autorzy Nanny State Index zwracają uwagę na brak korelacji pomiędzy surowością przepisów dotyczących napojów alkoholowych i spożyciem alkoholu na osobę. Warto o tym pamiętać w trakcie dyskusji na temat nowych regulacji, także na poziomie władz lokalnych, szczególnie tych, które będą skłonne ograniczać liczbę sklepów czy godziny ich otwarcia.  Państwowe zakazy, nawet jeśli wydają się rzeczą najprostszą z perspektywy decydentów, często okazują się lekarstwem gorszym od choroby.

 

ekonomista, wiceprezes Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju, inicjator kampanii „Legalnie nad Wisłą”, na rzecz legalnej i odpowiedzialnej konsumpcji alkoholu nad brzegiem rzeki w Warszawie

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz